Zbrodnia po irlandzku

Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 2019-08-12
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 978-83-62577-98-9
Liczba stron: 304
Język oryginału: polski

Ocena: 5.08 (13 głosów)

Egzotyczne wycieczki to niebezpieczne hobby. Co roku kilkuset spragnionych wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Dlatego nikogo nie dziwi, że nieszczęścia dotykają również uczestników wyprawy do Irlandii z biurem podróży „Hej Wakacje”. Nikogo poza pilotem wycieczki, którego męczy przeczucie, że coś tu nie gra. Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo musi się użerać z irlandzką pogodą, roszczeniową starszą panią, ciągłymi zmianami programu, zatruciami pokarmowymi i nieprzepartą ochotą, żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy.


Druga powieść Aleksandry Rumin to cięta satyra na Polaków za granicą, pełna obyczajowych obserwacji, wyrazistych postaci i najdziwniejszych perypetii. No i zbrodni, rzecz jasna.

Tagi: komedia kryminalna irlandia wakacje

Kup książkę Zbrodnia po irlandzku

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Zbrodnia po irlandzku

Avatar użytkownika - red_sonia
red_sonia
Przeczytane:2019-08-28, Ocena: 4, Przeczytałam,

„Zbrodnia po irlandzku” to nie tylko komedia, ale i też kryminał, lekki, momentami zabawny, gdzie trup gra drugoplanową rolę i podkreśla absurdalny charakter książki. Nie mniej ważnym czynnikiem budującym klimat tej powieści jest pogoda, wiecznie Zielona Wyspa skąpana w deszczu i mgłach. Czy można sobie wymarzyć lepszy urlop? :D

Link do opinii

Książka, która ubawiła mnie do łez;) Tyle ile niespodzianek spotkało tą wycieczką objazdową po Irlandii, to nigdy się nie zdarzyło. Mamy tu pełną gamę bohaterów, którzy są tak różni jak tylko można. Każdy z nich dokłada swoją cegiełkę do tej historii, przez to ona jest taka dobra. Jestem nią oczarowana, a wątek kryminalny jest tak pięknie wkomponowany w całą tą historię, że do końca nie wiadomo o co chodzi;)

Polecam z całego serca przeczytać ;)

Link do opinii
Avatar użytkownika - Erna
Erna
Ocena: 5, Przeczytałam,

Wycieczki! Wielu z nas po prostu uwielbia podróże, te bliższe i dalsze. Co jednak zrobić, gdy podczas wojaży napotykamy dosłownie same pechowe sytuacje? Jak wyjść z wszelkich ambarasów, szczęśliwie wrócić do kraju? Oto jest pytanie!

Muszę się przyznać, że po raz pierwszy mam styczność z twórczością Aleksandry Rumin, a jej debiutancka powieść jeszcze nie zdołała wpaść w me ręce. Aczkolwiek zetknęłam się z wieloma recenzjami, głównie pozytywnymi, dlatego postanowiłam spróbować „Zbrodni po irlandzku”. Jakoś nigdy nie szalałam za komedią, gdy chodzi o książki, chociaż trafiłam na kilka niezłych, więc i Pani Aleksandrze dałam szansę. Czy na coś konkretnego się nastawiłam? Postanowiłam podejść do lektury na luzie, bez obiecywania sobie czegokolwiek, aby uniknąć ewentualnego rozczarowania. O dziwo, mimo uprzedzeń, spędziłam nad powieścią kilka ciekawych dni, zadowolona, mimo szukania większych wad. Takowych nie znalazłam i doszłam do wniosku, że częściej muszę „wychodzić ze strefy komfortu”, używając modnego ostatnio określenia. Zaczęłam od zaznajamiania się z kryminałami, potem komediami, a teraz zaczynam pałać sympatią do połączenia obu gatunków. Przewrotnie!

Swoją drogą, uwagę przykuwa już sama okładka, o czym pragnę wspomnieć, chociaż próbuję wystrzegać się oceniania po szacie graficznej. Cóż, zmysł estetyki trudno oszukać. Wspominam o tym również z tego względu, że często okładki są bezsensowne, jakby twórcy niespecjalnie kojarzyli fabułę. A w przypadku „Zbrodni po irlandzku” widać, iż zadbano o zgodność, przyłożono się do pracy. Detale są silnie związane ze szczegółami pochodzącymi prosto z książki. Właśnie, na szczęście mogę nadmienić, że treść nie wypada gorzej, całość idealnie się uzupełnia.

Nawet chaosem trzeba umiejętnie pokierować — tak, to brzmi niczym oksymoron, ale proszę mi zaufać. Początkowo wydaje się, że powieść jest jednym wielkim mętlikiem. Wątki się ze sobą mieszają, bohaterowie przekrzykują. Ale już po chwili można zauważyć, iż mamy do czynienia z celowym zabiegiem, przestajemy się gubić, a zamiast tego wciągamy w akcję. Potrzeba też dużo dystansu do otaczającego nas świata! Satyra na społeczeństwo, trochę na nas samych, z przymrużeniem oka. Mrugnijmy do siebie, znajdujących się w środku krzywego zwierciadła!

Postaci niesamowicie irytują i taka jest właśnie ich rola. Paradoksalnie, można nabrać do nich dziwnej sympatii, przez te wszystkie napotykające ich przygody. Zwłaszcza w przypadku głównego bohatera, niejakiego Tomasza Waciaka, zmagającego się z uzależnieniem od alkoholu opiekuna wycieczki. Ma pod sobą zgraję kompletnie zakręconych ludzi, trudno utrzymać ich w karbach, a prześladujący ich zewsząd pech nie pomaga. Często się zaśmiewałam, więc rola powieści została spełniona. Co z intrygą? Wypada ciekawie, dość zaskakująco, więc mamy kolejny plus. Ot, czarny humor w dobrym wydaniu, chociaż jeszcze raz muszę podkreślić — dystans, dystans i jeszcze raz dystans. Inaczej łatwo się obrazimy o takie, a nie inne przedstawienie Polaków.

„Zbrodnia po irlandzku” przypadnie do gustu przede wszystkim miłośnikom gatunku, osobom chcącym odprężyć się po ciężkim dniu, szukającym niezobowiązującej lektury. A jednocześnie niegłupiej, zachowującej poziom. Będę obserwować rozwój kariery literackiej Aleksandry Rumin i mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości uda mi się przeczytać jej pierwszą powieść, a może nawet kolejne?

Link do opinii

Połączenie komedii i kryminału, czy taka mieszanka jest możliwa? I czy jest zjadliwa? Wydawać by się mogło, że dwa jakże odległe od siebie gatunki nie potrafią wspólnie funkcjonować, ale coraz więcej autorów przeczy temu założeniu. Z każdym kolejnym rokiem pojawiają się nowe tytuły określone jaki komedia kryminalna, które potrafią zachwycić, wciągnąć i wywołać lawinę śmiechu oraz łez. Aleksandra Rumin ma już swój debiut za sobą. "Zbrodnia po irlandzku" jest drugą książką autorki, która swoją premierę miała przed dwoma tygodniami. Jednocześnie jest to moje pierwsze zetknięcie z autorką, którego byłam bardzo ciekawa. Jak wypadło? 


Irlandia nie jest jednym z ulubionych wakacyjnych kierunków, wiecznie deszczowa i zimna nie zachęca do siebie turystów. Dlatego biuro "Hej Wakacje" postanowiło mimo wszystko przekonać swoich klientów, że to znakomity pomysł na wycieczkę i zorganizowało konkurs. Jego zwycięzcy stworzyli pierwszą grupę, która miała zwiedzić Szmaragdową Wyspę. Bardzo oryginalna grupa, której pilotem zostaje Tomek, mężczyzna cały czas walczącym z uzależnieniem od alkoholu. Przygoda niesie ze sobą duże ryzyko: niesprzyjającej pogody, zmiany w planach wycieczki oraz wypadków. Czy komuś zależy na śmierci uczestników? 


Autorka stworzyła historie, która zawiera w sobie ciekawy wątek kryminalny, zaskakujący w swoim rozwiązaniu. A jednocześnie jest satyrą na współczesnych Polaków, którzy podczas turystycznych wyjazdów zachowują się co najmniej niestosownie. Przerysowanie zachowań naszych rodaków momentami może dochodzić do przesady. Jednak wiele sytuacji uświadamia jak czasami jesteśmy postrzegani na świecie. 


Historia staje się jednocześnie satyrą na turystykę w całokształcie. Wydarzenia, w których biorą udział bohaterowie, wyścigi autokarów, czekanie na przebłysk słońca, walka o jedzenie... naprawdę dużo sytuacji zmusza do zastanowienia się, czy są one możliwe w prawdziwym życiu. 


Bohaterowie, którzy zostali wysłani na wycieczkę stanową swoistą mieszankę wybuchową, na czele której stoi Baronowa Raszpla. Uczestnicy wycieczki wywodzą się z różnych środowisk, mają różne doświadczenia życiowe, a zebranie ich razem dodatkowo wywołuje bardzo dużo ciekawych sytuacji. 


Irlandia pokazana oczami pisarki może odstraszyć. To wyspa, na której wiecznie pada, jest niezwykle zimo, a przebłyski słońca zdarzają się rzadko i trwają ułamki sekund. Mimo wielu wspaniałych miejsc, które warto zwiedzić pogoda potrafi skutecznie zniechęcić. 


Przez większość czasu nie bardzo zwracałam uwagę na kwestie kryminalne, kwestie komediowe zdecydowanie bardziej do mnie przemawiały. Byłam ciekawa samej wycieczki, zachowania bohaterów i dylematów moralnych pilota, który w pewnym momencie zaczął mieć dosyć ciągłych niespodziewanych zgonów. Ostatecznie jednak rozwiązanie śmierci uczestników wzbudziło moją ciekawość. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania sytuacji, a wyjaśnienie, które pojawia się na końcu pokazuje, że autorka umie świetnie łączyć wątki. 


"Zbrodnia po irlandzku" to dobra, lekka wakacyjna lektura, która z jednej strony pokazuje czytelnikowi jak niestosownie potrafimy zachowywać się na świecie, a z drugiej bawi i wciąga. Wątek kryminalny znajduje świetne rozwiązanie, bohaterowie intrygują, a czytanie o wycieczce w słoneczny dzień skutecznie przeciwdziała deszczowej pogodzie. Jest to tytuł, który z pewnością znajdzie swoich amatorów, spragnionych lekkiej komedii kryminalnej. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - nalogowyksiazkoh
nalogowyksiazkoh
Przeczytane:,

Zapraszam na nalogowyksiazkoholik.pl

Kolejny raz spotkałam się z Aleksandrą Rumin, która tym razem zabrała mnie aż do Irlandii. Nie powiem, wycieczka okazała się ciekawa, choć planner mogłam sobie wsadzić w buty. Mimo niesprzyjającej pogody, a także czuwającego nad nami pecha, atrakcji było co niemiara. W końcu człowiek nie co tydzień jest świadkiem tragicznych w skutkach wypadków. A w Irlandii klify strome...

Egzotyka przyciąga nas jak magnes. Wyjazdy zagraniczne mają jednak to do siebie, że potrafią przynieść niespodziewane niebezpieczeństwa. Nic więc dziwnego, że każdego roku wielu Polaków nie wraca już w całości do rodzimego kraju. W „Hej Wakacje” też to nikogo nie dziwi – biuro podróży już wielokrotnie musiało przekazywać rodzinom klientów najgorsze wieści. Tomasz Waciak od początku miał złe przeczucia co do wycieczki na szmaragdową wyspę. Nie dość, że wcale nie miał ochoty lecieć do Irlandii, nic o niej nie wiedział, to jeszcze te kilka dni minęły mu niczym najgorszy horror. Irlandzka pogoda, ciągłe problemy z dojazdami, tragiczne wypadki i brak dostępu do alkoholu w kraju, który z alkoholu słynie, Tomkowi bardzo dało w kość. To ostatnie chyba najbardziej... Kto jednak w takich okolicznościach pogardziłby szklaneczką whisky?

Zbrodnia po irlandzku dostarczyła mi wielu wrażeń. Przede wszystkim nabrałam ogromnej ochoty na zwiedzanie Irlandii – można się o niej dowiedzieć naprawdę wielu ciekawych rzeczy, a książka dodatkowo może służyć za przewodnik, z którym powinniście zwiedzać ten magiczny kraj. Zawiera szereg najbardziej interesujących atrakcji, które każdy turysta musi zobaczyć i oczywiście cyknąć im pamiątkowe zdjęcie. Co ciekawe, bohaterom tej książki niedane było zrealizować całego planu podróży, ale mam nadzieję, że Wam się uda, gdy tylko zdecydujecie się kiedyś Irlandię odwiedzić. Oby tylko nie przydarzyła Wam się żadna zbrodnia...

Zbrodnia po irlandzku z pozoru zupełnie nie ma ładu i składu. Wiemy, że bohaterowie jadą na wycieczkę do Irlandii i oczywiście czyha na nich jakiś morderca. Nie mamy powiązania między bohaterami, którzy wydają się przypadkową zbieraniną – a każdy z nich jest ewenementem na skalę światową. Głównym bohaterem jest Tomasz Waciak, który ma poważny problem z alkoholem, ale się przynajmniej stara rzucić paskudny nałóg. Przygody w Irlandii mu w tym nie pomagają, ponieważ musi zadbać o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Tylko jak tu zadbać o czyjekolwiek bezpieczeństwo jak większość pasażerów wynędzniałego busa to upierdliwce i matoły?

Słyszeliście kiedyś określenie Polaki-Cebulaki? Autorka chyba je sobie wzięła do serca. Ukazała – oczywiście jako satyrę – Polaków, który nie tylko nie wiedzą jak zachować się w innym państwie, ale zwyczajnie mają gdzieś zasady i tradycje innych kultur. Przyznaję, że absurdalność niektórych sytuacji bardzo mnie rozbawiła. Jeśli lubicie czarny humor, to Zbrodnia po irlandzku wpisuje się w te klimaty.

Nie zamierzam ukrywać, że zakończenie powali Was na kolana i odpowie na każde pytanie, które urodzi się podczas lektury. Ta powieść jest przemyślana od początku do końca i choć może się wydawać, że wszystko zostało złożone w ręce przypadku, to nie dajcie się zwieźć autorce. Ona to wszystko sobie zaplanowała! Podziwiam talent to wyprowadzania czytelnika w pole i pisania tak dobrych książek. Myślę, że jeśli nie będziecie podglądać zakończenia, to nie zdołacie zgadnąć, kto jest mordercą – a prawda Was zaskoczy i poznacie jej głębsze dno.

Zbrodnia po irlandzku jest niezwykle barwną powieścią – poczynając od szeregu indywiduów postaciowych, a na malowniczych krajobrazach (jeśli wierzyć przewodnikom, bo nie macie co liczyć na relacje książkowych turystów) kończąc. Jeśli kiedykolwiek marzyliście o pracy jako opiekun wycieczek, to pamiętajcie, że bez trupa to wycieczka raczej nie jest udana.

Zawsze jednak możecie dogadać się z kierowcą autobusu, a wtedy niejedna zbrodnia ujdzie Wam na sucho. W końcu biuro podróży dba o swoich pracowników!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Girl-from-Stars
Girl-from-Stars
Przeczytane:,

Morze, klify, urwiska i wszechobecna zieleń. Zatrważająca liczba owiec, mnóstwo turystów sączących kawę z dodatkiem whisky. Oto wizja Irlandii, do której większość z nas jest zapewne przyzwyczajona. Jednak Aleksandra Rumin w swojej powieści pt. „Zbrodnia po irlandzku” zabiera nas na „Szmaragdową przygodę” gdzie trup na wycieczce jest na porządku dziennym, przewodnikiem jest alkoholik, a autobus, którym podróżują wczasowicze wręcz sypie się w oczach…
Egzotyczne wycieczki to niebezpieczne hobby. Co roku kilkuset spragnionych wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Dlatego nikogo nie dziwi, że nieszczęścia dotykają również uczestników wyprawy do Irlandii z biurem podróży „Hej Wakacje”. Nikogo poza pilotem wycieczki, którego męczy przeczucie, że coś tu nie gra. Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo musi się użerać z irlandzką pogodą, roszczeniową starszą panią, ciągłymi zmianami programu, zatruciami pokarmowymi i nieprzepartą ochotą, żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy.
Jak dotąd nie miałam do czynienia z powieścią z tego gatunku, czyli komedią kryminalną. Jednak po lekturze „Zbrodni po irlandzku” wiem, że chcę więcej. Dawno już nie uśmiałam się tak, jak podczas lektury tej historii.
„Zbrodnia po irlandzku” to przezabawna powieść, w której autorka ukazuje nieco przerysowane zachowania naszych rodaków za granicą, a także wiele stereotypów, z jakimi jesteśmy kojarzeni. Sama byłam na kilku wycieczkach objazdowych za granicą i niestety muszę przyznać, że pani Rumin ma rację w większości kwestii związanych z polskimi turystami.
W powieści tej, Aleksandra Rumin ukazuje również tą ciemniejszą stronę zawodu przewodnika wycieczek. Po lekturze „Zbrodni po irlandzku” już nigdy nie pomyślę, że praca ta, należy do lekkich i przyjemnych.
Możliwość zwiedzenia najpiękniejszych miejsc świata, darmowy nocleg i wyżywienie, a na koniec wypłata za pracę. Brzmi świetnie, prawda? Jednak mając pod opieką taką grupę jak nasz biedny Tomasz Waciak, to wszystko traci na znaczeniu.
Pan przewodnik być może męczył się z tą zgrają urlopowiczów, ale ja bawiłam się w ich towarzystwie wybornie. Wszyscy bohaterowie zostali genialnie wykreowani. Każdy z nich był przedstawicielem innej grupy społecznej, dzięki czemu autorce udało się stworzyć mieszankę wszelakich charakterów, które idealnie się dopełniały. Nic jednak nie pobije Baronowej Raszpli, która już od pierwszych stron powieści całkowicie skradła moje serducho.
Autorka zaserwowała nam ciekawą zagadkę kryminalną, zaskakując czytelników jej ostatecznym rozwiązaniem. Pani Rumin ma lekkie pióro, tą historię czyta się błyskawicznie, a odłożenie jej choćby na moment jest niezwykle trudne.
Powieść zbudowana jest z kilkunastu rozdziałów, z których każdy opisywał jeden dzień wycieczki. Rozpoczynał się on od dokładnego opisu planu dnia: opisu atrakcji turystycznych, kilka informacji historycznych itp. Wszystko zostało skrupulatnie przedstawione, co świadczy o dokładnym przygotowaniu się autorki i dopracowaniu przez nią tej powieści w każdym, nawet najmniejszym szczególe.
Przyznaję, że miałam odrobinę mieszane uczucia, gdy zabierałam się za lekturę tej książki. Muszę jednak przyznać, że dawno już tak dobrze się nie bawiłam podczas czytania jakiejkolwiek książki. Będę wyczekiwała kolejnych powieści tej autorki, a Wam gorąco polecam „Zbrodnię po irlandzku”. To idealna lektura na te wakacje!
Moja ocena: 8/10

 

Link do opinii

Kolejna bardzo dobra książka. Zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Link do opinii
Avatar użytkownika - millawia
millawia
Przeczytane:2019-08-20, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,

„Zbrodnia po irlandzku” to REWELACYJNA komedia kryminalna, która doprowadziła mnie do łez i niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Aleksandra Rumin po raz kolejny uwiodła mnie swoją niesamowitą, przepełnioną po brzegi absurdem i sarkazmem prozą, w której w zabawny sposób obnażyła przywary Polaków – tym razem ludzi związanych z branżą turystyczną oraz samych turystów.

 

Kryzys – to sowo klucz charakteryzujące całą fabułę „Zbrodni po irlandzku”. Kryzys dotyka biuro podróży „Hej Wakacje”, gdy zakochany w Irlandii właściciel wprowadza do oferty „Szmaragdową przygodę” – wycieczkę objazdową po Zielonej Wyspie, która cieszy się zerowym zainteresowaniem klientów. Kryzys przechodzi Tomasz Waciak – uzależniony od alkoholu pilot wycieczek, którego szef zmusza do wyjazdu właśnie na „Szmaragdową przygodę” ze zwycięzcami przeprowadzonego przez biuro konkursu. Cały wyjazd jest pełen mniejszych i większych katastrof, które ciągle nadwyrężają i tak już słabą psychikę nieszczęsnego Waciaka – roszczeniowi turyści, trudne warunki pogodowe, ciągłe zmiany programu wycieczki z powodu czynników zewnętrznych, zmutowane komary i niespodziewanie, śmiertelne wypadki wczasowiczów nieźle dają facetowi w kość. Oj, to będzie zdecydowanie niezapomniany wyjazd!

 

„Zbrodnia po irlandzku” to wyborne połączenie satyry z wątkiem kryminalnym w stylu Agathy Christie – przy czym zdecydowanie dominuje w tej powieści warstwa komediowa. Fabuła aż kipi od absurdalnych, przerysowanych scen wyśmiewających zachowanie turystów, którym na wakacjach puszczają wszelkie hamulce, a do głosu dochodzą niemal pierwotne instynkty – szczególnie rozbawiła mnie scena, w której zdesperowani urlopowicze walczą o miejsca w obleganym Centrum Turystycznym Klifów Moher, a kiedy następuje poprawa pogody pędzą na Klify na złamanie karku, by zrobić jak najlepsze zdjęcia.

 

"Zbocze znajdowało się na wyciągnięcie ręki, ale trwała na nim regularna bitwa. Grunwald to przy tym piknik na świeżym powietrzu. Kto nigdy nie spojrzał w oczy rozszalałego turysty, który chce zrobić zdjęcie, nie ma pojęcia, czym jest prawdziwy strach".

 

Jeśli poszukujecie zabawnej, wakacyjnej powieści kipiącej od satyry gorąco polecam Wam „Zbrodnię po irlandzku”.  Aleksandra Rumin to świetna pisarka, która może poszczycić się genialnym zmysłem obserwacji, lekkim piórem i sporym dystansem do siebie. Doskonale bawiłam się podczas lektury tej książki.

 

Uwaga fani klasycznych kryminałów! Zastanówcie się zanim sięgnięcie po ten tytuł, bo Aleksandra Rumio w swej powieści położyła nacisk na komedię, więc nie uświadczycie w niej rozbudowanych wątków detektywistycznych.   

Link do opinii
Avatar użytkownika - czyczytasz
czyczytasz
Przeczytane:2019-08-20, Ocena: 5, Przeczytałam,

Egzotyczne wycieczki to ryzykowne i niebezpieczne hobby - mogą przekonać się o tym uczestnicy wyprawy do Irlandii z biurem podróży "Hej Wakacje". Nikogo nie dziwi więc kilka małych wypadków. Typowo irlandzka, kapryśna pogoda, roszczeniowa starsza pani i  ciągle zamiany planów sprawiają,że nawet pilot wycieczki nie ma czasu na martwienie sie ciągłymi nieszczęściami. Jak nie oszaleć i dowieźć wszystkich uczestników ponownie do kraju ? A może strzelić sobie na uspokojenie drinka albo trzy ? "Zbrodnia po irlandzku" to książka, która przez cały czas wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Szalona, zwariowana i pełna zwrotów akcji fabuła wciąga bez końca i nie pozwala odłożyć książki na bok. Nawet gdy kolejne podróżnicze katastrofy wydają się nieprawdopodobne a całość zaczyna być totalnie oderwana od rzeczywistości, nie mogłam oderwać się od lektury. Barwni i niezwykle wyraziści bohaterowie doskonale komponują się z wartką akcją i tworzą historię, która na długo pozostanie w mojej głowie. Dużym plusem książki jest zakończenie, które wyjaśnia serię niefortunnych wypadków i zaskakuje swoją złożonością. Lektura "Zbrodni po irlandzku" okazała się świetną zabawą i polecam Wam serdecznie bliższe spotkanie z książką Aleksandry Rumin.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Ewfor
Ewfor
Przeczytane:2019-08-15, Ocena: 6, Przeczytałam, Wyzwanie czytelnicze 2019,

Aleksandra Rumin… no cóż, niestety nie udało mi się znaleźć informacji o tej autorce, nawet wujek Google mnie zawiódł. Z okładki książki dowiedziałam się tylko, że autorka jest warszawianką z urodzenia i wyjątkową optymistką z ogromnym poczuciem humoru. Tajemnicza osoba, która pisze pełne humoru książki, ale czy jest to jej prawdziwe imię i nazwisko, czy pseudonim literacki…, tego niestety nie wiem. Jej znakiem firmowym jest wyjątkowe poczucie humoru, okraszone dużą dawką sarkazmu i celnym portretowaniem różnych nacji i grup społecznych. W bohaterach jej powieści z wielu rozpozna jakąś znajomą osobę lub siebie samego.

Zbrodnia po irlandzku to komedia kryminalna, chociaż moim zdaniem ta książka jest specyficznym przewodnikiem po Irlandii, z dużą dawką humoru i wątkami kryminalnymi.

 

Biuro turystyczne „Hej Wakacje” organizuje tygodniowy wyjazd do Irlandii, ale tylko dla wybranych. Egzotyczne wycieczki to czasami dość niebezpieczne hobby, ponieważ statystyki ujawniają, że co roku kilkuset spragnionych wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Zorganizowany po bardzo promocyjnej cenie wyjazd, kusi, ale czy można zaufać przewodnikowi. Niestety uczestników wycieczki spotyka kilka nieszczęśliwych wypadków, a pilot wycieczki najchętniej wróciłby do domu mając dziwne przeczucie, że coś w tym wyjeździe nie gra. Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo nie dość, że musi użerać się z irlandzką pogodą, to jeszcze wśród uczestników wycieczki ma dość roszczeniową starszą panią, a program wycieczki co chwilę ulega zmianom a ona sam albo zmaga się z zatruciami pokarmowymi albo z nieprzepartą ochotą, żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy… Co spotka uczestników wycieczki? I czy w obliczu tragedii i wyjątkowo niesprzyjającej zwiedzaniu pogodzie, będą oni chcieli wrócić do domów?

 

Książka ta jest drugą powieścią autorki, którą miałam okazję przeczytać i pewnie każdego kolejnego tytułu będę wypatrywała. Fabuła to cięta satyra na Polaków nie tylko przebywających za granicą, pełna obyczajowych introspekcji, bardzo wyrazistych postaci i najdziwniejszych przygód.

 

(…) Warszawa dopiero budziła się ze snu. Ulice świeciły pustkami, po chodnikach przemykali nieszczęśliwi posiadacze czworonogów oraz przedstawiciele lokalnej bohemy, zwani pieszczotliwie menelami, którzy wracali do domu po nocnych wernisażach pod chmurką. (…)

 

A jak przystało na kryminał to są i zbrodnie.

 

Ale ta książka jest również świetnym przewodnikiem turystycznym po Dublinie (i nie tylko), bowiem razem z uczestnikami wycieczki czytelnik ma okazję zwiedzić Irlandię. Każdy kolejny rozdział zaczyna się czymś w rodzaju planu wycieczki, jaki powinien zostać zrealizowany, ale jak to często bywa, nie zawsze okoliczności pogody pozwalają na tę realizację.

(…)Śniadanie. Wykwaterowanie. Przejazd do Blarney Castle, gdzie znajduje się słynny kamień – każdy śmiałek, który go pocałuje, otrzyma dar elokwencji. Spacer aleją cisową. Przejazd do Cork. Spacer po mieście, w czasie którego zobaczymy zbudowany w 1788 roku Targ Angielski, katedrę św. Findbara, browar Beamish and Crawford, starą dzielnicę hugenocką z placem Rory’ego Gllaghera, gmach opery, giełdę maślaną i Muzeum Masła oraz kościół św. Anny. (…)

Jest to cięta satyra, moim zdaniem z nieco przerysowanymi pod względem turystycznym sytuacjami, mało realnymi, ale w pewnym sensie prawdopodobnymi. Krytyczne przedstawienie turystów nie tylko z Polski, ale również z innych krajów Europy, pokazane zostało na tle malowniczych (teoretycznie) widoków, które często z powodu typowej irlandzkiej pogody – mgieł, ulewnego deszczu, silnego wiatru – pozostają tylko w wyobraźni zwiedzającego.

Ironiczny humor towarzyszy odbiorcom książki od pierwszej do ostatniej strony i dopiero w samej końcówce, autorka nieco szokuje, fundując czytelnikom chwile prawdziwego wzruszenia i odkrywając karty z zaskakującym zakończeniem. Myślę, że owo zakończenie właśnie, zaskoczy wielu.

 

Przedstawiając losy uczestników wycieczki turystycznej, o skrajnie różnych charakterach, autorka stworzyła historię, która bawi do łez i poprawia humor lepiej niż czekolada, a zderzenie ludzkiej mentalności z realiami miejskiej dżungli i irlandzkiej rzeczywistości staje się źródłem przezabawnych perypetii.

 

(…) Ciemną nocą z zaułka wyłoniły się trzy cienie i zatrzymały się przed wejściem do nowo otwartej kancelarii adwokackiej „Duda i Partnerzy” (…) Pół minuty później na miejscu drugiego w rządku „D” pojawiło się jaskrawe „P” (…)

Jeżeli szukacie lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej to ta książka jest właśnie taką.

Jeżeli wybieracie się do Irlandii, i nie wiecie czy warto tam pojechać, a jak warto, to co zwiedzić, to ta książka Wam doradzi.

Jeżeli macie ochotę pośmiać się i zapomnieć o szarościach dnia codziennego, to koniecznie sięgnijcie po tę lekturę. Każdy, kto nie jest przedszkolakiem i wczesnoszkolnym dzieciakiem, tego z całą pewnością ta książka nie zawiedzie.

 

 

 

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Amarisa
Amarisa
Przeczytane:2019-08-11, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,

„To się nie dzieje naprawdę (…) Ja śnię, nie widzę innego wytłumaczenia. Turyści tak po prostu nie giną jeden po drugim. Tutaj się dzieje coś bardzo dziwnego…”

 

=> czyli "Zbrodnia po irlandzku" Aleksandry Rumin, przedpremierowo na moim blogu: https://magicznyswiatksiazki.pl/zbrodnia-po-irlandzku-aleksandra-rumin/

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Manhattan Babilon
Lech Majewski
Manhattan Babilon
Nigdy nie będziesz mną
Anna M. Brengos;
Nigdy nie będziesz mną
Orangeboy. Masz u nas dług
Patrice Lawrence
Orangeboy. Masz u nas dług
Mały manipulator
Bartosz Sztybor;
Mały manipulator
Westerplatte
Jacek Komuda
Westerplatte
Harem
Alex Vastatrix, Waldemar Bednaruk
Harem
Pan Taro w Krainie Śpiących Talentów
Jolanta Berezowska, Małgorzata Berezowska
Pan Taro w Krainie Śpiących Talentów
Pokaż wszystkie recenzje