Nie mogę dośnić mojego snu. "Księżniczka Zoja"

Data: 2021-10-22 08:00:01 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Zoja jest superbohaterką a na dodatek księżniczką. Zupełnie taką jak każda z nas, małych i dużych, dziewczyn i kobiet. Nie wierzysz? Zajrzyj do opowieści, które przyniosą ci siłę, niezależnie od tego, ile masz teraz lat.

Czy bycie księżniczką lub superbohaterką oznacza, że otacza nas magia? Oczywiście, ale nie zupełnie taka, o jakiej dotąd czytaliście w bajkach. Ponieważ to magia, którą nie tworzą ani magiczne zaklęcia, ani magiczne różdżki. Nie ma też tu wróżek chrzestnych ani elfów czarodziejów. Jest za to moc, płynąca prosto z serca. Z czyjego serca? Ano właśnie z twojego!

Nikt nie będzie w stanie wyczarować dla ciebie tego, co możesz przywołać tylko ty sama. A kiedy opanujesz tę sztukę, będziesz mogła też dzielić się szczęściem z innymi i żadna magia nie jest do tego potrzebna.

Obrazek w treści

Księżniczka Zoja to piękna opowieść o tym, jak znaleźć klucz do serca i głowy, by życie, którym żyjemy, stało się naprawdę, naprawdę magiczne. Do lektury książki zaprasza Wydawnictwo Papierowy Motyl. Ostatnio mogliście przeczytać pierwszy i drugi fragment powieści, tymczasem już teraz prezentujemy kolejny fragment książki:

– Wstałam dziś lewą nogą – oświadczyła naburmuszona, wchodząc do kuchni, kiedy wreszcie uwolniła się od mruczenia swojej ukochanej kotki, z pościeli, z resztek snu i z wrażenia, że nie dośniła tego, co najważniejsze.

– A to dlaczego? – spytała z uśmiechem mama, w biegu całując ją na dzień dobry i zbierając papiery do pracy. – Co zjesz na śniadanie? Dziesięciolatka ma jakieś szczególne wymagania?

– Zupę mleczną – odparła Zoja, w głębi ducha poszukując odpowiedzi na pierwsze z pytań mamy. Mama w zabieganiu najczęściej stawiała całe rzędy pytań, przeplatając te całkiem banalne z absolutnie spektakularnymi.

Zoja uwielbiała wyrażenie „spektakularnie”, a także „aczkolwiek”, „albowiem”, „prestiżowy”, „hipotetycznie”, „zjawiskowo”, „skory”, „czczy” oraz „krzątanina”, „argument” i „wybiórczy”.

Po prostu świetnie brzmiały, jeśli pobawić się głoskami. Usadowiła się przy stole, jedną ręką tuląc kotkę, drugą odgarniając niesforne włosy z czoła i policzków, po czym zębami podciągnęła rękawy bluzy. Takiej ulubionej, cieplutkiej, porannej bluzy, która pachniała pierwszymi promieniami słońca, gwarem w kuchni, aromatem kawy, mruczeniem kota, radiowymi wiadomościami i w zasadzie była już za mała, a rysunek jednorożca sprał się niemal zupełnie. Za to rękawy rozciągnęły się ponad wszelkie wyobrażenie.

– Co jest ważniejsze: serce czy głowa? – zapytała, kiedy mama dopijała kawę z nosem utkwionym w zaległej korespondencji, a tata bawił się w „złapię mleko na krawędzi garnka”.

– Serce – odpowiedziała mama. – A czemu pytasz? Czy my nie jesteśmy już trochę spóźnieni? Serce chyba pozwala nam być ludźmi?

– Głowa – odpowiedział tata, wsłuchując się, czy w strumieniu pytań nie pojawiło się coś absolutnie spektakularnego, i na moment odwracając uwagę od mleka na fajerce.

– Bo miałam taki sen, w którym mogłam dostać wyjątkowy prezent na dziesiąte urodziny – wyrzuciła z siebie Zoja tonem na granicy irytacji i pretensji. – Nauczyć się czarować bez czarów i używać głowy i serca i rozpalać inne głowy i inne serca i przywoływać szczęście i się nim dzielić bez machania różdżką i bez tych wszystkich waszych kłopotów też i mieć wreszcie taki sposób na nieznikanie jednorożców chociaż to chyba chodzi o coś innego niż jednorożce i mieć prezent taki na jaki czekałam aczkolwiek nawet nie wiedziałam że mogę go mieć nie to żeby wasze były słabe i żebym ich nie doceniała no sami wiecie o co mi chodzi nie nie wiecie o co mi chodzi no mówiłam przecież że o taką moc którą ma każdy ale moja jest wyjątkowa tylko nie wiem jak jej używać bo ona działa inaczej niż w bajkach…

– Głowa – poprawiła się mama, kiedy Zoja wreszcie zrobiła pauzę na oddech i poszukiwanie znaków interpunkcyjnych.

– Serce – zmienił zdanie tata.

A mleko wykipiało.

*

– Wstałam dziś lewą nogą i jestem zła – oznajmiła Zoja, taszcząc do kuchni kota i własne niezadowolenie.

– Znowu? W zasadzie to już tradycja. – Mama chciała ją przytulić w porannym zabieganiu, ale Zoja zdecydowanie nie miała ochoty na wesoły poranek.

– Serce – westchnął tata.

*

– Nie mogę dośnić mojego snu – zżymała się Zoja, stawiając pod znakiem zapytania pogodny nastrój kolejnego już poranka.

– A co tam zostało do dośnienia? – zainteresowała się mama. – Spakowałaś kanapki? Umówiliśmy się z mechanikiem? Tego snu z urodzin? Ile to już dni minęło?

– Sama nie wiem… Sposób – odparła dziesięciolatka.

– Sposób? – włączył się tata.

– Na taką magię bez magii – wyjaśniła córeńka, tuląc policzek do kota. – Na wyczarowanie sobie szczęścia i wykorzystanie mocy, którą mam tylko ja, więc nikt inny nie stworzy mi tego, co sama mogę wyczarować. – Wbiła wzrok w talerz owsianki, która musiała jej się wydać bardzo zwyczajna, bo szybciutko dodała: – Ale bez czarowania. Chyba tak po dorosłemu – tłumaczyła niepewnie, bo dorosłość wcale nie kojarzyła jej się z wyjątkowymi mocami.

– Skoro nie możesz dośnić swojego snu, to przenieś go na jawę – zaproponowała mama, jak zawsze twardo stąpająca po ziemi. – Czy nie powinniśmy już wychodzić?

– Bardzo dobry pomysł – zgodził się tata. – Skoro możemy śnić o swoich marzeniach i przenosić do marzeń pragnienia, to równie dobrze możemy dopisać ciąg dalszy snów w realnym świecie. Może niekoniecznie dośnić, ale…

– Dopowiedzieć – dopowiedziała mama. Tym razem bez żadnego pytania na dokładkę.

Zoja pokiwała niepewnie głową, ale pomysł wydał jej się całkiem sensowny. Wielokrotnie śniła o wymarzonych miejscach, zdarzeniach i zabawkach, wielokrotnie śniła o sobie w roli bohaterki baśni i legend. Sen bywał rozdziałem dopisywanym przez noc do pragnień dnia i codzienności. Wyobrażała sobie miejsca i przygody, tuląc się do poduszki, a później przenosiła się tam, gdy zamykała oczy. Wymyślała sobie sen. W takim razie równie dobrze może dopisać brakujący fragment do tego urodzinowego.

– Ale chyba ktoś musi mi pomóc – zaznaczyła z przekonaniem.

*

Kiedy tata oświadczył, że tym razem nie poczyta jej na dobranoc, zdziwiła się nieco. Ale rodzic pospieszył szybko z wyjaśnieniem:

– Mieliśmy przecież dokończyć opowieść, którą przerwał ci poranek i stęskniony kociak – uśmiechnął się do córeczki, poprawiając poduchy, w które się zapadła. – Chyba wiem, czego tam zabrakło, i choć nie jestem tajemniczym mędrcem z baśniowej krainy, to postaram się go zastąpić.

Zrobił dziwaczną minę, która według niego pewnie miała być tajemnicza.

– Uważam, że jesteś bardzo mądry – zapewniła Zoja. – A przynajmniej wystarczająco dorosły jak na mędrca.

W ostatniej chwili ugryzła się w język, by nie powiedzieć „stary”. Choć tata powtarzał, że nie ma nic złego w nazywaniu rzeczy po imieniu – pod warunkiem, że nazywamy rzeczy bez zbędnego oceniania i przypisywania wartości. Albo ich odbierania. Trudne i typowe dla dorosłych, którzy do wszystkiego muszą dopisać jakieś „ale”. Musiała jednak przyznać, że niesprawiedliwą oceną łatwo zranić, więc chyba jednak tkwił w tym jakiś głębszy sens.

– Wiek nie ma tu nic do rzeczy – odpowiedział i mrugnął okiem. – Po prostu miałem czas dośnić więcej snów niż ty. Niedośnić także – dodał po chwili zastanowienia. – I miałem więcej okazji, by się nad nimi zastanowić. Dorośli potrafią być bardzo nierozsądni, chyba nawet częściej niż dzieci.

To wszystko wydało się Zoi tyleż dziwne, co intrygujące więc na wszelki wypadek upewniła się, pytając:

– Ale ty wiesz, co byłoby dalej?

– Wiem, moja księżniczko. Podaruję ci ten wyjątkowy prezent, który okaże się kluczem do serca i do głowy. Na pozór to coś bardzo zwyczajnego. To słowa. W snach układają się w zaklęcia, na jawie powstają z nich baśnie, legendy, mity, opowieści i opowiastki, historie i historyjki… Niektóre może nawet wydadzą ci się znajome. Ale jeśli pozwolisz, by zostawiły w tobie jakiś ślad, coś więcej niż znaną ci już melodię słów, które malują sielskie obrazy i kołyszą do snu, to okaże się, że pozostawią coś w pamięci. Pozostawią uśmiech, smutek, zadumę, pewność, radość. Wszystko, czego potrzebujesz, by dziesięciolatka, pozostając dzieckiem i księżniczką pluszaków, stała się jednocześnie kimś zupełnie nowym. Kimś, kto kieruje się mocą większą niż najpotężniejsza magia.

– Brzmi jak obiecanki bez pokrycia – zaprotestowała. – Lubię bajki, ale chyba mówiliśmy o jakiejś mocy?

– To zależy, jak słuchasz, co chcesz usłyszeć i co odnaleźć. Uwierz mi, poznałem w życiu wystarczająco dużo historii, by wiedzieć, o czym mówię – uśmiechnął się tata.

Zoja przechyliła główkę w oznace największego zaciekawienia. To mogło się udać, w końcu ich ulubioną zabawą było układanie wierszyków, odkrywanie nowych znaczeń słów, a ostatnio zaczęła oswajać scrabble. Jednym łykiem dopiła rumiankową herbatkę, odłożyła na półkę książeczkę zaplanowaną jako lekturę na ten wieczór, a tata rozpoczął pierwszą z opowieści.

Książkę Księżniczka Zoja kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Księżniczka Zoja
Marcin Szmel0
Okładka książki - Księżniczka Zoja

Zoja jest superbohaterką a na dodatek księżniczką. Zupełnie taką jak każda z nas, małych i dużych, dziewczyn i kobiet. Nie wierzysz? Zajrzyj do opowieści...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Autor
Recenzje miesiąca
Retorsja
Tomasz Brewczyński
Retorsja
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Joanna Jagiełło
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Powrót na Zaginiony Kontynent
Przemysław Hytroś
Powrót na Zaginiony Kontynent
Kufer tajemnic
Anna Bichalska
Kufer tajemnic
150 wesel i grób
Magdalena Kubasiewicz
150 wesel i grób
Riku i królestwo bieli
Randy Taguchi
Riku i królestwo bieli
Nocny ekspres
Karin Erlandsson
Nocny ekspres
Król Pik
Monika Godlewska (I)
Król Pik
Pokaż wszystkie recenzje