Poruszająca saga rodzinna, w której losy pięciu kobiet odsłaniają się warstwa po warstwie, jak figurki ukryte w matrioszce.
Jagoda Skalska, studentka ASP we Wrocławiu, po śmierci babki dziedziczy jej mieszkanie i wraz z nim – zapiski, przedmioty oraz rodzinne tajemnice. Odkrywając historie babek, matki i prababki, poznaje dramatyczne doświadczenia wojny, przemocy seksualnej, niechcianego macierzyństwa i dziedziczonych przez pokolenia traum. Powrót do bolesnych wspomnień pozwala Jagodzie zrozumieć własne lęki, autodestrukcyjne zachowania i trudną relację z matką.

Szklana jabłoń Katarzyny Klein to intymna, mocna opowieść o kobiecej pamięci, milczeniu, winie i próbie przerwania kręgu traumy – a także o sztuce i prawdzie jako drodze do uzdrowienia. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Szklana jabłoń. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Wrocław, jesień 1947 r.
Pierwszego dnia zajęć ubrała się w swoją najładniejszą sukienkę w kwiaty. Włosy zaplotła w warkocz, który puściła po lewym ramieniu i związała aksamitką. Zamierzała usiąść w pierwszym rzędzie, ale gdy zobaczyła inne studentki, ukryła się w ostatniej ławie. Na roku było tylko kilkanaście dziewczyn, więc od razu rzucały się w oczy i zapadały w pamięci. Magda przyglądała się ich gładko upiętym włosom, białym skarpetkom i butom zapinanym na sprzączki. Rękawiczki, małe torebki, rozłożyste spódnice, marynarki i sukienki z klapami na piersiach, zapinane na guziki, zawstydzały stasiową sukienkę, która zdawała się powtarzać słowa Mirki: „Nigdy nie będziesz taka jak ci z wielkich miast”.
Po wykładzie Magda poszła prosto do apteki i kupiła dwie butelki wody utlenionej. Potem weszła jeszcze do drogerii i za niemal ostatnie pieniądze kupiła nożyczki. Przy słabym świetle świecy zaczęła przerabiać swoje sukienki i pościel, którą dała jej Mirka, na wzór tego, co widziała dzisiaj, i na fotosach, które pokazywał jej Julian w poprzednim życiu.
***
Lustro jest małe, po tym, co przeszło, aż trudno uwierzyć, że jest całe, choć słabo odbija rzeczywistość, a sam środek skradły plamy korozji. Mimo to Magda widzi siebie wyraźnie jak nigdy wcześniej. Przygląda się swojemu odbiciu dokładnie, przesuwając opuszką palca po kościach policzkowych i drodze mlecznej utworzonej z bladych piegów. Mruga powoli długimi rzęsami, a duże dwukolorowe oczy patrzą zadziornie i hardo. Pełne usta rozchylają się delikatnie.
– Abrakadabra – szepce do siebie.
Rozplata gruby warkocz, a mysie fale opadają jej na ramiona, kołysząc się jak łany zbóż nad Niemnem, zakrywają nagie piersi i łaskoczą końcówkami podbrzusze. Czubkiem palca sunie po przedziałku, który idealnie wyznacza jej środek, przejeżdża dłonią po mysich włosach, a potem pewnie chwyta je w jedną dłoń, w drugą bierze nożyczki. Włosy są grube, nie da się ich ściąć na raz. Każde cięcie odcina Magdę od huty, od domu pod górami, od siostry, od dzieci. Od Staśki. Ostatnie pasmo ląduje na jej bosych stopach. Potrząsa głową, poszarpane końcówki zatrzymują się tuż pod płatkami uszu. Magda przekłada włosy, robiąc przedziałek po prawej stronie. Schyla się nad miską i wylewa na głowę pół butelki wody utlenionej. Po chwili, dla pewności, wylewa resztę. Woń chemikaliów szczypie ją w oczy, skóra głowy zaczyna piec.
– Gorsze rzeczy wytrzymałaś – szepce do siebie. – Abrakadabra.
Wyobraża sobie, że to huta, dom pod górami, siostra, dzieci, Staśka, wszystko, czym była i co znała, wszystko, co chce z siebie wymazać i o czym chce zapomnieć, wszystko, czym teraz jest, chce wbić się w jej głowę, zostać pod skórą, ale jest wyżerane przez to, co nadchodzi, kim się stanie, kim pragnie być.
Na sam koniec myje włosy płukanką zrobioną z zerwanych na wałach ziół. Jeszcze nie chce patrzeć na swoje odbicie. Bierze jedną z poszew spakowanych przez Mirkę, nacina nożyczkami, a potem drze na cienkie paski, którymi oplata swoje krótkie włosy. Zasypia szybko. Rano odplątuje szmaciane papiloty. Włosy są inne w dotyku, prześlizgują się między palcami.
Magda zerka w lusterko, duże dwukolorowe oczy patrzą hardo. Pełnymi ustami uśmiecha się do niej platynowa blondynka z falami, jak kobieta z fotosu, o byciu którą marzyła.
Wychodzi przed kamienicę. Dziś jest ładny słoneczny dzień. Promienie słońca wplatają się w jej lśniący blond i ma wrażenie, że jest jedną świetlistą plamą, która płynie między stertami gruzu.
Ludzie oglądają się za nią, dają się przyciągnąć jej blaskowi.
Książkę Szklana jabłoń kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
