Nad brzegiem Raduni, rzeki skrywającej sekrety minionych lat, zaczyna się opowieść o winie, miłości i odwadze. Gdy w przeddzień ślubu zostaje zamordowany Ignacy Dobrowolski, życie trzech kobiet zmienia się nieodwracalnie. Pogrążona w żałobie Antonina, by ratować rodzinny majątek, musi podjąć decyzje, które nie są zgodne z tym, co podpowiada serce. Matylda buntuje się przeciw narzuconym rolom i coraz wyraźniej czuje, że śmierć Ignacego nie była przypadkiem. Rozalia dźwiga złamane serce i tajemnice, które mogą zniszczyć je wszystkie. W cieniu pruskich reform, narastających napięć narodowych i nadchodzącej wojny dawne lojalności pękają, a granica między tym, co słuszne, a tym, co konieczne, staje się coraz mniej wyraźna.

Zanim wróci echo win to pierwszy tom nowego cyklu Na Pomorzu autorki bestsellerowej trylogii Pewnego razu w Wolnym Mieście. Marlena Wittstock z niezwykłą delikatnością snuje historię o kobiecym doświadczeniu wojny, straty i samotności. Kreśli portrety kobiet szukających własnej drogi w czasie, gdy upada stary świat.
Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Zanim wróci echo win:
Ścieżka, którą pędził jeździec, biegła skrajem zalesionego zbocza i stromo opadała ku korytu Raduni. Nieco dalej uchodziła do niej Reknica, niewielka struga o wartkim nurcie, która po ulewie potrafiła wezbrać gwałtownie. Był to odcinek między starym młynem a groblą; niebezpieczny nawet za dnia, szczególnie zdradliwy po deszczu.
Gniady koń parskał nerwowo, wyczuwając zagrożenie, ale nie zbaczał ze ścieżki. Wiedział, że pan nie trzyma wodzy dla zabawy i że dziś nie wolno się potknąć.
Było ciemno. Za ciemno. Las jakby wstrzymywał oddech. Zazwyczaj wypełniały go pohukiwania sów, a między zaroślami szurały jeże lub kuny. Tym razem panowała martwa cisza. Jakby wszystkie zwierzęta ukryły się przed burzą.
Trzeci błysk. I znów huk.
Jeździec przeczesał mokre włosy. Poczuł, jak deszcz spływa mu po karku. Wełniany płaszcz, zamówiony w gdańskim zakładzie przy Długiej, nasiąkł wodą i przykleił się do ciała. Mimo to mężczyzna nie zwalniał. Nie chciał się spóźnić.
Spotka się z nim i wszystko wyjaśni. Ta sprawa zbyt długo kładła się cieniem na każdym jego geście, każdym spojrzeniu. Nie da się dłużej szantażować. Powie, co musi, i odjedzie. A jutro stanie w kościele – z podniesionym czołem, wreszcie wolny. Choćby miał za to zapłacić więcej, niż kiedykolwiek przypuszczał. Nawet jeśli w głębi serca czuł, że nie wszystko da się tak po prostu zostawić za sobą.
Pewny swojej decyzji, wyprostował się w siodle i popędził konia. Poczuł ulgę. Uwierzył, że wszystko się jeszcze ułoży. Że jutro naprawdę zacznie się nowe życie.
Nagle, gdzieś z boku, pękła sucha gałąź. Ktoś był w pobliżu. Koń drgnął, parsknął ostro, spróbował się cofnąć. Jeździec natychmiast napiął wodze. Serce zabiło mu szybciej. Poczuł na sobie czyjś wzrok – ciężki i palący. Odwrócił głowę i dostrzegł wśród drzew sylwetkę. Płaszcz. I błysk. Nie broni, lecz pierścienia. Sygnetu na moment oświetlonego przez błyskawicę. Jakże mógł go nie rozpoznać? Tylko jedna rodzina miała w herbie dwugłowego orła.
Usłyszał krótki, zdławiony krzyk. A potem strzał. Echo odbiło się od skalnego urwiska, jakby sam las chciał powtórzyć ten śmiertelny dźwięk. Po strzale coś przemknęło między drzewami. Zbyt szybko, by to rozpoznać. Z gardła jeźdźca wyrwał się zduszony jęk. Pocisk przebił pierś niczym rozżarzony pręt. Ból eksplodował i rozlał się falą po całym ciele. Ciepła krew wsiąkała w jedwabną koszulę – tę samą, którą kazał sobie uszyć na ślub. Koń zarżał i stanął dęba. Świat się zachwiał. Jeździec próbował szarpnąć wodze, ale zdrętwiałe palce odmówiły posłuszeństwa. Nie utrzymał się. Zsunął się z siodła, a po sekundzie poczuł pod plecami błoto i śliskie kamienie. Spadał wprost ku rzece. Uderzenie wody było jak cios – zimny, brutalny, odbierający oddech. Ciało zamarło w szoku, niezdolne do ruchu ani myśli. Spróbował się wynurzyć. Ręce bezwładnie walczyły z nurtem. Płuca paliły, jakby zaraz miały eksplodować. Prąd Raduni był zbyt silny. Wciągał go w głąb, w wiry między ostrymi głazami, które znał od dziecka.
Nie tak miało być. Nie w tej rzece, nie tej nocy. I wtedy niespodziewanie zobaczył jej twarz. Uśmiechała się. Tak samo jak wówczas, gdy widział ją ostatni raz. Przestał walczyć. Radunia pochłonęła go bez śladu. Cisza wróciła, ale inna niż przed tragedią. Była gęsta, drżąca. Jakby coś się skończyło.
Na sosnowej gałęzi zwisającej nisko nad rzeką przysiadł kruk. Zakrakał krótko, chrapliwie. Raz. Drugi. Wpatrywał się w wodę nieruchomymi ciemnymi oczami.
Jakby wołał świadków.
Jakby chciał zapamiętać to miejsce i to, co się przed chwilą wydarzyło.
Jakby wiedział, że to dopiero początek.
Książkę Zanim wróci echo win kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
