Historia utraconej tożsamości i nieustannego poszukiwania świadomości. „Dysocjacja" Artura Miłonia

Data: 2025-11-17 15:14:53 | aktualizacja: 2025-12-03 10:59:37 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Dysocjacja. Opowieść o człowieku wyrwanym z dotychczasowego życia i dobrze znanego miejsca na ziemi. Obraz istoty zagubionej, sfrustrowanej i borykającej się z bolesnym zanikiem pamięci. Balansującej na granicy rzeczywistości i absurdu. Historia utraconej tożsamości i nieustannego poszukiwania świadomości. Konfrontacja sensu istnienia, wiary we własną sprawczość z tym co z góry jest już zapisane. Opowieść o miłości i tęsknocie za tym co najważniejsze i najbliższe sercu. Świadectwo poświęcenia oraz próby zrozumienia roli, jaką przyszło odgrywać człowiekowi pośród wielu przeszkód, sprzeczności i zawiłości nieprzewidywalnego życia. 

Może jest jednak tak, że jest to historia całkowicie innego człowieka…

„Dysocjacja" Artura Miłonia grafika promująca książkę

Do przeczytania powieści Artura Miłonia Dysocjacja zaprasza BookEdit. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Dysocjacja:

Dla Danusi, Miśki, Tymka i Minka

oraz Bożeny, Adama, Dariusza i Sławomira

 

DYSOCJACJA

Życie

przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

narodziny i śmierć

kraina świadomości i królestwo podświadomości

świat snów złudzeń i marzeń

droga do szczęścia i spełnienia

wśród nadziei i rozczarowania

oddzielone cienką niedostrzegalną linią

zakreśloną wolą przetrwania

 

I. TGV

– Czy tym razem możemy się nie spóźnić? Ostatnio ledwo zdążyliśmy na czas, a przecież dobrze wiesz, że twój kolega ortopeda nie lubi spóźnień – rzekła z lekkim przekąsem. – Straszny maruda z niego. Zanim weźmie się do roboty, zrobi nam solidny wykład o tym, jak ważna jest punktualność.

– Przecież zawsze jestem na czas i nigdy się nie spóźniam – odpowiedziałem żartem.

– Taaa… już ja cię dobrze znam, mężu… Zawsze jesteś spóźniony i stale w niedoczasie – mówiła, jednocześnie uśmiechając się do lustra w łazience, gdzie właśnie suszyła włosy. – Pewnie nawet nie jesteś jeszcze gotowy. Czyż nie jest tak? No, powiedz mi?

– Ale za chwilę będę, tylko pozwól mi obejrzeć do końca mój ulubiony program, to dosłownie kilka minut. Gdy się skończy, to od razu startujemy. Zaufaj mi.

– Jak chcesz, ale pamiętaj, że nie mam zamiaru pędzić na dyżur szpitalny, i to jeszcze w taką piękną pogodę. Dobrze wiem, co znaczy u ciebie kilka minut i jak to się skończy. Teraz zapewne pijesz kawkę na luzaku, oglądasz TV, a za chwilę będziesz ganiać jak nakręcony.

Jak na te wszystkie różnice charakteru byliśmy nieźle zgrani i całkiem dobrze dopasowani. Przeciwieństwa w nas przyciągały się i świetnie uzupełniały. Dla mnie najważniejsze było to, że pozwalała mi być sobą. Tolerowała moje gafy i potknięcia. Nie strofowała i nie upominała. Nigdy mi niczego nie zarzucała i nie miała żadnych pretensji. Kochała mnie takiego, jakim byłem. Bywałem już w niejednym towarzystwie, ale tylko przy niej mogłem czuć się komfortowo.

– Rozumiem, kochanie, już kończę. Za momencik. Dziś jest program o kulturze francuskiej i do tego po angielsku. Wiesz, ktoś chyba celowo nakreślił taki scenariusz programu. Przecież Wielka Brytania i Francja to dwa różne, rywalizujące ze sobą światy.

Rozsiadłem się wygodnie w fotelu i pogłośniłem odbiornik. Program prowadził Brytyjczyk z krwi i kości, zdecydowanie mieszkaniec okolic Manchesteru. Dało się to wychwycić w jego akcencie. Miałem kiedyś kolegę z Manchesteru. Osobliwy zawodnik. Jeździł najnowszym kabrioletem ferrari. Taki samochód wart był fortunę. Jednocześnie nosił na co dzień klapki basenowe posklejane taśmą klejącą. Przez lata chodził w tym samym dresie adidasa i rozliczał się z każdego centa. Ewidentnie miał węża w kieszeni. Na jednej z imprez urodzinowych swojego współlokatora, notabene Francuza, proponował gościom drinki bez limitu i na własny koszt. Chodził od stołu do stołu i zbierał zamówienia. Jakże to było bardzo miłe z jego strony, nieprawdaż? Tyle że następnego dnia wystawił solenizantowi pokaźny rachunek za wszystkie napoje. Nawet za te, które sam wypił.

Brytyjczycy i Francuzi żyją jak pies z kotem. Od wieków spierają i mocują się na wielu płaszczyznach. Niech przykładałem będzie dzielący te dwa państwa kanał morski. Otóż w zależności, z której strony się stoi, kanał nazywa się angielskim albo La Manche. To cud, że wspólnymi siłami zbudowali tunel samochodowy biegnący właśnie pod tym kanałem.

Tymczasem rudy, piegowaty Brytol opowiadał pół żartem, pół serio o południowym sąsiedzie Francji. Padło na francuskie koleje. Train à grande vitesse, często określane skrótem TGV, to sztandarowe osiągnięcie francuskiego przemysłu kolejowego. Wcześniej Francja zasłynęła z niesamowitego samolotu Concorde. Latał szybko i wysoko. Można było ujrzeć podczas lotu zakrzywienie kuli ziemskiej. Niestety, ta historia skończyła się tragedią. Aż trudno uwierzyć, że państwo o takim potencjale, kraj Robespierre’a i Napoleona, tak łatwo poddało się nazistowskiej inwazji i niechlubnie zasłynęło z zapyziałego Vichy. Nie pomogła linia Maginota, kolejne świadectwo myśli francuskiej. Nikt z głównodowodzących nie przewidział, że uderzenie armii niemieckiej nadejdzie od strony Belgii.

Zresztą Francuzi to ciekawy naród. Potrafią się sprzeczać do upadłego. Czasem tak dla zasady i niejednokrotnie tylko dla podtrzymania rozmowy. Lubią dużo nawijać, i tyle. Totalne przeciwieństwo stonowanego i wycofanego społeczeństwa brytyjskiego, co dumnie zaznaczył prezenter, podkreślając, że wcale nie było to złośliwie. Mimo to gadatliwych Francuzów cechuje wyrazisty urok osobisty. Kobiety są czarujące i apetyczne, że palce lizać. To samo dotyczy ich wyśmienitych potraw i win. Nie zapominajmy o Lazurowym Wybrzeżu i śródziemnomorskim klimacie. Nie powinno być zatem dla nikogo zaskoczeniem, że sztuka ekspresjonizmu narodziła się we Francji gdzieś pomiędzy poranną kawą, konfiturami i świeżym pieczywem. Nie to, co Anglosasi, z ciężkim jak liverpoolska stal śniadaniem. Można się z tym nie zgodzić, ale prawda jest taka, że to Francuzi od wieków wyznaczają kierunki w filozofii, sztuce, muzyce i myśli politycznej. Jak widać, świetnie radzą sobie również w technologicznych nowinkach, czego przykładem jest właśnie pociąg TGV.

Osiąga imponującą prędkość pięciuset siedemdziesięciu czterech kilometrów na godzinę i umożliwia sprawne pokonywanie odległych dystansów. W mniejszych krajach Europy, jak choćby w Niderlandach, taki środek transportu nie ma szans na powodzenie. Jedno tylko przyspieszenie i już jesteś daleko w Belgii poza linią Maginota. I pomyśleć tylko, że pierwsza maszyna parowa powstała w Królestwie Brytyjskim i dała początek rewolucji przemysłowej. „Może będę się czepiać – rzekł prezenter – ale jak dla mnie jest jeden mały minus tego pociągu. Otóż przy dużej prędkości traci się to, co najważniejsze w podróży. Tak jest przynajmniej dla mnie. Mówię tu o podziwianiu krajobrazu. Osobiście lubię oglądać miejsca po których podróżuję, lecz w tak pędzącym pociągu staje się to niemożliwe”. Ale nic to. Francuzi wciąż będą utwierdzać wszelkich malkontentów, że TGV to coś więcej niż zwykły pociąg. To symbol ponadczasowej myśli człowieka oraz dowód przekraczania granic jego wyobraźni. Obsesja wypierająca zdrowy rozsądek. Koszt, ryzyko nie mają znaczenia – liczy się rezultat. Do tego musi być natychmiastowy. Ci, którzy nie nadążają, pozostają daleko w tyle, podczas gdy reszta świata porusza się z prędkością TGV. Wóz albo przewóz. Cóż widocznie postęp nie toleruje żadnych przystanków.

Święta racja – pomyślałem. – O kurde! Nie zauważyłem, że minęło więcej niż kilka obiecanych minut.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Dysocjacja. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dysocjacja
Artur Miłoń0
Okładka książki - Dysocjacja

Dysocjacja. Opowieść o człowieku wyrwanym z dotychczasowego życia i dobrze znanego miejsca na ziemi. Obraz istoty zagubionej, sfrustrowanej i borykającej...

Wydawnictwo