Alicja, młoda dziennikarka z Warszawy, przyjeżdża do Popielna na Mazurach w celu opisania historii, która wydaje się zbyt fantastyczna, by była prawdziwa. Mówi się, że kiedy przed osiemnastu laty Śniardwy pustoszył biały szkwał, z mgły wyłonił się siwy koń, sprowadzając tragedię na mieszkańców jednego z pobliskich pensjonatów. By poznać dramatyczną tajemnicę jego właścicielki, Alicja musi przedrzeć się przez milczenie, plotki i kłamstwa. A im głębiej wnika w przeszłość Judyty, tym szerzej otwierają się jej osobiste rany. I w końcu stoi przed niełatwym wyborem: czy ważniejsza jest kariera, czy prawda.

Biały Szkwał Katarzyny Grochowskiej to opowieść o miłości, poczuciu winy i sekretach, które są równie niszczycielskie jak huragan. W książce pojawiają się bohaterowie bestsellerowej trylogii Dolina marzeń. Wydanie książki z dużą, czytelną czcionką. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Biały Szkwał:
– O to nie musisz się martwić. Już przygotowałam dla ciebie coś specjalnego. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
– Wspominałaś kiedyś, że lubisz konie, prawda? Znasz się na nich?
– Dawniej trochę jeździłam. Moi przyjaciele mają przydomową stajnię i czasami im tam pomagam. Specjalistką nie jestem, ale co nieco wiem.
– Świetnie. Bo widzisz, tak się złożyło, że moja siostrzenica wróciła niedawno z obozu konnego na Mazurach i przywiozła mi stamtąd nietuzinkowy temat na artykuł, który może wywołać u naszych czytelniczek palpitacje serca. Opowiem ci teraz pewną legendę, którą od niej usłyszałam… – Wstała, zdjęła z półki notatnik, po czym przysiadła na rogu biurka.
– Dwudziestego pierwszego sierpnia dwa tysiące siódmego roku nad Wielkimi Jeziorami Mazurskimi zerwał się nagły, huraganowy wiatr, który media określiły mianem białego szkwału. W ciągu kilku minut niebo stało się czarne, temperatura gwałtownie spadła, a fale zatapiały łodzie. Kilkadziesiąt osób wpadło do wody, nie wszystkich udało się uratować… Jednak ten żywioł nie był jedynym ewenementem, który się wówczas zdarzył… bo z zawieruchy, tuż nad brzegiem Śniardw, wyłonił się nagle biały koń… Sam, bez jeźdźca, jakby wyszedł prosto z mgły… – zrobiła krótką pauzę, a w jej oczach pojawił się tajemniczy błysk. – Ów koń do dzisiaj stacjonuje w pewnym gospodarstwie agroturystycznym, Folwarku Idylla w Popielnie. Trzyma się całkiem dobrze, ale nie każdy, kto miał z nim styczność, może tak o sobie powiedzieć…
– Zaraz, zaraz… – Alicja potrząsnęła głową, wyraźnie zbita z tropu. – To ten koń jest prawdziwy? Mówiłaś, że to legenda.
– Każda legenda opiera się na pewnych faktach, a biały szkwał naprawdę przeszedł przez mazurskie jeziora. Jeśli o nim nie słyszałaś, to w Internecie znajdziesz mnóstwo artykułów na ten temat. A teraz słuchaj dalej, bo najciekawsze dopiero przed tobą… – Postukała paznokciem o okładkę notatnika. – Nikt tak naprawdę nie wie, skąd ten koń wziął się wtedy nad Jeziorem. Nie miał na sobie siodła ani tych… tych pasków na łbie. Jak to się nazywa?
– Ogłowie.
– O właśnie. – Pstryknęła palcami i spojrzała na Alicję w taki sposób, jakby miała już sto procent pewności, że będzie najodpowiedniejszą osobą do zbadania tej sprawy. – Prawdopodobnie nie uciekł z żadnego pobliskiego gospodarstwa, ponieważ nikt się po zgubę nie zgłosił. Chciano oddać go do fundacji, ale pewne małżeństwo przyjęło go do siebie… – Otworzyła zeszyt, po czym przeczytała na głos nazwisko z notatki: – Judyta Stelman. Tak nazywa się kobieta. Imienia mężczyzny nie znalazłam. Zginął w pożarze, który wybuchł w ich domu z niejasnych przyczyn, w środku nocy, kilka godzin po tym, jak przyjęli do siebie konia…
– Sugerujesz, że ktoś podłożył ogień celowo? Z powodu konia? – zaintrygowała się.
– Nie wiem, ale krążą pogłoski, że od tamtego czasu w Folwarku dzieją się niewytłumaczalne rzeczy. Słychać dziwne odgłosy, zwierzęta nietypowo się zachowują, a w oknie pokoju, w którym wybuchł pożar, niektórzy widują światło. Ten spalony budynek nadal tam stoi. Ludzie mawiają, że to właśnie koń sprowadził zło na gospodarstwo.
– Twoja siostrzenica też doświadczyła tam czegoś takiego?
– Nie. Była na obozie w innym ośrodku. Tylko usłyszała tę historię od kogoś z mieszkańców. A zatem to wszystko bzdury, pomyślała kpiąco Alicja.
– Nie uważasz, że mogą to być plotki rozpuszczone przez konkurencję? – zasugerowała, na co Paula znacząco się uśmiechnęła.
– To już twoja działka, aby tam pojechać i to zbadać.
– Ty tak na poważnie? – Uniosła brwi. – Mam napisać artykuł o nawiedzonym koniu?
– Och, Ali, widzę, że musisz się jeszcze sporo nauczyć na swoim nowym stanowisku… – Redaktorka wywróciła oczami i głośno sapnęła. – Posłuchaj… Ani trochę nie obchodzi mnie, jaki tor obierzesz dla tej historii, a to, ile wpleciesz w nią prawdy, a ile własnej kreatywności, zależy już wyłącznie od ciebie. Ja podsunęłam ci temat, a ty masz stworzyć z niego coś, co zmiecie mnie z nóg. Rozumiesz?
– Rozumiem… – przytaknęła cicho, bo gorycz znów zacisnęła się na jej gardle. Coraz bardziej docierało do niej, na czym tak naprawdę ma polegać jej praca. Nie będzie w „Herze” żadną dziennikarką, lecz zwykłą pismaczką, która dostała właśnie pełne błogosławieństwo, by kłamać.
– Chciałabym, aby gotowy artykuł ukazał się w naszej gazecie dwudziestego pierwszego sierpnia, z okazji osiemnastej rocznicy przejścia białego szkwału przez Mazury. Masz zatem ponad dwa tygodnie na zebranie materiału i stworzenie tekstu. To bardzo dużo czasu, dlatego liczę, że mnie nie zawiedziesz. – Posłała podwładnej sugestywne spojrzenie, a potem dodała coś, co dobiło Alicję jeszcze bardziej: – Pamiętaj, że to twój pierwszy artykuł, twoja wizytówka. Musi być najlepszy, perfekcyjny, by równocześnie nie stał się twoim ostatnim.
Książkę Biały Szkwał kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
