Miał dość. Fragment książki „Winny"

Data: 2021-04-23 13:02:36 Autor: Piotr Piekarski

Szum wody. Ciepło otaczające zanurzone w wannie ciało. Blask migoczącego płomienia.

To jest właśnie reset. Tylko tak Marcin może się uspokoić. Wyciszyć nadwrażliwy na bodźce umysł. Utrzymać w ryzach tę część siebie, która nie mieści się w ogólnie przyjętych normach.

Kiedyś popełnił błąd. Myślał, że tak będzie lepiej. Dla wszystkich.

Ale bardzo się pomylił, życie to nie jest bajka z morałem. Nie wystarczy odpokutować. Choć spłacił swoje długi, piętno winy zostanie z nim na zawsze. Zwłaszcza że jest ktoś, komu zależy na tym, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Nawet za cenę życia.

Mrocznie, duszno i nieprzewidywalnie - Joanna Opiat-Bojarska opracowała wzór na thriller, od którego przechodzą dreszcze. 

„Winny to bardzo solidny, mroczny thriller, który pozostawia czytelnika z poczuciem niepokoju. To opowieść o przeszłości, która powraca cieniem, nie pozwalając rozpocząć nowego życia – piszemy w recenzji powieści Joanny Opiat-Bojarskiej. Do lektury książki Winny zaprasza wydawnictwo Słowne Mroczne. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowy fragment Winnego. W poniedziałek, 26 kwietnia 2021 o godzinie 19:00 zapraszamy Was na spotkanie live z autorką w naszym profilu na Facebooku:

Dziś na naszych łamach możecie przeczytać kolejny fragment powieści Winny

Twarda posadzka coraz mocniej wbijała się Marcinowi w kolana. Ból stawał się nie do zniesienia. Jakby pomiędzy płytkami łazienkowymi a kośćmi, więzadłami i rzepką nie było ani grama ciała.

Nie zamierzał jednak zmieniać pozycji. Miał zadanie do wykonania. Postanowił, że nie wstanie, dopóki nie skończy.

Kolejna porcja żółtej substancji trafiła do wnętrza wanny. Roztarł ją dynamicznie gąbką. Najpierw poziomo, potem pionowo, a na koniec wykonał jeszcze kilka zdecydowanych ruchów okrężnych. Polał wnętrze wanny wodą z nadzieją, że tym razem pozbędzie się plam. Brunatnoczerwone ślady nadal tam były.

Świeża warstwa pełnego składników chemicznych mleczka zakryła żeliwną powierzchnię. Dał jej kilkanaście sekund na rozmiękczenie brudu. Mikrokryształki miały czas, żeby się wykazać. Tak to sobie tłumaczył.

Spojrzał na butelkę. Formuła z mikrokryształkami. Musiały być bardzo mikro. Nie widział ani ich, ani efektów. Producent obiecywał, że mleczko usunie sto procent zabrudzeń, ale wanna nadal nie była wystarczająco biała.

– Noż kurwa mać! – zaklął głośno, by dać upust narastającej w nim złości. W łazience musiało być czysto, niezależnie od tego, co działo się w niej wcześniej.

Kolana błagały o litość, a do pomieszczenia docierały jakieś hałasy. Ignorował je. I kolana, i hałasy. Wiedział, że są w zmowie. Kiedy wstanie i wyjdzie z łazienki, stawy zaprotestują i nie będzie mógł wrócić do tego, co robi teraz.

Zaczął od początku. Jak maszyna. Środek na powierzchnię. Tarcie gąbką. Najpierw miękką, a potem szorstką stroną. Żeliwna wanna i tak była chropowata. Im dłużej ją czyścił i przyglądał się jej z bliska, tym bardziej docierało do niego, że wyznaczył sobie pracę godną Syzyfa.

Jak miał dotrzeć do wszystkich miejsc, do których wcześniej dotarła brunatnoczerwona substancja, skoro struktura wanny przypominała pumeks?

– Aaa! – wydarł się przez ściśnięte gardło, rzucił gąbkę do wanny i wstał.

Miał dość. Wanna wyglądała lepiej, ale plama nie dawała mu spokoju. Widział ją nawet wtedy, gdy zamykał oczy.

Wyszedł do przedpokoju z nadzieją, że plama zniknie do czasu jego powrotu.

Hałasy na klatce się nasiliły. Z bezkształtnej plątaniny dźwięków wyłaniały się ludzkie krzyki. Marcin zatrzymał się obok leżącego w przedpokoju kartonu. Wiedział, że powinien się nim zająć w pierwszej kolejności. Ukryć. Spalić. Pozbyć się jego i wszystkiego, o czym mu przypominał.

W ogóle nie powinien był go tu przywozić. Pielęgnowanie pamięci o przeszłości źle odbijało się nie tylko na jego psychice, ale i całym życiu. To przez to musiał rozpoczynać wszystko od początku.

Schylił się, by podnieść karton, ale poczuł, że za chwilę pękną mu bębenki w uszach. Ktoś pod jego drzwiami krzyczał i śmiał się w najlepsze. Wszystkie niekontrolowane dźwięki przenikały przez drzwi, zbierały się w przedpokoju i wzmacniały jak w pudle rezonansowym.

Wziął głęboki oddech, wysunął klatkę piersiową do przodu, napiął mięśnie i ruszył do drzwi. Nacisnął klamkę i otworzył drzwi z tak ogromną siłą, że uderzyły o ścianę.

– Czego?!

Dwie zdziwione pary oczu spojrzały na niego.

Marcin wykrzywił twarz z satysfakcją. Zamilkli. Młoda kobieta i mężczyzna, którego poznał rano. Nie pamiętał jego imienia, ale zachował w pamięci jego niedbałą fryzurę i bluzę, na której widniał napis „NOT FOR SALE”.

– Żyje! – Mężczyzna przerwał ciszę. – Mówiłem, Beatko, że bez sensu panikujesz.

– Miałeś rację – przytaknęła wysoka i koścista kobieta.

– Musicie hałasować pod moimi drzwiami?

– Ale o co ci chodzi, chłopie? Stoimy tylko.

– Możecie stać trzy tony ciszej?

– Jak ciszej? Impreza jest!

Dopiero teraz poczuł specyficzną woń alkoholu. Złapał się za głowę i starał się opanować postępującą panikę, że zamieszkał w jakimś centrum imprezowym. Potrzebował ciszy i spokoju, a nie ciągłych libacji.

– Świetnie – przewrócił oczami – ale dlaczego na klatce schodowej? Akustyka iście, kurwa, operowa. Nie możesz zabrać pani do siebie?

– Zabiorę pod warunkiem, że i ty, chłopie, pójdziesz z nami.

– Bartosz mówił, że albo ci się coś stało, albo się przed nami ukrywasz. Ale dlaczego miałbyś to robić? – Kobieta podeszła tak blisko, że oprócz alkoholu poczuł także jej perfumy. – Przecież jeszcze nas nie znasz. Ani my ciebie. Jak masz na imię?

– Marcin – odpowiedział i odruchowo przymknął drzwi do mieszkania. Nie chciał wpuszczać do niego obcych.

– Cześć, Marcin. Możemy być na ty, prawda? Bartosza już znasz, ja jestem Beata i mieszkam na parterze.

– Weź, Beata, mu się nie narzucaj, chłop nowy jest! Na twoje opowieści przyjdzie czas.

– Nowy, więc mu się kulturalnie przedstawiam!

– I świetnie, oficjalne ukłony mamy już za sobą. Marcin! Nie stój tak. Zamykaj drzwi i chodź. A teraz idziemy wszyscy na jednego… – zaintonował weselną przyśpiewkę.

– Nie, dzięki.

– No weź, impreza powitalna jest!

– Ach.

– Ach? Kuźwa, chłopie, entuzjazmu to ty nie potrafisz okazać. Impreza na twoją cześć. Dlatego tu stoimy i o suchych pyskach deliberujemy, czy żyjesz jeszcze, czy nie.

– Bo Bartosz powiedział, że widział, jak wchodziłeś do mieszkania, ale pukaliśmy i dzwoniliśmy i nie odpowiadałeś, więc ktoś powiedział, że coś ci się stało i…

– Cicho, Beata. Słyszysz to, chłopie? Ten babski szczebiot? Kuźwa. Ja mam dość. Fajnie, że się wprowadziłeś, będzie nam teraz łatwiej w tym babińcu. Cała klatka kobiet. Dalej, Marcin, nie będziemy tak o suchych pyskach stać.

– Idźcie. Ja mam… pracę. – Marcin złapał drzwi, gotowy do odwrotu.

Owszem, ciągnęło go do gorzały i nawet nastawił się dziś na picie. Słonina nie oddzwaniał, sam pić nie zamierzał, a mimo to wizja picia z obcymi jakoś go nie zachęcała.

– O tej godzinie się już nie pracuje… – nalegał Bartosz.

– Ale…

– Ja ci kartony napakowane kamieniami nosiłem rano, gdy się wprowadzałeś, a ty spuszczasz mnie, nas… na drzewo?

– Może jutro?

– Wódka się chłodzi, dziewczyny przyszły!

– Nie mogę. Naprawdę. Mam pracę.

– Nie ucieknie. Nie daj się prosić. – Bartosz podszedł do Marcina i podniósł rękę, by położyć mu ją na ramieniu, ale ten się cofnął. Dłoń zawisła w powietrzu. – Źle się mieszka tym, co się nie przywitają.

Jeśli chcecie poznać wszystkie książki autorki, zachęcamy Was do lektury przewodnika po twórczości Joanny Opiat-Bojarskiej.

Książkę Winny kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Winny
Joanna Opiat-Bojarska8
Okładka książki - Winny

Mrocznie, duszno i nieprzewidywalnie - Joanna Opiat-Bojarska opracowała wzór na thriller, od którego przechodzą dreszcze. Doskonale skonstruowana...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Szpetnicy
Maciej Kapuściński
Szpetnicy
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Każde twoje słowo
Marta Reich
Każde twoje słowo
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Na zawsze w lodzie
Owen Beattie; John Geiger
Na zawsze w lodzie
Cień Debory
Magdalena Mosiężna
Cień Debory
Pocztówki z Portugalii
Jolanta Kosowska
Pocztówki z Portugalii
Pani Cisza
Arkady Saulski
Pani Cisza
Komnata głodu i chłodu
Magda Chruścińska
Komnata głodu i chłodu
Pokaż wszystkie recenzje