W poruszającej powieści rozgrywającej się w 1944 i 2004 roku splatają się losy Heleny i jej wnuczki Kariny – dwóch kobiet połączonych tajemnicą sprzed lat.
W czasie wojny Helena, starając się ocalić siostrę, trafia na roboty przymusowe do Niemiec. Tam, w cieniu okrucieństwa i rozpaczy, rodzi się zakazana miłość między nią a Johannem, synem bauera. Ich uczucie wystawia ich na śmiertelne niebezpieczeństwo i na zawsze odmienia losy Heleny.
Sześćdziesiąt lat później Karina, zmagając się z życiowym kryzysem i stratą, odkrywa sekrety rodzinnej przeszłości. Podróż do miejsc, o których milczano przez dziesięciolecia, przynosi jej odpowiedzi, ale też nowy początek.

Zanim o Tobie zapomnę Aleksandry Balasek to opowieść o sile miłości, winie i przebaczeniu, o kobietach, które muszą zmierzyć się z przeszłością, by odnaleźć siebie. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Zanim o Tobie zapomnę.
29 sierpnia 1939 roku, Kraków
– No nie mów, że Ci się nie podobało! – żachnęła się Eliza, która szła tak szybko, że jej kręcone włosy wypadły z misternie ułożonego upięcia. Spacerowałyśmy krakowskimi uliczkami i czerpałyśmy radość z ostatnich ciepłych dni. Chłonęłyśmy promienie słoneczne, które ogrzewały naszą skórę, a emocje po seansie filmowym rozgrzewały nas od środka. W tej chwili czułyśmy się tak, jakby nie było na tym świecie żadnych problemów. Tylko my, muzyka dobiegająca zza drzwi lokalów oraz zapach gotowanych w pobliskich mieszkaniach posiłków, unoszący się z otwartych okien i sprawiający, że aż ślinka napływała do ust.
– Oj, po prostu uważam, że „Znachor” jest lepszy od „Profesora Wilczura” i nie chce mi się po raz kolejny kłócić – rzuciłam, chociaż wiedziałam, że to wywoła burzę. Nie kłóciłyśmy się, to były raczej drobne przekomarzania, które kończyły się wybuchem śmiechu.
– Wariatka! Wypluj te słowa, bo przysięgam… wyszoruję ci język! – Eliza zbliżyła się do mnie, robiąc groźną minę, ale ja tylko zaśmiałam się głośno. – Zresztą, co będę strzępić język, jak tobie tylko o Łozińskiego chodzi i pewnie nawet na fabułę żeś uwagi nie zwracała.
Teraz śmiałyśmy się razem. Oczywiście Eliza nie miała racji, a ja nie byłam do końca szczera, bo obydwa filmy, które obejrzałyśmy w kinie „Wanda”, wzbudziły we mnie wiele emocji.
– A ty co, lepsza? Kto się ślini do Nabitowskiego? – Szturchnęłam ją ramieniem, a ona nagle spoważniała.
– Przynajmniej to człowiek z krwi i kości, którego mam na wyciągnięcie ręki! A nie jakieś marzenie z ekranu – prychnęła.
Dobrze wiedziałam, że Eliza jest zauroczona Stefanem Nabitowskim. I to uczucie było odwzajemnione, jednak obydwoje mieli problem ze zrobieniem pierwszego kroku. Stefan wzroku od niej nie odrywał, gdy ją gdzieś na mieście zobaczył. Ale z zaproszeniem na kawę się nie wyrywał. Byliśmy w jednej paczce, każdy więc się trochę bał, że zmiana koleżeństwa w randki może wszystko popsuć.
– Co innego Lucjan… – zaczęła, a ja przewróciłam oczami i prychnęłam.
– Już spokojnie, Lizka. Wiem, że będę tańczyć na waszym ślubie, a swojej córce dasz na imię Helena. Po twojej siostrze, choć z innej matki i ojca. – Ukłoniłam się, jakby to nie było oczywiste, że chodzi o mnie. Zaśmiałyśmy się i znowu wzięłyśmy pod rękę. Szłyśmy przez planty i obydwie miałyśmy wrażenie, że najpiękniejsze przed nami. Świeciło piękne słońce, dzień był gorący i czekały nas ostatnie wakacyjne dni przed szkołą.
– Trochę się boję… – wyznała po chwili spaceru. Czułam, że coś ją gryzie od wczorajszego wieczoru. Wydawała się przygaszona, chociaż starała się za wszelką cenę to ukryć. – Mama wczoraj mówiła, że musimy uciekać, że robi się nerwowo. – Poczułam, jak moje ciało się napina. Każdy wiedział, co się dzieje, ale starałyśmy się unikać tego tematu, jakby milczenie miało sprawić, że nic nie nadejdzie. – Tata powtarzał, że nigdzie się nie rusza, bo to jest jego kraj. Nikt go stąd nie przegoni.
– Też się boję – wyznałam wprost. – Jednak bardziej niż o siebie, boję się o ciebie. Jesteś mi jak siostra, wiesz o tym.
– Wiem, Helciu, wiem. – Zwolniłyśmy kroki, a ona wtuliła twarz w moje ramię. – A Łozimski w sumie jest całkiem przystojny. – Wybuchłyśmy śmiechem, zwracając uwagę innych spacerujących. – O są! – Wskazała na ławkę, która zajęta była przez naszych znajomych z klasy. W tym oczywiście Stefana.
– Są i panny spóźnialskie! – rzucił Lucjan, mając głównie mnie na myśli. Przynajmniej według Elizy, bo ja widziałam w tym tylko żarty, które nie miały pokrycia w uczuciach. – I przepiękna Helenka, witaj. – Puścił do mnie oko i obdarzył pięknym uśmiechem. Zaczerwieniłam się, ale ostentacyjnie przewróciłam oczami. – No i patrzcie, nadal odporna na mój czar.
– Jak każda, Lucjan – zaśmiał się jeden z kolegów, na co reszta też wybuchła śmiechem.
– Jeżeli nie chcesz, no to nie
Nie mogę przecież zmusić cię
Ja wiem, za tydzień wszystko rzucisz
Do mnie wrócisz* – zaśpiewał, czym sprawił, że każdy się uśmiechnął.
Lucjan miał spory urok, jednak to jego głos robił największe wrażenie. No i burza lśniących rudych włosów, których chyba nawet dziewczyny mu zazdrościły.
– Och, nie marudź. – Pokazałam mu język, czym rozbawiłam wszystkich pozostałych i odwróciłam od siebie uwagę. I dobrze, bo moje policzki zaczęły znowu różowieć.
– Patrzcie, patrzcie, nasza Elizka jak Engelówna z „Wrzosu” dzisiaj, dostojna taka! –rzuciła z uśmiechem Krysia, koleżanka, która często chodziła z nami do kina, chociaż w ostatnim czasie głównie na filmy z Aleksandrem Żabczyńskim, który ewidentnie ją oczarował.
– A Stefan jak Bodo, proszę, proszę – dodałam, czym znowu rozbawiłam towarzystwo, a jedynie Stefan i Elizka zawstydzeni, z czerwonymi policzkami zerkali na siebie co jakiś czas. – Mamy dzisiaj towarzystwo na wysokim poziomie.
– Oj, już dobra, dajcie spokój – prychnęła Eliza, udając srogość, chociaż w kącikach ust błąkał się jej uśmiech. – Przesuńcie się, muszę ściągnąć na chwile te buty, bo zwariuję.
Gdy usiadła i zdjęła sandałki na obcasie, na jej twarzy odmalowała się ulga. Sama też czułam pęcherze na pięcie, ale radość po seansie nie pozwalała mi się na nich skupić. Później będę płakała, teraz się śmiałam.
– Dziewczyny, mam aparat, każdemu już zrobiłem zdjęcie. Mogę wam? – zapytał Stefan, który w rękach trzymał aparat marki Kodak. Już od dłuższego czasu chwalił się, że uzbierał na niego, jednak po raz pierwszy wziął go na spotkanie. Wiedziałam, że Eliza nie odpowie, więc zrobiłam to za nią.
– Tak, prosimy! – Ustawiłyśmy się przytulone do siebie i zrobiłyśmy zdjęcie, które miało się okazać ostatnim naszym wspólnym dobrym wspomnieniem.
* Fragment piosenki z 1932 roku „Jak nie, to nie”, tekst: Emanuel Schlechter, muzyka: Jerzy Rosner.
Książkę Zanim o Tobie zapomnę kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
