Hope ucieka z domu, by wyrwać się spod władzy ojca tyrana – nie wie jeszcze, że najgorsze dopiero przed nią. Ulice Bronksu stają się jej nowym domem, a codzienność wypełniają głód, strach i uzależnienie. Gdy wydaje się, że nie ma już ratunku, spotyka Nathaniela – mężczyznę, który sam zmaga się z nałogiem, ale daje jej to, czego nie miała nigdy wcześniej: czułość. Ich więź staje się dla niej ostatnią deską ratunku. Wkrótce Hope dostaje kolejną szansę – schronienie na farmie dziadków w Teksasie i wsparcie brata. Ale demony przeszłości nie odpuszczają, a ojciec znów staje się dla niej zagrożeniem.
Czy Hope znajdzie odwagę, by stawić mu czoła? Czy pokona nałóg, odzyska spokój i pozwoli sobie na miłość?

Zapraszamy do przeczytania powieści Alicji Skirgajłło Never Lost Hope. Na granicy śmierci. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Never Lost Hope. Na granicy śmierci:
– Mama… – szepczę ledwie słyszalnie. W jej ramionach czuję się tak wspaniale, tak bezpiecznie, wyjątkowo. Z mojej piersi nagle wydostaje się głośny szloch.– Gdzie byłaś przez te miesiące? Umierałam ze strachu, tak się o ciebie bałam, Hope! – Chwyta mnie za policzki i mierzy wzrokiem. – Jak ty wyglądasz, córeczko!– Mamo, ja potrzebuję pomocy, twojej pomocy… – łkam. Tracę siły i upadam na kolana. Chowam twarz w dłoniach, dławiąc się rzęsistymi łzami. Matka klęka przede mną i przytula. Kiedy myślę, że dobrze postąpiłam, wracając do domu, w drzwiach dostrzegam nagle ucieleśnienie mojej największej traumy. Mojego wiernego prześladowcę.– Co to za cyrk? – mówi zdezorientowany. W pierwszej chwili nie rozpoznając we mnie swej malutkiej kruchej córeczki, którą za każdym razem z uśmiechem na gębie krzywdził. Mija chwila, kiedy wyraz jego twarzy się zmienia, przez co całe moje ciało zalewa fala dreszczy. Wkłada maskę obojętności, a po chwili dostrzegam także pogardę. Ten zimny, skurwysyński uśmieszek, który śni mi się co noc.– Co to, kurwa, za upiór? – pyta i wyprostowany jak struna pokonuje kilka stopni schodów. – Córka marnotrawna wróciła? Uśmiech na jego parszywej twarzy momentalnie rozkwita, przez co mam ochotę zapaść się pod ziemię.– Wyglądasz jak tania dziwka! Jego słowa wbijają mi sztylet w serce. Dodatkowo przypominają mi się wszystkie złe chwile w tym domu z tym człowiekiem.– James, daj spokój. Ona potrzebuje pomocy – mówi matka, patrząc na ojca błagalnym wzrokiem.– Zamilcz! – Gromi ją morderczym spojrzeniem. – Uciekła z domu pół roku temu, a teraz nagle wraca? Wygląda jak upiór, pieprzona łachudra! Na cholerę tu przylazła? Prosić o pomoc?!– James, to nasza córka…– Moja córka nie żyje. Umarła, kiedy opuściła ten dom i tę rodzinę. Helen, wracaj do domu i zostaw to ścierwo na ulicy, niech wraca tam, skąd przyszła.– Ale James… – Matka błaga tego chuja, a mnie pęka serce.– Wróć do domu, bo zaraz zrobię ci piekło! Albo wracasz ze mną, albo wypierdalaj razem z tym śmieciem – wrzeszczy na całą ulicę, a matka podskakuje ze strachu.
– Mamusiu, błagam cię, nie zostawiaj mnie teraz, nie zostawiaj. Nie pozwól, by dalej mnie krzywdził, i przejrzyj w końcu na oczy. Postaw mu się, błagam cię, nie zostawiaj mnie… – płaczę i szarpię matkę za ramiona w nadziei, że choć raz mi pomoże. Kobieta nieruchomieje, po czym spuszcza wzrok. Gdy na nowo na mnie spogląda, w jej oczach nie dostrzegam już łez oraz bólu, jaki towarzyszył jej jeszcze chwilę temu.– Wybacz mi, proszę… – mówi i chce odejść, jednak nie pozwalam jej na to. Ojciec coraz bardziej się niecierpliwi.– Błagam, pomóż mi – szepczę ledwie słyszalnie. Obraz przed oczami momentalnie mi się rozmywa przez łzy. Tak cholernie piekące i bolesne, że nie potrafię nad sobą zapanować.– Umrę na ulicy… – dodaję na koniec, spuszczając wzrok. Kobieta, która dała mi życie, jakby mięknie. Z kieszeni kurtki wyciąga banknot studolarowy i wciska mi go do ręki. Bez słowa całuje mnie w czoło, a potem odchodzi w stronę mojego kata, a swojego męża. Zamykam oczy i pragnę umrzeć… Nie mam już rodziców, nie mam nikogo, na kim mogę polegać. Czuję się samotna, odtrącona i porzucona na pastwę losu, jak bezpański pies. Boli mnie serce, choć mówią, że to niemożliwe. Ale ja właśnie to czuję. Palący, dotkliwy ból, jakby ktoś rozrywał mnie od środka. Z letargu wyrywają mnie pierwsze krople deszczu, który błyskawicznie przybiera na sile. Powoli wstaję i chwiejnym krokiem odchodzę w nieznane. Po chwili znów przystaję i odruchowo zerkam na budynek, który do niedawna nazywałam domem. Kulę ramiona, kryjąc zziębnięte dłonie w kieszeniach znoszonej, starej kurtki. W prawej kieszeni natrafiam na kawałek papieru. To wizytówka ośrodka pomocy narkomanom, którą wręczył mi w szpitalu młody lekarz. Wyjmuję ją, czytam informacje na niej zawarte, przez chwilę się waham… Co powinnam zrobić? Wzdycham głośno. Może tam znajdę pomoc?
W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Never Lost Hope. Na granicy śmierci. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
