Opowieść o rodzinie i miłości z historią w tle. „Bo trzeba żyć. Gabrynia"

Data: 2020-02-13 13:39:46 Autor: Sławomir Krempa

Apolonia, wdowa i matka czwórki dzieci, mimo że wyszła po raz drugi za mąż, nie do końca czuje się szczęśliwa. Martwi się o swoje pociechy. Powieść Ewy Szymańskiej Bo trzeba żyć. Gabrynia poświęcona jest najstarszej i najzdolniejszej z nich. Gabrynia odkrywa budzący się w niej erotyzm, przeżywa pierwszą miłość i pierwsze rozczarowania. Kończy szkołę i rozpoczyna pracę. Odnosi zawodowe sukcesy i poznaje mężczyznę swego życia. Gabrynia jest szczęśliwa i z ufnością patrzy w przyszłość, tym bardziej że marzenia się spełniają jedno po drugim.

Obrazek w treści

Wybucha jednak wojna, która wywraca wszystko do góry nogami – nie tylko życie bohaterek, ale także ich poglądy na wiele spraw, nawet tak fundamentalnych jak dobro i zło. Wojenny terror, codzienne życie pod okupacją niemiecką, ukrywanie młodej Żydówki, strach przed śmiercią – świat wokół się wali. Jednak... trzeba żyć. Dla Gabryni i jej bliskich to czas wielkiej próby i niesamowitych zrządzeń losu.

Czytaj także: Najciekawsze książki – luty 2020. Nowości wydawnicze, premiery, zapowiedzi

Cykl książek Bo trzeba żyć jest opowieścią o rodzinie, tożsamości i prawdziwej miłości. Fabuła tej sagi rodzinnej rozgrywa się na Podlasiu, a jej tło stanowią wielkie wydarzenia pierwszej połowy XX wieku – od wybuchu pierwszej wojny światowej aż po śmierć Stalina.

– Nawet jeśli momentami traci się wiarę w to, że nasze życie ma jakiś sens, trzeba żyć. Trzeba, bo nie żyjemy tylko dla siebie, bo nasze życie nadaje sens życiu innych.

- przeczytajcie wywiad z Ewą Szymańską, autorką cyklu „Bo trzeba żyć"

Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowy fragment książki Bo trzeba żyć. Gabrynia. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii. W przygotowaniu trzeci tom sagi: Bo trzeba żyć. Rodzina.

Roman nie mógł odmówić jej racji, a to, że nie chciał się pogodzić z faktem, iż Gabrynia zostaje w Łukowie, wynikało tylko z bezsensownego przekonania, że w Olendach mógłby ją lepiej chronić. Tylko jak niby? Dwadzieścia lat temu wojna była inna. Do objęcia rozumem, jak mawiała pani Celińska. Wojsko się biło, ale cywile na co dzień o życie nie drżeli. A teraz? Przed bombami nie było ratunku, a Bóg jeden wie, co jeszcze będzie się działo. Miała Gabrynia rację, mimo wszystko trzeba próbować żyć dalej, nawet jeśli tego życia miałoby niewiele zostać. Zresztą, kto jak kto, ale on przecież najlepiej wiedział, że śmierć nikogo nie pyta o zdanie. Nie chciał żyć, a ona nim wzgardziła, inni błagali o życie, a kostucha tylko się z nich śmiała. Teraz też będzie, co ma być. A dziewczynie nie ma co się dziwić. Nic nie mówi, lecz przecież widać, że o Tomka jej chodzi. Chce być tutaj na wypadek, gdyby miał się odezwać. Daj Boże, żeby tak się stało, choć po tym wszystkim trudniej jakoś wierzyć, żeby to się miało dobrze skończyć.

Jagielski trafnie wyczuwał nastrój Gabryni, która rzeczywiście liczyła na wieści o narzeczonym. Od prawie trzech tygodni drżała z niepokoju o niego, a brak jakiejkolwiek informacji sprawiał, że przychodziły jej do głowy najgorsze myśli. Wiadomość, że w Łukowie Niemcy zorganizowali punkt zborny dla jeńców, po prostu poderwała ją na nogi. Nie pomogło tłumaczenie wujka, że to niemożliwe, by Tomasz znalazł się w tej grupie, skoro tuż przed wybuchem wojny skierowano go do Lidzbarka. Musiała sprawdzić, to było silniejsze od niej. Nie pomogły też prośby matki, bo nagle w głowie dziewczyny pojawiło się przekonanie, że Tomasz będzie próbował się z nią skontaktować, a jeśli ona będzie siedzieć na wsi, może mu się to nie udać. Niezależnie zresztą od tego i tak doszła do wniosku, że musi wrócić do Łukowa. Nawet jeśli w Olendach była bezpieczniejsza, co zresztą z dnia na dzień przestawało być takie pewne, czuła, że jej miejsce jest tam. Wieś kojarzyła się jej już tylko z wakacjami, dawno przestała się z nią utożsamiać. Jej życie związane było z miastem, tutaj czuła się u siebie.

Oczywiście rację miał Jagielski. Wśród żołnierzy zgromadzonych na boisku na pewno nie było Tomasza. Co prawda Gabrynia nie mogła przekonać się o tym osobiście, bo Niemcy nikomu nie pozwalali się do nich zbliżać, ale nie było co do tego wątpliwości: w przejściowym obozie przetrzymywano wyłącznie jeńców pochwyconych po walkach toczonych w najbliższej okolicy. Chociaż dziewczyna się tego spodziewała, wiadomość ta wywołała w niej mieszane uczucia. Z jednej strony odczuła ulgę, z drugiej jednak – była, trochę po dziecinnemu, zawiedziona. W ogóle w głębi duszy miała aż dotąd irracjonalną nadzieję, że wszystko to, co działo się wokół niej, okaże się złym snem, że w pewnej chwili po prostu się obudzi i będzie jak dawniej. Jednak o ile w Olendach mogła się jeszcze łudzić, przyjazd do Łukowa rozwiał wszelkie złudzenia: wojna była faktem i nic nie wyglądało tak samo jak przedtem. Koszmar trwał i jeśli komuś wydawało się, że bombardowania były najgorszą rzeczą, jaka mogła dotknąć mieszkańców, szybko zrozumiał, że jest to płonna nadzieja. Dokładnie tego samego dnia, gdy rozeszły się pogłoski, że Związek Radziecki zaatakował Polskę, Niemcy, którzy coraz liczniej pojawiali się w mieście, pokazali, że bać trzeba się nie tylko ich samolotów.

Tak naprawdę nikt dokładnie nie wiedział, co się stało. Podobno jakiś cywil oddał strzały w kierunku niemieckiego auta, ale ile było w tym prawdy, Bóg jeden wiedział. Podejrzewano, że to raczej Niemcy szukali pretekstu, żeby zastraszyć ludzi i w ten sposób łatwiej ich sobie podporządkować. W każdym razie jeśli tak było, to cel osiągnęli bez problemu, bo odwet był straszny. Podpalono wiele budynków w centrum miasta. Tłumy mieszkańców zostały spędzone na plac przed kościołem, niektórych uzbrojeni żołnierze zabierali z domów, innych zganiano z ulicy. Jakiś oficer stanął na podwyższeniu i szczekliwym głosem oznajmił, że ludność Łukowa musi ponieść karę za tę zbrodniczą napaść. W pewnym momencie żołnierze poczęli wyciągać z tłumu przypadkowych mężczyzn. Mówiono, że było ich ponad trzydziestu. Gabrynia, która na szczęście stała daleko, nie widziała, kim byli ustawiani pod ścianą nieszczęśnicy. Wyczuwała tylko lekkie falowanie przestraszonego tłumu i słyszała wrzaski niemieckiego oficera.

A potem rozległ się dźwięk, który zmroził jej krew w żyłach. Nie słyszała go nigdy wcześniej, ale od razu wiedziała, że oznacza on śmierć. I chociaż kilkakrotnie w ciągu nadchodzących lat dane jej było widzieć umierających ludzi, ten przeraźliwy odgłos mocniej utkwił w jej głowie niż wszystkie straszne obrazy, które przewinęły się przed jej oczyma.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Bo trzeba żyć. Gabrynia. Powieść Ewy Szymańskiej możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Bo trzeba żyć. Gabrynia
Ewa Szymańska0
Okładka książki - Bo trzeba żyć. Gabrynia

Apolonia, wdowa i matka czwórki dzieci, mimo że wyszła po raz drugi za mąż, nie do końca czuje się szczęśliwa. Martwi się o swoje pociechy. Najstarsza...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Zośka. Dopóki biło serce
Anna Stryjewska;
Zośka. Dopóki biło serce
Warstwy
Marta Szloser
Warstwy
Pokaż wszystkie recenzje