Trzeba żyć! Wywiad z Ewą Szymańską

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Trzeba żyć! Wywiad z Ewą Szymańską z kategorii Brak kategorii

– Nawet jeśli momentami traci się wiarę w to, że nasze życie ma jakiś sens, trzeba żyć. Trzeba, bo nie żyjemy tylko dla siebie, bo nasze życie nadaje sens życiu innych – mówi Ewa Szymańska, autorka powieści Bo trzeba żyć. Apolonia.

Mezalians – to nie jest dzisiaj szczególnie modne słowo, choć pewnie królowa brytyjska mogłaby nie zgodzić się z tym stwierdzeniem…

Tak, słowo to rzeczywiście w dzisiejszych czasach brzmi trochę staroświecko, ale jeśli chodzi o samo zjawisko... No cóż, wydaje mi się, że mezalianse zdarzają się także we współczesnym świecie – i to nie tylko w arystokratycznych rodach. Myślę również, że kryteria, według których uznaje się małżeństwo za właściwie lub niewłaściwie dobrane, też tak bardzo się nie zmieniły – dla niektórych osób różnice dotyczące statusu społecznego lub majątkowego nadal są bardzo istotne.

W Pani powieści nie ma jednak koronowanych głów, jest za to szlachcianka, choć nie bardzo zamożna, i chłop.

Apolonia i Franciszek to postacie fikcyjne, choć muszę przyznać, że obydwoje mają swoje pierwowzory w zasłyszanej przeze mnie historii. Ta prawdziwa Apolonia rzeczywiście była niepełnosprawna i wbrew woli rodziców wyszła za mąż za człowieka niższego od siebie stanu. Pamiętam, że słuchając tej rodzinnej opowieści, od razu pomyślałam, że jest to pomysł na książkę. Od początku też wiedziałam, jakimi charakterami będą się cechować jej bohaterowie.

Chciałam, aby byli oni zwykłymi ludźmi, jednak w jakiś sposób mieli się wyróżniać w swoich środowiskach. Dlatego Apolonia, choć jest introwertyczką, walczy o swoje szczęście, nie boi się łamać konwenansów i mimo towarzyszącego jej przez całe życie społecznego ostracyzmu, pozostaje wierna sobie i swoim przekonaniom. Franciszek jest z kolei człowiekiem otwartym nie tylko na ludzi, ale w ogóle na świat – ceni sobie nowoczesność, nie ma kompleksów związanych z własnym pochodzeniem. Oboje świetnie się uzupełniają, tworząc, pomimo licznych przeciwności, naprawdę udany związek.

Wielka miłość to piękna sprawa, ale tymczasem rzeczywistość czasem dość mocno „skrzeczała”. Myśli Pani, że Apolonia wiedziała, na co się pisze, wychodząc za Franciszka? 

Nawet, jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że jej życie się zmieni, to – jak każda zakochana kobieta – miała nadzieję, że miłość pomoże jej pokonać wszelkie przeszkody. Czy tak się zresztą nie stało? Los nie szczędził jej kłopotów, a środowisko, w którym się znalazła, nigdy nie zaakceptowało jej do końca, ale przecież Apolonia nie żałowała swej decyzji, w miłości znajdując siłę do walki z przeciwnościami i wierząc, że z ukochanym mężczyzną będzie w stanie przetrwać wszystko. Nie przewidziała tylko jednego – o tym jednak warto dowiedzieć się z książki.

-> Recenzja książki Bo trzeba żyć. Apolonia

Czytając Pani książkę, trudno nie odnieść wrażenia, że szlachecki dworek i wiejska zagroda to dwa bardzo różne światy…

I tak, i nie. Zależy, o jakiej szlachcie rozmawiamy. W mojej książce opowiadam o bardzo specyficznej grupie szlachty podlaskiej, czyli tzw. szlachcie zaściankowej. Owszem, ludzie ci mieli szlacheckie pochodzenie, ale jeśli chodzi o stan majątkowy, często niewiele różnił się on od chłopskiego. Szlachecki dworek? Na terenach, które opisuję, nie było ich zbyt wiele, chociaż te nieco zamożniejsze domy różniły się od chłopskich chałup zarówno wielkością – mogły mieć nawet pięć izb, jak i wyposażeniem – o statusie majątkowym właścicieli świadczyły na przykład drewniane podłogi, firanki w oknach czy zegar. Byli jednak i tacy szlachcice, którzy gnieździli się z całą, nierzadko kilkunastoosobową rodziną, w dwóch izbach. Lepiej sytuowanych stać było na wynajęcie parobka, najbiedniejsi sami uprawiali swoje nędzne spłachetki ziemi, a bywało, że nie mogąc się z niej wyżywić, najmowali się do pracy u bogatszych szlachciców, a nawet u zamożnych chłopów. Niemyjscy, z których wywodzi się Apolonia, reprezentują tych pierwszych, ale przecież majątek Franciszka Bąka nie jest znacząco mniejszy, choć jest on chłopem z dziada pradziada. Różnica tkwi w czym innym – rodzina Apolonii pracowała na swój obecny status od pokoleń, a Bąka współcześnie nazwano by pewnie nowobogackim.

Ale ważne były nie tylko różnice czysto materialne – również sposób myślenia szlachty i chłopów był zupełnie odmienny. 

Tak, tu różnice były bardziej widoczne. Przejawiało się to w różnych sprawach – szlachta przywiązywała większą wagę do wykształcenia, miała szersze horyzonty, była bardziej otwarta na nowinki, odznaczała się też większą świadomością narodową. Co prawda w mojej powieści nie poruszam tego wątku, ale trzeba podkreślić, że to właśnie z drobnej szlachty zaściankowej najliczniej rekrutowali się ochotnicy, którzy brali udział w powstaniach i wstępowali do Legionów.

Jestem ciekaw, czy bardziej pod względem mentalności różnili się ówcześni szlachcice od chłopów, czy ówcześni ludzie w ogóle od nas, współczesnych… 

Ludzie się różnią, to oczywiste. Wpływa na to wiele czynników, w mojej książce jest to na przykład pochodzenie społeczne. Jednak ludzie są po prostu ludźmi. Zmieniają się tylko warunki, w jakich żyjemy. Nasze uczucia, namiętności, lęki, uprzedzenia pozostają takie same. Nie sądzę, byśmy pod tym względem w czymkolwiek różnili się od ludzi żyjących sto lat temu.

Właśnie – 100 lat to nie tak długi przecież czas. Z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić sobie, że jeszcze tak niedawno na terenach dzisiejszej Polski mógł panować głód na przednówku…

I to niekiedy straszny. Zresztą nie tylko sto lat temu, bo jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce bieda była zjawiskiem powszechnym, szczególnie na wsi. Moi bohaterowie nie doświadczają jej, co prawda, w tak skrajnej formie, ale wątek ten przewija się w całej powieści – nawet zamożniejsi boją się głodu i wkładają wiele wysiłku w to, żeby się przed nim zabezpieczyć. Fortuna bywa bowiem kapryśna, a los człowieka zależy od wielu czynników. Wojny, kryzysy polityczne i ekonomiczne, nagłe załamania pogody, nieurodzaje – zwykli ludzie nie mieli na to wpływu, a przecież od tego zależał ich byt. A jeśli już wcześniej nie wiodło im się najlepiej, każde takie zjawisko pociągało za sobą dalszą pauperyzację.

To, że życie bohaterów książki determinowane jest za sprawą zmieniających się pór roku, sprawia, że powieściowy świat – mimo czasami dramatycznych wydarzeń – wydaje się o wiele bardziej uporządkowany niż ten współczesny. 

Myślę, że coś w tym jest. Chociaż nie było to moim głównym zamierzeniem, w książce rzeczywiście czas odmierzany jest przez następujące po sobie pory roku. To one nadają rytm ludzkiemu życiu, wyznaczają obowiązki, kształtują pewne zwyczaje. W czasach współczesnych rzeczywiście chyba trochę za bardzo rozluźniliśmy nasz związek z naturą. Pod pewnymi względami żyje się nam, co prawdam wygodniej bez tego uzależnienia, ale chyba wielu z nas tęskni do spokoju, jaki daje bliski kontakt z przyrodą.

Trudno było sprawdzić, jak to wszystko wyglądało? Zgłębić ówczesne obyczaje i codzienność? 

Nie jestem historykiem, ale pisząc, starałam się jak najwierniej oddać realia, w których rozgrywa się akcja mojej książki. Dlatego skrupulatnie sprawdzałam różne fakty, które pojawiają się w powieści. Wiedzę o tamtych czasach czerpałam z bardzo wielu źródeł: książek, opracowań naukowych, wspomnień starszych osób, starych fotografii, dokumentów, artykułów prasowych, stron parafialnych, wojskowych, genealogicznych... – internet daje naprawdę ogromne możliwości. Owszem, dotarcie do pewnych informacji wymagało nieco zachodu, ale tak naprawdę była to dla mnie frajda, gdy na przykład po kilkudniowych poszukiwaniach udało mi się dowiedzieć, ile w latach trzydziestych płaciło się w Siedlcach za kurs dorożką, ustalić, jaka pogoda panowała w styczniu 1929 roku albo zorientować się, jaką szansę na przeżycie mogła mieć wówczas samobójczyni. Tak, tak – zdarzało się, że sprawdzałam nawet takie rzeczy. Wiem, że dla czytelnika nie ma to właściwie większego znaczenia, ale mnie takie poszukiwania po prostu bawią. Poza tym szczegóły pozwalają lepiej wyobrazić sobie świat, o którym piszę. Chociaż – warto to chyba podkreślić – tak naprawdę wcale nie jest on aż tak odległy, jak mogłoby się wydawać. Urodziłam się na wsi, tam spędziłam dzieciństwo i muszę powiedzieć, że wiele z tego, co zapamiętałam z tych czasów, wykorzystałam w swojej książce. Polska wieś gwałtownie zaczęła się zmieniać dopiero w latach osiemdziesiątych, a nawet dziewięćdziesiątych. Wcześniej naprawdę łatwo było odnaleźć tam ślady przeszłości. Budynki, sprzęty, zwyczaje, które wtedy istniały, nierzadko pochodziły właśnie z okresu, który opisuję w książce. Przykłady? Proszę bardzo: dom Franciszka Bąka to tak naprawdę rodzinny dom moich pradziadków, pobudowany na przełomie XIX i XX wieku – dodałam mu tylko ganek, ale układ pomieszczeń był identyczny jak ten w książce. Podobnie jest z opisem dnia codziennego – czynności gospodarskie, zwyczaje, tradycje, pewne zjawiska społeczne czy też socjologiczne mogłam obserwować jako dziecko.

Nie bez wpływu na wydarzenia opisane w Pani powieści jest też historia. 

Rzeczywiście, historia odgrywa w książce bardzo istotną rolę, chociaż w pierwszej części powieści jest tylko tłem dla głównych wydarzeń. Bo chociaż moi bohaterowie są prostymi ludźmi i często nawet nie do końca rozumieją to, co się wokół nich dzieje, nie mogą się od niej odciąć. Historia determinuje ich losy w nie mniejszym stopniu niż osobiste wybory i decyzje.

Mimo wojen, śmierci, choroby, rewolucji, trzeba żyć – to właśnie chciała Pani przekazać w swojej książce?

Tak, tytuł książki dokładnie oddaje jej przesłanie. Proszę przy tym zwrócić uwagę na to, że nie użyłam w nim słowa „warto”, tylko właśnie „trzeba”. Trzeba, nawet jeśli momentami traci się wiarę w to, że nasze życie ma jakiś sens. Trzeba, bo nie żyjemy tylko dla siebie, bo nasze życie nadaje sens życiu innych. Wiem, że nie brzmi to może zbyt optymistycznie, ale proszę mi wierzyć, że ostateczne przesłanie mojej książki takie właśnie jest.

Ważne wydarzenia historyczne oddzielają również tom pierwszy Pani sagi od części drugiej. O czym przeczytamy w kontynuacji cyklu Bo trzeba żyć

Druga część nosi tytuł Gabrynia, łatwo więc się domyślić, że to wokół jej losów skupi się tym razem fabuła książki. A ponieważ młodość bohaterki przypadnie na straszne czasy drugiej wojny światowej, będzie obfitowała w dramatyczne wydarzenia, które – mam nadzieję – dostarczą Czytelnikom wielu emocji i wzruszeń.

Książkę Bo trzeba żyć. Apolonia możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-09-12 16:44:59
0 +-

Chętnie sięgnę po książkę.

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2019-09-12 13:59:35
0 +-

Ciekawa rozmowa :)

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2019-09-11 21:48:05
0 +-

Ciekawa propozycja, może się skuszę?

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2019-09-11 11:27:44
0 +-

Będę czytać!

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-09-11 10:44:49
0 +-

Miło będzie przenieść się w tamte ciekawe czasy.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-09-11 10:22:01
0 +-

Tym razem podziękuję....

Książka

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bo trzeba żyć. Apolonia
Ewa Szymańska
Bo trzeba żyć. Apolonia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Łapy i ogony
Magdalena Podbylska
Łapy i ogony
Pokuta
Anna Kańtoch
Pokuta
To nie koniec świata
Ewa Maja Maćkowiak;
To nie koniec świata
Pokaż wszystkie recenzje