Słodko-gorzka historia o bólu, stracie i nadziei. „Na zawsze" Karoliny Winiarskiej

Data: 2021-04-27 14:12:18 Autor: Piotr Piekarski

Ile razy można się zakochać?

Olga rozpoczyna nowy etap w życiu i wyrusza na drugi koniec świata. Zostawiając pensjonat w Bieszczadach, daje się ponieść egzotyce odległej Sri Lanki. Czy odnajdzie to, czego szuka?

Na zawsze jest nie tylko kontynuacją Następnym razem - historii Olgi i Michała. Jest przede wszystkim powieścią o najważniejszej podróży każdego z nas, tej najtrudniejszej i najpiękniejszej jednocześnie: w głąb siebie. Na zawsze to opowieść, która daje nam nadzieję, że koniec może być również początkiem.

Obrazek w treści

Karolina Winiarska po raz kolejny zabiera nas w podróż nie tylko do niezwykłych miejsc, ale i do świata pełnego emocji oraz trudnych dylematów, z którymi każdy z nas musi się mierzyć. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szósty Zmysł. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki: 

– Wystrugam ci anioła!

Olga się zaśmiała.

– Nie umiesz strugać! – Wzięła szybki łyk porannej kawy.

Mieszkała z Michałem w Bieszczadach już długo, a wciąż czuła się jak na wakacjach i za nic nie umiała zmobilizować się o poranku do pracy.

– Nauczę się! Mam narzędzia w szopie. Dłuto kupiłem. Zrobię to dla ciebie. Chcę robić dla ciebie wszystko…

– Nie musisz robić wszystkiego, wystarczy, że jesteś! – odpowiedziała i włączyła komputer.

Miała kilka zaległych zleceń, a doba była za krótka, by się z nimi uporać.

***

Wskazówki zegara na obdrapanej ścianie przesunęły się leniwie. Wybiła szósta. Słońce przedzierało się przez poszarzałe okna hali odlotów, uwydatniając wszelkie mankamenty rzeczywistości: ogromne pajęczyny za metalową ławką i cząsteczki kurzu tańczące pod sufitem. Izabela rozglądała się nerwowo. Wpatrywała się w twarze mijających ją ludzi z taką intensywnością, że rozbolała ją głowa. Dotknęła dłonią skroni i odgarnęła z czoła loki w kolorze ognia.

Jej oddech stawał się coraz cięższy. Wygładziła delikatny materiał sukienki w róże i przez chwilę bawiła się koralikami owiniętymi wokół nadgarstka. Czekała. Minęło tak wiele lat, że te minuty, które pozostały do spotkania, nie powinny stanowić problemu.

Raz jeszcze spojrzała na biel kartki i rzędy liter. Godzina, data i numer lotu – wszystko się zgadzało: 12.05.2018, 6:15. Nic nie pomyliła. A jednak wciąż stała sama. Nikt do niej nie podszedł. W końcu zarzuciła na ramię ciemną torbę podróżną, niewielką i lekką, i usiadła na metalowej ławce tuż obok starszej pary.

Westchnęła. Nie spotkali się. Nie dotrzymał słowa. Nie była zaskoczona. Przecież to ona uciekła przed laty bez słowa.

Powoli podniosła się z miejsca.

– Coś ci wypadło! – Jakaś kobieta machała w jej stronę jasnym skrawkiem papieru.

– Już tego nie potrzebuję – odpowiedziała i ruszyła nie tylko w stronę wyjścia, ale w kierunku dawnego życia.

***

Czerwień ognia zaczynała wygrywać z granatem nocy. Wysokie płomienie zdawały się dosięgać gwiazd. Olga utkwiła wzrok w szyldzie zawieszony pod dachem. Płomienie trawiły kolejne napisy. Nie było dwóch ostatnich liter. Żywioł niszczył wszystko i z pewnością nie kierował nim sentyment.

Olga wpatrywała się w tańczące płomienie. W innych okolicznościach zachwyciłaby się ich subtelnymi ruchami, determinacją w dosięganiu gwiazd. Teraz, próbując opanować drżenie całego ciała, błagała czerwień, by zgasła.

Nie wiedziała, jak długo to wszystko się działo. Czasami czas stawał się pojęciem tak abstrakcyjnym, że nie sposób go było włożyć w jakiekolwiek ramy.

– Sytuacja opanowana! – Głos wydostający się zza ciężkiego hełmu oznajmił koniec walki. Olga usłyszała westchnienie ulgi, nie wiedziała tylko czyje. – Miała pani szczęście… – Mężczyzna zawiesił głos.

Mówił szybko, wciąż był zdyszany. Jego słowa były przerywane głośnymi westchnieniami. Jego ruchy, choć energiczne i zdecydowane, zdradzały zmęczenie. Olga powoli odwróciła twarz w jego stronę. Widziała tylko oczy mężczyzny – zielone jak bieszczadzkie lasy i pełne tajemnicy niczym górskie wieczory.

– Ogień uszkodził więźby dachowe. Reszta nie powinna być zbyt mocno naruszona.

Nie rozumiała nie tylko słów strażaka, lecz także całej sytuacji.

– Ma pani naprawdę dużo szczęścia. – Mężczyzna zawiesił głos.

Może zdał sobie sprawę, że nie do końca ma rację. Dopiero wtedy Olga poznała, że o jej pensjonat walczył Bronek, syn Klukowiczów z miejscowości obok.

– Gdyby nie natychmiastowa reakcja, mogłoby być o wiele gorzej.

Tak. Wiedziała już, że zawsze może być gorzej. Teraz jednak ta myśl nie niosła pocieszenia. Omiotła wzorkiem najpierw drzewa w ogrodzie, a potem zalany taras. Kilka mebli ogrodowych nadawało się do wyrzucenia. Bronek z kolegami zwijał wąż, a ona zakasała rękawy bluzy. Zerknęła na tarczę zegarka. Trzecia. Środek nocy, ale też kilka godzin do poranka. Miała wielką nadzieję, że choć trochę uda jej się uporządkować pensjonat, zanim wzejdzie słońce i ukaże kolejne szkody wyrządzone przez ogień.

Wóz strażacki zniknął, a Olga zrobiła kilka kroków przed siebie.

– Gdybyś tu był… – wyszeptała i spojrzała w niebo.

Poczuła złość. Michał nie powinien jej zostawiać. Wiedziała, że uczucie, które zaczyna ją palić niczym ugaszony przed chwilą ogień, jest irracjonalne. To nie on wybrał śmierć, to śmierć wybrała jego.

Dopiero wtedy dostrzegła, że za jej plecami stoi troje gości pensjonatu. To właśnie jeden z mężczyzn jako pierwszy dostrzegł ogień i natychmiast zareagował. Zawstydziła się. Nie powinna okazywać słabości. Powinna być silna i dzielna – jak na właścicielkę pensjonatu przystało.

– Dobrze, że w budynku nie było nikogo więcej. – Niski głos próbował ją pocieszyć, a ciężka dłoń spoczęła na jej barku.

Wykrzywiła usta w czymś, co miało przypominać uśmiech. Tak naprawdę jednak nie było jej do śmiechu.

– Możecie wracać do pokoju – powiedziała, kryjąc drżenie podbródka. – Zajmę się wszystkim i rano nie będzie śladu ognia. – Pragnęła, żeby jej słowa zabrzmiały lekko i swobodnie.

Myślenie życzeniowe.

Jeden z gości spędzający marcowy weekend w Bieszczadach się zaśmiał. W tym czasie inny włączył muzykę. Nocne ujadanie psów zagłuszyły inne dźwięki. Aksamitny głos Johna Burtona rozniósł się po zadymionej przestrzeni.

– Do rana damy radę – powiedzieli niemal równocześnie.

Olga spojrzała na swoich gości. Powinna być wdzięczna. Powinna czuć tak wiele, ale nie czuła nic. Kiedy jej serce przemieniło się w tak wielką pustynię?

Wtedy na tarasie pojawili się mieszkańcy wioski.

– Pani Olgo, nie zostawimy pani. Jesteśmy w tym razem.

Nic nie powiedziała. Na tę sytuację nie było odpowiednich słów. Drzewa, niemi świadkowie jej czynów, znowu zaszumiały nieco spokojniej, a ona zakasała rękawy. Pozwoliła, żeby prozaiczne czynności wyparły z jej umysłu poczucie winy, tęsknoty i palącej złości.

– Potrzebujemy narzędzi.

Właśnie wynosiła z tarasu połamane gałęzie. Spojrzała na mężczyznę stojącego naprzeciwko z szeroko otwartymi oczami.

Serce rozszalało się tak bardzo, że była pewna, że zaraz rozpadnie się na kawałki.

– Narzędzi? – To zbędne pytanie było jedynym ratunkiem, który przyszedł jej do głowy.

Mężczyzna skinął głową, zmęczony i rozkojarzony. Olga, zamiast otworzyć szopę znajdująca się za garażem i zwyczajnie wręczyć mu to, o co prosił, poczuła słony smak na ustach.

– Nie mam nic więcej ponad te, które były na zapleczu…

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Na zawsze. Powieść Karoliny Winiarskiej kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Na zawsze
Karolina Winiarska2
Okładka książki - Na zawsze

Ile razy można się zakochać? Olga rozpoczyna nowy etap w życiu i wyrusza na drugi koniec świata. Zostawiając pensjonat w Bieszczadach, daje się ponieść...

dodaj do biblioteczki
Reklamy
Recenzje miesiąca
Szpetnicy
Maciej Kapuściński
Szpetnicy
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Każde twoje słowo
Marta Reich
Każde twoje słowo
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Na zawsze w lodzie
Owen Beattie; John Geiger
Na zawsze w lodzie
Cień Debory
Magdalena Mosiężna
Cień Debory
Pocztówki z Portugalii
Jolanta Kosowska
Pocztówki z Portugalii
Pani Cisza
Arkady Saulski
Pani Cisza
Komnata głodu i chłodu
Magda Chruścińska
Komnata głodu i chłodu
Pokaż wszystkie recenzje