Żyć pięknie. Fragment książki „Na zawsze" Karoliny Winiarskiej

Data: 2021-05-05 11:21:36 Autor: Piotr Piekarski

Ile razy można się zakochać?

Olga rozpoczyna nowy etap w życiu i wyrusza na drugi koniec świata. Zostawiając pensjonat w Bieszczadach, daje się ponieść egzotyce odległej Sri Lanki. Czy odnajdzie to, czego szuka?

Na zawsze jest nie tylko kontynuacją Następnym razem - historii Olgi i Michała. Jest przede wszystkim powieścią o najważniejszej podróży każdego z nas, tej najtrudniejszej i najpiękniejszej jednocześnie: w głąb siebie. Na zawsze to opowieść, która daje nam nadzieję, że koniec może być również początkiem.

Obrazek w treści

Karolina Winiarska po raz kolejny zabiera nas w podróż nie tylko do niezwykłych miejsc, ale i do świata pełnego emocji oraz trudnych dylematów, z którymi każdy z nas musi się mierzyć. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szósty Zmysł. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach mogliście przeczytać premierowy fragment książki Na zawsze. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Trzy miesiące później Olga siedziała w salonie. Sama. Dzieci właśnie wyruszyły na wakacje do rodzinnego kraju ich ojca – Argentyny. Marysia i Miłosz byli szczęśliwi, podekscytowani i wcale niezmartwieni tym, że czeka ich dwumiesięczna rozłąka z matką. Olgę ciasno trzymał za gardło matczyny niepokój, ale i wewnętrzne przeświadczenie, że ten wyjazd jest potrzebny ich całej rodzinie.

Dzieci zasługiwały na lato z ojcem. Argentyna – ich druga ojczyzna – wciąż jawiła się im obco i aż nazbyt egzotycznie. A przecież w ich żyłach płynęła latynoska krew, w ich komórkach była tamta historia. Musieli ją poznać.

Frederico natomiast zasługiwał na zaufanie i możliwość zacieśnienia ojcowskiej więzi. Jego czyny od kilku lat były wypełnione troską – czasami szorstką i surową, ale niezmienną. Olga zaś potrzebowała samotności jak niczego innego. Śmierć ukochanego odebrała jej wszystko: miłość, spokój i spełnienie. Ostatnie trzy lata zdawały się jedynie marnym przedstawieniem. Tymczasem ona każdego dnia czuła coraz większy smutek. Każdego dnia upadała i choć próbowała podnieść się z kolan, szło jej coraz gorzej.

Na szczęście dla wszystkich pożar pensjonatu odszedł w niepamięć i nie pozostawił większych śladów. Na tarasie jedna belka była nieco przydymiona. Reszta budynku pozostała niewzruszona – w przeciwieństwie do Olgi. Zakiełkował w niej strach, że pewnej nocy płomień spali coś bezpowrotnie.

Pomiędzy kolejne smutne refleksje wkradły się dźwięki bieszczadzkich świerszczy. Rytmiczne cykanie było hipnotyzujące. Przyroda subtelnie informowała Olgę, że świat istnieje, jakby wokół nie działo się nic złego. Olga zacisnęła pięści i poczuła w sercu piekącą zazdrość. Pragnęła spokojnie oddychać. Chciała być tą bieszczadzką przyrodą – cyklicznie odradzającą się po długich okresach zimy. Tymczasem smutek ją spalał, a tęsknota dławiła. Bywały w jej życiu dni tak nieszczęśliwe i ciężkie, że marzyła, by o nich zapomnieć. Z mocno zaciśniętymi pięściami pchała kolejne godziny do przodu, licząc, że następny dzień, miesiąc czy rok przyniosą jej ulgę. Tak się jednak nie działo, a przecież lata mijały.

Spojrzała na podłogę pokrytą dokumentami, zdjęciami i pamiątkami po wspólnym życiu z Michałem. Michał odszedł, a jego rzeczy zostały – ironia losu. Podążając za wskazówkami poradników, coachów i psychologów, zdecydowała się zrobić porządek. Wierzyła, że ład świata materialnego uporządkuje emocje i myśli.

Zapaliła świeczkę o zapachu drzewa sandałowego, ustawiła ją nad kominkiem i zabrała się do pracy. Po prawej stronie ułożyła papiery bezwartościowe – te do spalenia. Po lewej były sentymentalne pamiątki – szyszka z pierwszego wspólnego wypadku w góry, magnesy z weekendowych wycieczek i liściki, które zostawili sobie w najróżniejszych miejscach i czasie. Pogładziła dłonią niewielki stosik. Uśmiechnęła się – tamte dni, spędzone w ramionach ukochanego, miały smak czerwcowych truskawek, które Michał uwielbiał, i zapach sosnowego lasu. Wszystko, co wydarzyło się po śmierci Michała, jawiło jej się jako ciemna i zimna otchłań.

Nagle silny podmuch wiatru uderzył w okno, które trzasnęło, wypełniając niewielki salon chłodem górskiego powietrza. Olgę przeszedł dreszcz. Świeczka zgasła. Kobieta podniosła się z miejsca. Gdy walczyła z siłą żywiołu, próbując zatrzasnąć okiennice, poczuła, że pieką ją oczy. Rozpacz znowu zakuła ją w sercu. Olga trzasnęła oknem i wróciła na biały dywanik obok kominka. Sięgnęła energicznie dłonią po papiery i wrzuciła wszystkie do ognia. Czuła, że po raz kolejny jej oczy zachodzą łzami.

Przez chwilę patrzyła, jak płomień trawi kolejne kartki, tekturę i dokumenty. Znikały litery i obrazy. Łzy kapały jej po policzkach. Nagle zamarła. Przeniosła wzrok z kominka na podłogę. Uniosła lewą dłoń. Przestrzeń wokół niej była pusta. Z drugiej strony wciąż piętrzyły się bezwartościowe papiery przygotowane do zniszczenia. W kominku płonęły jej najpiękniejsze wspomnienia.

Odwróciła wzrok w stronę dokumentów, które zostały: stare faktury, nieistotna korespondencja z banku, zapytania ofertowe. Wertowała to wszystko, mrużąc oczy. Miękki głos Edyty Bartosiewicz wydobywający się leniwie z radia stojącego nad kominkiem niespiesznie wypełniał pusty pokój. Olga zamknęła oczy. Przez krótką chwilę stopiła się z melodią i smutkiem utworu. Ostatnie wersy piosenki zanuciła razem z artystką.

W salonie wśród ciepłych świec
Już nigdy nie zbudzisz mnie
Już nigdy nie powiesz mi,
Jak bardzo kochałeś…”

Niestety piosenka się skończyła. Olga, chcąc nie chcąc, musiała wrócić do znienawidzonej rzeczywistości. Wtedy jej wzrok utkwił w białej kartce, pozornie nie różniącej się od innych bezdusznych dokumentów. Rzuciła okiem na rząd liter: POTWIERDZENIE REZERWACJI.

Zaczęła czytać dalej. Numer lotu, data, godzina. Serce w jej piersi zaczęło szaleć. Biło z taką siłą, że nie mogła złapać tchu. Czuła się jak opadający z sił uczestnik maratonu na ostatnim kilometrze biegu.

Dane Michała i jej. Wylot z Warszawy do Kolombo przez Dubaj. Cyfry i litery zaczęły się jej rozmazywać. Nic nie rozumiała. Wzruszenie mieszało się ze zdziwieniem, a zaskoczenie z ciekawością.

I może te uczucia by jej nie opuściły, lecz spojrzała na informacje dotyczące powrotu. Trzy miejsca. Michał zarezerwował trzy miejsca w samolocie.

Trzy.

Dlaczego? Dla kogo?

Niespodziewanie jedna z kopert niesiona podmuchem ciepłego powietrza uniosła się nad płomieniami i wylądowała tuż obok nóg Olgi. Kobieta przez moment wpatrywała się w ostre kontury koperty. Ostrożnie jej dotknęła i zajrzała do środka.

List.

List od Michała. Łzy wypełniły jej oczy. Tym razem rozpacz jednak przegrała z tęsknotą za słowami ukochanego.

„Kochanie,

Nie ma mnie, ale wciąż jesteś Ty. Bardziej niż to, że zostałaś sama, boli mnie, że pewnie nie przestałaś cierpieć. Marzy mi się, żebyś ze spokojem patrzyła w niebo. Wyobrażam sobie twój uśmiech i jasny kosmyk opadający na Twoje czoło. Pragnę dla Ciebie ciepłych poranków i beztroskich zachodów słońca. Oddałbym ostatnią kroplówkę, żeby tylko wiedzieć, że właśnie tego będziesz doświadczać. Kochanie, wszystko jest możliwe. Wiem to lepiej niż inni. Nie ma większej wartości niż życie. A póki żyjesz, wszystko jest możliwe. Ja już to wiem i musisz mi obiecać, że i Ty w to uwierzysz.

Dasz radę beze mnie. Dasz radę żyć tak, jak na to zasługujesz. Pozwól sobie na to i przysięgnij mi, że zrobisz wszystko, by jeszcze żyć pięknie.

Kocham Cię.

Na zawsze.

Michał”

Książkę Na zawsze kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Na zawsze
Karolina Winiarska1
Okładka książki - Na zawsze

Ile razy można się zakochać? Olga rozpoczyna nowy etap w życiu i wyrusza na drugi koniec świata. Zostawiając pensjonat w Bieszczadach, daje się ponieść...

dodaj do biblioteczki