Hologramowy Świat I to wielowymiarowa podróż przez naukę, historię i świadomość. To poszukiwanie odpowiedzi na najstarsze pytania: Czym jest świat, w którym żyjemy? Kim jest człowiek? Jaki jest sens istnienia?
Każda z książek ukazuje ten świat z innej perspektywy — raz jako strukturę energii i informacji, raz jako zapis ludzkich dziejów, a czasem jako wewnętrzny krajobraz świadomości.
Autorka łączy naukowe teorie – od fizyki kwantowej po genetykę – z duchową intuicją i historyczną pamięcią miejsc. Z jej wizji wyłania się wszechświat, będący żywym organizmem, w którym każdy atom, człowiek i historia są częścią jednego hologramu.
Seria ma trzy wymiary:
Świat – badanie natury rzeczywistości, jej energii, czasu i materii.
Historia – wędrówka przez miejsca i epoki, które ujawniają duchową ewolucję ludzkości.
Ja – osobista podróż autorki, w której odkrywanie świata staje się odkrywaniem siebie.
Od Planety Ziemi i Człowieka po Zmysły, od Ego po Intuicję, książki tworzą wspólną opowieść o przemianie świadomości – od zewnętrznego poznania ku wewnętrznej jedności.
To cykl, który przekracza granice gatunków i nauk, zapraszając czytelnika do wejścia w przestrzeń, gdzie wiedza, historia i duchowość stają się jednym.
Zapraszamy do lektury książki Iwony Gajdy Hologramowy Świat I. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Hologramowy Świat I. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Planeta Ziemia i Człowiek
Światy Równoległe
Budzi mnie stukanie. Kosmolog wychodzi spod klapy komputera, a tuż za nim podąża grupa przyjaciół.
Zwariowałeś? – przecieram oczy, powoli zsuwając się z łóżka. – Jest druga w nocy. Co to za ludzie?
Moje sobowtóry. Przybywają ze światów równoległych, będziemy wybierać najlepszy.
U mnie w domu urządziliście sobie plebiscyt!? – pytam podirytowana, spoglądając na podłogę. Tuż przy drzwiach usadowiło się pięciu hologramowych kosmologów. Wszyscy tacy sami, w okularach, lecz o innych kolorach oprawek.
Dość! – zamykam klapę. – Mów konkretnie, skąd ich wziąłeś. Niedawno opowiadałeś o teorii Wielkiego Wybuchu. Myślałam więc, że istnieje tylko jeden Wszechświat.
Ależ skąd! – odbija. – Jest ich nieskończenie wiele, bilion bilionów. Nawet nie sposób zapisać tej liczby.
Gdzie? – odruchowo rozglądam się wokół.
Nie zobaczysz, ponieważ ukrywają się w innych wymiarach. Ty zaś potrafisz dostrzec jedynie trzy z nich: długość, wysokość oraz szerokość. Jeśli nawet pójdziesz za Einsteinem, traktując czas jako czwarty wymiar, to i tak będzie za mało.
Ile dokładnie jest tych wymiarów? – ze zdumieniem podnoszę brwi.
To zależy, której teorii się uchwycimy – kosmolog w czerwonych oprawkach podnosi się z miejsca i odpowiada przewrotnie. – Niektóre mówią o pięciu lub siedmiu wymiarach, inne natomiast o dziesięciu bądź dwudziestu sześciu. Ale najbardziej popularna dzisiaj teoria wskazuje na jedenaście: czyli cztery, o których mowa powyżej, jak również siedem ukrytych, jednak niedostępnych dla twoich zmysłów.
Czy naprawdę nie mogę zobaczyć tych Wszechświatów?
Nie, gdyż czasoprzestrzenie pozwijane są w maleńkie, rozciągłe struny o rozmiarach subatomowych. Są tak małe, że nie rejestruje ich nawet najnowocześniejsza aparatura. Lecz wciąż drgają i wibrują niczym struny gitary. Zmieniają tony i przyjmują różne właściwości. Im bardziej są napięte, tym trudniej wyczuć ich obecność. Wokół nas znajduje się niezliczona ilość tego typu ruloników. One rozgałęziają się i tworzą wewnętrznie powiązane obiekty zwane branami.
To w nich ukrywają się Wszechświaty?
Tak. W każdym z nich żyją kopie nas. Jesteśmy identyczni, lecz nasze życia przebiegają inaczej.
Jak?
Według alternatywnej opcji. Ilekroć dokonujesz wyboru, zdaje ci się, że rezygnujesz z czegoś, z jakiejś innej drogi, którą mogłabyś podążać. Tymczasem ona spełnia się w równoległym świecie. Dlatego istnieje nieskończona ilość wersji zarówno nas, jak i tych światów.
Niepojęte.
Wyobraź sobie, że nasz Wszechświat jest bąbelkiem, w którym żyjemy – kosmolog podchodzi bliżej, zakreślając rękami koło.
Jak w mydlanej bańce?
Dokładnie. Ta rośnie, ale także potrafi rozmnażać się, tworząc kolejne bańki.
Niczym matka, która rodzi dzieci?
Tak.
Ale jak to możliwe?
W jej wnętrzu powstają czarne dziury, czyli zapadają się gwiazdy pod wpływem własnej grawitacji. Wówczas dochodzi do zderzenia branów, co powoduje powstawanie następnych Wszechświatów. Taki cykl się powtarza.
Z tego wynika, że nasz Wszechświat również dryfuje w jakimś ogromnym Meta–Wszechświecie i nie powstał w wyniku wybuchu osobliwości, o której wspomniałeś.
Racja. W tej koncepcji jest jednym z nieskończenie wielu bąbelków, częścią ogromnego multiwersum, które zawiera różne wersje poszczególnych światów. Każdy z nich rozszerza się w nieskończoność, trudno je dogonić.
Czy mogłabym się do któregoś przedostać?
Raczej nie – kosmolog obraca głowę w moją stronę. – Brany są niezależne, oddzielone od siebie. W twoim świecie nie wymyślono jeszcze sposobu na podróżowanie między bąbelkami.
Ale przecież… – przerywam mu, obejmując wzrokiem jego przyjaciół, którzy właśnie podeszli do komputera. – Wam udało się tutaj przybyć.
Dzięki przenikającej grawitacji – odpowiada jeden z nich, zanurzając nogi w ekranie.
Dokąd idziecie!? Przecież mieliście wybierać najlepszy Wszechświat!
Zrezygnowaliśmy z tych teoretycznych rozważań – kosmolog w czerwonych oprawkach rzuca w moją stronę. – Wolimy powrócić do naszego życia i z niego korzystać. Ty lepiej zrób tak samo – dodaje, wskakując w czerń ekranu. – Bowiem ta opcja już się nie powtórzy.
Lecz mówiłeś…
Nie słyszy. Znika, a wraz z nim pozostali kosmolodzy.
Więcej informacji: https://iwonagajda.com/
Tagi: fragment,
