Właśnie wydałam na siebie wyrok. Fragment książki „Ostatnia „więźniarka" Auschwitz"

Data: 2021-02-02 09:13:04 Autor: Piotr Piekarski

Ponad 75 lat po wyzwoleniu obozu w Auschwitz okazuje się, że za jego drutami, w jednym z esesmańskich bloków, mieszka kobieta, która do dziś jest więźniarką tego miejsca i jego historii.

Obrazek w treści

Ostatnia „więźniarka" Auschwitz to niezwykła opowieść o rodzinnych dramatach i przewrotności losu, który połączył miłością więźniarkę obozów na Majdanku, w Ravensbrck i Buchenwaldzie z więźniem Auschwitz, zsyłając ich po wojnie do Birkenau.

Tych dwoje naznaczonych śmiercią ludzi współtworzyło Muzeum Auschwitz-Birkenau, tu urodziły się ich dzieci, tutaj przemieszkali i przepracowali całe życie i tu do dziś mieszka ich córka. Anna stała się ostatnią więźniarką Auschwitz. W wieku czterech lat, towarzysząc mamie, oprowadzała pierwszych zwiedzających. Zaraz po szkole podjęła pracę w muzealnym archiwum i pracuje w nim do dziś. Zna historię Auschwitz najlepiej i wie o nim niemal wszystko, uwięziona w szponach historii obozu.

Do lektury nowej książki Niny Majewskiej-Brown zaprasza Wydawnictwo Bellona. Już w środę, 3 lutego 2021 zapraszamy Was na live z autorką. Transmisja rozpocznie się w naszym profilu na Facebooku, będziecie ją mogli również obejrzeć poniżej:

W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Ostatnia „więźniarka" Auschwitz. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Schody miło trzeszczą pod stopami. Nadal mam na nogach solidne buty, które zapakowała mi mama, ale już nie mogę się doczekać, gdy zmienię je na lżejsze pantofle. Zgodnie z ustaleniami pukam w futrynę dwukrotnie, odczekuję chwilę i stukam jeszcze raz. Nie czekam długo. Po chwili drzwi gwałtownym szarpnięciem się otwierają, ale zamiast w znajomą twarz Antoniego wpatruję się z przerażeniem w stojącego przede mną gestapowca.

Zasycha mi w gardle, nogi się pode mną uginają, a torba zaczyna parzyć. Jestem sparaliżowana strachem. Łypię na niego, nie pojmując, co się dzieje. Co on tu robi?

– Przepraszam, pomyliłam mieszkania. – Nie brzmi to przekonująco, raczej łzawo i niepewnie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Usiłuję odwrócić się na pięcie i odejść, ale lufa pistoletu zmusza mnie do posłuszeństwa.

– Wejść! – Niemiec wrzeszczy tak, że kropelki śliny pryskają na moją pobladłą twarz, i jednocześnie dźga lufą w klatkę piersiową. – Schnell!

Krew nagle spływa mi do stóp i nie potrafię wykonać najmniejszego ruchu, a przez głowę przebiega mi milion myśli. Może to przypadek, może jakiś żart? To jest takie nierealne! Tak niemożliwe! Co się stało? Dlaczego oni są w mieszkaniu Antka? Gdzie jest Antek? Co z nim? Dlaczego nikt mnie nie uprzedził? Dlaczego nikt nie usunął z parapetu tej cholernej pelargonii? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? I wreszcie… co teraz będzie?

Nim się orientuję, Niemiec wciąga mnie brutalnie do mieszkania, szarpiąc za pasek torby przewieszonej przez klatkę piersiową. Potykam się w progu, niemal przewracam i daję się zawlec do pokoju, w którym na krześle, w podkoszulku i czarnych pogniecionych spodniach, siedzi Antek. Są tam też inni Niemcy. Najwyraźniej go bili, bo z jego ust sączy się strużka krwi, a pod okiem rozlewa się cień siniaka.

Patrzy na mnie przerażony i z jego oczu wyczytuję, że bardzo, bardzo mnie przeprasza. Że to nie miało prawa się zdarzyć i że sam jest tym wszystkim zaskoczony.

Popychają mnie w kierunku metalowego zdezelowanego krzesła, na które opadam ciężko, niemal omdlała z przerażenia.

Zrywają ze mnie torbę i jej zawartość wysypują bezceremonialnie na podłogę. Obok chustki do nosa, pęku kluczy do domu i kilku nieistotnych drobiazgów bije po oczach, prawie emitując jaskrawe światło, rulon z cholernymi ulotkami i podejrzana złożona karta. Robi mi się słabo. Już wiem, że przepadłam, jestem skończona. Że się nie wytłumaczę. Że nie ma dobrej wymówki. Że właśnie wydałam na siebie wyrok.

Serce bije mi jak oszalałe, a przez galopadę myśli nie słyszę, co do mnie mówią. Przed moimi oczami pojawiają się zatroskane twarze rodziców, wujostwa, kuzynów. Uświadamiam sobie, że nikt z rodziny nie wie, że się tutaj wybierałam, że nie mają pojęcia, w co się wpakowałam, i że to już koniec.

Otrzeźwia mnie silne uderzenie w twarz. Głowa bezwładnie odskakuje w bok, a w oczach pojawiają się łzy. Jestem w szoku. Nikt mnie nigdy nie uderzył, nawet na mnie nie krzyczał, i teraz zaskoczenie miesza się z paniką.

– Co tu robisz?

– Pomyliłam adres.

I znowu chropowata dłoń boleśnie spotyka się z moim policzkiem. Ponownie moja głowa odskakuje niczym piłka, a z nosa sączy się krew. Sparaliżowana nie wycieram jej, pozwalam, by spłynęła w kierunku pobielałych ust. Wyraźnie czuję metaliczny, słodkawy smak i już wiem, że jestem w potrzasku, że to się dzieje naprawdę. To nie żaden sen!

I zaczyna się.

– Nazwisko, imię, dokumenty… Odpowiadam jak automat.

– Gdzie mieszkasz?

– We Francji.

– Co tu robisz?

– Przyjechałam na wakacje.

– W czasie wojny? Na wakacje – mówi zgryźliwie Niemiec.

– Jeszcze nie było wojny. – Usiłuję się tłumaczyć.

– Zamknij się!

Milknę. Tymczasem on przegląda ulotki i jednemu z pozostałych każe przetłumaczyć zapiski z karty leżącej na podłodze przy ulotkach.

Tamten schyla się niespiesznie i podnosi to, co może mnie obciążyć najbardziej, przy okazji bezceremonialnie depcząc pióro, które dostałam od rodziców w nagrodę za dobre wyniki w szkole.

– Dla kogo szpiegujesz?

– Nie jestem szpiegiem – odpowiadam odruchowo. I chlast – znowu mnie policzkuje.

– Dla kogo szpiegujesz?

– Nie szpieguję.

– Dobrze, inaczej: dla jakiej organizacji pracujesz?

– Nie jestem w… – Nim dokończę zdanie, wymierza mi kolejny cios.

Wreszcie odczytują rozkaz, którego treści nie znałam. Nigdy nawet nie pomyślałam, że mogłabym zajrzeć do tych tajnych kartek, które mi wręczano albo zostawiano w różnych miejscach o różnych porach, z poleceniem zaniesienia pod rozmaite adresy.

Rozkaz pogrąża mnie bodaj bardziej niż bibuła. Ot, zwyczajne, zdawałoby się, informacje o działaniach podziemia z zaklinaniem rzeczywistości w tle, że jeszcze chwila, a Niemcy się poddadzą, zostaną pokonani, że łączymy siły i w ramach społecznej akcji oddajemy kosztowności, by ratować Polskę.

Rozkaz zaś jest bełkotliwą, zaszyfrowaną informacją, której sensu nie pojmuję. I to doprowadza ich do furii. Nie mogąc pojąć znaczenia odczytanych słów, zakładają najgorszy scenariusz. Mówią coś o planowanym zamachu, zadają kolejne pytania, na które oczywiście nie znam odpowiedzi.

– Kto ci to dał?

– Było pod kamieniem.

– Ale kto to pod nim zostawił?

– Nie wiem.

I tak w kółko.

Zdaję sobie sprawę, że się im nie wywinę, że niczego nie wytłumaczę, a oni nie zechcą przyjąć do wiadomości, że nic nie wiem.

Wloką nas do zaparkowanego w pobliżu samochodu, którego szofer na nasz widok odpala silnik i z piskiem opon podjeżdża pod kamienicę. Bezradnie spoglądamy na siebie z Antonim, nie wierząc, że jakimś cudem uda nam się uciec.

I się nie udaje.

Książkę Ostatnia „więźniarka" Auschwitz kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Ostatnia "więźniarka" Auschwitz
Nina Majewska-Brown0
Okładka książki - Ostatnia "więźniarka" Auschwitz

Ponad 75 lat po wyzwoleniu obozu w Auschwitz okazuje się, że za jego drutami, w jednym z esesmańskich bloków, mieszka kobieta, która do dziś...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo