Tworzenie kontynuacji literackich, zwłaszcza w obrębie tak wyrazistego świata, jaki narodził się na łamach wcześniejszych losów detektywa Franciszka Karyego, to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Autor, znany ze swojego bezkompromisowego podejścia do publicystyki i reportażu, tym razem udowadnia jednak, że to właśnie w tkance czystej fikcji odnajduje swój najdoskonalszy, artystyczny wyraz. Najnowsza powieść redefiniuje pojęcie polskiej alternatywy historycznej, przenosząc środek ciężkości z dumnej stolicy do pulsującego, dekadenckiego Lwowa. Miasto to staje się nie tylko tłem, ale pełnoprawnym, drapieżnym bohaterem opowieści, rzucającym wyzwanie dotychczasowym mitom narodowym i porządkowi geopolitycznemu. To uniwersum duszne, nasycone czarnym humorem i brutalną ironią, w którym wielka filozofia zderza się z najniższymi ludzkimi instynktami.
Niewątpliwym i najjaśniejszym punktem tej prozy jest jej genialnie skonstruowana warstwa atmosferyczna oraz bezlitosny pazur społeczno-polityczny. Autor z niezwykłą swobodą demontuje narodowe świętości, oferując czytelnikowi krzywe zwierciadło, w którym przegląda się współczesna Europa Środkowo-Wschodnia. Intryga kryminalna, oparta na makabrycznych zbrodniach i tajemniczych układach ciał ginących baciarów, stanowi znakomity motor napędowy dla głębszych, niemal heglowskich rozważań nad sensem dziejów. Dialogi iskrzą od cynizmu, a postacie - z gburowatym, uzależnionym od specyficznych rozrywek detektywem na czele - są nakreślone z niespotykaną wyrazistością. Ta literacka wizja to fascynujący mariaż estetyki krwawego, ulicznego kina gangsterskiego z intelektualną dyskusją o kondycji cywilizacji.
Jednak ta niezwykła oryginalność niesie ze sobą cenę, którą nie każdy czytelnik będzie gotów zapłacić. Najbardziej polaryzującym elementem powieści staje się jej unikalna struktura stylistyczna i formalna. Autor zdecydował się na niezwykle odważny zabieg narracyjny, wprowadzając bezpośrednie zwroty do bohatera w drugiej osobie, które wybijają odbiorcę z tradycyjnego poczucia komfortu. Język opowieści, głęboko zakorzeniony w lokalnej stylistyce i specyficznej nowomowie, jest gęsty, chropowaty i wymagający stałego skupienia. Ta swoista bariera językowa sprawia, że narracja momentami traci swoją dynamikę, zmuszając do powolnego, wręcz analitycznego przedzierania się przez kolejne akapity. Może to budzić poczucie czytelniczego znużenia, gdzie forma zamiast wspierać fabułę, zaczyna nad nią dominować.
Moim subiektywnym zdaniem, jest to literatura najwyższej próby, która świadomie rezygnuje z taniego poklasku na rzecz artystycznego eksperymentu. Choć specyficzna fraza i uciążliwy rytm zdań wymagały ode mnie momentami sporego samozaparcia, to ostateczny rozrachunek wypada niezwykle imponująco. To powieść, która nie pozwala o sobie zapomnieć, drażni, fascynuje i zmusza do intelektualnego wysiłku.
Podsumowując, najnowsze dzieło Ziemowita Szczereka to pozycja wybitna, choć niewątpliwie elitarna i niełatwa w odbiorze. To brutalny, błyskotliwy i przesiąknięty ironią traktat ubrany w szaty kryminału noir. Mimo że stylistyczna bariera wejścia może okazać się dla niektórych zbyt wysoka, a specyficzna konstrukcja narracyjna bywa męcząca, dzieło broni się genialną kreacją świata i bezkompromisowością. Zasłużone cztery gwiazdki przyznaję za literacką odwagę, która udowadnia, że w polskiej fikcji wciąż jest miejsce na prawdziwą, bezkompromisową sztukę.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 544
Dodał/a opinię:
auraliteracka
"Przyjdzie Mordor i nas zje" Ziemowita Szczerka to opowieść o polskich „plecakowcach” wyjeżdżających na Wschód w poszukiwaniu „hardkoru”...
Ziemowit Szczerek rusza w podróż po Europie Środkowej, rozciągniętej między Bałtykiem, a morzem Czarnym, od Estonii, przez pozostałe państwa Bałtyckie...