Są takie książki, które czyta się jednym tchem – i są takie, które zostają w człowieku na długo, jak niedokończona rozmowa. Reportaż Chłodnia czyli grzejnia Doroty Karaś i Marka Sterlingowa zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie tylko opowieść o pracy reporterki – to intymny portret życia utkany z decyzji, odwagi i ceny, jaką płaci się za niezależność.
Już od pierwszych stron czuć, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym. Bohaterką tej rozmowy jest Małgorzata Szejnert – legenda polskiego reportażu, kobieta o ostrym spojrzeniu i jeszcze ostrzejszym języku. I choć anegdoty o tym, jak bezlitośnie oceniała teksty takich nazwisk jak Mariusz Szczygieł, Magdalena Grzebałkowska czy Jacek Hugo-Bader mogą wywołać uśmiech, szybko okazuje się, że za tą surowością stoi coś więcej: ogromna odpowiedzialność za słowo.
To książka o wymaganiach – wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie.
Najbardziej poruszające są momenty, gdy prywatne życie Szejnert zaczyna przeplatać się z historią Polski. Decyzja o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych w czasie stanu wojennego nie brzmi tu jak epizod, lecz jak akt desperacji i miłości. Nie ma w tym patosu – jest za to prawda o matce, która chce dla swojego dziecka świata bez strachu. Kiedy wraca do kraju, wraca nie tylko do Polski, ale i do swojego miejsca w dziennikarstwie – silniejsza, bardziej świadoma.
Szczególną rolę w tej opowieści odgrywa Ryszard Kapuściński – nie jako pomnik, lecz jako człowiek, który w trudnym momencie potrafił być wsparciem. Te fragmenty są subtelne, ale zostawiają ślad – pokazują, jak wielkie znaczenie mają spotkania z drugim człowiekiem, zwłaszcza w chwilach granicznych.
Chłodnia czyli grzejnia to także książka o środowisku – o redakcji, która była czymś więcej niż miejscem pracy. Reportażowy dział Gazety Wyborczej jawi się tu jako przestrzeń ścierania się charakterów, ambicji i wizji świata. A jednocześnie – jako kuźnia talentów, gdzie rodziły się teksty, które zmieniały sposób myślenia czytelników.
I wreszcie Mięćmierz. Mała wieś nad Wisłą, która w tej książce staje się niemal mityczna. Opisy Świętojanek organizowanych przez Szejnert są jak oddech – lżejsze, cieplejsze, pełne światła. To kontrapunkt dla trudnych wyborów i ciężaru historii. Tam reporterka przestaje być legendą, a staje się po prostu człowiekiem – śmiejącym się, rozmawiającym do rana i bliskim innym.
Siłą tej książki jest jej forma – rozmowa. Karaś i Sterlingow nie narzucają się, nie dominują. Pozwalają wybrzmieć bohaterce, a jednocześnie umiejętnie prowadzą narrację. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że siedzi obok, słucha, czasem się nie zgadza, czasem zachwyca, ale nigdy nie pozostaje obojętny.
To reportaż o chłodzie i cieple jednocześnie – o surowych ocenach i wielkich emocjach, o dystansie i bliskości, o pracy, która bywa bezlitosna, i o życiu, które potrafi zaskoczyć czułością.
Po tej książce zostaje coś jeszcze: pytanie. Czy dziś – w świecie szybkich informacji i powierzchownych treści – jest jeszcze miejsce na taką uczciwość, taką odwagę i tak wysokie wymagania?
I właśnie dlatego warto ją przeczytać.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-04-08
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
Małgosia Brzeska