Po skończeniu „Córki zegarmistrza” mogę powiedzieć, że przeczytałam wszystkie książki Kate Morton. Znam już na pamięć ten charakterystyczny, hipnotyzujący rytm, który wyrywa z rzeczywistości i przenosi nas w niepowtarzalny, gotycki klimat angielskiej wsi. Przenosi w świat, w którym czas jest płynny, a losy współczesne i historyczne łączą się za sprawą nawiedzonych, starych domów odsłaniając splątane nici rodzinnych tajemnic.
I wiecie co? Mimo że ta powieść na portalach książkowych jest oceniana najniżej, dla mnie - z tych samych powodów - okazała się jedną z najbardziej magicznych i najpiękniejszych opowieści w dorobku Autorki. Ale też z pewnością najbardziej wymagającą czasu i uwagi. Dlaczego?
To powieść bardzo rozbudowana, w której mamy wiele linii czasowych, zmienną narrację i historie wielu bohaterów na przestrzeni ponad 150 lat. Przeskakiwanie pomiędzy postaciami i epokami może budzić dezorientację, jeśli nie wczujemy się na 100% w fabułę. A tempo tej ostatniej jest niesamowicie klimatyczne, ale też powolne. Miałam czasem wrażenie, że Autorka wystawia na próbę moją cierpliwość skupiając się drobiazgowo na jakimś zagadnieniu, kiedy mnie już ciągnęło do rozwiązania tajemnicy. Ale z drugiej strony dlatego, że była to moja ostatnia nieprzeczytana powieść Autorki chciałam się nią delektować jak najdłużej.
W odróżnieniu od pozostałych jej powieści, w których wątek nadprzyrodzony jest bardzo subtelny, w „Córce Zegarmistrza” jest zaznaczony wyraźnie i dosłownie. Wprowadzenie ducha-narratora może nie każdemu przypaść do gustu, a dla mnie okazało się powodem do zachwytu. Magię skrywa też stary wiejski dom, który wydaje się wręcz żywym bytem powstałym z echa dawnych legend, szkiców i baśni. I ten dom jest ogniwem łączącym wszystkie opowieści - malarza, filantropa, dziewczyny zmuszonej do złodziejstwa, poszukiwacza zagubionego klejnotu czy młodego mężczyzny leczącego powojenne traumy.
Te opowieści wibrują emocjami, a ja, jako czytelniczka, zostałam wciągnięta w wir złożony z ciekawości, smutku, napięcia i wreszcie ulgi, gdy poszczególne elementy układanki zaczęły trafiać na swoje miejsce.
Tak jak wspomniałam, ta powieść wymaga zaangażowania, ale hojnie wynagradza cierpliwość. Jeśli znacie twórczość Kate Morton i kochacie jej charakterystyczne, wielowarstwowe historie, to tutaj znajdziecie je w najwyższej formie. Przy czytaniu nie liczcie upływającego czasu, dajcie opowieści toczyć się własnym tempem, by dostrzec, jak bardzo przeszłość nieustannie wpływa na teraźniejszość i jak każde zdarzenie, nieważne jak błahe, jest częścią wielkiego, skomplikowanego zegara historii.
Dla mnie była to jedna z najpiękniejszych i najbardziej magicznych powieści, jaką mogłam zakończyć dotychczasową przygodę z twórczością Autorki. W tej książce wszystko ma swoje znaczenie. Warto otworzyć się na cuda, które dzieją się, gdy zegary stają, a duchy dawnych lat zaczynają szeptać swoje historie. Posłuchajcie ich i Wy.
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2019-03-13
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 542
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Dodał/a opinię:
czytanienaplatan
Pod koniec dwudziestego wieku matka młodej redaktorki, Edith Burchill dostaje list, który zaginął przed pięćdziesięcioma laty. Edith postanawia odkryć...
Zapierająca dech w piersiach opowieść o miłości i tajemnicach, kłamstwach i zbrodni sprzed lat. Kiedy los wzywa cię do rodzinnego domu, sekrety niczym...