Okładka książki podoba mi się dużo bardziej niż poprzedniej czytanej przeze mnie książki od Marty Ryczko. Widzimy tutaj samochód, który się pali. I to ma odzwierciedlenie w książce. Jest w dotyku matowa, bez skrzydełek, ale na wewnętrznej części okładki znajdziecie zdjęcie autorki i kilka słów o niej. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, odstępy między wersami i marginesy zostały zachowane. Jedynie format książki jest nieco mniejszy niż standardowy i trochę to widać, gdy stoi obok innych pozycji w standardowej wielkości. Gdzieś tam jakaś literówka się zdarzyła, ale było ich mało i nie przeszkadzały w czytaniu.
Wróciłam po prawie roku przerwy i jestem zadowolona. Czytało mi się szybko, lekko i przyjemnie. Powiedziałabym nawet, że dostrzegłam nieco lepszy warsztat pisarki, dzięki czemu z jeszcze większym zaangażowaniem pochłaniałam kolejne strony. Autorka utrzymała poziom poprzedniej części, a nawet nieco podniosła sobie poprzeczkę. Chwilami naprawdę miałam problem, by się oderwać. Uważam też, że dialogi i opisy są wyważone, nie ma tu zbędnego lania wody i sztucznego zapychania tekstu, co się chwali. Marta pokusiła się może nie o tyle co skomplikowaną historię, ale zamotaną i wielowątkową. Zaczęła wiele tematów, ale muszę przyznać, że podomykała je i o niczym nie zapomniała. A nawet jeśli, to ja się nie zorientowałam. Od samego początku próbowałam wytypować winnego... Ale nie udało mi się. Moje podejrzenia nie były trafne.
Co więcej, autorka wprowadziła plot twisty, bohaterów, którzy pojawiają się nagle i robią zamieszanie. Oczywiście jest tu sporo postaci, ale głównie wszystko dzieje się wokół Anki, jej kanału i spraw, o których chce nagrywać podcasty. Poznajemy jej koleżankę ze stażu, Karolinę, którą zatrudnia do siebie jako pomoc. Może tutaj uważam, że wątek Karoliny mógł być nieco bardziej rozwinięty, jeśli chodzi o jej sytuację rodzinną. Czuję tutaj mały niedosyt. Poznajemy faceta Anki Kaczmarek, jego przyjaciela, czy dawnych znajomych nauczycielki podcasterki, o której chce przeprowadzić małe śledztwo, by dojść do prawdy. Uważam, że Marta Ryczko stworzyła dobrze wykreowane postacie, realistyczne, które w głównej mierze... nie przypadną Wam do gustu. Czasem tak musi być.
Ważnym aspektem jest to, że książka może nie być odpowiednia dla osób poniżej szesnastego roku życia. Pojawia się przemoc, zabójstwo, opisy, które mogą co po niektórych obrzydzić. Nie są one jakoś bardzo rozwinięte obrazowo, nie takie aż mocne, ale są. Wiem, że wśród czytelników mojego bloga są osoby wrażliwe, więc uważajcie. Mnie osobiście buzia opadła ze zdziwienia na podłogę, gdy poznałam tartak. To jedno z miejsc akcji.
Podsumowując, na pewno nie będziecie się nudzić podczas czytania, to jest pewne. Autorka zadbała o odpowiednio wyważoną akcję, dialogi i opisy, że ani jedno, ani drugie nie dominuje. Pisarka stworzyła tajemniczą aurę zabójstwa, które jak się wydawało, nie było takie proste. Pełno niewiadomych i poszlak, gdzie jedne zaprowadzą donikąd, inne zasieją ziarno niepewności, a jeszcze inne zatrwożą Was do cna. Uważam, że to godna kontynuacja poprzedniej części. Z przyjemnością wróciłam do pióra autorki i pochłonęłam tę opowieść. Wiem już, że warto sięgać po książki Marty.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nocą
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 417
Tytuł oryginału: Dla pieniędzy
Język oryginału: Polski
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk
Znam twój sekret Ania pracuje w Warszawie w internetowym serwisie plotkarskim. Dawniej marzyła o pracy dziennikarki śledczej, ale zrezygnowała, gdy jej...
Kiedy odwiedzisz to miasteczko, nie ufaj nikomu! Pokochasz tę książkę od pierwszej strony - tylko uważaj, bo z miłości można popełnić również zbrodnię...