Okładka książki jest matowa z wytłuszczeniami. Widzimy domek, który jest naszym domem wypoczynkowym. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce, a na drugim zobaczycie okładkę innej książki pisarki. Stronice są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka, marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Nie ma typowo rozdziałów, a każdy zaczyna się inicjałem, to taki inny sposób wyróżnienia.
Jest to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, jak dotąd nie miałam okazji się zapoznać z jej twórczością. Zachęcona ciekawym opisem sięgnęłam po książkę i cieszę się, bo jestem naprawdę zadowolona! Czytało mi się bardzo szybko, lekko i przyjemnie. Niemalże płynęło się ze strony na stronę. Agnieszka Płoszaj ma doświadczone pióro, które nie zostawia przeszkód, utrudniające czytanie. Dom zdrojowy Dulawka ma oryginalną fabułę, która wciąga czytelnika już od pierwszych stron. A co więcej specyficzny humor sprawia, że...
Chcę się czytać i czytać. Momentami bywało tak, że nie chciałam się odrywać. Humor gra tu pierwsze skrzypce i nie raz miałam ogromną ochotę zaśmiać się w głos, a moja córeczka spała obok, więc musiałam się powstrzymywać. Nawet krwawa masakra wywołała uśmiech na mojej twarzy, ale to nie do końca w negatywnym słowa znaczeniu, bo... To pijawki. Tak, krew nie leje się tu strumieniami w taki sposób jakbyście mogli się spodziewać. Jest to naprawdę zabawna opowieść, coś na wzór komedii kryminalnych Alka Rogozińskiego. Jeśli każda książka autorki jest utrzymana w takim klimacie, to zdecydowanie muszę nadrobić zaległości!
Bohaterowie, czyli nasi kuracjusze? Bo chyba tak mogę ich nazwać, są bardzo specyficzni. Oczywiście dwie są głównymi bohaterkami, bo gdyby nie one to nie poznalibyśmy innych wczasowiczów w domu zdrojowym. Kobiety i mężczyźni, z różnych zawodów, o odmiennych charakterach tworzą mieszankę wybuchową, która jakby nie patrzeć, tworzy zgrabną całość! Nie będę rozpisywać się na ich temat, bo z recenzji wyszłaby niezła epopeja. Ale obiecuję, że nudy z nimi nie zaznacie. Jest kobietka, która nie gryzie się w język. Jest też mężczyzna, który wciąż szuka przygód, wiecie... TYCH przygód. Chwilami to przecierałam oczy ze zdumienia, ale prawda jest taka, że charakter przeważnie całe życie ma się podobny, więc nie chciałabym znać ich za młodu, kiedy mogli być jeszcze bardziej aktywni.
Akcja biegnie szybko, nie wlecze się. Nie ma tu zbędnych opisów, które tylko sztucznie zapychałoby tekst. Uważam, że warto po nią sięgnąć, jeśli szukacie czegoś lekkiego, przyjemnego, czegoś, co zapewni Wam garść dobrego humoru. Owszem, trup jest, ale nie ściele się gęsto. Nie ma dramatycznego rozlewu krwi i obrzydliwych fragmentów. Poprzez kontakt między innymi z naturą, nasi bohaterowie wiele doświadczają. Pamiętacie scenę z Pana Tadeusza z mrówkami? Tutaj są nie tylko pijawki, ale i mrówki. Nawet sowa się znalazła... ;) kto przeczyta książkę, będzie wiedział o co chodzi.
Zdecydowanie polecam Wam tę historię. Przeczytacie migiem, bo ma niewiele ponad dwieście pięćdziesiąt stron. A akcja mknie szybko, a za sprawą bohaterów doznań nie zabraknie. Bawiłam się wybornie i czuję się zaintrygowana piórem pisarki i jeśli będę mieć okazję, chętnie sięgnę po kolejne pozycje autorki.
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 2026-04-10
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 256
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk
„ Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę żywota.” Obj. 2:10 Łódź.Mglisty, wiosenny poranek. W przypałacowym stawie na Księżym Młynie...
,,Tego poranka wiadomość, jaką ciepłym głosem przekazywała spikerka, dotyczyła tajemnicy skrywanej w starym budynku. A dokładnie rzecz biorąc - pałacu"...