Jeśli mieliście okazję poznać twórczość Marka Krajewskiego, to wiecie, że jest urodzonym gawędziarzem. Że spod jego pióra wychodzą wielowątkowe kryminały retro z intrygującą fabułą i wyrazistymi bohaterami, osadzone w skrupulatnie odtworzonych realiach historycznych.
Lektura najnowszej powieści autora, pierwszego tomu serii wałbrzyskiej, „Drogi krwi”, miała dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowy i osobisty charakter, bo zaledwie dwa tygodnie temu miałam zaszczyt podążać śladami bohaterów, a moim przewodnikiem był nie kto inny, jak sam autor. Wejście na złowrogie i jednocześnie jakże urokliwe Wzgórze Wisielców, konfrontacja z surową architekturą szpitala górniczego, w którym pracował główny bohater Herbert Anwaldt, czy spacer zaułkami starego miasta ożywionego opowieściami autora, to wszystko sprawiło, że podczas czytania granica między fikcją a rzeczywistością niemal się zatarła.
Wraz z głównymi bohaterami trafiamy do przedwojennego Wałbrzycha, „miasta gór, węgla i porcelany”, gdzie jesteśmy świadkami fascynujących, a zarazem przerażających kontrastów. Od arystokratycznego blichtru Zamku Książ, po sale szpitala dla syfilityków, brutalność więzienia dla kobiet w Jaworze czy mroczną codzienność pogranicza prusko-czechosłowackiego.
Autor z właściwą sobie werwą i drapieżnym, momentami wręcz czarnym humorem, jak choćby przy pełnych ekspresji portretach więźniarek z Jawora, tka skomplikowaną sieć zależności między bohaterami, z których każdy niesie własny ciężar specyficznych słabości. Bo ta powieść to nie tylko wielowątkowa intryga kryminalna związana z przemytniczym procederem, ale przede wszystkim niezwykle hipnotyzujące studium ludzkich namiętności, chciwości i upadku.
W prozie autora zawsze najmocniej zachwyca mnie absolutny kunszt językowy. Pisarz z elegancją potrafi żonglować detalami z epoki, podsuwając nam takie smaczki jak filiżanki z półeczką dla wąsaczy, by za chwilę uderzyć surowym, naturalistycznym opisem fizyczności. Tym razem jednak dodatkowo zaskoczył mnie odwagą w ukazaniu skandalicznego na ówczesne czasy romansu głównego bohatera z dużo starszą od niego kobietą, jak i bardzo sugestywnymi opisami scen miłosnych. Nadal pozostaję pod wrażeniem!
Choć legendarny komisarz Eberhard Mock gra tu drugie skrzypce, jego rola nie pozostaje bez znaczenia. Uciekając przed wrocławskimi problemami dyscyplinarnymi, wpada prosto w oko cyklonu wałbrzyskiej afery, a jego słynne, bezwzględne metody śledcze, zwane przez niego „imadłem”, tym razem zostaną przetestowane na nim samym przez lokalne układy polityczno-obyczajowe.
Przy czytaniu „Drogi krwi” zdecydowanie można stracić poczucie czasu. Jej lektura to prawdziwa uczta literacka, która porywa i zostawia z ogromnym apetytem na więcej. Jeśli więc jesteście gotowi na fascynującą podróż w czasie, to nawet się nie zastanawiajcie. Gwarantuję, że ta powieść pochłonie Was bez reszty, dokładnie tak samo, jak pochłonęła mnie.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-06-03
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 480
Dodał/a opinię:
czytanienaplatan
Trzecią częścią cyklu o Edwardzie Popielskim są Liczby Charona, czyli kolejny fascynujący oraz ciekawy kawał detektywistycznej historii sporządzony, przez...
W Wolnym Mieście Gdańsk wszystkie chwyty są dozwolone. 1933. Edward ,,Łyssy" Popielski na zlecenie swych mocodawców trafia z Ritą i Leokadią ze Lwowa...