Wałbrzych, Jawor, Wrocław, Zamek Książ. Mistrzowski kryminał u stóp dolnośląskich gór. I tom serii wałbrzyskiej
W krainie fałszywego złota namiętność i chciwość prowadzą do zbrodni
Galgenberg, Wzgórze Szubieniczne w sercu Wałbrzycha. Blady świt splamiony krwią. Przypadkowy przechodzień odkrywa zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Jakie jeszcze makabryczne tajemnice skrywa miasto białego i czarnego złota?
Młody psychiatra Herbert Anwaldt zaczyna pracę wśród syfilityków w szpitalu górniczym. U boku pięknej Friedy Bernhaus, lekarki zafascynowanej Freudem, doskonali sztukę medyczną i... miłosną.
Tymczasem z książęcej kopalni uciekają niebezpieczne więźniarki. Gang Wilczyc, zbiegłych zbrodniarek, szmugluje przez Góry Odrzańskie odurzający eter, usuwając każdego, kto stanie im na drodze. Na mieszkańców - i samego Anwaldta - pada blady strach...
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-06-03
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 480
Jeśli mieliście okazję poznać twórczość Marka Krajewskiego, to wiecie, że jest urodzonym gawędziarzem. Że spod jego pióra wychodzą wielowątkowe kryminały retro z intrygującą fabułą i wyrazistymi bohaterami, osadzone w skrupulatnie odtworzonych realiach historycznych.
Lektura najnowszej powieści autora, pierwszego tomu serii wałbrzyskiej, „Drogi krwi”, miała dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowy i osobisty charakter, bo zaledwie dwa tygodnie temu miałam zaszczyt podążać śladami bohaterów, a moim przewodnikiem był nie kto inny, jak sam autor. Wejście na złowrogie i jednocześnie jakże urokliwe Wzgórze Wisielców, konfrontacja z surową architekturą szpitala górniczego, w którym pracował główny bohater Herbert Anwaldt, czy spacer zaułkami starego miasta ożywionego opowieściami autora, to wszystko sprawiło, że podczas czytania granica między fikcją a rzeczywistością niemal się zatarła.
Wraz z głównymi bohaterami trafiamy do przedwojennego Wałbrzycha, „miasta gór, węgla i porcelany”, gdzie jesteśmy świadkami fascynujących, a zarazem przerażających kontrastów. Od arystokratycznego blichtru Zamku Książ, po sale szpitala dla syfilityków, brutalność więzienia dla kobiet w Jaworze czy mroczną codzienność pogranicza prusko-czechosłowackiego.
Autor z właściwą sobie werwą i drapieżnym, momentami wręcz czarnym humorem, jak choćby przy pełnych ekspresji portretach więźniarek z Jawora, tka skomplikowaną sieć zależności między bohaterami, z których każdy niesie własny ciężar specyficznych słabości. Bo ta powieść to nie tylko wielowątkowa intryga kryminalna związana z przemytniczym procederem, ale przede wszystkim niezwykle hipnotyzujące studium ludzkich namiętności, chciwości i upadku.
W prozie autora zawsze najmocniej zachwyca mnie absolutny kunszt językowy. Pisarz z elegancją potrafi żonglować detalami z epoki, podsuwając nam takie smaczki jak filiżanki z półeczką dla wąsaczy, by za chwilę uderzyć surowym, naturalistycznym opisem fizyczności. Tym razem jednak dodatkowo zaskoczył mnie odwagą w ukazaniu skandalicznego na ówczesne czasy romansu głównego bohatera z dużo starszą od niego kobietą, jak i bardzo sugestywnymi opisami scen miłosnych. Nadal pozostaję pod wrażeniem!
Choć legendarny komisarz Eberhard Mock gra tu drugie skrzypce, jego rola nie pozostaje bez znaczenia. Uciekając przed wrocławskimi problemami dyscyplinarnymi, wpada prosto w oko cyklonu wałbrzyskiej afery, a jego słynne, bezwzględne metody śledcze, zwane przez niego „imadłem”, tym razem zostaną przetestowane na nim samym przez lokalne układy polityczno-obyczajowe.
Przy czytaniu „Drogi krwi” zdecydowanie można stracić poczucie czasu. Jej lektura to prawdziwa uczta literacka, która porywa i zostawia z ogromnym apetytem na więcej. Jeśli więc jesteście gotowi na fascynującą podróż w czasie, to nawet się nie zastanawiajcie. Gwarantuję, że ta powieść pochłonie Was bez reszty, dokładnie tak samo, jak pochłonęła mnie.
Herbert Anwaldt wraca, by złamać czytelnika na kawałki. Marek Krajewski po raz kolejny dowodzi, że jest mistrzem mrocznego kryminału retro. „Droga krwi” to drugi tom serii o komisarzu Anwaldcie i jeśli pierwszy Was nie przekonał, ten rozłoży Was na łopatki.
🌫 Pierwsze wrażenie? Gęsty, wilgotny klimat przedwojennego Wrocławia. Czujesz zapach deszczu, strachu i zgnilizny moralnej. Marek Krajewski nie daje taryfy ulgowej – od pierwszych stron czuć, że to będzie ciężka, brudna robota.
🕵️♂️ Herbert Anwaldt staje przed sprawą, która sięga znacznie głębiej, niż sugerują pierwsze tropy. Mord, manipulacja, polityczne układy. Autor prowadzi nas przez labirynt, gdzie każdy może być winny, a najmniej oczywiste rozwiązanie okazuje się najbardziej bolesne.
💔 Herbert Anwaldt to nie jest sympatyczny dziadek. To sfrustrowany, zmęczony życiem urzędnik, któremu sumienie nie daje spać. I właśnie za to go kochamy. Jego wewnętrzne rozterki i samotność biją z kartek tak mocno, że momentami trzeba odłożyć książkę, by zaczerpnąć tchu. Emocje? Niepokój, smutek, bezsilność, ale też iskra nadziei, że nawet w tym błocie można być przyzwoitym.
⚡️ Akcja pędzi, ale nie po łebkach. Marek Krajewski buduje napięcie misternie – raz zwalnia, by oddać klimat epoki, kiedy indziej gna jak pociąg. . Dialogi ostre, sceny brutalne, ale zawsze w granicach dobrego smaku. Język? Soczysty z nutą przedwojennego żargonu policyjnego. Czytając, słyszysz niemal chrzęst butów na bruku.
To nie jest typowy kryminał o zorganizowanej grupie przestępczej czy seryjnym mordercy. To dużo bardziej skomplikowana układanka, w której główny bohater, młody psychiatra Herbert Anwaldt, wkracza w świat, gdzie przestępczość i polityka przenikają się nawzajem.
W 1926 roku, w Wałbrzychu, wstrząśniętym kryzysem gospodarczym, dochodzi do makabrycznego odkrycia – na Wzgórzu Szubienicznym odnaleziono zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Głównym bohaterem i "okiem" czytelnika jest Anwaldt. Rozpoczynając pracę w szpitalu dla górników chorych na kiłę, u boku doktor Friedy Bernhaus, szybko odkrywa, że w tym sudeckim miasteczku żadna ze sfer nie jest wolna od winy.
Autor, Marek Krajewski, odtwarzając realia epoki, buduje wyjątkowo autentyczny i sugestywny obraz miasta: napięcia na tle społecznym, dramat górników pracujących w skrajnie trudnych warunkach, atmosferę zagrożenia, w której pod osłoną gór kwitnie przestępcze życie. Każda nowo odkryta poszlaka odsłania kolejne, mroczne warstwy tej historii.
🎯 Dla kogo?
Jeśli lubisz kryminały historyczne, gdzie tło obyczajowe gra pierwsze skrzypce – to pozycja dla Ciebie. Spodoba się fanom Mroza, Chmielarza. Uwaga: sporo brutalności i mroku – nie dla wrażliwców.
Moja ocena: 9/10 🌟
BRUNETTE BOOKS
Po lekturze ,,Głosu z piekła" miałam wobec ,,Drogi krwi" bardzo duże oczekiwania. Choć tym razem Marek Krajewski nie skłonił mnie do aż tylu refleksji, to i tak stworzył powieść, od której trudno się oderwać. To historia, która wciąga od pierwszych stron i konsekwentnie prowadzi czytelnika przez mroczny świat tajemnic, intryg, przemocy i ludzkich namiętności.
Akcja rozgrywa się w Wałbrzychu roku 1928, który nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz pełnoprawnym bohaterem tej opowieści. To miasto ciężkie od kopalnianego pyłu, wilgoci i przemysłowego zgiełku zdaje się żyć własnym życiem. Krajewski z ogromną dbałością o szczegóły buduje atmosferę niepokoju, dzięki czemu łatwo zanurzyć się w wykreowanej przez niego rzeczywistości.
Punktem wyjścia dla fabuły jest makabryczne odkrycie na Wzgórzu Szubienicznym, Galgenbergu. Znalezienie dwóch ciał uruchamia śledztwo, które prowadzi coraz głębiej w mroczne zakamarki miasta i ludzkiej psychiki. W centrum wydarzeń ponownie znajduje się Herbert Anwaldt, młody psychiatra wierzący w siłę nauki, logiki i racjonalnego myślenia. Z czasem jednak musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której rozum przestaje wystarczać, a zło rozprzestrzenia się błyskawicznie, bo jak mówi jedno z powracających w powieści zdań: ,,gdzie sępy, tam padlina". Pojawia się więc pytanie, czy pozostanie wierny swoim zasadom, czy też wydarzenia, w które zostaje uwikłany, popchną go na tytułową drogę krwi?
Ważnym elementem powieści jest również relacja Anwaldta z Friedą Bernhaus, piękną, inteligentną i niezależną lekarką, zafascynowaną psychoanalizą Freuda. Ich burzliwy i nieoczywisty romans, łączący młodego studenta psychiatrii ze starszą od niego o jedenaście lat kobietą i wnosi do historii dodatkowe emocje, stając się jednym z kluczowych wątków książki.
W tle pojawia się także Eberhard Mock. Choć jego drogi z Anwaldtem jeszcze się nie przecinają, autor wyraźnie przygotowuje grunt pod ich przyszłe spotkanie. Tymczasem lokalne układy polityczno-obyczajowe sprawiają, że legendarne ,,imadło", którym zwykle dociskał innych, tym razem zaczyna zaciskać się na nim samym.
Dużą rolę odgrywają również Góry Wałbrzyskie, stające się areną brutalnej walki o przetrwanie. Ich dzika natura oraz legenda Liczyrzepy tworzą idealne tło dla narodzin Szatanora, tajemniczej postaci w masce przeciwgazowej, przypominającej mieszkańcom demona zwiastującego śmierć. Atmosferę zagrożenia dodatkowo wzmacniają barwne i niebezpieczne postacie, od lokalnych przemytników po krwawy gang ,,Wilczyc", tworzony przez zbiegłe więźniarki. W tym świecie każdy skrywa jakąś tajemnicę, a poczucie bezpieczeństwa okazuje się jedynie chwilowym złudzeniem.
Na klimat powieści mocno pracują również miejsca związane z historią regionu: Wałbrzych, Jawor, Zamek Książ, kopalnie czy fabryka porcelany. Wszystkie te elementy tworzą wiarygodne i sugestywne tło dla opowieści o przemocy, chciwości, obsesjach i namiętnościach.
Bardzo dobrze wypada także warstwa historyczna. Niemieckie toponimy oraz obecność księżnej Daisy i księcia Hansa Heinricha XV von Pless nadają fabule autentyczności i mocniej osadzają ją w realiach epoki. Autor wielokrotnie nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w powiesci "Głos z piekła", jednak ich znajomość nie jest konieczna, by w pełni zrozumieć tę historię.
,,Droga krwi" to powieść mroczna, gęsta i momentami brutalna. Opowiada o świecie, w którym granice między nauką, instynktem i moralnością stopniowo się zacierają. Dostarczyła mi wielu emocji i pozostawiła po sobie poczucie obcowania z doskonale skonstruowaną, klimatyczną historią. To udane otwarcie cyklu "Waldenburg", które skutecznie rozbudza ciekawość i sprawia, że z chęcią sięgnę po kolejny tom.
Sięgając po "Drogę krwi" Marka Krajewskiego, wiedziałam, że czeka mnie mroczny kryminał, ale nie spodziewałam się aż tak intensywnej, brutalnej i jednocześnie fascynującej historii. Autor po raz kolejny udowodnił, że potrafi stworzyć nie tylko intrygującą zagadkę kryminalną, lecz także niezwykle sugestywny świat, w którym przemoc, ludzkie żądze i obsesje splatają się ze sobą w niepokojącą całość.
Akcja powieści rozgrywa się na Dolnym Śląsku -- przede wszystkim w Wałbrzychu, ale także we Wrocławiu czy okolicach Zamku Książ -- i już sam wybór miejsca zrobił na mnie ogromne wrażenie. Autor doskonale wykorzystuje surowy, industrialny klimat regionu, pełnego kopalń, tajemnic i trudnej historii. Już pierwsza scena, w której na Wzgórzu Szubienicznym zostają odnalezione zmasakrowane ciała kochanków, od razu buduje atmosferę grozy i zapowiada, że będzie to historia daleka od lekkiego kryminału.
Kolejny raz zainteresowała mnie postać Herberta Anwaldta -- młodego psychiatry, który tym rozpoczyna pracę w szpitalu górniczym, zajmując się pacjentami chorymi na syfilis. To bohater, którego obserwuje się z dużą ciekawością, bo z jednej strony jest lekarzem próbującym odnaleźć się w nowym miejscu, a z drugiej stopniowo zostaje wciągnięty w coraz bardziej niebezpieczny świat pełen przemocy i sekretów. Interesująca wydała mi się również relacja między nim a Friedą Bernhaus -- inteligentną, odważną lekarką zafascynowaną teoriami Freuda. Ich relacja nie jest jedynie romantycznym dodatkiem, ale ważnym elementem całej opowieści, pokazującym bardziej ludzką stronę bohaterów w otaczającym ich brutalnym świecie.
Jednym z najmocniejszych elementów fabuły był dla mnie motyw gangu Wilczyc -- zbiegłych więźniarek, które uciekają z kopalni i rozpoczynają brutalną działalność przestępczą, przemycając eter przez górskie tereny i eliminując wszystkich, którzy mogą stanąć im na drodze. Ten wątek nadaje historii ogromnej dynamiki. Szczególnie podobało mi się to, że twórca nie ogranicza się wyłącznie do klasycznego śledztwa. Zamiast tego tworzy rozbudowaną historię, w której kryminał miesza się z psychologią, historią, medycyną i mrocznym portretem społeczeństwa.
Czytając tę książkę, cały czas miałam poczucie narastającego zagrożenia. Krajewski bardzo umiejętnie pokazuje, jak chciwość, namiętność i pragnienie władzy prowadzą ludzi do przekraczania wszelkich granic moralnych. To właśnie ten motyw zrobił na mnie największe wrażenie -- świadomość, że często to nie wielkie idee, ale najbardziej pierwotne ludzkie instynkty stają się źródłem tragedii.
Ogromnym atutem powieści jest także klimat. Brudne kopalnie, niebezpieczne zaułki miasta, atmosfera przedwojennego Dolnego Śląska i wszechobecne poczucie niepokoju sprawiają, że podczas czytania niemal czułam ciężar tego świata. Pan Marek nie oszczędza czytelnika -- sceny bywają brutalne, a historia momentami naprawdę przytłacza, ale właśnie dzięki temu wydaje się tak autentyczna.
Po przeczytaniu "Drogi krwi" miałam poczucie, że nie była to wyłącznie historia o rozwiązaniu zagadki kryminalnej. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o ludzkiej chciwości, o namiętnościach prowadzących do destrukcji i o świecie, w którym granica między ofiarą a oprawcą potrafi bardzo szybko się zacierać. To książka wymagająca, momentami niepokojąca, ale jednocześnie niezwykle wciągająca. Zdecydowanie jedna z tych historii, które zostają w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.
" [...] Ten wózek, wypełniony pychą i obłudą, już tak gładko dalej nie pojedzie! [...]"
Od czasu do czasu uwielbiam sięgać po retro kryminały. Między innymi dlatego zainteresowałam się nową książką Marka Krajewskiego po tytułem "Droga krwi". Jest to pierwsza część nowej serii wałbrzyskiej. Już się nie mogę doczekać kolejnej.
Autor zabiera nas w podróż w czasie, do przeszłości, a dokładniej do pierwszej połowy dwudziestego wieku. W bardzo dobry sposób przedstawia nam Wałbrzych, Wrocław oraz okolice, ich mieszkańców, tradycje i zachowania. Nie zdziwcie się, ale Krajewski posługuje się oryginalnymi nazwami i językiem. Dzięki temu czułam się, jakbym żyła w tamtych czasach. Za to zasługuje na ogromne brawa, szacunek i uznanie.
Atmosfera w tej powieści jest gęsta, a wręcz bardzo klaustrofobiczna. Dzięki temu autor w idealny sposób odwzorował tamte niezbyt dobre czasy. Pokazał nam, między innymi dzisiejszy piękny Wałbrzych, jako bardzo ponure i złowieszcze miasto. Dzięki postaciom tutaj występującym jesteśmy świadkami przemytu eteru przez Góry Odrzańskie. Swoją drogą, to była pierwsza historia, którą czytałam o tym problemie. Poznałam wyjątkowe postacie takie jak: Herbert Andwaldt (mocno jemu kibicowałam) i bardzo elegancką, kulturalną i inteligentną kobietę -- doktor Friedy Bernhaus. Nie zabrakło tutaj również negatywnych bohaterów. Warto przyjrzeć się bliżej gangowi Wilczyc. Ten, kto się znajdzie w ich zasięgu, powinien mieć się na baczności. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. Z jednej strony mnie zachwycały, a z drugiej mnie przerażały do tego stopnia, że miałam ciarki na całym ciele.
Niektóre sytuacje doprowadziły mnie dosłownie do płaczu. Krajewski dobrze wie, jak manipulować emocjami czytelników.
W "Drodze krwi" nie brakuje tajemnic, spisków, zdrad, brutalnych zbrodni, miłości i jak to w tamtych czasach bywało syfilisu.
Już się nie mogę doczekać dalszych losów Herberta Anwaldta.
Czy jesteście gotowi poznać mroczną historię Dolnego Śląska?
Książka "Trofea grunwaldzkie" opisuje burzliwe i w wielu momentach zagadkowe dzieje słynnych trofeów zdobytych przed 600 laty przez wojska polsko-litewskie...
Subiektywny słownik popkulturowych zjawisk ostatnich kilku lat: od "Adriana", który terroryzował ochroniarza w siedzibie telewizji, po "Zmień świat na...
Przeczytane:2026-06-05, Ocena: 6, Przeczytałam, 26 książek 2026, Mam,
(czytaj dalej)