“Cisza, jaka między nimi zapadła, była bardziej wymowna niż tysiąc słów”.
Zima 1914 roku. Mróz szczypie w policzki, a do drzwi Łucji stuka wychłodzona, zagubiona młoda kobieta. Twierdzi, że przysłała ją umierająca matka, wskazując to miejsce jako jedyną bezpieczną przystań. Gdy Łucja pozwala jej wejść, próg domu przekracza nie tylko nieznajoma – wraca także to, co miało już nigdy nie powrócić. Dawne sprawy, przemilczane decyzje, wspomnienia, które bolą.
Szeroka, wnikliwa perspektywa, akcja powieści toczy się swoim rytmem, niepokoi tajemnicami, dotyka skomplikowanych relacji międzyludzkich i ukazuje codzienność ludzi żyjących w Łodzi na początku XX wieku. Fabuła zajmująco poprowadzona, prawda historyczna idealnie współgra z fikcją literacką. To było niesamowite i piękne!
Książka, która ma w sobie coś z mgły unoszącej się nad brukowanymi ulicami dawnej Łodzi. Miasta na styku kultur, języków i ambicji. Miasta, które pulsuje energią, z kominami, warsztatami i ludźmi śniącymi o wolności. Czuć tu napięcie nadchodzących zmian, niepokój wiszący w powietrzu, przeczucie, że świat za chwilę pęknie na pół — a wraz z nim ludzkie losy. Najmocniej wybrzmiewają jednak relacje. To one stanowią serce tej historii. Uczucie, które pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, nieproszona bliskość, wybory podejmowane wbrew sobie — wszystko to jest delikatne, a jednocześnie bolesne. Bohaterowie nie są krystaliczni. Błądzą. Milczą, gdy powinni mówić. Chronią innych, raniąc siebie. I właśnie przez tę niedoskonałość stają się tak prawdziwi.
Poruszył mnie sposób, w jaki autorka pokazuje, że przeszłość nie znika tylko dlatego, że próbujemy ją przemilczeć. Niewypowiedziane sprawy dojrzewają latami. Czasem powracają w snach. Czasem w spojrzeniu drugiego człowieka. Czasem w nagłym zbiegu okoliczności, który zmienia wszystko. Jest w tej powieści subtelna melancholia, ale też czułość wobec postaci. Uważność na ich lęki, wahania, wewnętrzne rozdarcia. To nie jest historia opowiedziana w pośpiechu. Ona rozwija się spokojnie, pozwala wejść w emocje, oswoić je, poczuć ciężar decyzji. Szczególne wrażenie robi motyw snów – niepokojących, natrętnych, proroczych.
„Echa przeklętych” zostają w sercu jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony. To opowieść o dziedzictwie win, o sile pamięci i o tym, że człowiek wciąż pragnie jednego: być kochanym i bezpiecznym. Polecam, Tatiasza i jej książki :)
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 382
Dodał/a opinię:
Wiesława Biegańska
Druga połowa XIX wieku. Polska pod zaborami, objęta cenzurą i powstaniem styczniowym. Dziewiętnastoletnia Łucja Kolebowska od dziecka pracuje we dworze...
Lata 60. XX wieku. Zmagająca się z kryzysem twórczym i słabymi ocenami swojej najnowszej, najbardziej osobistej książki - Ziarna niezgody - pisarka Robinson...