"Furia we mnie” Tricii Levenseller to książka, która - jak sama autorka przyznaje - powstała z frustracji/niesprawiedliwości związanej z patriarchatem. I rzeczywiście czuć to praktycznie od pierwszych stron. Sam pomysł na fabułę miał ogromny potencjał i właśnie dlatego tak bardzo zainteresowała mnie ta powieść. Liczyłam na mocną historię z odwróceniem ról społecznych, ciekawą refleksją i charakterystycznym dla autorki lekkim stylem.
Znam Tricię Levenseller z jej wcześniejszych książek i do tej pory bardzo lubiłam jej twórczość. Choć już dawno wyrosłam z fantasy młodzieżowego, nadal sięgam po jej powieści głównie z sentymentu. Kojarzyłam ją przede wszystkim z lekkim piórem, dobrą chemią między bohaterami i dynamiczną akcją. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że „Furia we mnie” wypada na zdecydowanie niższym poziomie niż jej poprzednie książki.
Tym bardziej dziwi mnie to, że jest to pierwsza powieść autorki skierowana do dorosłych czytelników. Naturalnie spodziewałam się więc dojrzalszej narracji, bardziej przemyślanych dialogów i lepiej skonstruowanych relacji między bohaterami. Niestety właśnie dialogi okazały się dla mnie jednym z największych problemów tej książki. Brzmiały momentami bardzo nienaturalnie i przypominały raczej rozmowy nastolatków niż dorosłych, dojrzałych ludzi. Gdyby nie obecność scen erotycznych i bardziej brutalnych motywów, prawdopodobnie uznałabym tę książkę za typowe młodzieżowe fantasy. Problem polega jednak na tym, że treści zawarte w powieści zdecydowanie nie są odpowiednie dla młodszych czytelników.
Mam również bardzo mieszane odczucia wobec samego tła fabularnego. Sam zamysł odwrócenia ról i pokazania świata, w którym to mężczyźni stają się uprzedmiotowioną grupą, uważam za bardzo interesujący. Tytuł książki jest niezwykle wymowny, a autorka wyraźnie chciała zwrócić uwagę na mechanizmy przemocy, dominacji i nierówności społecznych. Motyw porwania dodatkowo wzmacnia ten dyskomfort. W historii i kulturze znamy przecież wiele przykładów porwań kobiet - chociażby z mitologii - dlatego odwrócenie tych ról miało być prawdopodobnie ważnym elementem tej opowieści i pewnego rodzaju komentarzem społecznym. Doceniam próbę pokazania mechanizmów przemocy i nierówności poprzez odwrócenie ról, jednak sam sposób przedstawienia części relacji wzbudził we mnie dyskomfort. Nie zmienia to jednak faktu, że część scen była dla mnie po prostu niesmaczna i bardzo trudna w odbiorze.
Zawsze trudno czytało mi się o przedmiotowym traktowaniu kobiet i przemocy wobec nich. Tutaj role zostały odwrócone, ale moje odczucia pozostały właściwie takie same. Momentami naprawdę ciężko było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty i choć autorka prawdopodobnie chciała wstrząsnąć czytelnikiem, miejscami miałam wrażenie, że granica została przekroczona. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że kobiety w tym świecie również są ofiarami systemu i same ponoszą jego konsekwencje.
Największy problem miałam jednak z relacją między bohaterami. Świat przedstawiony rządzi się oczywiście własnymi prawami, jednak momentami dużo łatwiej było mi uwierzyć, że główny bohater cierpi na syndrom sztokholmski, niż w autentyczne uczucie rodzące się wobec własnej porywaczki. To sprawiało, że część relacji wydawała mi się niepokojąca bardziej niż romantyczna.
Podczas lektury wielokrotnie zastanawiałam się również, jakie właściwie wartości niesie za sobą ta historia i do kogo jest ona skierowana. Z jednej strony autorka próbuje stworzyć feministyczną opowieść o gniewie, nierównościach i przemocy systemowej. Z drugiej jednak sposób przedstawienia niektórych wydarzeń budzi we mnie spory dyskomfort i pozostawia wiele wątpliwości. Mój problem nie wynika więc z samego feministycznego wydźwięku książki, lecz ze sposobu poprowadzenia części wątków i relacji między bohaterami.
Nie powiedziałabym, że jest to książka jednoznacznie zła. Bardziej niepokojąca niż kiepska. Widać w niej ciekawy pomysł i ogromny potencjał, ale moim zdaniem nie został on w pełni wykorzystany. Mam też wrażenie, że autorka i tak oszczędziła czytelnikom znacznie brutalniejszych scen, które mogłyby pojawić się w takim świecie.
Ostatecznie „Furia we mnie” okazała się dla mnie dużym rozczarowaniem - zwłaszcza w porównaniu z wcześniejszymi książkami Tricii Levenseller. To powieść, która na pewno wywołuje emocje i zmusza do refleksji, ale jednocześnie pozostawia po sobie spory dyskomfort.
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2026-04-22
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 320
Tytuł oryginału: What Fury Brings
Dodał/a opinię:
Roksana
Osiemnastoletnia Ziva bardziej niż kontakt z ludźmi preferuje pracę z metalem. Dnie spędza bezpiecznie w swojej kuźni, z dala od ludzi, pośród których...
Alessandra Stathos, druga córka lorda Masisa, ma dość bycia ignorowaną, dlatego opracowała doskonały plan, jak zdobyć władzę: 1) uwieść Króla Cieni, 2)...