Recenzja
„Inferno. Bracia Costa – Carlo”
Autor: Justyna Górecka
Wydawnictwo: Magia Słów
"To było cos innego...
Zbyt niebezpiecznego. Musiałam się pozbierać i skupić na swoich celach w życiu, a on nie mógł zakłócić tego procesu. Na pewno nie teraz. kiedy bez hamulców pragnęlam wydostać się na powierzchnię normalności."
Są książki, które się czyta… i są takie, które się przeżywa. Inferno zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii, wciąga powoli, niemal podstępnie, by po chwili zacisnąć emocjonalną pętlę tak mocno, że nie sposób się wyrwać.
To nie jest zwykły romans. To historia o uczuciu, które rodzi się tam, gdzie nie powinno mieć prawa istnieć, w cieniu bólu, traumy i pragnienia zemsty. I może właśnie dlatego jest tak intensywne, tak niepokojąco prawdziwe.
Relacja Carla i Emmy to serce tej opowieści, pulsujące, nierówne, momentami wręcz bolesne. On jest chłodny, zdystansowany, napędzany gniewem i potrzebą sprawiedliwości. Ona, zraniona, pełna lęku, próbująca poskładać siebie po doświadczeniach, które zostawiają trwałe ślady.
To zderzenie dwóch światów, dwóch traum i dwóch zupełnie różnych sposobów radzenia sobie z bólem.
Chemia między nimi jest wyczuwalna od pierwszych chwil, gęsta, elektryzująca, niemal dusząca. Problem w tym, że… rozwija się bardzo szybko. Z jednej strony dodaje to historii dynamiki i sprawia, że trudno się oderwać. Z drugiej, momentami brakuje przestrzeni na oddech, na głębsze zanurzenie się w emocjach, które aż proszą się o więcej czasu i uwagi.
Carlo nie jest typowym „złym chłopcem”. To postać zbudowana na sprzecznościach, brutalny, ale złamany, bezwzględny, a jednocześnie gdzieś pod powierzchnią… ludzki. Im więcej o nim wiemy, tym trudniej go jednoznacznie ocenić.
Emma natomiast to bohaterka, która budzi ogromne emocje i nie zawsze są one jednoznaczne. Z jednej strony poznajemy ją jako kobietę straumatyzowaną, wycofaną, pełną lęku. Z drugiej, potrafi walczyć, bronić się, ma w sobie siłę, która momentami zaskakuje.
I właśnie tu pojawia się pewien zgrzyt.
Nie chodzi o to, że te dwa oblicza się wykluczają, wręcz przeciwnie, mogłyby stworzyć niezwykle złożony portret psychologiczny. Problem tkwi w braku płynności między nimi. Przejścia bywają nagłe, jakby historia chwilami nie nadążała za własnym potencjałem.
Ogromnym atutem książki jest jej atmosfera. Toskania nie jest tu tylko tłem, jest kontrastem. Piękno krajobrazów, światło, spokój… zderzają się z mrokiem bohaterów, przemocą i światem, w którym nic nie jest bezpieczne.
Luksusowe kasyna, niedopowiedzenia, napięcie wiszące w powietrzu, to wszystko buduje klimat, który wciąga i działa na wyobraźnię. Autorka zdecydowanie wie, jak stworzyć sceny, które zostają w głowie.
Niedosyt, który… uzależnia
To książka pełna emocji, intensywnych, skrajnych, momentami przytłaczających. Ale jednocześnie zostawia po sobie coś jeszcze: niedosyt.
Niektóre wątki aż proszą się o rozwinięcie. Relacja bohaterów mogłaby zyskać jeszcze więcej głębi, gdyby pozwolono jej trochę wyhamować. Postaci drugoplanowe mają potencjał, który nie zawsze zostaje w pełni wykorzystany.
I właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej przewrotne, bo mimo tych braków… nie da się przestać czytać.
„Inferno. Bracia Costa – Carlo” to historia pełna kontrastów: brutalna i delikatna, namiętna i bolesna, dynamiczna, a jednocześnie oparta na emocjach.
To książka, która potrafi wciągnąć bez reszty, ale jednocześnie zostawia czytelnika z myślą: to mogło być jeszcze mocniejsze.
I może właśnie dlatego tak bardzo zostaje w głowie.
Bo to nie jest opowieść, którą odkłada się na półkę i zapomina.
To historia, która zostawia ślad, trochę niewygodny, trochę niedomknięty… ale przez to cholernie prawdziwy.
Jeśli lubisz emocje z pazurem, bohaterów z przeszłością i historie, które balansują na granicy, to Inferno zdecydowanie jest dla Ciebie.
Wydawnictwo: Magia Słów
Data wydania: 2026-03-17
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 380
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Mirela Marcinek
Christian i Aria: tych dwoje połączyła namiętność i pożądanie. Jedno nocne spotkanie oraz przypadkowa zamiana kluczy przesądziły o ich losie. Aria –...