Czy można jednocześnie należeć do Nieba i Piekła?
Czy uczucie potrafi przetrwać śmierć… i kolejną śmierć?
Gdzie trafia dusza, która nie pasuje już nigdzie?
Po wydarzeniach z Ja, anielica i Ja, diablica wiedziałam jedno — przy tej serii nie ma mowy o spokojnym czytaniu. To historie, które balansują między humorem a dramatem, romansem a groteską, i właśnie dlatego, gdy tylko trzeci tom trafił w moje ręce, od razu zaczęłam czytać. Bo po tym, co autorka zrobiła wcześniej z losem Wiktorii, zwyczajnie nie dało się odpuścić. Musiałam wiedzieć, co jeszcze może jej się przydarzyć… i ile jeszcze razy moje nerwy zostaną wystawione na próbę.
Sięgnęłam po tę część nie tylko z ciekawości. Bardziej z potrzeby domknięcia emocji. Poprzednie tomy zostawiły mnie z pytaniami i z bohaterami, których zdążyłam naprawdę polubić, a ja nienawidzę niewiedzy w seriach.
W tej części historia robi się dużo mroczniejsza. Wiki trafia do miejsca, o którym nie mówi się nawet w zaświatach. Trafia do Tartaru. I nie jest to ani piekielna wersja kurortu, ani anielska przestrzeń refleksji. To raczej… wieczność bez nadziei. Bez kolorów, bez przyjemności i bez możliwości ucieczki. A najgorsze wcale nie jest samo miejsce. Najbardziej niepokojące jest to, kogo tam spotyka.
Autorka wrzuca bohaterkę między postacie historyczne, które budzą skrajne emocje i robi to tak naturalnie, że człowiek łapie się na tym, że jednocześnie jest zaintrygowany i nieswojo zafascynowany. Bo jak zachować się w świecie, gdzie potwory nie są metaforą?
Najbardziej wciągnęły mnie sceny, w których Wiki zaczyna rozumieć zasady rządzące Tartarem, a raczej ich brak zasad. To momenty, kiedy humor znika i pojawia się niepokój. Nagle ta historia przestaje być tylko lekką fantastyką, a zaczyna przypominać opowieść o samotności.
Bardzo mocne były też spotkania z „mieszkańcami”. Nie przez akcję, ale przez atmosferę. Bo tu nie chodzi o to, co oni robią.
Chodzi o świadomość kim byli.
Zaczęłam się zastanawiać,
czy kara wieczna ma sens, jeśli niczego już nie uczy? Czy można pozostać sobą w miejscu, które odbiera tożsamość? I najważniejsze czy miłość naprawdę jest silniejsza od potępienia?
To chyba najbardziej zmienna emocjonalnie część serii.
Najpierw śmiech, typowy dla tej historii, sarkastyczny i lekki.
Potem niepokój. Następnie autentyczne współczucie dla bohaterki. A na końcu… napięcie, bo nagle okazuje się, że stawka jest wyższa niż wcześniej.
Nie ma tu już tylko zabawy konwencją życia po śmierci.
Tu pojawia się pytanie o sens kary i przebaczenia.
Co podobało mi się najbardziej w tej części serii? Na pewno zmiana klimatu. Autorka nie powiela schematu dwóch poprzednich tomów, zamiast tego zabiera nas w miejsce, które odbiera bohaterce wszystko. Zabiera komfort, pewność siebie i kontrolę. I właśnie wtedy widać ją najlepiej.
Podobało mi się też, że relacje między bohaterami przestają być tylko romantyczną przepychanką. W końcu czuć stawkę. W końcu coś może się nie udać.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak, ale pod jednym warunkiem. To książka dla tych, którzy czytali wcześniejsze tomy i zdążyli się z nimi związać emocjonalnie.
Bo „Ja, potępiona” nie jest już tylko zabawną historią o życiu po śmierci. To moment, w którym seria dojrzewa. I właśnie dlatego po skończeniu ostatniej strony miałam tylko jedną myśl, że muszę wiedzieć, co będzie dalej.
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2012-10-03
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 416
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Zazdrość, zdrada i kwiat paproci. Czy młoda szeptucha ocali miłość do Mieszka? Zbliżają się obchody Nocy Kupały. Niedługo wypełni się przeznaczenie Gosi...
Świętokrzyskie legendy, pradawna puszcza i noc, która zaskoczyła grupę przyjaciół na szlaku. Tylko czy aby na pewno nastolatki przypadkiem nie dotarły...