Chcesz świętego spokoju? Lepiej unikaj Tartaru!
Problemy z komunikacją mogą popsuć nawet najlepszy związek. Beleth, zamiast mnie wysłuchać, zniknął. A ja? Zupełnie „przypadkiem“ trafiłam do Tartaru – zaświatów tak strasznych, że nie mają tam wstępu ani diabły, ani anioły. Do Podziemi trafiają najczarniejsze dusze, które nie zasługują nawet na cień radości po swojej śmierci. Nie ma tam kolorów, a do jedzenia są tylko ziemniaki.
Nie tak wyobrażałam sobie miejsce, w którym będę mieszkać przez wieczność. Dodajcie do tego starszego brata Śmierci – Charona, owładniętą manią wielkości Elżbietę Batory, która słynęła z kąpieli w krwi dziewic, Kubę Rozpruwacza, Hitlera i Nerona.
Czy uda mi się znaleźć drogę w labiryncie, który otacza Tartar? I gdzie jest Beleth?
Wydawnictwo: Mięta
Data wydania: 2026-02-11
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 480
Język oryginału: Polski
Czy można jednocześnie należeć do Nieba i Piekła?
Czy uczucie potrafi przetrwać śmierć… i kolejną śmierć?
Gdzie trafia dusza, która nie pasuje już nigdzie?
Po wydarzeniach z Ja, anielica i Ja, diablica wiedziałam jedno — przy tej serii nie ma mowy o spokojnym czytaniu. To historie, które balansują między humorem a dramatem, romansem a groteską, i właśnie dlatego, gdy tylko trzeci tom trafił w moje ręce, od razu zaczęłam czytać. Bo po tym, co autorka zrobiła wcześniej z losem Wiktorii, zwyczajnie nie dało się odpuścić. Musiałam wiedzieć, co jeszcze może jej się przydarzyć… i ile jeszcze razy moje nerwy zostaną wystawione na próbę.
Sięgnęłam po tę część nie tylko z ciekawości. Bardziej z potrzeby domknięcia emocji. Poprzednie tomy zostawiły mnie z pytaniami i z bohaterami, których zdążyłam naprawdę polubić, a ja nienawidzę niewiedzy w seriach.
W tej części historia robi się dużo mroczniejsza. Wiki trafia do miejsca, o którym nie mówi się nawet w zaświatach. Trafia do Tartaru. I nie jest to ani piekielna wersja kurortu, ani anielska przestrzeń refleksji. To raczej… wieczność bez nadziei. Bez kolorów, bez przyjemności i bez możliwości ucieczki. A najgorsze wcale nie jest samo miejsce. Najbardziej niepokojące jest to, kogo tam spotyka.
Autorka wrzuca bohaterkę między postacie historyczne, które budzą skrajne emocje i robi to tak naturalnie, że człowiek łapie się na tym, że jednocześnie jest zaintrygowany i nieswojo zafascynowany. Bo jak zachować się w świecie, gdzie potwory nie są metaforą?
Najbardziej wciągnęły mnie sceny, w których Wiki zaczyna rozumieć zasady rządzące Tartarem, a raczej ich brak zasad. To momenty, kiedy humor znika i pojawia się niepokój. Nagle ta historia przestaje być tylko lekką fantastyką, a zaczyna przypominać opowieść o samotności.
Bardzo mocne były też spotkania z „mieszkańcami”. Nie przez akcję, ale przez atmosferę. Bo tu nie chodzi o to, co oni robią.
Chodzi o świadomość kim byli.
Zaczęłam się zastanawiać,
czy kara wieczna ma sens, jeśli niczego już nie uczy? Czy można pozostać sobą w miejscu, które odbiera tożsamość? I najważniejsze czy miłość naprawdę jest silniejsza od potępienia?
To chyba najbardziej zmienna emocjonalnie część serii.
Najpierw śmiech, typowy dla tej historii, sarkastyczny i lekki.
Potem niepokój. Następnie autentyczne współczucie dla bohaterki. A na końcu… napięcie, bo nagle okazuje się, że stawka jest wyższa niż wcześniej.
Nie ma tu już tylko zabawy konwencją życia po śmierci.
Tu pojawia się pytanie o sens kary i przebaczenia.
Co podobało mi się najbardziej w tej części serii? Na pewno zmiana klimatu. Autorka nie powiela schematu dwóch poprzednich tomów, zamiast tego zabiera nas w miejsce, które odbiera bohaterce wszystko. Zabiera komfort, pewność siebie i kontrolę. I właśnie wtedy widać ją najlepiej.
Podobało mi się też, że relacje między bohaterami przestają być tylko romantyczną przepychanką. W końcu czuć stawkę. W końcu coś może się nie udać.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak, ale pod jednym warunkiem. To książka dla tych, którzy czytali wcześniejsze tomy i zdążyli się z nimi związać emocjonalnie.
Bo „Ja, potępiona” nie jest już tylko zabawną historią o życiu po śmierci. To moment, w którym seria dojrzewa. I właśnie dlatego po skończeniu ostatniej strony miałam tylko jedną myśl, że muszę wiedzieć, co będzie dalej.
*współpraca reklamowa*
Po niebie i po piekle, trafiliśmy do mitologicznego Tartaru. Co ma Tartar do aniołów i demonów? Stosunkowo nic, ale nasi bohaterowie udowodnili, że w każdym miejscu w tzw zaświatach mogą narobić problemów, a przecież kolejne widmo apokalipsy już nikogo nie dziwi. Autorka po raz kolejny zabrała mnie w zwariowaną podróż, przez mitologię, fantastykę, komedię, dramat, romans i cokolwiek jeszcze się da, a przez to ten tom stał się na ten moment moim ulubionym z całej serii.
Wiktoria na skutek nieporozumienia i przypadku trafia do Tartaru, gdzie obowiązuje zakaz wstępu zarówno dla aniołów jak i demonów. Dziewczyna trafia do szarego, nudnego i przygnębionego świata, gdzie trwa walka o wpływy, gdzie znajdują się największe szumowiny, których nikt nigdzie nie chciał, a do jedzenia są tylko ziemniaki. Wiktoria planuje się więc wydostać, jednak jej moce i umiejętności stają się elementem pożądanym przez owładniętą manią wielkości arystokratkę, a przez to Wiki po raz kolejny wpada w kłopoty. W tym samym czasie diabły zdają sobie sprawę do czego doprowadzili, a Beleth staje przed najtrudniejszym wyborem w swoim diabelskim życiu.
Czy diabeł może mieć wyrzuty sumienia? Czy zna pojęcie i siłę uczuć? Co zrobią najwyżsi przedstawiciele nieba i piekła gdy dowiedzą się o pobycie swojej protegowanej w Tartarze? Czy Tartar przetrwa? A może to już widmo kolejnego końca świata? Te i inne pytania rodzą się w głowie z każdą kolejną stroną, teorii, wizji, pomysłów na to co się będzie działo wyobraźnia podsuwa mnóstwo, a autorka i tak nie raz, i nie dwa mnie zaskoczyła. Samo połączenie dobrze nam znanych zaświatów z mitologicznym Tartarem, w którym pojawiają się postacie, znane z kart historii od najgorszej strony, tutaj pokazane zostały inaczej, bardziej komediowo, to już samo w sobie było niezwykłe. Do tego kontynuujemy stare wątki, rozpoczynamy nowe, a przygoda trwa w najlepsze. Katastrofa goni katastrofę, dramat wznosi się na wyżyny, a ilość absurdów jeszcze bardziej nakręca te szaloną spiralę wydarzeń, w której jedno pociąga za sobą szereg kolejnych.
Z jednej strony mamy Wiktorię i jej pobyt w Tartarze, z drugiej nasze urocze diabły, które mają problem. Azazel widzi więcej niż powinien, Beteth szaleje i jest gotowy na najbardziej odjechane pomysły, a anielska i diabelska administracja jak zwykle umywa ręce, co jak zawsze prowadzi do niemal do globalnej katastrofy. Autorka tutaj już dosyć mocno zatarła granice pomiędzy anielskością i diabelskością, całości nadała takiego pazura, wplątała tutaj magię, elementy baśni ale też nieco prawdziwej historii, takiego mixa wszystkiego już dawno nie czytałam, ale mega mi się to podobało.
Dla mnie to była lektura nieodkładalna, totalnie przepadłam, czytałam jak natchniona, zapartym tchem śledziłam kolejne katastrofy, próbowałam przewidzieć co będzie dalej, ale nie było takiej opcji, autorka tutaj szalała niczym te nasze szalone diabełki, wiec wiadome było, że nic nie jest wiadomo, a człowiek już naprawdę wypatrywał tego końca świata. Książka była świetna, gatunkowy mix, wartka i dynamiczna fabuła, przepełniona dramatami, uczuciami, emocjami i zwrotami akcji. Historia wciągająca lekka i przyjemna, nieco szalona ale nadająca szarej rzeczywistości koloru, dla mnie bomba i mogę tylko chwalić.
To trzeci tom diabelsko-anielskiej serii, warto znać poprzednie części, żeby ogarnąć to co się dzieje, bo tutaj są następstwa tego co działo się wcześniej. Brak znajomości poprzednich tomów może budzić dezorientację, niezrozumienie i w ogóle chaos myślowy. To seria idealna dla młodzieży, i dla fanów fantasy, dla fanów komedii, dla wielbicieli prostych i dynamicznych historii, ogólnie chyba każdy znajdzie w niej coś co mu się spodoba. Ja jestem fanką już od pierwszego tomu, teraz z niecierpliwością wypatruję kolejnego, a was w międzyczasie zachęcam do poznania tej zwariowanej historii.
Seria o Wiktorii Biankowskiej na swój sposób mnie zauroczyła, a drugi tom jej przygód wciągnął mnie na tyle, że po jego skończeniu niemal od razu zapragnęłam przeczytać część kolejną. Po Ja, potępiona sięgnęłam z pewną dozą niepokoju, ale i ekscytacji. Czy Tartar okazał się równie fascynujący, co poprzednie miejsca, w których przebywała Wiktoria? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w tej recenzji.
Po zakończeniu relacji z Piotrem Wiktoria postanawia wyznać swoje uczucia diabłowi Belethowi. Jednak ten, zamiast cierpliwie czekać, postanawia pozbyć się rywala – raz na zawsze. W wyniku nieszczęśliwego zrządzenia losu to Wiktoria zostaje znów pozbawiona życia, a na dodatek trafia do... Tartaru. Co gorsza, to miejsce, do którego nikt nie ma prawa wejść, a tym bardziej z niego wyjść. Jak więc uwolnić Wiktorię z tego strasznego miejsca? No cóż, szykuje się prawdziwa bitwa o duszę dziewczyny. Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ pewna krwiożercza władczyni ma już pewne plany co do Wiktorii...
Główna bohaterka w moich oczach nie zmieniła się za bardzo od czasu lektury poprzedniej części, więc pozwolę sobie przejść do innych bohaterów. Nawet nie wiecie, jak mocno cieszę się, że autorka postanowiła tutaj pójść w ciut inną stronę i przybliżyła miejsce, o którym za wiele wcześniej nie słyszałam, a już na pewno się nie zastanawiałam. Tartar to miejsce dość specyficzne, które zdecydowanie nie należy do moich ulubieńców, a jednak było tutaj coś takiego, co postawiło tę książkę zdecydowanie wyżej w moim osobistym rankingu tomów tej serii.
Kuba Rozpruwacz, Hitler, Elżbieta Batory... Bez wątpienia są to postacie kontrowersyjne, które wzbudzają w bardzo dużej grupie ludzi dość negatywne emocje. No cóż, ja nie jestem odosobnionym przypadkiem i czytanie o tym, jak Hitler swobodnie rozmawiał sobie z główną bohaterką powieści, było... bardzo niepokojące. Nie da się jednak odmówić tej powieści oryginalności i umiejętności zaskakiwania czytelnika. Postacie Kuby Rozpruwacza i Elżbiety również zasługują na uwagę, a ich kreacja wypadła naprawdę bardzo dobrze.
Katarzyna Berenika Miszczuk po raz kolejny porwała mnie w świat Wiktorii Biankowskiej i nie pozwoliła mi na to, bym się nudziła. Kolejne rozdziały pochłaniałam w bardzo szybkim tempie, a to już chyba o czymś świadczy. Po Niebie i Piekle przyszedł czas na Tartar, który atmosferą znacznie odbiegał od znanej nam beztroski z poprzednich tomów. W tym miejscu mieszkańcy musieli wyglądać tak samo, pracować na swoje utrzymanie i produkty mające zaspokoić ich potrzeby. Czyżby miejsce to miało być specyficznym odwołaniem do ludzkiego świata? No cóż, myślę, że jest to bardzo ciekawa kwestia do zastanowienia.
Ja, potępiona to część, która spodobała mi się jeszcze bardziej, niż ta poprzednia. Pochłonęłam tę pozycję w ekspresowym tempie i z małym niepokojem patrzę w stronę czwartego tomu. Czy będzie on jeszcze lepszy, a może słabszy? Na ten moment żyję z myślą, że tom trzeci jest zdecydowanie najciekawszy.
Przyznam szczerze, że gdyby ktoś powiedział mi jeszcze jakiś czas temu, że tak mocno zwiążę się z serią o Wiktorii Biankowskiej, prawdopodobnie bym go wyśmiała. Jak widać jednak, w czytelniczym życiu wszystko jest możliwe. Jeśli szukacie czegoś lekkiego z wątkiem fantastycznym do czytania w długie jesienne i zimowe wieczory, to koniecznie sięgnijcie po ten cykl.
„Ja, potępiona” to już trzeci tom serii przygód Wiktorii Biankowskiej. Pierwszy tom pochłonęłam dość szybko i bardzo spodobała mi się ta część. Z kolei „Ja, anielica” wypadła nieco słabiej, dlatego miałam obawy, że trzecia część może iść w tym samym kierunku. Spotkało mnie jednak pozytywne zaskoczenie…
W wyniku kolejnej diabelskiej intrygi była diablica i niedoszła anielica Wiktoria po raz kolejny umiera, w efekcie czego trafia do Tartaru. Miejsca tak strasznego, że nie mają tam wstępu nawet istoty nadprzyrodzone. Żeby się stamtąd wydostać, będzie musiała zawiązać dość niewygodne dla niej sojusze, a także przechytrzyć demoniczną Elżbietę Batory. Królową, która chce ją pozbawić mocy. Na szczęście Beleth, sprawca całego tego zamieszania, o niej nie zapomni.
Trzeci tom jak dla mnie wypadł równie dobrze co pierwszy. Zdecydowanie bardziej podobała mi się fabuła „potępionej” niż „anielicy”. Odnoszę również wrażenie, że w tym tomie znajdziemy więcej humoru: słownych potyczek bohaterów, dwuznacznych propozycji i żartów bohaterów.
Żałuję ogromnie, że takie postacie jak Hitler czy Kuba Rozpruwacz tak niewiele wnieśli do tej historii. Postacie te mogły dodać innego kolorytu tej opowieści i uczynić ją ciekawszą i oryginalniejszą. Niestety, autorka nie wykorzystała ich potencjału, skupiając się na kreacji głównej bohaterki, która nie ma co ukrywać – działa człowiekowi na nerwy.
Wiktoria Biankowska niestety nie za bardzo się zmieniła. Jest tak samo (o ile nawet nie bardziej) irytująca. Sama nie wie czego chce, pląta się w swoich uczuciach, przy okazyjnie krzywdząc przy tym jej adoratorów. Czasem odnosiłam wrażenie, że przez wzgląd na posiadane przez nią moce i przeżyte w poprzednich tomach przygody, nieco uderzyła jej woda sodowa do głowy.
Choć jestem typem romantyka i praktycznie każdy wątek miłosny w książkach mi się podoba, tak w tym przypadku kompletnie tego nie kupiłam. W pierwszym tomie bardzo polubiłam Beletha. Miał on w sobie coś interesującego. Jego poza niegrzecznego chłopca od razu zwróciła moją uwagę i nie mogłam pojąć co bohaterka widzi w Piotrusiu (swoją drogą tej postaci jest w tym tomie znacznie mniej, co bardzo mi się spodobało). Jednak z każdym kolejnym tomem relacja bohaterki z przystojnym diabłem szła w coraz dziwniejszym kierunku. A to, co Wiktoria wyczynia w tej części, to już w ogóle ludzkie pojęcie przechodzi.
Epilog daje jasno do zrozumienia, czego możemy się spodziewać w ostatnim tomie tej serii. Mam ogromną nadzieję, że pani Miszczuk skupiła się w nim na pewnej intrygującej postaci, której jak dotąd było stanowczo za mało w tej historii.
Podsumowując, choć „Ja, potępiona” ma w sobie kilka mankamentów, to jednak czytało mi się ją lepiej niż II tom. Głowni bohaterowie nieco partaczyli tą historię, ale na szczęście w pogotowiu był Lucek i Gabryś którzy skradli moje serducho już od pierwszego tomu. Seria przygód Biankowskiej to taka odskocznia od poważniejszych książek. Czyta się je lekko i z przyjemnością. Czasem można się nawet pośmiać. Pierwszy tom wypada jak dotąd zdecydowanie najlepiej.
Moja ocena: 6/10
"Ja, potępiona" to trzeci tom z cyklu "Wiktoria Biankowska". Katarzyny Bereniki Miszczuk. Powieść należy do fantastyki i opowiada dalsze przygody Wiktorii. Tym razem dziewczyna po raz trzeci wpada w kłopoty. Przypadkowo trafia do Tartaru. A właśnie zaczęło jej się układać. Pokochała diabła Beletha, wyzbyła się boskich mocy a Moroni został zamknięty w anielskim więzieniu. Czy Wiktorii uda się uciec z Tartaru i wreszcie związać z Belethem?
Powieść pełna jesy zwrotów akcji, mnóstwem humoru,..
Cóż w każdym razie w tej części główna bohaterka nareszcie zaczęła mnie mniej irytować.
W każdym razie jest to książka godna polecenia.
Jeśli zaś chodzi o autorkę to znam ją z jej poprzednich powieści, które również przypadły mi do gustu i mogę je polecić.
Katarzyna Berenika Miszczuk to polska pisarka, która w młodym wieku zadebiutowała powieścią „Wilk” i jej kontynuacją „Wilczyca”. „Ja potępiona” jest zakończeniem trylogii o Weronice Biankowskiej. Cały cykl można zaliczyć do gatunku romans paranormalny, jednak jest to również całkiem dobra komedia.
W poprzednich częściach cyklu główna bohaterka nastoletnia Wiktoria umiera w tajemniczych okolicznościach. Trafia do piekła i otrzymuje posadę diablicy. Jak się okazuje jest ona niezwykłą osobą, która posiada Iskrę Bożą. Ten dar sprawia, że nie jeden pozaziemski mieszkaniec będzie się jej bał.
Książki są bardzo ciekawie podzielone „Ja diablica” - pierwsza część w której dziewczyna robi zamieszanie w piekle. „Ja anielica” - część druga gdzie bohaterka robi rewolucje w niebie. Stacza również bój z podstępnym aniołem Moronim.
Okazuje się, że w uniwersum stworzonym przez autorkę istnieją jeszcze jedne zaświaty. Poznaliśmy piekło i okazało się, że nie jest tam tak strasznie jak mówili na lekcjach religii. Dzięki alkoholowi i dziewczynom w bikini nie jeden śmiertelnik z własnej woli wybierze pobyt tam po śmierci. Nie mogą jednak trafiać tam najgorsi zbrodniarze i mordercy, to zachwiałoby całą równowagę. Tacy zsyłani są do Tartaru.
Cały cyk pięknie łączy i wyjaśnia istnienie różnych religii. Chociaż jest jeden Bóg, nie jest on ukazany w konkretnej postaci. Osoby innych religii nawet tych starożytnych pozostają przy swoich wierzeniach. Cześć postaci z różnych wierzeń również w książce występuje. W poprzednich tomach były to jednak tylko luźne dodatki tym razem mamy spory kawał mitologii greckiej do zgryzienia.
Cały cykl toczy się wokół miłosnego trójkąta między byłą diablicą, a niedoszłą anielicą Wiktorią, człowiekiem Piotrusiem, który też tak całkiem zwyczajny nie jest a diabłem Belethem. Ten ostatni nie cofnie się przed niczym by zdobyć Wiktorię. Najlepszym sposobem będzie sprzątniecie konkurencji i posłanie jej do Tartaru, stamtąd w końcu nie ma możliwości ucieczki. Problem w tym, że przypadkiem zamiast Piotra do podziemi trafia Wiktoria.
Tartar to świat ponurej szarości gdzie trafiają najwięksi zbrodniarze. Duża rolę odegrają tutaj Hitler, Kuba Rozpruwacz i Neron a także Księżna Elżbieta Batory, kolejna psychopatka, która pragnie podbić świat.
Dużym plusem książki jest jak zwykle spora dawka humoru. Mnóstwo absurdu i zabawne dialogi spawają, że do niczego nie można podejść poważnie. Nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa można paść ze śmiechu czytając kłótnie Lucyfera i Gabriela. Te dwie postacie chyba dają najlepszy popis w tej książce.
W ciekawy i humorystyczny sposób została przedstawionych wiele wątków mitologii greckiej. Podobnie postacie historyczne. Wiele wątków i nawiązań (w tym także do Baśni tysiąca i jednej nocy) jednak absolutnie nic nie jest brane na poważnie. Nawet w smutnym Tartarze, gdzie właściwie nie powinno się śmiać, ciężko się od tego powstrzymać. Dodatkowo prosty lekki język pozwala całkowicie zrelaksować się przy książce.
Jednym małym minusem jest strasznie płytki watek romantyczny. Wiktoria niby się zmieniła i dojrzała ale właściwie to tylko ona tak twierdzi, bo nadal jest rozkapryszoną dziewczynką, która nie wie czego chce. Jej nagłe przerzucenie się ze śmiertelnika na diabła było trochę dziwne. Właściwie nie miała konkretnych powodów, tylko tak po prosu sobie nagle postanowiła, że kocha kogoś innego. Skoro to jednak miała być komedia nie będę się czepiać.
Ja potępiona jest tez pięknym podsumowaniem całości, gdzie ponownie odwiedzamy wszystkie zaświaty, toczy się wręcz o nie wielki bój. Pojawiają się owi bohaterowie ale także wracamy do wszystkich starych. Każdy kto miał swojego faworyta może się poczuć zaspokojony.
Okładka utrzymana w tym samym stylu co pozostałe, pozwalająca dojrzeć drugie oblicze Wiktorii. Z tyłu jak zwykle ciekawy dodatek tym razem jest to 8 zasad Tartaru. Łatwo się domyśleć dlaczego akurat 8.
Książka z całą pewnością trzyma poziom poprzednich części. Szybka i wartka akcja nie pozwala na nudę. Zarówno diabelskich, anielskich i wszystkich pozostałych postaci nie da się nie lubić. Nie radzę jednak czytać bez wcześniejszego zapoznania się z pozostałymi tomami. Jeśli do tej pory podobała wam się seria serdecznie zachęcam do przeczytania ostatniej części. Na pewno nie będziecie żałować.
Było piekło, było niebo to teraz pora na...Tartar. Wiktoria znalazła się tam przypadkiem ale jak już tam trafiła, to niestety bardzo duży problem może mieć z jego opuszczeniem. Do tego przyczepiła się do niej jakaś średniowieczna węgierska arystokratka z ogromnymi ambicjami i szalenie uzdolnioną służącą. Beleth kiedy tylko dowiaduje się,że jego ukochana zerwała z Piotrem postanawia podjąć nietypowe kroki aby ją odzyskać. Tymczasem w Tartarze sprawy przybierają nieciekawy obrót i wszystko wskazuje na to,że władza w nieodpowiednich rękach wyrządzi wiele szkód nie tylko w miejscu potępionych. Strzeżcie się zaświaty!
Przy Wiktori nie sposób się nudzić. Tam gdzie trafia, od razu pojawiają się kłopoty. I to nie byle jakie.
Świat Tartaru jaki przedstawiła autorka bardzo do mnie przemawia. To taka droga bez powrotu, gdzie żaden potępiony nie ma łatwo. Jest szaro, jest ponuro i smutno. Relacja jaka rozwija się między przystojnym Belethem, a wpadającą nieustannie w tarapaty główną bohaterką, idzie w kierunku jakim oczekuje. Chociaż i tutaj pojawiają się cały czas "przeszkadzacze", co irytowało nie tylko wspomnianą dwójkę ale i mnie. Bardzo podobał się mi też fragment z opisem bitwy toczonej, nie powiem gdzie. Miałam przed oczami każdą ze scen i doskonale mogłam ją sobie wyobrazić.
Ja, potępiona to trzecia część przygód Wiktorii gdzie bohaterami są postaci występujące w każdej z części, dlatego warto poznać tę diabelsko-anielską serię od początku, zachowując chronologię. Jest to powieść typowo rozrywkowa i ja bawiłam się przy niej przednio. Polecam.
Nudziliście się? A może stęskniliście za Wiki i Belethem?
Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to mam dla Was coś specjalnego - trzeci tom cyklu diabelsko - anielskiego pełen przygód Wiktorii i jej diabelskich koleżków.
Dziewczyna smutnym zrządzeniem losu (i czyichś niecnych uczynków) trafia do Tartaru! Tak, Tartaru! Do zaświatów znanych nam z mitologii. Do Podziemi, do których trafiają najczarniejsze dusze. Gdzie brak słońca, kolorów i choćby cienia radości. Wstępu nie maja tutaj ani aniołowie ani nawet diabły. I, podobno, nie da się z niego już wyjść... Podobno.
Ale co może powstrzymać Wiktorię i Beletha? Do tej pory ,,podbili" już swym urokiem piekło i niebo.
Autorka po raz kolejny raz pokazuje, że wyobraźnia i dobre pisarstwo mogą stworzyć majstersztyk. Świetnie wykreowane postacie, duża dawka poczucia humoru (tego ironicznego też) i... międzyzaświatowa afera w tle. Akcja jest warta i pełna zwrotów akcji. Gdy już pomyślicie, że nic Was nie zaskoczy to na scenie (niekoniecznie cali na biało) pojawiają się Kuba Rozpruwacz, Elżbieta Batory, Achilles, a nawet Hitler. Zakładaliście, że diabły są wredne i mściwe? Sprawdźcie, co potrafią mieszkańcy Tartaru!
W tym tomie główni bohaterowie przechodzą... przemiany. Nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Wiktoria staje się zdeterminowana, pewna siebie i waleczna. Beletha natomiast przestaje być lekkoduchem, wreszcie potrafi jasno opowiedzieć się za Wiktorią i uczuciem do niej. O, nawet Piotr Was zaskoczy. Ale o tym cicho-sza. Sami musicie odkryć, co mu w duszy gra.
Mieszkańcy Piekła i Nieba też pokazani się ciut z innej perspektywy. Szerzej, barwniej i... zaskakująco. Autorka ukazuje Azazela, Kleopatrę czy też samego Lucyfera i Gabriela w pełnej krasie, ale dodaje do tego małe smaczki. I to dzięki nim każda z postaci nabiera wielowymiarowości i staje się bardziej... realna.
Wielkim plusem, dla mnie jako fanki historii, jest umieszczenie w tym tomie znanych postaci historycznych. Nie tylko jako bywalców diabelskich salonów, ale osób, które nadają tempa przedstawionej w powieści akcji.
Okładka pięknie się wpisuje w poprzednie dwa tomy. Pierwszy przyozdobiony był łuskami węża (brzmi diabelsko uroczo), a drugi natomiast anielskimi piórkami. Trzeci tom posiada błyszczące ognie, które skojarzyły mi się z rzeką ognia - Flegetonem, otaczającą Tartar. Wszysctkie razem tworzą swpójną całość, która pięknie się prezentuje.
Cóż można dodać więcej... Mam słabość do stylu pisarskiego Katarzyny Bereniki Miszczuk. Gdyby pisała instrukcje użytkowania rzeczy elektrycznych, to w końcu bym je czytała :P
Powieść jest lekka, zabawna ale i pełna akcji. Idealna na relaksujący wieczór.
Aha... Już zacieram rączki i z niecierpliwością godną jokera przed akcją, czekam cóż wymyśli Azazel! Czwarty tomie przybywaj!
Dziękuję Wydawnictwu Mięta za kolejny tom przygód Wiki.
,,Ja, potępiona" to najlepszy z dotychczasowych tomów serii: dojrzalszy, bardziej emocjonujący i świetnie wyważony. Miszczuk udowadnia, że potrafi nie tylko bawić, ale też budować napięcie i tworzyć światy, do których chce się wracać. Jeśli ktoś pokochał poprzednie części -- tutaj dostanie wszystko, co najlepsze, tylko w jeszcze lepszym wydaniu.
cała recenzja: https://www.instagram.com/p/DVacR7DDYxh/
? Wiktoria Biankowska powraca! ?
Po raz trzeci Wiktoria, była diablica i niedoszła anielica, wpada w poważne tarapaty. Kiedy wszystko wydawało się wracać do normy, a miłość do Beletha - przystojnego diabła - zaczęła nabierać rumieńców, na jej drodze staje... ciężarówka z mrożonkami. Tym razem trafia do Tartaru - miejsca tak mrocznego, że nawet nadprzyrodzeni omijają je szerokim łukiem.
W Tartarze czeka na nią wiele wyzwań: demoniczna Elżbieta Batory, która pragnie odebrać jej moc i Hitler, który niemal obejmuje władzę absolutną w Podziemiach. Aby przetrwać, Wiktoria będzie musiała zawrzeć niewygodne sojusze i sprytem pokonać wrogów.
? Jeśli kochasz mieszankę humoru, romansu i piekielnych intryg, ta część przygód Wiktorii Biankowskiej jest dla Ciebie!
Uwielbiam tą serię !!! Znakomity pomysł na przedstawienie zaświatów. Wiktoria trafia do Tartaru, który wygląda inaczej niż niebo i piekło. Pojawiają się również kłopoty. Belet robi wszystko, żeby jej pomóc.
Przyjemnie spędziłam czas z tą książką. Polecam.
Ponure korytarze szpitalnego oddziału psychiatrii i niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela. Wygląda na to, że doktor Joanna Skoczek znalazła się...
Zazdrość, zdrada i kwiat paproci. Czy młoda szeptucha ocali miłość do Mieszka? Zbliżają się obchody Nocy Kupały. Niedługo wypełni się przeznaczenie Gosi...
Przeczytane:2026-06-03, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
NIEBO I PIEKŁO TO ZA MAŁO
"Tak, to ja. Wiktoria Biankowska, była diablica, niedoszła anielica."
„Do nieba, do piekła, za tobą będę szła. Do nieba, do piekła, pójdę tam, gdzie się da”1 – jak bardzo trzeba kochać, aby złożyć taką obietnicę… Życie często zmusza nas do podejmowania decyzji, w których stawką jest nasze szczęście. Wizja śmierci wyzwala w nas siły, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. A kiedy życie i śmierć zdają się równie przerażające, wtedy chcemy już tylko wołać o pomstę do… no właśnie, do nieba czy do piekła? Bo kiedy kochamy tak bardzo, że jesteśmy wstanie dla kogoś zrobić wszystko, wtedy może damy też radę wydostać się z Tartaru?!
"No, żeby już nikomu nie można było ufać?! Nawet Śmierci?"
No i stało się! Wiktoria Biankowska po raz kolejny uległa niefortunnemu zbiegowi okoliczności i zupełnie przypadkowo znalazła się tam, gdzie nie powinna. Bo kto przy zdrowych zmysłach bardziej ceni Śmierć niż Życie, oddaje serce diabłu i oczekuje, że historia będzie miała szczęśliwe zakończenie? W Piekle ją kochają (jeden diabeł na pewno), w Niebie darzą ją niekiedy niezdrową fascynacją, a co spotka ją w Tartarze? Choć dopuściła się wielu zupełnie niezaplanowanych czynów godnych potępienia, to jednak kara okazała się niewspółmierna do przewinień. Trudno byłoby ją postawić w jednym rzędzie z kimś takim jak Kuba Rozpruwacz, Neron czy Hitler. A jednak. Pomyłka we współpracy z przekupstwem spowodowała, że Wiktoria musiała znaleźć drogę powrotną do domu (gdziekolwiek on jest) w labiryncie pełnym niebezpieczeństw, zagadek i niepewności. Czy ten, dla którego była w stanie pójść wszędzie, okaże się godny jej uczucia? Czy ocali ją miłość czy może jednak okaże się zgubna? No i czy można tak bez konsekwencji oszukać największych zbrodniarzy świata i żyć długo i szczęśliwie?
"W końcu jesteś pierwszą osobą, która zdołała narobić zamieszania w każdym z zaświatów."
„Ja potępiona” to opowieść o walce o swoją przyszłość pełną szczęścia i miłości, która niejedno ma imię (chociaż tutaj ma zdecydowanie jedno, w porywach do dwóch;-). To zabawna historia kolejnych przygód Wiktorii, która jak nikt inny potrafi komplikować sobie życie (i śmierć), a jednocześnie pokazuje, że dla chcącego nic trudnego. A kiedy do głosu dochodzi miłość i strach o ukochana osobę, wtedy niech się dzieje wola Nieba (lub Piekła), z nią się nie zawsze zgadzać trzeba.
Polecam – nie każda potępiona dusza zasługuje na swój los. Może warto im pomóc wydostać się z labiryntu?
1 Fragment piosenki Do nieba, do piekła zespołu Blue Cafe
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Ja potępiona, Katarzyna Berenika Miszczuk, Wydawnictwo Mięta, 2026
*Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Mięta