Rzadko kiedy debiut literacki wywołuje we mnie tak głęboki rezonans, ale „Jak nie teraz, to kiedy?” Jagi Tuliszki to powieść, która po prostu chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Miałam w rękach setki historii obyczajowych, jednak ta konkretna niesie w sobie rzadko spotykaną dojrzałość emocjonalną. To nie jest kolejna, przesłodzona opowieść o tym, że po burzy zawsze wychodzi słońce, a poruszające, bezkompromisowe, a zarazem pełne ciepła studium ludzkiej odporności psychicznej w obliczu nagłej katastrofy.
Główna bohaterka, Mira Kolska, to postać, w której każda kobieta odnajdzie cząstkę siebie. Autorka z ogromnym wyczuciem kreśli portret trzydziestolatki, która z jednej strony realizuje swoje pasje zawodowe w salonie fryzjerskim, a z drugiej - dźwiga codzienność w ciasnej przestrzeni życiowej u boku męża i dwójki synów. Tuliszka w genialny sposób pokazuje prozę życia: zmęczenie, brak przestrzeni na intymność, poczucie samotności w małżeństwie, mimo obecności partnera. Kiedy wreszcie na horyzoncie pojawia się szansa na zmianę, los drastycznie przerywa tę sielankę. Moment życiowego zwrotu staje się osią, wokół której autorka buduje niesamowite napięcie emocjonalne. Zamiast jednak popadać w tani melodramatyzm, Tuliszka decyduje się na coś znacznie trudniejszego i piękniejszego: pokazuje żałobę w jej najczystszej, często brzydkiej postaci. Widzimy tu poczucie winy, które niszczy od środka, paraliżujące ataki paniki, rodzinne kłamstwa oraz mur niezrozumienia i jadu, jaki potrafi wyrosnąć między najbliższymi ludźmi, zwłaszcza w trudnej relacji z teściową.
Największą siłą tej powieści jest jej autentyczność. Konstrukcja fabuły, w której płaszczyzny czasowe subtelnie się przeplatają, pozwala czytelnikowi na powolne, niemal intymne odkrywanie sekretów i traum z przeszłości Miry. Kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsce we właściwym rytmie, a my rozumiemy, dlaczego bohaterka reaguje w dany sposób. Niezwykle poruszający jest tu również wątek kobiecej solidarności. Krąg wsparcia, jaki tworzą wokół Miry przyjaciółki oraz starsza klientka, Maria, nie jest jedynie ozdobnikiem - to fundament tej historii. Pokazuje, że najgłębsze rany leczy się w obecności drugiego człowieka, a dojrzałe, międzypokoleniowe relacje bywają najpiękniejszym lekarstwem na ból.
Jeśli chodzi o warsztat językowy, styl autorki zaskakuje lekkością. Pomimo poruszania tematów ostatecznych - śmierci, straty, głębokiego kryzysu małżeńskiego - przez tę książkę dosłownie się płynie. Fraza jest niezwykle obrazowa, pełna ciepła i empatii, pozbawiona niepotrzebnego patosu. Tuliszka potrafi pisać o cierpieniu w sposób subtelny, a jednocześnie tak sugestywny, że czytelnik fizycznie odczuwa emocje bohaterów.
Czy książka ma słabsze strony? Wymagający odbiorca może uznać, że niektóre postaci drugoplanowe, reprezentujące absolutne dobro i mądrość, są momentami odrobinę zbyt idealne w porównaniu do skomplikowanej, pełnej rys struktury psychologicznej Miry. Czasami tempo uwalniania poszczególnych wątków w retrospekcjach mogłoby być też odrobinę bardziej zróżnicowane, by jeszcze mocniej podbić dramatyzm. Są to jednak drobnostki, które w żaden sposób nie odbierają przyjemności z lektury.
Jaga Tuliszka stworzyła debiut wybitny w swojej kategorii. „Jak nie teraz, to kiedy?” to książka słodko-gorzka, która nie ucieka przed życiowym realizmem, ale ostatecznie zostawia nas z ogromną dawką otuchy i przypomnieniem, że na szczęście nigdy nie jest za późno. To literatura, która zmusza do przewartościowania własnych decyzji i docenienia kruchości chwil.
Czekam z niecierpliwością na kolejną powieść autorki, bo ten głos w polskiej literaturze obyczajowej jest niezwykle świeży i potrzebny.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-06-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 384
Dodał/a opinię:
auraliteracka