Okładka książki - Ktoś tu ściemnia

Ktoś tu ściemnia


Ocena: 5.33 (6 głosów)
opis

„Ktoś tu ściemnia” Elżbiety Barczyk to książka, której nie da się czytać z kamienną twarzą. Już sam tytuł zdradza, że autorka nie zamierza traktować zbrodni śmiertelnie poważnie — i rzeczywiście, choć trup tu pada, a zagadka wisi w powietrzu, to w całej historii więcej życia, emocji i humoru niż ponurego mroku. Wciągnęłam się w tę opowieść, nie dlatego że szukałam kolejnego kryminału z serii „kto zabił i dlaczego”, ale dlatego, że chciałam zobaczyć, jak Barczyk pogodzi jedno z drugim: zabawę i refleksję, absurd i prawdę, ściemę i szczerość.

 

Na pierwszy rzut oka fabuła nie wydaje się szczególnie oryginalna — są morderstwa, są bezdomni ginący w tajemniczych okolicznościach, jest kobieta, która z jakiegoś powodu postanawia zaangażować się w sprawę. Ale szybko okazuje się, że Cecylia Wagner, czyli nasza główna bohaterka (choć sama woli, żeby mówić na nią Celia), nie jest typową amatorką-detektywem. Ma dar, który jednocześnie fascynuje i utrudnia jej życie: potrafi „czytać” emocje ludzi. Nie w sensie metaforycznym, tylko dosłownie — czuje, co ktoś odczuwa, bez względu na to, co mówi. Z jednej strony to pomaga jej w rozumieniu ludzi i odkrywaniu ich motywacji, z drugiej czyni ją kimś nieco wyobcowanym, bo trudno żyć w świecie, w którym każda mina, każde słowo i każda maska natychmiast się rozpadają.

 

Ten pomysł na bohaterkę to, moim zdaniem, największy atut książki. Bo choć czytałam już dziesiątki powieści, w których ktoś „coś wyczuwa” albo ma „intuicję silniejszą niż logika”, to tutaj ten dar jest potraktowany nie jako magiczny trik, ale raczej jako metafora ludzkiej wrażliwości. Cecylia to ktoś, kto zbyt mocno czuje. Widzi prawdę w innych, nawet gdy nikt jej nie prosi o diagnozę. W pewnym sensie to portret każdego z nas — bo któż nie zna tego uczucia, gdy widzimy, że ktoś „ściemnia”, choć udaje, że wszystko gra? Autorka bardzo sprawnie żongluje tą metaforą i robi to z przymrużeniem oka, co sprawia, że książka unika banału.

 

To, co mnie urzekło najbardziej, to ton tej powieści. Barczyk nie ucieka w mrok i ciężką atmosferę, nie tonie w opisach rozkładu moralnego świata ani w dusznych dialogach policyjnych. Wręcz przeciwnie — to historia, w której śmierć i zagadka są pretekstem do rozmowy o emocjach, przyjaźni, lojalności i tym, jak bardzo człowiek potrafi udawać. I choć niektórzy mogą uznać to za wadę („za mało napięcia, za mało thrillera”), dla mnie ta lekkość to największa siła książki. W świecie, który kocha szokować, dobrze jest czasem trafić na historię, która rozbawia, a jednocześnie nie boi się zadawać poważnych pytań.

 

Nie da się też nie wspomnieć o bohaterach drugoplanowych, bo Celia nie działa w próżni. Towarzyszy jej grupa ekscentrycznych przyjaciół — ludzi z wadami, dziwnymi nawykami i sercem po właściwej stronie. To nie jest ekipa z CSI ani z „Mindhuntera”; raczej banda trochę nieporadnych, ale bardzo ludzkich postaci, których polubiłam niemal od razu. W ich dialogach jest coś z kabaretu i coś z codziennej prawdy: czasem śmiesznie, czasem głupio, czasem wzruszająco. Gdy dodamy do tego lokalną policję, która miota się między brakiem dowodów a nadmiarem pomysłów, otrzymujemy całkiem barwny świat, do którego chce się wracać.

 

Oczywiście, nie wszystko działa idealnie. Miejscami akcja rozłazi się w szwach — pojawia się tyle wątków, że można się chwilami pogubić. Autorka próbuje w jednym tomie zmieścić śledztwo, psychologię, obyczaj, humor i dramat, przez co książka momentami przypomina mozaikę emocji, w której każdy element błyszczy osobno, ale całość nie zawsze tworzy spójną kompozycję. A jeśli ktoś liczy na dreszczowiec w stylu nordyckim, pełen lodowatych opisów i nieprzeniknionych zbrodni, może poczuć lekkie rozczarowanie — Barczyk stawia bardziej na człowieka niż na zbrodnię, bardziej na relacje niż na trupy.

 

Za to językowo i stylowo — czysta przyjemność. Lekki, swobodny, z humorem, ale bez przesady. Autorka potrafi żartować w sposób inteligentny, nigdy nie przekraczając granicy dobrego smaku. Niejednokrotnie złapałam się na tym, że śmieję się głośno — nie dlatego, że coś było komiczne w oczywisty sposób, ale dlatego, że dialog był błyskotliwy i celny. Właśnie w tym humorze kryje się coś więcej: ironiczny dystans do świata, do ludzkiej skłonności do kłamstwa i pozowania. Tytuł „Ktoś tu ściemnia” działa więc na kilku poziomach — jako opis fabuły, ale też jako komentarz do współczesności, w której ściema stała się niemal społecznym językiem.

 

Zatrzymałam się nad jednym cytatem z opisu książki: „Emocje nie kłamią. Ludzie — wręcz przeciwnie.” To zdanie podsumowuje całą jej wymowę. Barczyk napisała powieść, która wbrew pozorom nie jest tylko rozrywką. To też przypowieść o tym, jak trudno być szczerym, gdy wszyscy wokół oczekują, że będziemy udawać. Cecylia, z tym swoim „przekleństwem szczerości”, staje się lustrem — dla siebie, dla innych, dla czytelnika. I może właśnie dlatego ta książka zostaje w pamięci dłużej, niż można by się spodziewać po komedii kryminalnej.

 

Nie będę ukrywała — nie jest to powieść idealna. Są momenty, w których fabuła trochę siada, są fragmenty, które chciałoby się skrócić. Ale czy to ważne, gdy czytanie daje tyle frajdy? Barczyk pisze z taką lekkością i wdziękiem, że nawet jeśli coś się lekko rozmywa, to i tak płyniemy dalej z uśmiechem. Właśnie to jest największy komplement, jaki mogę dać autorce: potrafiła stworzyć historię, która nie udaje czegoś, czym nie jest. I w świecie pełnym literackiej ściemy — to naprawdę coś.

 

Po skończeniu książki miałam wrażenie, że znam Celię jak dobrą znajomą. Z jej impulsywnością, poczuciem humoru, ale i z tą dziwną melancholią, która przebija spod śmiechu. Może właśnie dlatego „Ktoś tu ściemnia” tak dobrze działa — bo pod całą warstwą żartów i ironii kryje się coś prawdziwego. Coś o tym, że ludzie są pełni sprzeczności, że czasem kłamią z lęku, a czasem z miłości, i że najtrudniej przyznać się do prawdy o sobie.

 

Czy poleciłabym tę książkę? Zdecydowanie tak. Zwłaszcza tym, którzy lubią, gdy kryminał ma serce, a nie tylko zagadkę. Tym, którzy chcą się pośmiać, ale też trochę pomyśleć. I tym, którzy lubią, gdy między jednym trupem a drugim da się jeszcze pogadać o sensie życia. Elżbieta Barczyk udowodniła, że można pisać o zbrodni z wdziękiem, o emocjach z humorem i o ludzkiej naturze bez patosu. A że ktoś tu ściemnia? Oczywiście. Ale w tym przypadku — to największy komplement, jaki można autorce dać.

Informacje dodatkowe o Ktoś tu ściemnia:

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2025-09-19
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788383739694
Liczba stron: 414
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię: Ewelina Białogołąbek

więcej
Zobacz opinie o książce Ktoś tu ściemnia

Kup książkę Ktoś tu ściemnia

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Nie wiem, dlaczego akurat teraz uruchomiła się twoja nadwrażliwa empatia, czy jak nazywa się ta twoja zdolność, ale nie sądzę, aby intuicja cię zawiodła.


Więcej
Więcej cytatów z tej książki
REKLAMA

Zobacz także

Inne książki autora
Idis. Na przekór czasom
Elżbieta Barczyk0
Okładka ksiązki - Idis. Na przekór czasom

Wysłanniczka aniołów, obrończyni niewinnych, nieśmiertelna istota. Poznaj Idis! Przemierza ziemię od ponad 400 lat i korzysta ze swoich nadprzyrodzonych...

Śledztwa na czwórkę z plusem
Elżbieta Barczyk 0
Okładka ksiązki -  Śledztwa na czwórkę z plusem

Ona ma dyplom z historii i… doktorat z wpadania w kłopoty! Eliza Bielska, nauczycielka historii z malowniczego miasteczka na południu Polski, ma...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy