Wszyscy je nosimy, wszyscy je gubimy, wszyscy je niszczymy, ale nie wszyscy o nich czytamy. Skarpetki, a raczej „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” to prosty, acz nieco uroczy zbiór historyjek w świecie, gdzie elementy ubioru żyją (a czasem i inne rzeczy), podobnie jak zabawki w „Toy Story”.
Przeczytałem je, bo mój brat, fanatyk Skarpetek, zmusił mnie. Wcześniej moje doświadczenie z nimi poza słuchaniem, objawiło się w postaci obejrzenia dwóch filmów (właśnie miał premierę trzeci – koniec maja 2026). I szczerze nieco mnie nudziły. Było tak prawdopodobnie przez utrzymanie antologicznej struktury całości, co słabo pasuje do siedzenia około godziny w kinie, a bardziej do wypuszczenia jako serial (w tej formie są na TVP VOD).
Jednak niestraszny tym przeciwnościom zabrałem się za lekturę. Na początku w prologu i opowieści o pierwszej (z dziesięciu) skarpetek książka wydawała się dość klasyczna – ściany tekstu i ewentualnie obrazki wokół. Bałem się, że całość będzie taka i będę się nudził jak na filmach.
Na szczęście w kolejnych historiach Justyna Bednarek ustępuje Danielowi de Latour i tekstu jest mniej, a za to można podziwiać więcej ilustracji. Stosunek warstwy graficznej i tekstu ciągle ewoluuje, a czasem dostajemy nawet ciekawe zabiegi graficzne jak podkolorowanie (wyróżnienie tekstu) dialogu kolorem pod osobę. Mimo wszystko obraz towarzyszy i wspiera tekst, nie jest samodzielny, a sama zawartość jest dość spójna z tym, co widzimy wewnątrz.
Sama narracja początkowo nie niepokoi tylko ilością tekstu, ale też sposobem prowadzenia narracji. Dość dużo z niej okazuje się nie przedstawieniem ciągłej akcji, a ekspozycją jej konsekwencji, np. opis samego życia skarpetki po ucieczce z kosza na pranie. Im dalej tym autorka wydaje się coraz sprawniej przekazywać, to co chce, w samej akcji. Cały czas jednak przyjemnie się czyta i płynie przez historie poszczególnych skarpetek.
Jednak co chce przekazać? Różne skarpetki mają różne przygody, a raczej życia. W tej oryginalnej formie dzieci poznają różne ścieżki życia, które wydają się zachęcać je do odkrycia własnej ścieżki. Skoro skarpetki mogą zostać gwiazdą, to czemu nie ja? Jednak mamy też drogi bardzo nieoczywiste, jak zostanie swetrem, różą albo mysią mamą.
Za tymi dość absurdalnymi rolami czai się jednak mniej lub bardziej wyrafinowana metafora, która adresuje problemy niektórych dzieci, a inne zachęca do korzystania ze swojej wolności i wyjątkowości. Nieco ironicznie dostrzegłem, że to te lewe skarpetki uciekają dla samej możliwości, z kolei prawym czegoś brakuje i sięgają po wolność, by znaleźć coś lepszego. Być może to komentarz polityczny, którego nie brakuje choćby w opowieści o skarpetce, która została politykiem. Jednak nie jest to miejsca na wgłębianie się w to, Justyna Bednarek nie mówi bowiem nic wybijającego się z głównego nurtu.
A rodzice (lub inni dorośli) mogą sami to ocenić, ponieważ jak się okazuje, ta książka nie była aż tak nudna. I pewnie nie bez powodu kolejka po podpisy i wrysy na Targach Książki są takie długie. Prawdopodobnie możliwość robienia przerw i refleksji ułatwiła mi przyjemną lekturę, ale zwyczajnie jest to dobrze napisane, a przez książkę się płynie.
Dlatego też może być to okazja, by porozmawiać i skonfrontować spojrzenia. Bo gdy nawet nie zgadzamy się zawsze z podprogowym przekazem literatury dla dzieci, to takie krótkie historyjki są idealną okazją do nauki rozmowy o kulturze. Bo problemem nie jest istnienie komentarza i morału, a to, że nie potrafimy o nim rozmawiać, jak o wielu innych rzeczach.
Ostatecznie lektura skarpetek okazuje się wciągająca i zabawna. Nie ma w nich niczego nowego i odkrywczego, ale sama bajkowa forma pozwala na poczucie oryginalności i specyficzny rodzaj humoru (skarpetkowego analogicznego do smerfowego). Czytając, rodzice znajdą nawiązania, a dzieci morał, więc raczej będzie to łączenie przyjemnego z pożytecznym. A co dalej? Zależy to tylko od nas.
PS
Teaser dla fanatyków jamników. Pojawił się wcześniej na piśmie, ale bez ilustracji. Jednak Daniel de Latour się zrehabilitował i narysował go później:
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 2015-04-01
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 160
Dodał/a opinię:
adamsloj
W przedszkolu pojawia się piszczący karton - ojej, ktoś podrzucił szczeniaczka! Dusia, Tomek i inne dzieci starają się pomóc pieskowi, a tymczasem...
Piąta część serii o kultowych dziesięciu skarpetkach jest już gotowa i tylko czeka, abyś po nią sięgnął! Jeszcze bardziej urocza i jeszcze bardziej zwariowana...