„Parasolki”, przedmiot niby zwyczajny, codzienny, a jednak dla nas, kobiet, obciążony znaczeniem. Symbol ochrony, ale i oporu. Czegoś, co można rozłożyć nad głową w chwili zagrożenia, ale też unieść wysoko, żeby było widać, że jestem, stoję, nie cofnę się. I dokładnie takie są „parasolki” w tej książce, to znaki siły, determinacji i pragnienia, by nazwisko i kobieca osoba znaczyły coś więcej niż tylko dopisek na marginesie historii.
Po "Parasolki" sięgnęłam właśnie dlatego. Motyw silnych kobiet, które w tamtych czasach były traktowane jak istoty drugiej kategorii, zawsze mnie przyciąga. A tu mówimy o latach 1908–1920, dekadzie burzliwej, bolesnej, przełomowej. O kobietach, które nie czekały, aż ktoś da im prawo do głosu, tylko same po ten głos sięgnęły. Chciałam przeczytać historię o nich, ale też… o nas. Bo mam poczucie, że bez względu na epokę, mechanizmy walki o własne „jestem” wcale tak bardzo się nie zmieniają.
To, co oferuje nam Dominika Buczak, jest czymś więcej niż powieścią historyczną. To barwna, dynamiczna opowieść, w której fikcja przeplata się z prawdą, a na kartach książki spotykają się kobiety legenda i kobiety cień. Maria Dulębianka, Narcyza Żmichowska, młodziutka Zofia Nałkowska, Kazimiera Bujwidowa, Aleksandra Szczerbińska, Wanda Gertz, Anna Tomaszewicz-Dobrska… Każda inna, każda odważna na swój sposób. Jedne walczą słowem, inne czynem, jeszcze inne wiedzą i uporem. I żadna nie jest papierowa.
Najbardziej poruszały mnie momenty, w których bohaterki muszą wybierać między tym, co „wypada”, a tym, czego naprawdę chcą. Kandydowanie do sejmu w świecie, który nie uznaje kobiet za pełnoprawne obywatelki. Przebieranie się za mężczyznę, by móc walczyć. Wchodzenie do sal operacyjnych i sal wykładowych mimo jawnej pogardy. Te sceny nie są tylko efektowne, one bolą, bo pokazują cenę odwagi. I rodzą pytania ile ja byłabym w stanie poświęcić? Gdzie dziś przebiega granica mojego sprzeciwu? Czy korzystam z praw, które ktoś przede mną musiał sobie dosłownie wywalczyć?
Emocjonalnie ta książka jest jak fala. Są momenty dumy i wzruszenia, ale też gniewu, bezsilności i smutku. Autorka nie lukruje rzeczywistości, ona pokazuje biedę, niesprawiedliwość, dramat kobiet i dzieci. A jednocześnie daje coś bardzo ważnego- poczucie ciągłości. To, że nie zaczęłyśmy od zera. Że opieramy się o ramiona tych, które kiedyś podniosły swoje parasolki.
Jako kobieta odebrałam tę książkę bardzo osobiście. Czytałam ją z myślą, że to nie tylko jest „ich” historia, to także moja. Najbardziej spodobało mi się to, że „Parasolki” nie moralizują i nie stawiają pomników. One oddają głos. Pokazują kobiety z krwi i kości, odważne, ale też zmęczone, pełne pasji, ale i wątpliwości. Dzięki temu łatwo się z nimi utożsamić.
Polecam tę książkę każdej czytelniczce (i czytelnikowi), która chce zrozumieć, nasze pojawienie się w świecie politycznym, zawodowym i społecznym, by zrozumieć, dlaczego dziś z dumą możemy powiedzieć: „jestem”. To lektura ważna, potrzebna i bardzo aktualna, mimo że opowiada o świecie sprzed ponad stu lat. Jeśli szukacie historii, która porusza, inspiruje i zostaje w głowie na długo, to „Parasolki” naprawdę warto rozłożyć nad sobą.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Socjologia, filozofia
ISBN:
Liczba stron: 400
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Dawno nie było tak wciągającej historii rodzinnej. Wciągającej i wzruszające jak kultowy ,,Dom". Jest gorący lipiec 1952 roku. Socjalizm wkracza w życie...
Druga część wciągającej historii rodzinnej mieszkańców kamienicy przy Placu Konstytucji. Nowe plany, nadzieja na lepsze jutro i wiara w ukochane...