Sylwestrowa noc niektórym kojarzy się z szampańską zabawą do samego, białego rana. Innym z niepotrzebnie generowanym hałasem, sztucznie napompowaną wielką fetą, która tak na dobrą sprawę nigdy niczego nie zmienia. Co bardziej zapobiegliwi o północy wypowiadają marzenia lub postanowienia, by ich życie zmieniło tor na ten lepszy, milszy, przyjemniejszy. Czy rzeczywiście słowa wypowiadane w tym odrobinę magicznym czasie mają moc sprawczą? O tym na własnej skórze przekonali się bohaterowie najnowszego thrillera Mieczysława Gorzki.
Remek – architekt, Darek – policjant, Albert – psycholog. Dwóch ostatnich wiąże przeszłość, bo znają się od dzieciństwa. Remek w zaistniałym układzie znalazł się przez niespodziewany i zawiły splot okoliczności. Każdy z nich chciał radykalnie zmienić swoje życie, a spowodował tylko chaos i zamieszanie. Na powierzchnię wypłynęły urazy, konsekwencje niewłaściwych decyzji, traumy, które nigdy nie są w stanie się zabliźnić. Przez jedno wydarzenie dobrze sprawdzony schemat się rozsypuje, a na życie bohaterów zaczyna mieć wpływ demoniczna siła ujawniająca prawdziwą naturę każdego z nich. W roku zmian spadają z ich twarzy maski i z hukiem rozbijają się o samo dno…
„Słowa nic nie znaczą, to czyny decydują, jak potoczy się nasze życie”.
Mieczysław Gorzka wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Nie zawsze niestety w 100% pozytywnie. Jego najnowszy thriller do pewnego momentu pochłonął mnie bez reszty. Z przerażeniem wchodziłam w świat przemocy Alberta Tureckiego, Dariusza Pikula i Remigiusza Stańczyka. To właśnie wokół nich krąży cała fabuła spisana na ponad 600 stronach. Dłonie cierpią, bo niewygodnie jest trzymać takiego grubaska przez dłuższy czas. Jednak to jest najmniejszym z problemów, bo chwilami umysł również cierpiał i przeżywał nie do końca udaną czytelniczą ucztę. Trudno było mi się zabrać za napisanie recenzji i odnieść się do odczuć zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu lektury. Niektóre fragmenty dotyczące życia jednego z bohaterów były dla mnie często niesmaczne, odrzucające, z zupełnie niepotrzebnymi detalami. Gdybym aż tak głęboko chciała wejść w temat patologii, wykorzystywania seksualnego i dewiacji to wybrałabym literaturę typu true crime, a nie thriller jednego z ulubionych polskich autorów. Nadmiar – to słowo doskonale oddaje moje odczucia po lekturze. Za dużo w tym barszczu zarówno dziwactw bohaterów, zbędnych opisów, jak i wydarzeń, które sprawiły, że stali się tacy, a nie inni. Nie spoglądając tylko na minusy, przyznaję, że fabuła nieubłaganie parła do przodu, niczym lokomotywa ciągnąca ciężki skład. Atmosfera z rozdziału na rozdział była coraz to bardziej mroczna, nieznośna i niepokojąca. Podobało mi się też samo zakończenie. Doceniam więc zamysł i sam pomysł, ale już nie realizację.
Klimatem lektura wpisała się wręcz idealnie w okres, w którym ją czytałam. „Rok zmian” był więc i dla mnie znamiennym tytułem, bo przygodę z nim rozpoczęłam właśnie w sylwestrową noc. Ja jednak nie robię żadnych postanowień, więc oby mój rok był spokojniejszy niż bohaterów, których poznałam.
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2025-11-26
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 0
Dodał/a opinię:
Anna Szulist
To była bardzo dobra prognoza na nadchodzące dwanaście miesięcy. Taki rok brał w ciemno. Rok zmian.
Komisarz Laura Wilk czuje się bezsilna wobec działań bezwzględnego zabójcy znanego jako Poltergeist. Niespodziewanie otrzymuje wsparcie od młodszego aspiranta...
Zakończenie bestsellerowej kryminalnej trylogii pt. Wściekłe psy. Policjant prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa w okolicach Bytowa odkrywa, że może...
Co przyniesie mu nadchodzący nowy rok? Miał nadzieję, że zmiany, dużo zmian. I przede wszystkim siłę, żeby o te zmiany powalczyć.
Więcej