„Szkatułka sekretów” Alicji Filipowskiej to jedna z tych lektur, które osiadają w czytelniku niczym kurz na starych meblach w opuszczonym domu - niby niepozornie, a jednak z każdą stroną czuć coraz większy ciężar emocjonalny i autentyzm przedstawionej historii. Autorka zabiera nas w podróż do Polski lat 60. XX wieku, ale nie robi tego w sposób podręcznikowy. To raczej intymna, niemal zmysłowa wyprawa do świata, w którym luksus estradowych świateł Lublina zderza się z surowością lubelskiej prowincji.
Główna bohaterka, Sława Tucholska, to postać nakreślona z niezwykłą starannością. Poznajemy ją jako kobietę sukcesu, pewną siebie artystkę, która wierzy, że los sprzyja jej bezwarunkowo. Jednak moment, w którym jej życie rozpada się na kawałki, jest punktem zwrotnym nie tylko dla fabuły, ale i dla samej konstrukcji tej bohaterki. Filipowska doskonale ukazała ten bolesny proces „zdzierania maski” diwy. Sława, lądując w odziedziczonym po tajemniczej ciotce zielonym domku w Kamionce, musi zmierzyć się z rzeczywistością, która nie wybacza braku praktycznych umiejętności. To właśnie te prozaiczne czynności - walka z piecem, mycie się w misce czy zapach smażonych ziemniaków - sprawiają, że czytelnik zaczyna współodczuwać z bohaterką każdą jej frustrację i każdy mały sukces.
Mocną stroną powieści jest bez wątpienia tło społeczne. Autorka nie idealizuje peerelowskiej wsi. Pokazuje ją taką, jaka była: pełną układów, wpływów lokalnych notabli, księdza i sołtysa, ale też naznaczoną cichymi dramatami, takimi jak przemoc domowa czy alkoholizm. W tym wszystkim pojawia się Zenek - młody chłopak, którego relacja ze Sławą jest dla mnie najbardziej poruszającym wątkiem tej książki. To właśnie dzięki niemu „ta z zielonego domu” zaczyna rozumieć, że empatia i bezinteresowna pomoc są warte więcej niż brawa w Klubie Oficerskim.
Jeśli chodzi o stylistykę, Filipowska operuje językiem bardzo plastycznym, momentami niemal poetyckim, co świetnie kontrastuje z szarością opisywanej epoki. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam wejść głęboko w głowę Sławy, choć muszę przyznać, że zdarzały się momenty, w których konstrukcja monologów bywała nieco rwana. Wspomnienia i backstory wplecione w bieżące wydarzenia potrafiły na chwilę wytrącić z rytmu, choć ostatecznie dodawały one historii głębi, tworząc z niej swego rodzaju literacki pamiętnik. Tytułowa szkatułka staje się tu klamrą spinającą przeszłość z teraźniejszością, przypominając nam, że tajemnice naszych przodków często definiują to, kim jesteśmy dzisiaj.
To książka o odzyskiwaniu godności i budowaniu siebie na nowo na zgliszczach dawnych marzeń. Choć tempo akcji jest niespieszne, refleksyjny charakter powieści pozwala na pełne zanurzenie się w klimacie Kamionki. Do słabszych stron zaliczyłabym jedynie wspomniane wcześniej, momentami chaotyczne retrospekcje, które mogą rozpraszać, oraz fakt, że środek powieści nieco traci na dynamice. Niemniej jednak, autentyczność przemiany Sławy i ciepło płynące z jej relacji z mieszkańcami wsi w pełni to rekompensują. To lektura, która wzrusza, irytuje, ale przede wszystkim daje nadzieję, że nawet gdy zgaśnie ostatni reflektor, wciąż można odnaleźć własne światło.
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2026-03-20
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 384
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać... Dwudziestoletnia Kaja marzy o dużej rodzinie i ciepłych relacjach. Zawsze były tylko we dwie:...
W małym urzędzie pocztowym, gdzie czas płynie wolno, a ludzie wciąż są dla siebie ważni, rozgrywa się opowieść o kobiecej sile, samotności i... nadziei...