Okładka książki - W mordę

W mordę


Ocena: 5 (2 głosów)
opis

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Są pisarze, którzy traktują tło historyczno-obyczajowe jedynie jako dekorację - barwną makietę mającą dodać powagi fikcyjnej intrydze. Marek Miśkiewicz w swojej powieści „W mordę” wybiera jednak zupełnie inną, znacznie trudniejszą i bardziej bezwzględną drogę. Od pierwszych stron, zapoczątkowanych intymnym i niemal mistycznym wyznaniem we wstępie, autor deklaruje chęć stania się „widzialnym niewidzialnym”, obiecując, że wniknie w każdą stworzoną przez siebie postać - od kata po ofiarę. Ta obietnica determinuje charakter całego dzieła, które nie jest jedynie klasyczną opowieścią gatunkową, ale głębokim, bolesnym studium traumy zaklętej w konkretnym, namacalnym miejscu. Topografia Zduńskiej Woli, mrok Lasu Paprockiego oraz okoliczne rozlewiska Kępina stają się tu niemymi, a zarazem przerażająco żywymi świadkami historii, która raz uruchomiona, nie daje o sobie zapomnieć przez dekady.

Miśkiewicz operuje językiem surowym, momentami wręcz szorstkim, doskonale korespondującym z brutalnością opisywanych realiów. Autor ma niezwykły słuch do dialogów - rozmowy między bohaterami, zwłaszcza te toczone w realiach milicyjnych, urzędowych czy podczas codziennych, szarych spotkań prowincjonalnych, brzmią naturalnie, dynamicznie i są całkowicie pozbawione sztucznego, literackiego patosu.

Stylistyka tej prozy opiera się na fascynującym dualizmie. Z jednej strony mamy do czynienia z niemal reportażowym, kronikarskim zacięciem, z drugiej zaś autor potrafi uderzyć w tony głęboko psychologiczne, oddając duszny i przejmujący klimat opowieści. Wizualna plastyczność opisów sprawia, że czytelnik bez trudu odczuwa fizyczny dyskomfort bohaterów: paraliżujący zmysły chłód, zaduch sal przesłuchań czy gęstą, lepką atmosferę strachu panującą w powojennej Polsce. Miśkiewicz doskonale radzi sobie z naturalizmem - nie cofa się przed obrazami pełnymi przemocy i bestialstwa, ale co ważne, nie robi tego dla taniego efekciarstwa. Brutalność w jego wydaniu ma wymiar historycznej i psychologicznej prawdy o naturze człowieka postawionego w sytuacji granicznej.

Największym triumfem Miśkiewicza jest bezdyskusyjnie konstrukcja klimatu oraz bezgraniczny szacunek dla lokalnej tożsamości. Powieść pulsuje autentycznością dzięki genialnemu osadzeniu akcji w siatce prawdziwych miejsc i dat. Przywoływanie konkretnych ulic, topografii lasu czy wydarzeń z lat czterdziestych i pięćdziesiątych sprawia, że fikcja literacka całkowicie zaciera się z rzeczywistością. Dla czytelnika to doświadczenie niezwykle angażujące - ma się wrażenie obcowania z odkrywanymi na bieżąco, zakurzonymi aktami prawdziwej, tragicznej sprawy.

Kolejnym potężnym atutem jest sposób, w jaki autor buduje napięcie poprzez intuicję i stany emocjonalne swoich bohaterów. Sceny głębokiego, podskórnego niepokoju, przeczucia zmuszające do ucieczki czy konfrontacje z bolesną przeszłością są rozpisane z mistrzowską precyzją. Miśkiewicz potrafi utrzymać czytelnika w stanie permanentnego napięcia. Świetnie też wypada dynamika samego śledztwa oraz interakcje między postaciami reprezentującymi różne racje i pokolenia - te fragmenty pokazują, że autor doskonale rozumie mechanikę dramatu, w którym odkrywanie prawdy nie jest radosnym triumfem, lecz powolnym, bolesnym procesem rozrywania starych ran.

Mimo niewątpliwego magnetyzmu tej prozy, autor nie ustrzegł się kilku potknięć, które potrafią na moment osłabić impet opowieści. Największym wyzwaniem strukturalnym jest momentami zbyt encyklopedyczne i dygresyjne podawanie tła historycznego. Wprowadzanie rozbudowanych partii tekstu dotyczących szczegółowych losów społeczności lokalnych, likwidacji getta czy struktur powojennej władzy, choć merytorycznie i faktograficznie niezwykle wartościowe, bywa podawane w formie suchego wykładu. Te fragmenty, przypominające rzetelną kronikę, chwilami wyhamowują znakomicie budowane napięcie dramatyczne i odciągają uwagę od emocjonalnego jądra historii.

Podobny problem pojawia się przy nagromadzeniu mikrohistorii postaci drugoplanowych. Chęć oddania sprawiedliwości każdej krzywdzie i zewidencjonowania każdego mrocznego sekretu sprawia, że w środkowych partiach książki czytelnik może poczuć się odrobinę przytłoczony liczbą nazwisk i pobocznych tragedii. Te małe dramaty, choć przejmujące, czasami rozmywają główną oś fabularną i odsuwają na bok kluczowych dla dynamiki tekstu bohaterów, przez co narracja na krótkie momenty traci swoją zwartą strukturę.

„W mordę” to literatura o potężnym ciężarze gatunkowym. Marek Miśkiewicz napisał książkę, która nikogo nie pozostawi obojętnym - jest bezkompromisowa, ponura, ale też niezwykle uczciwa wobec opisywanych ludzkich dramatów. To bolesne, ale szalenie fascynujące dotknięcie tematu traumy pokoleniowej i pamięci miejsca, które zamiast dawać schronienie, staje się niemym świadkiem upadku wartości.

Urzekła mnie konsekwencja autora w kreowaniu dusznej atmosfery prowincji; to proza, która zostawia w czytelniku trwały ślad, niczym fizyczne uderzenie, od którego zresztą książka bierze swój prowokacyjny tytuł. Miśkiewicz udowodnił, że ma ogromny talent do pisania o rzeczach najtrudniejszych w sposób poruszający i głęboki, tworząc dzieło wyraziste, dojrzałe i niezwykle sugestywne.

Informacje dodatkowe o W mordę:

Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-04-28
Kategoria: b.d
ISBN: 9788397101982
Liczba stron: 234
Dodał/a opinię: auraliteracka

Tagi: Kryminały detektywistyczno-policyjne Literatura kryminalna i detektywistyczna Polska

więcej
Zobacz opinie o książce W mordę

Kup książkę W mordę

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy