Porywająca opowieść o młodości, miłości i buncie w cieniu historii.
Zaginięcie braci Buncolów - synów wysoko postawionego funkcjonariusza SB - wywołuje ogromne poruszenie wśród mieszkańców Zduńskiej Woli. Jeszcze większą sensacją staje się odnalezienie ich zmasakrowanych w przedziwny sposób ciał. Kto i dlaczego odebrał życie synom owianego złą sławą oprawcy? Rozwiązaniem zagadki zajmuje się były AK-owiec, Leon Karski. Śledczy nie ma łatwego zadania. Musi zmierzyć się z nienawiścią ojca zamordowanych chłopców, uległą postawą swego komendanta, nieprzychylnością mieszkańców miasta, a także własnymi dylematami moralnymi. Ślady znalezione na miejscu zbrodni nie prowadzą w żadnym konkretnym kierunku, a w miarę prowadzenia śledztwa pojawiają się nowe zaskakujące wątki. Czy Karski przekona do współpracy niechętnych mu mieszkańców? Czy piękna Romina z miłości do męża jest zdolna do wszystkiego? Jaką rolę w dochodzeniu odegra siostrzenica Karskiego? I wreszcie - czy śledczy w obliczu trudnych okoliczności wykaże się profesjonalizmem?
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-04-28
Kategoria: b.d
ISBN:
Liczba stron: 234
Są pisarze, którzy traktują tło historyczno-obyczajowe jedynie jako dekorację - barwną makietę mającą dodać powagi fikcyjnej intrydze. Marek Miśkiewicz w swojej powieści „W mordę” wybiera jednak zupełnie inną, znacznie trudniejszą i bardziej bezwzględną drogę. Od pierwszych stron, zapoczątkowanych intymnym i niemal mistycznym wyznaniem we wstępie, autor deklaruje chęć stania się „widzialnym niewidzialnym”, obiecując, że wniknie w każdą stworzoną przez siebie postać - od kata po ofiarę. Ta obietnica determinuje charakter całego dzieła, które nie jest jedynie klasyczną opowieścią gatunkową, ale głębokim, bolesnym studium traumy zaklętej w konkretnym, namacalnym miejscu. Topografia Zduńskiej Woli, mrok Lasu Paprockiego oraz okoliczne rozlewiska Kępina stają się tu niemymi, a zarazem przerażająco żywymi świadkami historii, która raz uruchomiona, nie daje o sobie zapomnieć przez dekady.
Miśkiewicz operuje językiem surowym, momentami wręcz szorstkim, doskonale korespondującym z brutalnością opisywanych realiów. Autor ma niezwykły słuch do dialogów - rozmowy między bohaterami, zwłaszcza te toczone w realiach milicyjnych, urzędowych czy podczas codziennych, szarych spotkań prowincjonalnych, brzmią naturalnie, dynamicznie i są całkowicie pozbawione sztucznego, literackiego patosu.
Stylistyka tej prozy opiera się na fascynującym dualizmie. Z jednej strony mamy do czynienia z niemal reportażowym, kronikarskim zacięciem, z drugiej zaś autor potrafi uderzyć w tony głęboko psychologiczne, oddając duszny i przejmujący klimat opowieści. Wizualna plastyczność opisów sprawia, że czytelnik bez trudu odczuwa fizyczny dyskomfort bohaterów: paraliżujący zmysły chłód, zaduch sal przesłuchań czy gęstą, lepką atmosferę strachu panującą w powojennej Polsce. Miśkiewicz doskonale radzi sobie z naturalizmem - nie cofa się przed obrazami pełnymi przemocy i bestialstwa, ale co ważne, nie robi tego dla taniego efekciarstwa. Brutalność w jego wydaniu ma wymiar historycznej i psychologicznej prawdy o naturze człowieka postawionego w sytuacji granicznej.
Największym triumfem Miśkiewicza jest bezdyskusyjnie konstrukcja klimatu oraz bezgraniczny szacunek dla lokalnej tożsamości. Powieść pulsuje autentycznością dzięki genialnemu osadzeniu akcji w siatce prawdziwych miejsc i dat. Przywoływanie konkretnych ulic, topografii lasu czy wydarzeń z lat czterdziestych i pięćdziesiątych sprawia, że fikcja literacka całkowicie zaciera się z rzeczywistością. Dla czytelnika to doświadczenie niezwykle angażujące - ma się wrażenie obcowania z odkrywanymi na bieżąco, zakurzonymi aktami prawdziwej, tragicznej sprawy.
Kolejnym potężnym atutem jest sposób, w jaki autor buduje napięcie poprzez intuicję i stany emocjonalne swoich bohaterów. Sceny głębokiego, podskórnego niepokoju, przeczucia zmuszające do ucieczki czy konfrontacje z bolesną przeszłością są rozpisane z mistrzowską precyzją. Miśkiewicz potrafi utrzymać czytelnika w stanie permanentnego napięcia. Świetnie też wypada dynamika samego śledztwa oraz interakcje między postaciami reprezentującymi różne racje i pokolenia - te fragmenty pokazują, że autor doskonale rozumie mechanikę dramatu, w którym odkrywanie prawdy nie jest radosnym triumfem, lecz powolnym, bolesnym procesem rozrywania starych ran.
Mimo niewątpliwego magnetyzmu tej prozy, autor nie ustrzegł się kilku potknięć, które potrafią na moment osłabić impet opowieści. Największym wyzwaniem strukturalnym jest momentami zbyt encyklopedyczne i dygresyjne podawanie tła historycznego. Wprowadzanie rozbudowanych partii tekstu dotyczących szczegółowych losów społeczności lokalnych, likwidacji getta czy struktur powojennej władzy, choć merytorycznie i faktograficznie niezwykle wartościowe, bywa podawane w formie suchego wykładu. Te fragmenty, przypominające rzetelną kronikę, chwilami wyhamowują znakomicie budowane napięcie dramatyczne i odciągają uwagę od emocjonalnego jądra historii.
Podobny problem pojawia się przy nagromadzeniu mikrohistorii postaci drugoplanowych. Chęć oddania sprawiedliwości każdej krzywdzie i zewidencjonowania każdego mrocznego sekretu sprawia, że w środkowych partiach książki czytelnik może poczuć się odrobinę przytłoczony liczbą nazwisk i pobocznych tragedii. Te małe dramaty, choć przejmujące, czasami rozmywają główną oś fabularną i odsuwają na bok kluczowych dla dynamiki tekstu bohaterów, przez co narracja na krótkie momenty traci swoją zwartą strukturę.
„W mordę” to literatura o potężnym ciężarze gatunkowym. Marek Miśkiewicz napisał książkę, która nikogo nie pozostawi obojętnym - jest bezkompromisowa, ponura, ale też niezwykle uczciwa wobec opisywanych ludzkich dramatów. To bolesne, ale szalenie fascynujące dotknięcie tematu traumy pokoleniowej i pamięci miejsca, które zamiast dawać schronienie, staje się niemym świadkiem upadku wartości.
Urzekła mnie konsekwencja autora w kreowaniu dusznej atmosfery prowincji; to proza, która zostawia w czytelniku trwały ślad, niczym fizyczne uderzenie, od którego zresztą książka bierze swój prowokacyjny tytuł. Miśkiewicz udowodnił, że ma ogromny talent do pisania o rzeczach najtrudniejszych w sposób poruszający i głęboki, tworząc dzieło wyraziste, dojrzałe i niezwykle sugestywne.
Przeczytane:2026-06-01, Ocena: 5, Przeczytałem,
▪️▪️▪️ Recenzja ▪️▪️▪️
Marek Miśkiewicz „W mordę”
Wydawnictwo: Lava
@lavapolska
▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️▪️
„W mordę” od pierwszych stron wprowadza czytelnika w świat pełen tajemnic, napięcia i niewygodnych sekretów. Marek Miśkiewicz zabiera nas do powojennej Zduńskiej Woli, gdzie brutalne morderstwo synów wpływowego funkcjonariusza SB staje się początkiem historii, od której trudno się oderwać.
Autor nie skupia się wyłącznie na samej zagadce kryminalnej. Równie ważne są emocje bohaterów, relacje między nimi oraz atmosfera miejsca naznaczonego wojenną i powojenną przeszłością. Śledztwo prowadzone przez Leona Karskiego stopniowo odsłania kolejne tajemnice, a każdy nowy trop rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.
📖 Co znajdziemy w książce?
🕵️♂️ Wciągające śledztwo pełne zagadek i nieoczywistych tropów.
🏛️ Powojenną Polskę ukazaną bez upiększeń.
🌫️ Gęsty, mroczny klimat i atmosferę nieustannego napięcia.
👤 Bohaterów z własnymi tajemnicami i motywacjami.
⚖️ Trudne wybory moralne i pytania o sprawiedliwość.
🤐 Sekrety, które przez lata nie ujrzały światła dziennego.
❤️ Wątki miłosne i rodzinne dodające historii emocjonalnej głębi.
🏘️ Zduńską Wolę, która staje się czymś więcej niż miejscem akcji.
🔍 Zwroty akcji zmuszające do ciągłego zmieniania podejrzeń.
💭 Refleksję nad tym, jak mocno przeszłość wpływa na teraźniejszość.
Na duży plus zasługują również bohaterowie. Nie są idealni ani jednoznaczni, dzięki czemu wydają się autentyczni. Każdy z nich niesie własny bagaż doświadczeń, skrywa sekrety i podejmuje decyzje, które nie zawsze są łatwe do ocenienia. Szczególnie zainteresowała mnie postać Leona Karskiego – byłego żołnierza Armii Krajowej, który prowadzi śledztwo mimo licznych przeszkód i nacisków ze strony otoczenia. To człowiek z zasadami, ale jednocześnie pełen wątpliwości i wewnętrznych rozterek.
Marek Miśkiewicz posługuje się stylem prostym, ale bardzo plastycznym. Potrafi kilkoma zdaniami zbudować odpowiedni nastrój i sprawić, że czytelnik bez trudu wyobraża sobie opisywane miejsca oraz wydarzenia. Autor nie unika mocniejszych scen, jednak nie są one wprowadzone wyłącznie dla efektu, mają swoje uzasadnienie i dobrze oddają brutalność czasów, w których rozgrywa się akcja.
Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji od ciekawości i niepokoju, przez zaskoczenie kolejnymi odkryciami, aż po współczucie dla niektórych bohaterów. Czuć również napięcie wynikające z atmosfery strachu i wzajemnej nieufności, która panuje wśród mieszkańców. Dzięki temu historia angażuje nie tylko samą zagadką kryminalną, ale również ludzkimi losami i trudnymi wyborami, przed którymi stają bohaterowie.
Jeśli miałabym wskazać jakiś minus, momentami pojawia się sporo postaci i pobocznych wątków, przez co trzeba zachować skupienie, żeby nie pogubić się w relacjach między bohaterami. Z drugiej strony właśnie dzięki temu historia wydaje się bardziej wielowymiarowa i realistyczna.
„W mordę” to mroczna, emocjonująca i pełna tajemnic opowieść, która zainteresuje zarówno fanów kryminałów, jak i czytelników lubiących powieści osadzone w historycznych realiach. To historia, która zostaje w głowie na dłużej i skłania do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość.