Są historie, które czyta się sercem bardziej niż oczami — i właśnie taka jest powieść „Wciąż tu jestem” Danuty Awolusi. To książka o stracie, która nie mija z czasem, o bólu, który staje się częścią codzienności, i o cichej nadziei, że nawet po największej tragedii można jeszcze odnaleźć sens.
Główną bohaterką jest Sara — kobieta, której życie zatrzymało się siedemnaście lat wcześniej, w chwili śmierci jej nastoletniego syna. Od tamtej pory egzystuje raczej niż żyje: mieszka w małej miejscowości, pracuje jako kelnerka, trzyma ludzi na dystans i stara się nie rozdrapywać ran, choć te i tak nigdy się nie zabliźniły. Jej świat jest wyciszony, przygaszony, jakby wszystko było tylko cieniem dawnego życia. I wtedy pojawia się Kacper — chłopak łudząco podobny do jej syna. Ma ten sam sposób patrzenia, podobne gesty, zainteresowania, wrażliwość. To spotkanie staje się punktem zwrotnym nie tylko w fabule, ale i w emocjonalnym krajobrazie Sary.
Relacja między Sarą a Kacprem jest osią powieści. To nie jest prosta historia „zastąpienia” kogoś utraconego — wręcz przeciwnie. Autorka bardzo subtelnie pokazuje, jak skomplikowane są uczucia bohaterki: nadzieja miesza się z lękiem, czułość z poczuciem winy, pragnienie bliskości z obawą przed kolejną stratą. Kacper również nie jest jedynie tłem — to wrażliwy młody człowiek, który sam niesie własne pytania, zagubienie i potrzebę zrozumienia.
Fabuła rozwija się spokojnie, bardziej w sferze emocji niż spektakularnych wydarzeń. To opowieść o powolnym otwieraniu się na ludzi, o konfrontacji z przeszłością i o tym, że nie da się naprawdę iść dalej, jeśli wciąż stoi się w miejscu bólu. Tematyka książki krąży wokół żałoby, macierzyństwa, poczucia winy, samotności, ale też drugiej szansy i uzdrawiającej siły relacji. To historia o tym, że pewnych ran nie da się zagoić, ale można nauczyć się z nimi żyć — i że pozwolenie sobie na uczucia nie jest zdradą przeszłości.
Styl Danuty Awolusi jest delikatny, empatyczny i bardzo uważny na emocje. Autorka nie dramatyzuje na siłę, nie szuka tanich wzruszeń. Pisze prosto, ale trafia dokładnie tam, gdzie boli. Dużo tu ciszy między słowami, niedopowiedzeń, spojrzeń, gestów — tego, co w życiu najprawdziwsze. Dzięki temu książkę czyta się płynnie, choć momentami trzeba odłożyć ją na chwilę, żeby poukładać własne emocje.
Podczas lektury towarzyszy smutek, wzruszenie, tęsknota, ale też ciepło i coś na kształt ulgi. To jedna z tych historii, przy których pojawia się ścisk w gardle, a jednocześnie potrzeba czytania dalej, bo bardzo chce się wiedzieć, czy bohaterka pozwoli sobie jeszcze na życie.
To powieść obyczajowa z mocnym tłem psychologicznym, skierowana do czytelników wrażliwych na emocje i relacje międzyludzkie. Szczególnie poruszy tych, którzy cenią historie o stracie, żałobie i powolnym podnoszeniu się po życiowych tragediach, a także tych, którzy szukają w literaturze nadziei, ale tej cichej, nienachalnej.
To poruszająca, ciepła i bardzo ludzka opowieść o miłości, która nie znika mimo śmierci, o bólu, z którym można nauczyć się oddychać, i o tym, że nawet po najciemniejszym czasie można jeszcze powiedzieć: wciąż tu jestem — i warto dać tej historii miejsce w swoim sercu.
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 2025-09-15
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 472
Dodał/a opinię:
Małgorzata Styczeń
Pamiętacie, jak w dzieciństwie wasza matka chciała trzymać was blisko siebie, zachowując się przy tym, jak kwoka? Przypominacie sobie chwile, gdy wasz...
Miłość nie zadaje pytań, ale może właśnie ty powinnaś? Marcelina poznaje swojego przyszłego męża w trakcie wieczoru panieńskiego swojej najbliższej...