Okładka książki - Zanim odlecą anioły

Zanim odlecą anioły


Ocena: 5.6 (15 głosów)
opis

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝘂𝗰𝗵𝗻𝗶𝗮 𝗽𝗼𝗱 𝗻𝗮𝗱𝘇𝗼𝗿𝗲𝗺

Natasza Socha to jedna z tych autorek, których twórczość zachwyciła mnie w konkretnym momencie i od tamtej pory nie potrafię przejść obok jej książek obojętnie. Pamiętam, jak przy 𝐴𝑝𝑡𝑒𝑐𝑒 𝑚𝑎𝑟𝑧𝑒ń płakałam jak bóbr, a czerwone baloniki i Drużyna Szpiku na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Od tamtej pory sięgam po każdą nową powieść autorki, jeśli tylko mam taką możliwość. Kiedy udaje mi się zanurzyć w kolejnej historii, robię to z ogromną przyjemnością, bo Natasza Socha zawsze ma coś niebanalnego do przekazania. 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦, to dająca nadzieję, pełna ciepła i wiary w drugiego człowieka opowieść. Wzruszająca, świąteczna historia o wybaczaniu i sile miłości, ukrytej w codziennych, prostych gestach. Powieść pachnąca domowym jedzeniem, które wielu z nas pamięta jeszcze z kuchni naszych babć i mam, i które w subtelny sposób łączy przeszłość z tym, co jest dla nas najważniejsze dziś. Historia opowiedziana w 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 wciąga od pierwszych stron, a jej bohaterowie stają się bliscy jak znajomi. Każda ich radość, smutek i drobny gest wywoływały we mnie prawdziwe emocje, bo autorka potrafi pisać o codzienności w sposób niezwykle ludzki i autentyczny. To opowieść, która nie szuka wielkich dramatów ani spektakularnych zwrotów akcji, a mimo to wciąga bez reszty, bo siła tej książki tkwi w drobnych momentach, w gestach pełnych miłości, cierpliwości i wybaczenia.

Janek prowadzi niewielką restaurację, lecz interes nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Potrafi świetnie gotować, co zawdzięcza ukochanej babci, jednak mimo to potencjalni klienci omijają to miejsce. Coraz częściej myśli o zamknięciu lokalu.

Mężczyzna, przesiadując samotnie w swojej restauracji, rozmyśla o tym, jak wiele zawdzięcza swojej babci. To ona go wychowała i przez cały rok walczyła z urzędami o jego prawo do opieki. Dzięki niej Janek był taki, jaki był. Babcia Marysia była dla niego wzorem do naśladowania. Wciąż pamiętał jej miłość, dłonie głaszczące bez osądu i to, że była dla niego całym światem. Babcia zawsze na wszystko się godziła. Dopiero po latach Janek rozumie, że była to forma miłości, taka, która niczego nie narzuca, niewydumana i nie zasypująca słowami perswazji ani pocieszenia. To była nieśpieszna, cierpliwa obecność, której teraz bardzo mu brakowało. Babcia nie żyje od wielu lat. Odeszła we śnie spokojnie, tak jak żyła.

Janek, człowiek o gołębim sercu, zawdzięczał swoją dobroć babci, która nie tylko obdarzyła go miłością, ale także zaszczepiła w nim pasję do gotowania. Mimo to żyje w poczuciu krzywdy i żalu do swojej matki, która go zostawiła. A może w końcu dla niego zaświeci słońce.

Gdy był już bliski decyzji o zamknięciu swojego biznesu, próg restauracji przekracza Helena, starsza pani. W dowód wdzięczności za jej wizytę Janek częstuje ją domowym rosołem, który akurat gotował, i zwierza się ze swoich problemów. To spotkanie będzie miało niezwykłe konsekwencje, bo Helena podsuwa mężczyźnie pomysł, który ma odwrócić jego złą passę. Od tamtej pory, co tydzień, inna koleżanka Heleny „króluje” w kuchni Janka.

Pusty dotąd lokal wypełnił się ludźmi, którzy zachwycają się nie tylko serwowanymi potrawami, ale też panującą tu atmosferą. Popularność lokalu przerosła najśmielsze oczekiwania Janka. Mężczyzna nie pyta, kim są kobiety ani jaka przeszłość je łączy, zupełnie go to nie interesuje. Jedno wie na pewno: wszystkie mają twardy charakter, ale dobre serce i świetnie gotują.

Bohaterki powieści, bez względu na to, co wydarzyło się wcześniej w ich życiu, były jak prawdziwe babcie. Dobre, kochające, gotujące z sercem, a swoje potrawy doprawiały prawdziwym dobrem. Jedno jest pewne: wszystkie te kobiety coś łączy. Poczucie ciszy, bo nie opowiadały sobie miłosnych historii, nie plotkowały, nie były przyjaciółkami, a jednak wystarczyło, że potrafiły usiąść obok i powiedzieć: „Jakbyś czegoś potrzebowała, to jestem”. Kobiety samotne, kobiety z bliznami. Kiedy któraś potrzebowała pomocy, reszta się mobilizowała i jej udzielała. Piękna wspólnota oparta nie na sukcesach, lecz na potknięciach. Najpiękniejsze przyjaźnie nie rodzą się, gdy wszystko się układa, lecz wtedy, gdy jest ciężko i źle, a ktoś wyciąga rękę, nie zadając zbędnych pytań. Znajomi, którzy odchodzą, gdy podwinie się noga, nie są żadną stratą; to tylko kolejny etap w życiu.

Jest jednak ktoś, kto krąży wokół, kto nie może znieść, że te kobiety, mimo przeszłości, jaką mają za sobą, żyją normalnie. Ktoś, kto twierdzi, że ludzie mają prawo poznać prawdziwą historię „kucharek” restauracji Janka. To prawo dała sobie osoba sama sfrustrowana, z bagażem życiowym, której życie się nie ułożyło, więc dlaczego komuś miałoby być lepiej. Ale czy ta prawda była komuś potrzebna? Ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie innych.

Kiedy Monika po dłuższym czasie znów odwiedziła restaurację, Janek bardzo się ucieszył, bo zdążył ją już polubić podczas jej wcześniejszych wizyt. Jednak teraz wydawało mu się, że za jej pilną obserwacją i milczeniem coś się kryje. Jakby wcale nie przyszła tu na pierogi. Tylko po co? Wcześniej wzbudzała jego sympatię, a teraz wydawała mu się oficjalna i chłodna. Jakaś obca. Dlaczego wypytywała go o kobiety pracujące w restauracji? Skąd to nagłe zainteresowanie?

Historia opowiedziana w 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 pokazuje, jak łatwo można zdobyć popularność, a potem równie łatwo ją utracić. Starsze panie nie przyznały się Jankowi, skąd się znają, dopiero artykuł na ich temat mu to uświadomił. Ale czy miał prawo je osądzać?

Monika to obraz współczesnej kobiety, dla której święta pozornie nie miały znaczenia, ale gdy partner właśnie w tym czasie oświadczył, że nie chce kontynuować ich związku, dociera do niej, że wybrał najgorszy możliwy moment. Nieudany związek zrodził w niej rozżalenie, które przerodziło się w egoizm. Miała ochotę coś zepsuć, sprawić, by inni też poczuli się źle, żeby nie mogli cieszyć się nadchodzącymi świętami. Bo niby dlaczego innym miało być lepiej niż jej? Nie wiedziała, czego szuka, ale wiedziała, że coś znajdzie. Aż w końcu znalazła i bezrefleksyjnie zrobiła wielkie bum, nie mając z tego powodu wyrzutów sumienia, bo ludzie mieli prawo wiedzieć. Czy naprawdę ktoś potrzebował tej prawdy?

Ta opowieść pokazuje, jak łatwo wydajemy sądy o innych, kierując się nie tym, kim są, lecz tym, co uczynili w przeszłości. Dla wielu ludzi najważniejsze jest, by wskazać kogoś palcem, bo wtedy przynajmniej patrzy się na cudze potknięcia, szczególnie gdy coś nam nie wyszło. Ludzie szukają taniej sensacji i nie mogą pogodzić się z tym, że ktoś potrafił się podnieść pomimo tego, co go w życiu spotkało. Gdyby każdy z nas był choć w części tak prawy, jak wymaga od bliźnich, świat byłby pełen świętych.

Ludzie, gdy dowiedzieli się, kim są gotujące u Janka kobiety, zaczęli omijać restaurację. Historia zatoczyła koło i wyglądało na to, że lokal faktycznie trzeba będzie zamknąć. Wtedy kobiety wspólnie wpadły na pewien pomysł, który okazał się genialny. Restauracja znowu zaczęła żyć i stawać na nogi, ostrożnie, ale konsekwentnie, jak ludzie, którzy ją tworzyli. Prawda, o której zaczęły opowiadać starsze panie w internecie, okazała się strzałem w dziesiątkę. Każdy ma jakieś kłopoty i problemy, a czasem jedno zdanie wystarczy, by komuś zrobiło się lżej. Nie lepiej, po prostu lżej, bo każdy ma coś za sobą i nie da się udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chodzi o wycinanie fragmentów życia i pokazywanie, że wszystko jest ok. Wszak od potknięć ważniejsze jest to, że można iść naprzód, nawet jeśli z plasterkiem na kolanie.

W tle pojawia się postać tajemniczej Jadwigi, która piecze świetne ciasta, ale nie chce pokazywać się publicznie.

Do serca przypadł mi przesympatyczny i zabawny wątek Maryli, sąsiadki Janka, która była jedyną przyjaciółką Janka i zawsze służyła mu mądrą radą. Była właścicielką pięciu kotów o najdziwniejszych imionach świata, od Jednego do Piątego. Gdy nie potrafiła sobie z nimi poradzić, bo miały kocie fochy i fanaberie, zawsze prosiła o pomoc Janka, który, o dziwo, umiał przemówić im do rozumu.

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 to przesympatyczna historia, pełna smaków i zapachów, po opisach których aż ślinka cieknie. Na końcu książki znajduje się kilka przepisów na potrawy, które od razu ma się ochotę wypróbować. Ta powieść była jak dobry sen, z którego nie chciało się obudzić, bo nic mnie nie bolało, nie uwierało. Po prostu się w niej się unosiłam i byłam szczęśliwa.

To opowieść pełna ciepła, wiary w człowieka i nadziei. Autorka zachwyca pomysłowością i udowadnia, że można rozpocząć życie na nowo, nawet gdy przeszłość pozostawiła swoje ślady. Historia, nasycona serdecznością i zaufaniem, opowiada o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Zachwyca oryginalnością i udowadnia, że życie często daje szansę na nowy start, nawet jeśli wcześniej nie było idealne. To historia starannie przemyślana i spójna, która pokazuje, że anioły nie zawsze mają skrzydła. Czasem to po prostu ludzie wokół nas, którzy wspierają i otaczają nas dobrocią.

Świąteczny czas w powieści nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz staje się okazją do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. Pachnące domowym jedzeniem sceny, ciepło rodzinnych spotkań, drobne gesty przyjaźni i wsparcia tworzą atmosferę, w której łatwo odnaleźć siebie i swoje własne wspomnienia.

𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 to książka, która na długo pozostaje w sercu, nawet po odłożeniu na półkę. To opowieść pełna ciepła, nadziei i wiary w drugiego człowieka, która przypomina, że miłość i dobro kryją się w codziennych, prostych gestach. Czytając ją, trudno nie uśmiechnąć się i nie wzruszyć, a przy tym czuć wdzięczność za to, że są w literaturze historie, które otulają jak ciepły koc w zimowy wieczór. Ta powieść jest dowodem na to, że czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę i dostrzec dobro wokół siebie, by poczuć prawdziwą magię świąt i życia.

Ta historia ma w sobie coś wyjątkowego, pełnego magii i czułości. Cieszę się, że przeczytałam ją właśnie przed świętami, choć jestem przekonana, że jej przesłanie pozostaje aktualne o każdej porze roku. Nad bohaterami powieści unoszą się „anioły”. Słuchając jej, cały czas się uśmiechałam. Wszystkie prace kuchenne, nawet te, których nie lubię, „zrobiły się” same. To była prawdziwa magia. Natasza Socha w pewnym sensie odczarowała mój świat, który ostatnio wydawał mi się ponury i szary. To była właściwa powieść we właściwym momencie. Nic nie dzieje się przypadkiem. Książkowe anioły do mnie przyleciały, ogrzały moje serce i uspokoiły skołatane myśli.

Informacje dodatkowe o Zanim odlecą anioły:

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Inne
ISBN: 9788308086995
Liczba stron: 320
Dodał/a opinię: Halina Więcek

Tagi: romans Proza lifestyle'owa Literatura obyczajowo-rodzinna boże narodzenie

więcej
Zobacz opinie o książce Zanim odlecą anioły

Kup książkę Zanim odlecą anioły

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Inne książki autora
Zula i porwanie Kropka
Natasza Socha0
Okładka ksiązki - Zula i porwanie Kropka

Cześć! Jestem Zula. Mam dziewięć lat i właśnie teraz odkryłam, że jestem czarodziejką! To prawdziwa moc! Mam tu pewną sprawę detektywistyczną do rozwiązania...

Echo
Natasza Socha0
Okładka ksiązki - Echo

Przypadkowa para spacerowiczów znajduje w poznańskim jeziorze Rusałka ciało młodego chłopaka. Szybko okazuje się, że to piętnastoletni Stanisław, uczeń...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Reklamy