A co, jeśli każdy z nas ma więcej niż jednego anioła stróża?
Janek prowadzi małą restaurację, w której od dawna brakuje gości. Pewnego dnia pojawia się w niej Helena, starsza kobieta z nietypowym pomysłem na odwrócenie złej passy. Namawia właściciela, aby ten zatrudnił grupę energicznych pań i oddał im prowadzenie kuchni. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę. Lokal szybko zyskuje popularność, a serwowane dania podbijają serca i podniebienia gości.
Nagły sukces restauracji przyciąga uwagę młodej reporterki, która interesuje się fenomenem lokalu, ale przede wszystkim historiami kucharek, które mają nie tylko sekretne przepisy, lecz także... osobiste, ponure tajemnice, których ujawnienie może zmienić wszystko.
Janek staję przed trudną decyzją: może chronić kobiety lub przyzwolić na brutalne rozliczenie z ich przeszłością. Przy okazji odkrywa coś o sobie, co zmusza go do przewartościowania swojego życia.
Natasza Socha wraca z nową świąteczną opowieścią pełną ciepła i nadziei. Przywołuje smaki i zapachy dzieciństwa, rozgrzewając serce niczym gorące kakao z piankami.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Inne
ISBN:
Liczba stron: 320
Gdy do zrezygnowanego Janka 🧑🍳 właściciela podupadającej restauracji, puka starsza pani Helena z nietypową propozycją, jego życie odwraca się do góry nogami. Pomysł? By zatrudnił grupę energicznych pań, które przejmą prowadzenie kuchni. I to działa! 🎯 Lokal w mgnieniu oka zyskuje popularność, a dania podbijają podniebienia gości. Jednak te kobiety kryją w sobie mroczne tajemnice z przeszłości 🤫, a gdy uwagę lokalu poświęci młoda, żądna sensacji reporterka, Janek stanie przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu 💔
To cudowna świąteczna powieść Nataszy Sochy 🎄, a ja czuję, że trafiłam na prawdziwy literacki diamencik! 💎
✅ Co uwielbiam w tej powieści?
Wzruszająca i prawdziwa 🤧 To historia o wybaczaniu sobie i innym. Autorka pokazuje, że "za każdym błędem stoi człowiek, często zraniony" i uczy, by dać drugą szansę, a przeszłość zostawić za sobą. Bohaterowie z bliznami. Postacie są niesamowicie wyraziste i głęboko zapadają w pamięć. Ich historie są złożone, dramatyczne i momentami kontrowersyjne , a przez to bardzo ludzkie i autentyczne.Magia smaków i zapachów 🍲 Jedzenie jest tu czymś więcej niż tłem. To sposób na spotkanie, rozmowę i zrozumienie drugiego człowieka. Restauracja staje się miejscem, które "przenosi nas w dobre czasy" , a wspomnienia znad garnka tworzą niesamowity, nostalgiczny klimat.Odciążające humor 😸Pomimo poważnych wątków, autorka znakomicie wplata lekkie sceny.
To piękna,rozgrzewająca serce opowieść na jesienne i zimowe wieczory ❤️ Idealna dla tych, którzy wierzą, że warto dawać drugie szanse, lubią dobrą kuchnię i chcą poczuć magię zbliżających się świąt ✨
Moja ocena: 10/10🌟
Polecam z całego serca! 👍
BRUNETTE BOOKS
❄ ”ᴢᴀɴɪᴍ ᴏᴅʟᴇᴄą ᴀɴɪᴏᴌʏ” ɴᴀᴛᴀꜱᴢᴀ ꜱᴏᴄʜᴀ
A co, jeśli każdy z nas ma więcej niż jednego anioła stróża?
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Pierwsza świąteczna książka już za mną. I kolejne spotkanie z twórczością autorki Nataszy Sochy, które tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jej historie są naprawdę pełne emocji i wartości, które przypominają, że każdy z nas jest tylko człowiekiem i nikt z nas nie jest idealny.
❄ „Zanim odlecą anioły” opowiada historię Janka, który prowadzi niewielką restaurację, jednak jego biznes powoli podupada. Klienci się nie pojawiają, a on sam czuje, że to czas, by ją zamknąć. Wtedy na jego drodze staje Helena. Starsza kobieta podrzuca Jankowi pomysł, który być może sprawi, że klienci znowu zaczną odwiedzać to miejsce. Za namową kobiety Janek oddaje swój lokal w ręce sześciu kobiet. Kobiet naznaczonych bliznami i bolesną przeszłością, ale również pełnych pasji do życia, do smakowania potraw i do gotowania jedzenia, które obudzą w człowieku pewną nostalgię. Wraz z nimi do restauracji Janka, wracają wspomnienia z dzieciństwa. Tęsknota za bliskimi i czasem, który z nimi spędzili. Klienci chcąc posmakować potraw, które pamiętają jak ich babcie czy mamy je gotowały z wielką radością odwiedzają restaurację. Interes kwitnie. Do momentu, aż owym sukcesem zainteresuje się młoda dziennikarka, która odkryje sekrety kobiet… ✨
Wydawać by się mogło, że książki o tematyce świątecznej zawsze będą radosne. Jednak „Zanim odlecą anioły” pomimo pięknej świątecznej okładki skrywa iście prawdziwą historie, która utożsamia się z obecnymi czasami. Autorka poruszyła w moim sercu jakąś strunę. Uświadomiła mi, że łatwo jest osądzać innych, znając tylko urywek historii. W dzisiejszych czasach, zapominamy o rozmowie, o potrzebie bliskości, a przede wszystkim o ludzkim zrozumieniu drugiego człowieka, którego czyny, nawet te złe, podyktowane były bolesnymi doświadczeniami. Autorka poprzez perypetie bohaterów chce przekazać czytelnikom jedną wielką prawdę, że nie każdy człowiek, jest zły. Czasami życie zmusza nas do robienia złych rzeczy.
Realistyczni bohaterowie, tacy, których możemy spotkać na ulicy, nadają autentyczności tej historii. Książkę czyta się błyskawicznie ze względu na prosty i lekki styl pisania autorki. Historia z pewnością skłania do refleksji. Uświadamia jak łatwo oceniamy innych, przez wzgląd na ich czyny. A w rzeczywistości nie znamy całej historii danej osoby. Dlatego nie mamy prawa oceniać, jednak najłatwiej jest wytykać błędy i obrzucać innych bluzgami. Sięgnijcie po nią! I przekonajcie się, że naprawdę warto znać tę historie ❤
„Zanim odlecą anioły” to książka pełna smakowitych potraw i zapachów. Pełna nadziei. Dająca ukojenie. Historia w niej zawarta sprawi, że zaczniemy inaczej patrzeć na życie. Idealna książka na ten przedświąteczny czas, lekka i bardzo przyjemna w odbiorze, pokazująca zmagania z życiem. Każdy z bohaterów mierzy się ze swoim problemem, ale istotny przekaz to to, że los zawsze może odmienić się na lepsze.
“Najgorzej kiedy człowiek uczy się żyć od nowa. Ale nie od zera, tylko od minusa”.
Janek od dziecka lubił gotować. To pasja, którą zaszczepiła w nim ukochana babcia – kobieta o wielkim sercu, która przygarnęła go pod swój dach, gdy jego matka trafiła do więzienia. Połączyła ich piękna więź. Dziś Janek prowadzi niewielką restaurację, do której coraz rzadziej ktoś zagląda. Interes podupada, a on sam coraz częściej myśli o zamknięciu lokalu. I wtedy, zupełnie niespodziewanie, pojawia się Helena – starsza kobieta, która składa mu niezwykłą propozycję. W kuchni mają pomóc mu doświadczone, energiczne panie. Janek, choć zaskoczony, zgadza się. Wkrótce jego restauracja zaczyna tętnić życiem, a zapachy dań przyciągają tłumy zachwyconych gości. Ten sukces nie wszystkim się podoba. Młoda redaktorka, zaintrygowana nagłym powodzeniem lokalu, postanawia odkryć przeszłość kucharek. To, co znajdzie, okaże się bolesne i pełne tajemnic. A wszystko to dzieje się w aurze zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia – czasu, który nie dla wszystkich jest spokojny i dobry.
Moje kolejne, bardzo udane spotkanie z twórczością Nataszy Sochy. Fabuła utkana misternie, dopracowana w każdym szczególe, a akcja płynie naturalnym rytmem, budząc delikatne oczekiwanie. Autorka z wrażliwością ukazuje skomplikowane relacje międzyludzkie i przeszłość, która kładzie cień na teraźniejszości bohaterów. Postacie są pełnokrwiste, ludzkie – nieidealne, zagubione, pełne sprzeczności i czułości. Janek od pierwszych stron zyskał moją sympatię – to człowiek spokojny, empatyczny, z sercem na dłoni, który mimo wielu ciosów od życia wciąż potrafi dostrzec dobro.
Powieść, która otula czytelnika swoim ciepłem i niesie potrzebną nadzieję. Choć to literatura obyczajowa, daleko jej do lekkości. To historia o tym, jak trudno się podnieść, gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. O trudnym dzieciństwie, o błędach, które ranią, o winach i karach, ale też o odpuszczeniu i próbach rozpoczęcia wszystkiego od nowa. To opowieść o różnych odcieniach miłości, o decyzjach i ich konsekwencjach, o życiu, które nie zawsze bywa sprawiedliwe. O pozorach, o źle pokładanym zaufaniu, o tym, jak łatwo ocenić człowieka, nie znając jego historii. O dawaniu drugiej szansy. A w tle – aromaty, smaki, wspomnienia. Ciepło kuchni i chłód ludzkich serc.
Poruszająca, mądra, nietuzinkowa książka. Natasza Socha jak zawsze pisze dojrzale, z ogromnym wyczuciem, grając na emocjach czytelnika z mistrzowską precyzją. Potrafi zaskoczyć, i sprawić, że powieść odkłada się dopiero na ostatniej stronie. Gorąco polecam – warto! Tatiasza i jej książki :)
Jedyny minus tej książki to taki, że podczas czytania zrobicie się strasznie głodni:-) Jajecznica, zapach boczku, bigos, pierogi... Normalnie w trakcie lektury dwa razy musiałam sobie zrobić kanapkę:-) To nie do wiary jak bardzo kusząca na smaki jest ta książka. Nawet jeśli był opisywany czyjś temperament, czy też sposób poruszania się, to też każde porównanie było zawsze ukierunkowane w stronę jedzenia:-) Treść o dziwo nie zawsze pokazywała nam dobre momenty, gdyż szliśmy tropem dwóch osobnych osób, którym życie weszło na głowę. To wszystko z pragnienia miłości i chęci poczucia się potrzebnym, nasza kobieca postać, po dawniejszym kwiecie wieku, gdzie skóra bardziej przypomina klapniętego biszkopta, dała się omotać komuś, kto rozbudził w niej nadzieję na szczęście. Być może, że to był przypadek jakich wiele, że spotkała na swojej drodze mężczyznę, który miał trudności z utrzymaniem pozycji swojego lokalu. Próbował za pomocą burzy mózgów poderwać swoją knajpkę do góry, ale ona stała w miejscu niczym zakalec pachnący jeszcze wyjęciem z pieca. Niby jeszcze coś się tliło, ale upadało coraz niżej. Początkowo te dwie osoby są ukazane od strony ich myśli i niewiary w to, że wszystko, czego pragnęli zwyczajnie odeszło. Być może to właśnie ta podobna energia kazała im się spotkać, by ona poczuła nowy cel w życiu i zapomniała o śliskiej przeszłości, a on, by odnowił i wzniósł swoje marzenie niczym pączuszki w skwierczącym oleju:-) Jednak jak wiadomo, niektóre jedzenia mają swoje późniejsze konsekwencje, tak jak i przeszłość, która w najmniej oczekiwanym momencie, wychodzi niczym robak z jabłka tuż przed kęsem. Wiadomo, tam gdzie najlepszy smak na świecie, najlepsza obsługa, to i słowo wypadałoby aby było najsmaczniejsze. W ten oto sposób pojawia się kolejna postać, która poszukuje w życiu poklasku i najświeższych babeczek, więc nie mogła sobie odmówić pogrzebania w sekretach niczym w bigosie celem oceny ilości wysmażonego boczku. I tak natrafiła na muchę z przeszłości kobieciny. W tym świątecznym czasie, gdzie barszczyk zaczynał przybierać najwspanialszy z zapachów, jeden z prezentów nie spodobał się nikomu. Sekret, który ukryty pod stołem zaczął oddawać woń dorsza. Czy zatem uda się jeszcze uratować siebie? Czy dawny wzrok wciąż przypomina ten sprzed niedawna, gdzie widać było w nim bułkę z masłem?
Niesamowita, wręcz genialna książka dla każdego, kto ma problem z jedzeniem. Jesteś niejadkiem? Spróbuj ją przeczytać bez kęsa jedzenia w ustach:-) Wciąga niczym widok kotka bawiącego się w pościeli. Niemal pachnie jak pierożki z grzybami i czar jej trwa tak długo, póki wasz wzrok wodzi po słowach, wywołujących burczenie w brzuchu. Prześliczna, apetyczna i dająca nadzieję na odratowanie klapniętego drożdżowca, gdzie środek zawsze można wykroić i przesmarować dżemem:-) Bardzo, ale to bardzo ją polecam!
"Ludzie uwielbiają oceniać. Nawet nie znając drugiego człowieka, nie rozumiejąc co nim kierowało, nie widząc kontekstu ani bólu, który doprowadził go do pewnych rzeczy. Wystarczy skrawek informacji, pół zdania, cię przeszłości - i już zapada wyrok. To nie wymaga wysiłku."
🪽🪽🪽
Są takie historie, które łamią serce
Są takie historie, które przynoszą ukojenie
Są takie historie, które zapadają w pamięć, i przy których łezka kręci się w oku
Ilu ludzi - tyle historii
Czasami radosnych i pełnych śmiechu, innym razem smutnych i przepełnionych bólem.
Bo każdy z nas niesie na swoich barkach bagaż doświadczeń.
Każdy z nas dźwiga konsekwencje podjętych decyzji.
Każdy ma za sobą historie, z których jest dumny, ale też takie, których się wstydzi.
Nikt nie jest idealny.
Każdemu z nas kiedyś powinęła się noga.
Każdy z nas czegoś żałuje.
I każdy z nas nie potrafi o tym zapomnieć.
A kiedy, chociaż na chwilę, udaje nam się z tym uporać, kiedy chociaż na chwilę przestajemy o tym myśleć - przeszłość dopada w najmniej spodziewanym momencie.
Patrzy nam w oczy i śmieje się w twarz.
Wywleka na powierzchnię wszystkie nasze niedoskonałości, zapominając, że oprócz tych złych stron, mamy przecież także te dobre.
Dlaczego więc tak łatwo przychodzi nam osądzanie innych?
Dlaczego tak łatwo przychodzi nam krytyka?
Dlaczego te złe rzeczy pamięta się bardziej niż te dobre?
Nikt nigdy nie wejdzie w czyjeś buty i nie przeżyje tego, co przeżył dany człowiek, a mimo to z łatwością oceniamy...
"Zanim odlecą anioły" Nataszy Sochy to historia pewnej restauracji, która ostatnimi czasy, nie szczyci się dużym zainteresowaniem. Jej właściciel - Janek - jest tym faktem podminowany. Wiązał z nią naprawdę duże nadzieje. Tymczasem biznes nie idzie najlepiej.
Do czasu, kiedy to w progi restauracji wkraczają urocze seniorki, które otulają jej wnętrze zapachem domowego jedzenia, przywołującym wspomnienia z dzieciństwa.
Ich zaangażowanie w prowadzenie lokalu i serca, które mają na dłoni sprawiają, że gości z każdym dniem przybywa.
Kiedy jednak wychodzą na jaw skrywane przez kobiety mroczne tajemnice, Janek nie wie, co ma z tym faktem zrobić.
Nie wie, czy naprawdę może im ufać.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a to czas wzajemnego wybaczenia i zrozumienia.
Czy jednak Janek będzie w stanie to uczynić?
Czy będzie w stanie ochronić swoje pracownice?
"Zanim odlecą anioły" to powieść o drugiej szansie i wybaczeniu. To powieść, która potrafi przywrócić wiarę w ludzi i ich dobre, czyste serca.
Bo nikt z nas nie jest idealny.
Każdy ma jakieś mniejsze bądź większe grzeszki na sumieniu.
Lecz mimo to, każdy chce zapomnieć o tym, co złe i iść dalej z podniesioną głową. Bo w każdym z nas kryje się dobro.
Czy spotkaliście kiedyś ludzi - anioły? Takich, którzy nie mają skrzydeł ani aureoli, ale pojawiają się w odpowiednim momencie i mówiąc "to nic takiego" zmieniają czyjeś życie?
Właśnie o takich ludziach opowiada powieść "Zanim odlecą anioły" Nataszy Sochy.
Głównym bohaterem jest młody mężczyzna, Janek, który po śmierci ojca i zniknięciu matki, Karoliny, wychował się pod opieką ukochanej babci. To ona nauczyła go, że gotowanie i karmienie innych to coś więcej niż zwykłe zaspokajanie głodu. To wyraz szacunku, troski i miłości. Po jej odejściu Janek zostaje sam, a restauracja, którą prowadzi, coraz bardziej pustoszeje. Restauracja to całe jego życie, a on nie wie, co jeszcze może zrobić, by ją ocalić. Wszystko zmienia się nie za sprawą Magdy Gessler, lecz wraz z pojawieniem się Heleny, starszej kobiety z nieoczywistym, a jak się okaże genialnym pomysłem na ratunek. Kobieta namawia Janka, by oddał kuchnię w ręce kilku kobiet, które co tydzień będą się wymieniać rolą głównej kucharki i serwować tradycyjną polską kuchnię w zmiennym menu. Mężczyzna zgadza się, ale nie wie jednak, że Zofia, Irena, Bożena i Stanisława to byłe więźniarki, skazane za oszustwa finansowe, wyłudzenia, fałszerstwa, ucieczkę z miejsca wypadku czy zabójstwo męża. Każda z nich niesie na swych barkach historię bólu, przemocy, strachu lub desperackich decyzji podejmowanych w imię rodziny, która później się ich wyrzekła. Gotowanie staje się dla nich nie tylko pracą, ale szansą na odzyskanie godności, poczucia bycia potrzebną, powrotu do ludzi, chwilowe ukojenie winy oraz samotności.
Sukces restauracji przyciąga uwagę młodej dziennikarki, Moniki Maj. Początkowo zafascynowana kulinarnym fenomenem, szybko skupia się na sensacyjnych życiorysach kucharek. Jej artykuły sprawiają, że goście przestają przychodzić, a Janek staje przed dramatycznym wyborem, chronić kobiety czy pozwolić, by ich przeszłość została brutalnie rozliczona w imię przedstawionej przez dziennikarkę ,,prawdy". Autorka w ten sposób i z dużą wrażliwością pokazuje, że kara nie kończy się wraz z wyrokiem, a społeczne wykluczenie potrafi być bardziej dotkliwe niż więzienne mury. Ciepło kuchni wyraźnie kontrastuje tu z chłodem ocen, medialnej sensacji i łatwych osądów. I tak, jak u Magdy Knedler stół staje się symbolem spotkań, zrozumienia, akceptacji i bliskości, tak w lokalu Janka staranne łączenie smaków, cierpliwe przygotowywanie potraw i dbanie o estetykę posiłku nadają codzienności głębszy sens.
Równolegle odkrywamy również kolejne warstwy tej historii: Helenę, która jest jak kucharka pozostająca niewidoczną dla gości, a jednak decydującą o smaku całego dania, łączącą rozproszone składniki (bohaterów) w harmonijną całość i sprawia, że na nowo odnajdują w sobie energię i radość z życia; Co popchnęło Monikę, zachowującą się niczym Grinch, do pisania tekstów raniących innych, i czy w końcu dostrzeże, że powinna spojrzeć głębiej w historie życia tych kobiet? Kim jest anonimowa Jadwiga, piekąca fenomenalne ciasta dla restauracji? No i w końcu, czy restauracja zdoła przetrwać kryzys?
Podsumowując powieść porusza istotne kwestie, m.in. takie jak wina i kara, możliwość drugiej szansy, samotność, wykluczenie społeczne czy odpowiedzialność mediów. Niestety, fabuła momentami wydaje się przewidywalna, a emocje prowadzone są w dość bezpieczny sposób, dlatego w moim odczuciu nie jest to książka tak dobra, jak ,,Kamienica pszczół". Brakuje jej nieco głębi, mimo to pozostaje ciepłą, refleksyjną opowieścią z happy endem. Słuchanie tej książki było przyjemnością, a jej smakowitym dodatkiem są kulinarne wątki. Na końcu czekają przepisy bohaterek: bigos Ireny, barszcz z uszkami Zofii, ryba po grecku Bożeny, pierogi Stasi oraz pistacjowy sernik Jadwigi, dzięki którym można przenieść się do świata bohaterów także we własnej kuchni.
Polecam tę książkę i audiobook każdemu, kto ceni sobie historie pełne empatii i uważności. Bo ,,anielskość" w tej opowieści nie oznacza skrzydeł ani świętości, lecz właśnie empatię, uważność i obecność. Jeśli na swojej drodze spotkaliście takich ludzi, prawdziwe anioły lub towarzyszą Wam na co dzień, podziękujcie im. A wszystkim takim osobom w moim życiu mówię DZIĘKUJĘ, że jesteście!
W pogoni za nowoczesnością często zapominamy, że najtrwalsze fundamenty życia budują wspomnienia i mądrość naszych przodków. Wierzymy, że jesień życia to czas wyciszenia. Tymczasem to właśnie w doświadczeniu starszych pokoleń drzemie siła zdolna naprawiać teraźniejszość. O tym kruchym porozumieniu pisze Natasza Socha w powieści ,,Zanim odlecą anioły". To opowieść uświadamiająca, że nigdy nie jest za późno na nowy rozdział, a najpiękniejsze cuda rodzą się z prostej życzliwości. Prawdziwa magia nie potrzebuje blasku fajerwerków - wymaga jedynie odwagi, by zmierzyć się z historią własnej rodziny.
Poszukiwanie sensu w chaosie zdarzeń staje się osią fabuły. Autorka portretuje trudną drogę do zamknięcia bolesnych rozdziałów przeszłości i pokazuje, że życie rzadko przypomina idealny plan. Seria niepowodzeń może stać się paradoksalnym impulsem do walki o siebie. W galerii postaci wyróżnia się Jan, którego męska duma kruszy się pod ciężarem porażki. Obok niego staje enigmatyczna Bożena - architektka emocjonalnych przełomów, prowokująca innych do zrzucenia masek. Towarzyszy jej barwny kolektyw kuchennych ,,Aniołów". Te kobiety udowadniają, że wybaczenie sobie i innym jest fundamentem uzdrowienia. Pozwala ono odciąć się od dawnych krzywd i odzyskać utraconą godność.
Głębię tej mozaiki charakterów podkreśla warsztat pisarski Sochy, balansujący między literacką finezją a przystępnym językiem. Konstrukcja powieści opiera się na kunsztownych retrospekcjach, odsłaniających kolejne warstwy tajemnic. Wyjątkowy klimat buduje tu subtelna atmosfera zbliżających się świąt, daleka od komercyjnego zgiełku. To Boże Narodzenie pachnące autentycznością i ciepłem rozgrzanego pieca staje się katalizatorem zmian. Blask choinkowych świec nie tylko rozświetla mrok grudniowych wieczorów. Przede wszystkim rozprasza on ciemność w ludzkich sercach, czyniąc tę lekturę idealnym towarzyszem zimowych dni.
Wszystkie te elementy składają się na swoiste repetytorium z człowieczeństwa, w którym najważniejszą lekcją pozostaje uważność. Autorka przekonuje, że wartość jednostki nie wynika z sumy sukcesów, lecz z godności noszonej bez względu na wiek. Lektura pozostawia czytelnika w stanie kojącej melancholii. Budzi tęsknotę za prostotą relacji i uświadamia, jak wiele skarbów marnujemy, nie słuchając opowieści naszych bliskich. Wielu z nas odnajdzie w tej historii cząstkę własnych przeżyć, dylematów i nadziei. To czyni ją niezwykle bliską i osobistą.
Wymowny tytuł powieści staje się kluczem do jej zrozumienia. Spaja on nieuchronność przemijania z metafizyką codziennego dobra. ,,Anioły" to w tej historii nasi bliscy, których czas powoli dobiega końca, ale też ludzie wyciągający do nas dłoń w najmroczniejszym momencie. Natasza Socha przypomina, że mamy tylko krótką chwilę, by usłyszeć przemilczane historie i dokonać pojednania. Okazja do naprawienia relacji może bezpowrotnie odlecieć wraz z tymi, których kochamy. To wezwanie do duchowej czujności, by dostrzec magię drugich szans, zanim staną się one jedynie kruchym wspomnieniem.
Powieść tę polecam każdemu, kto szuka w literaturze życiowej prawdy i emocjonalnej głębi. Będzie idealnym wyborem dla osób ceniących historie zmuszające do zatrzymania się w biegu. To propozycja dla tych, którzy chcą poczuć magię świąt tam, gdzie zamiast prezentów liczy się szczere wybaczenie.
,,Zanim odlecą anioły" to literackie przypomnienie, że choć czas jest nieubłagany, to miłość, prawda i wspólny stół mają moc zatrzymywania go w najpiękniejszych momentach. Natasza Socha stworzyła opowieść, która zostaje w czytelniku jako cichy szept. Warto kochać ludzi takimi, jakimi są dzisiaj, zanim ich własne anioły odlecą w stronę wieczności.
Wzruszająca powieść o tym, jak bardzo przeszłość może wpływać na nasze życie... oraz o tym, jak pomimo trudnej przeszłości można żyć dalej, robiąc coś dobrego.
Nienachalna tematyka, bardzo dobrze się słuchało (plus- pani Żmuda-Trzebiatowska w roli lektorki świetnie się sprawdziła). Polecam.
Pióro Nataszy Sochy ponownie mnie uwiodło, zahipnotyzowało, zabrało w głęboką, refleksyjną podróż, która pozostawi po sobie ślad w sercu już na zawsze! Pisarka funduje bowiem swoim czytelnikom świąteczną, odurzającą, niespieszną historię, przesyconą mrocznymi demonami przeszłości, piętnem, które blokuje nowy strat, szansę na normalne życie. Ta wyjątkowa opowieść wyróżnia się intymnością, refleksyjnością, a także smutkiem czy bezradnością wobec niesprawiedliwego losu. Na szczęście, została również dopełniona niebywale otulającą atmosferą świąt, która daje nadzieję na ludzką życzliwość, drugą szansę, zapomnienie o dawnych krzywdach domowej oraz szczególnie ciepłym, oryginalnym klimatem domowej, babcinej kuchni, jaka działa przecież na każdą poranioną duszę niczym najcenniejszy balsam.
Autorka nakreśliła ciekawe, intrygujące postacie, które poznajemy stopniowo. Wszystkie kobiety, pomagające Jankowi w prowadzeniu restauracji i gotujące za darmo swoje popisowe, domowe dania, zostały ukształtowane przez bardzo bolesne, często niesprawiedliwe, przykre wydarzenia, a jednak każda z nich odbyła należytą karę i teraz próbuje sobie poradzić z demonami, żyć normalnie. Ludzie jednak bywają wścibscy i uwielbiają wyciągać czyjeś brudny na światło dzienne, nie zastanawiając się nawet, jakie okrutne może to mieć konsekwencje... Czy ,,zła opinia" i szokująca prawda o wstydliwej przeszłości kucharek, może w jednej chwili zniszczyć miejsce, które nagle klienci tak bardzo pokochali?
,,Zanim odlecą anioły" to sugestywnie opowiedziana, słodko-gorzka, nieszablonowa historia ukazująca Boże Narodzenie z bardziej realistycznej, ludzkiej perspektywy. Brutalnie prawdziwa, dotykająca duszy, obdzierająca ze złudzeń, a jednak napełniająca serce nadzieją, poruszająca bolesną, niełatwą tematykę, a równocześnie kojąca niczym najsmaczniejszy posiłek, przygotowany z troską i miłością! Jeśli macie ochotę na niebanalną, życiową, ale i wyjątkowo refleksyjną lekturę, dopełnioną mistrzowskimi kreacjami bohaterów i otulającym klimatem, ta opowieść będzie dla Was idealna! Polecam gorąco!
Cześć, to znowu ja, wasza mała czarodziejka Zula. Jakiś czas temu przyśnił mi się niebieski dom, który wyrósł na Poziomkowej Polanie. Okazało...
W starej willi w jednej z dzielnic Poznania dochodzi do tragedii. Dwie starsze kobiety zostają brutalnie zamordowane. Dom należał do osiemdziesięcioletniej...
Przeczytane:2025-12-20, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku - 100, Literatura obyczajowa,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝘂𝗰𝗵𝗻𝗶𝗮 𝗽𝗼𝗱 𝗻𝗮𝗱𝘇𝗼𝗿𝗲𝗺
Natasza Socha to jedna z tych autorek, których twórczość zachwyciła mnie w konkretnym momencie i od tamtej pory nie potrafię przejść obok jej książek obojętnie. Pamiętam, jak przy 𝐴𝑝𝑡𝑒𝑐𝑒 𝑚𝑎𝑟𝑧𝑒ń płakałam jak bóbr, a czerwone baloniki i Drużyna Szpiku na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Od tamtej pory sięgam po każdą nową powieść autorki, jeśli tylko mam taką możliwość. Kiedy udaje mi się zanurzyć w kolejnej historii, robię to z ogromną przyjemnością, bo Natasza Socha zawsze ma coś niebanalnego do przekazania. 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦, to dająca nadzieję, pełna ciepła i wiary w drugiego człowieka opowieść. Wzruszająca, świąteczna historia o wybaczaniu i sile miłości, ukrytej w codziennych, prostych gestach. Powieść pachnąca domowym jedzeniem, które wielu z nas pamięta jeszcze z kuchni naszych babć i mam, i które w subtelny sposób łączy przeszłość z tym, co jest dla nas najważniejsze dziś. Historia opowiedziana w 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 wciąga od pierwszych stron, a jej bohaterowie stają się bliscy jak znajomi. Każda ich radość, smutek i drobny gest wywoływały we mnie prawdziwe emocje, bo autorka potrafi pisać o codzienności w sposób niezwykle ludzki i autentyczny. To opowieść, która nie szuka wielkich dramatów ani spektakularnych zwrotów akcji, a mimo to wciąga bez reszty, bo siła tej książki tkwi w drobnych momentach, w gestach pełnych miłości, cierpliwości i wybaczenia.
Janek prowadzi niewielką restaurację, lecz interes nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Potrafi świetnie gotować, co zawdzięcza ukochanej babci, jednak mimo to potencjalni klienci omijają to miejsce. Coraz częściej myśli o zamknięciu lokalu.
Mężczyzna, przesiadując samotnie w swojej restauracji, rozmyśla o tym, jak wiele zawdzięcza swojej babci. To ona go wychowała i przez cały rok walczyła z urzędami o jego prawo do opieki. Dzięki niej Janek był taki, jaki był. Babcia Marysia była dla niego wzorem do naśladowania. Wciąż pamiętał jej miłość, dłonie głaszczące bez osądu i to, że była dla niego całym światem. Babcia zawsze na wszystko się godziła. Dopiero po latach Janek rozumie, że była to forma miłości, taka, która niczego nie narzuca, niewydumana i nie zasypująca słowami perswazji ani pocieszenia. To była nieśpieszna, cierpliwa obecność, której teraz bardzo mu brakowało. Babcia nie żyje od wielu lat. Odeszła we śnie spokojnie, tak jak żyła.
Janek, człowiek o gołębim sercu, zawdzięczał swoją dobroć babci, która nie tylko obdarzyła go miłością, ale także zaszczepiła w nim pasję do gotowania. Mimo to żyje w poczuciu krzywdy i żalu do swojej matki, która go zostawiła. A może w końcu dla niego zaświeci słońce.
Gdy był już bliski decyzji o zamknięciu swojego biznesu, próg restauracji przekracza Helena, starsza pani. W dowód wdzięczności za jej wizytę Janek częstuje ją domowym rosołem, który akurat gotował, i zwierza się ze swoich problemów. To spotkanie będzie miało niezwykłe konsekwencje, bo Helena podsuwa mężczyźnie pomysł, który ma odwrócić jego złą passę. Od tamtej pory, co tydzień, inna koleżanka Heleny „króluje” w kuchni Janka.
Pusty dotąd lokal wypełnił się ludźmi, którzy zachwycają się nie tylko serwowanymi potrawami, ale też panującą tu atmosferą. Popularność lokalu przerosła najśmielsze oczekiwania Janka. Mężczyzna nie pyta, kim są kobiety ani jaka przeszłość je łączy, zupełnie go to nie interesuje. Jedno wie na pewno: wszystkie mają twardy charakter, ale dobre serce i świetnie gotują.
Bohaterki powieści, bez względu na to, co wydarzyło się wcześniej w ich życiu, były jak prawdziwe babcie. Dobre, kochające, gotujące z sercem, a swoje potrawy doprawiały prawdziwym dobrem. Jedno jest pewne: wszystkie te kobiety coś łączy. Poczucie ciszy, bo nie opowiadały sobie miłosnych historii, nie plotkowały, nie były przyjaciółkami, a jednak wystarczyło, że potrafiły usiąść obok i powiedzieć: „Jakbyś czegoś potrzebowała, to jestem”. Kobiety samotne, kobiety z bliznami. Kiedy któraś potrzebowała pomocy, reszta się mobilizowała i jej udzielała. Piękna wspólnota oparta nie na sukcesach, lecz na potknięciach. Najpiękniejsze przyjaźnie nie rodzą się, gdy wszystko się układa, lecz wtedy, gdy jest ciężko i źle, a ktoś wyciąga rękę, nie zadając zbędnych pytań. Znajomi, którzy odchodzą, gdy podwinie się noga, nie są żadną stratą; to tylko kolejny etap w życiu.
Jest jednak ktoś, kto krąży wokół, kto nie może znieść, że te kobiety, mimo przeszłości, jaką mają za sobą, żyją normalnie. Ktoś, kto twierdzi, że ludzie mają prawo poznać prawdziwą historię „kucharek” restauracji Janka. To prawo dała sobie osoba sama sfrustrowana, z bagażem życiowym, której życie się nie ułożyło, więc dlaczego komuś miałoby być lepiej. Ale czy ta prawda była komuś potrzebna? Ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie innych.
Kiedy Monika po dłuższym czasie znów odwiedziła restaurację, Janek bardzo się ucieszył, bo zdążył ją już polubić podczas jej wcześniejszych wizyt. Jednak teraz wydawało mu się, że za jej pilną obserwacją i milczeniem coś się kryje. Jakby wcale nie przyszła tu na pierogi. Tylko po co? Wcześniej wzbudzała jego sympatię, a teraz wydawała mu się oficjalna i chłodna. Jakaś obca. Dlaczego wypytywała go o kobiety pracujące w restauracji? Skąd to nagłe zainteresowanie?
Historia opowiedziana w 𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 pokazuje, jak łatwo można zdobyć popularność, a potem równie łatwo ją utracić. Starsze panie nie przyznały się Jankowi, skąd się znają, dopiero artykuł na ich temat mu to uświadomił. Ale czy miał prawo je osądzać?
Monika to obraz współczesnej kobiety, dla której święta pozornie nie miały znaczenia, ale gdy partner właśnie w tym czasie oświadczył, że nie chce kontynuować ich związku, dociera do niej, że wybrał najgorszy możliwy moment. Nieudany związek zrodził w niej rozżalenie, które przerodziło się w egoizm. Miała ochotę coś zepsuć, sprawić, by inni też poczuli się źle, żeby nie mogli cieszyć się nadchodzącymi świętami. Bo niby dlaczego innym miało być lepiej niż jej? Nie wiedziała, czego szuka, ale wiedziała, że coś znajdzie. Aż w końcu znalazła i bezrefleksyjnie zrobiła wielkie bum, nie mając z tego powodu wyrzutów sumienia, bo ludzie mieli prawo wiedzieć. Czy naprawdę ktoś potrzebował tej prawdy?
Ta opowieść pokazuje, jak łatwo wydajemy sądy o innych, kierując się nie tym, kim są, lecz tym, co uczynili w przeszłości. Dla wielu ludzi najważniejsze jest, by wskazać kogoś palcem, bo wtedy przynajmniej patrzy się na cudze potknięcia, szczególnie gdy coś nam nie wyszło. Ludzie szukają taniej sensacji i nie mogą pogodzić się z tym, że ktoś potrafił się podnieść pomimo tego, co go w życiu spotkało. Gdyby każdy z nas był choć w części tak prawy, jak wymaga od bliźnich, świat byłby pełen świętych.
Ludzie, gdy dowiedzieli się, kim są gotujące u Janka kobiety, zaczęli omijać restaurację. Historia zatoczyła koło i wyglądało na to, że lokal faktycznie trzeba będzie zamknąć. Wtedy kobiety wspólnie wpadły na pewien pomysł, który okazał się genialny. Restauracja znowu zaczęła żyć i stawać na nogi, ostrożnie, ale konsekwentnie, jak ludzie, którzy ją tworzyli. Prawda, o której zaczęły opowiadać starsze panie w internecie, okazała się strzałem w dziesiątkę. Każdy ma jakieś kłopoty i problemy, a czasem jedno zdanie wystarczy, by komuś zrobiło się lżej. Nie lepiej, po prostu lżej, bo każdy ma coś za sobą i nie da się udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chodzi o wycinanie fragmentów życia i pokazywanie, że wszystko jest ok. Wszak od potknięć ważniejsze jest to, że można iść naprzód, nawet jeśli z plasterkiem na kolanie.
W tle pojawia się postać tajemniczej Jadwigi, która piecze świetne ciasta, ale nie chce pokazywać się publicznie.
Do serca przypadł mi przesympatyczny i zabawny wątek Maryli, sąsiadki Janka, która była jedyną przyjaciółką Janka i zawsze służyła mu mądrą radą. Była właścicielką pięciu kotów o najdziwniejszych imionach świata, od Jednego do Piątego. Gdy nie potrafiła sobie z nimi poradzić, bo miały kocie fochy i fanaberie, zawsze prosiła o pomoc Janka, który, o dziwo, umiał przemówić im do rozumu.
𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 to przesympatyczna historia, pełna smaków i zapachów, po opisach których aż ślinka cieknie. Na końcu książki znajduje się kilka przepisów na potrawy, które od razu ma się ochotę wypróbować. Ta powieść była jak dobry sen, z którego nie chciało się obudzić, bo nic mnie nie bolało, nie uwierało. Po prostu się w niej się unosiłam i byłam szczęśliwa.
To opowieść pełna ciepła, wiary w człowieka i nadziei. Autorka zachwyca pomysłowością i udowadnia, że można rozpocząć życie na nowo, nawet gdy przeszłość pozostawiła swoje ślady. Historia, nasycona serdecznością i zaufaniem, opowiada o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Zachwyca oryginalnością i udowadnia, że życie często daje szansę na nowy start, nawet jeśli wcześniej nie było idealne. To historia starannie przemyślana i spójna, która pokazuje, że anioły nie zawsze mają skrzydła. Czasem to po prostu ludzie wokół nas, którzy wspierają i otaczają nas dobrocią.
Świąteczny czas w powieści nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz staje się okazją do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. Pachnące domowym jedzeniem sceny, ciepło rodzinnych spotkań, drobne gesty przyjaźni i wsparcia tworzą atmosferę, w której łatwo odnaleźć siebie i swoje własne wspomnienia.
𝑍𝑎𝑛𝑖𝑚 𝑜𝑑𝑙𝑒𝑐ą 𝑎𝑛𝑖𝑜ł𝑦 to książka, która na długo pozostaje w sercu, nawet po odłożeniu na półkę. To opowieść pełna ciepła, nadziei i wiary w drugiego człowieka, która przypomina, że miłość i dobro kryją się w codziennych, prostych gestach. Czytając ją, trudno nie uśmiechnąć się i nie wzruszyć, a przy tym czuć wdzięczność za to, że są w literaturze historie, które otulają jak ciepły koc w zimowy wieczór. Ta powieść jest dowodem na to, że czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę i dostrzec dobro wokół siebie, by poczuć prawdziwą magię świąt i życia.
Ta historia ma w sobie coś wyjątkowego, pełnego magii i czułości. Cieszę się, że przeczytałam ją właśnie przed świętami, choć jestem przekonana, że jej przesłanie pozostaje aktualne o każdej porze roku. Nad bohaterami powieści unoszą się „anioły”. Słuchając jej, cały czas się uśmiechałam. Wszystkie prace kuchenne, nawet te, których nie lubię, „zrobiły się” same. To była prawdziwa magia. Natasza Socha w pewnym sensie odczarowała mój świat, który ostatnio wydawał mi się ponury i szary. To była właściwa powieść we właściwym momencie. Nic nie dzieje się przypadkiem. Książkowe anioły do mnie przyleciały, ogrzały moje serce i uspokoiły skołatane myśli.