Każda książka wywołuje w nas, czytelnikach, określone emocje. Wpływ mają na nie nasze doświadczenia, wybory życiowe oraz poglądy na niektóre sprawy. Dlatego, biorąc do ręki książkę i zapoznając się z blurbem, tworzymy sobie w głowie pewien, może niekoniecznie scenariusz, ale takie wyobrażenie, jak fabuła książki będzie przebiegać. Potem zaś, albo odkładamy książkę na półkę z westchnieniem: „jakie to dobre”, albo jesteśmy trochę rozczarowani, bo choć książka była w sumie całkiem dobra, to mocno rozminęła się z naszymi oczekiwaniami. Wiadomo, że blurby tworzą lepsi, lub gorsi zawodowcy, których zadanie polega na tym, by czytelnika do czytania zachęcić. Problem pojawi a się w momencie, gdy blurb mija się z tym, co możemy znaleźć w książce, albo skupia się na wydarzeniach z początku historii, pomijając te kolejne.
Problem z książką „Żmijowisko” Wojciecha Chmielarza jest taki, że do thrillera jest mu daleko albo moje wyobrażenie o tego rodzaju książkach jest zupełnie inne, niż jej autora.
Zacznijmy od tego, że nie ma w niej mrożących krew w żyłach scen, a wydaje mi się, że takie powinny być. W końcu temu gatunkowi, zarówno w przypadku filmu, jak i książki, bardzo blisko jest do horroru. A tu, owszem, jest kilka zaskakujących scen, ale kompletny brak stopniowania napięcia. Jakiegokolwiek napięcia, jeśli mam być szczera.
Blurb sprawia, iż odnosimy wrażenie, że „oho, będzie się działo i to co nie miara”, a tak naprawdę to dzieje się niewiele i mało jest scen naprawdę godnych zapamiętania. Wygląda to tak, jakby autor podczas pisania książki przez cały czas przeżuwał pomysł i przesuwał – z jednej strony na drugą – i dopiero pod koniec postanowił go wypluć, co dało bardzo dziwny efekt.
Nieudana próba przeplatania tego, co działo się kiedyś, z tym, co dzieje się obecnie, sprawia, że czytelnik szybko się gubi i tak naprawdę nie wie, w którym miejscu tej historii się znajduje. To S. King jest w takich „technikach” mistrzem, panu Chmielarzowi się to, niestety, nie udało.
Zagadka przestaje być zagadką po przeczytaniu mniej, niż połowy książki, bo praktycznie nie ma innych podejrzanych, a wystawiane przez pana Chmielarza tropy są bardzo słabe i nawet mniej wprawnemu czytelnikowi, nietrudno będzie je przejrzeć.
Podjęta przez pana Chmielarza tematyka jest teraz, że się tak wyrażę, na topie, a ja jestem jedną, z wielu, jak podejrzewam, osób lubiących czytać historie o zaginięciach i morderstwach w małych miasteczkach. Tyle, że temat to za mało. Autor stworzył wiele postaci, a tak naprawdę żadnej z nich nie da się polubić. Wszyscy wydają się tacy zmarnowani, wykończeni życiem i błędami, które popełnili i które sprawiły, że nie osiągnęli sukcesu, więc zjechali do małej agroturystyki – w której poza opalaniem się i siedzeniem przy ognisku kompletnie nie ma co robić – żeby pewne sprawy przemyśleć, przy okazji spotykając się ze znajomymi.
Temat poszukiwania córki wydaje się być wątkiem pobocznym – choć jest, a przynajmniej powinien być, osią napędową książki – bo w międzyczasie dzieje się tyle innych rzeczy, a także pojawiają się momenty „nic nie robienia”, że wszystko się rozmywa, tonie w nudzie i beznadziejności przejawiającej się poprzez podrzucanie sobie nawzajem dziecka, chodzenie na spotkania, wspólne opalanie się, popijanie i robienie innych rzeczy przy ognisku.
Dopiero na koniec zaczyna naprawdę robić się ciekawie, kiedy okazuje się, że stara miłość nie rdzewieje, nawet w dniu ślubu z inną osobą, a mordercze skłonności ma nie tylko morderca dziewczynki, ale i inni goście zajazdu, a żywione skrycie urazy potrafią nie tylko życie zatruć, ale także go pozbawić.
Historia zaginięcia nastoletniej Ady, która – „o dziwo” – nie chciała spędzać wakacji z rodzicami, ale ci rodzice, a konkretnie matka, się uparli, wdaje się w podejrzane znajomości, a później znika, nie jest ani ciekawa, ani tym bardziej wciągająca. Nietrudno się domyślić, kto jest tym mordercą, choć osób o psychopatycznych skłonnościach, tam nie brakuje. Odnoszę wrażenie, że zrobiono z tego kryminał czy thriller dosłownie na siłę, a tak naprawdę jest to historia o tym, jak Polacy zachowują się na wakacjach na wsi, w takiej agroturystyce, i czym te wakacje tak naprawdę się kończą – piciem, przygodnymi stosunkami, nudą i podrzucaniem sobie dzieciaka, niczym kukułczego jaja. Z braku atrakcji pojawiają się inne pokusy, które kończą się tragicznie nie tylko dla Ady, ale też dla innych bohaterów - jej nowego znajomego, syna gospodarzy, bezrobotnej modelki, matki z dwójką dzieci na wakacjach, czy jej męża.
Tak naprawdę to książka o bezsensie – jeżdżenia na wakacje na wsi, wchodzenia w związki, brania ślubów, opiece nad młodszymi i starszymi dziećmi, niedostatecznej ostrożności i braku hamulców.
Chciałam czegoś, co podniesie mi ciśnienie, sprawi, że będę obracać stronę za stroną, a dostałam obyczajówkę o wakacjach na wsi i zachowaniach polaków na takich wyjazdach. Rozczarowanie.
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2018-05-09
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 480
Język oryginału: polski
Ilustracje:Michał Pawłowski
Dodał/a opinię:
Kiedy Maciej Tomski dowiaduje się, że jego żona Janina zginęła w wypadku samochodowym, myśli, że wali mu się cały świat. Jak powiedzieć dwóm córeczkom...
Mateusz nie miał powodu pragnąć śmierci. Był zwykłym dwudziestolatkiem. Studiował socjologię, ale planował przenieść się na informatykę. Chciał podróżować...