Z matematyki i wyliczeń za tym idących wynika, że to już trzecie spotkanie z Bezimiennym w „Zwykłej przyzwoitości” Wojciecha Chmielarza. Ten czas leci albo Pan Wojciech szybko pisze, chociaż znam „prędszych” autorów ale czy za tym idzie jakość, to już zdania czytelników są niekiedy mocno odmienne. Tu odpocząłem od skomplikowanych spraw, widm, przesunięć czasowych czy morza krwi a i śmierć nie pukała do moich drzwi. Po prostu usiadłem i jakbym oglądał dobre, współczesne kino. Bezwzględne gangusy odbierający „prawie zgodnie prawem” mieszkania samotnym starszym, schorowanym ludziom. Dziewczyny pomagające uchodźcom i ludzki komornik. Tak, tak zapewne tacy tylko zdarzają się w powieściach. Nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z żadnym, przynajmniej ten rejestr mam czysty. Bezimienny, na potrzeby opowieści przybrawszy imię Zygmunt wyjaśnia to owo „prawie zgodnie z prawem”. Trochę makabry jest, no bo jakże to tak zutylizować kilku panów, to takie nie ludzkie. Ale Pan Wojciech tak to zgrabnie podaje, że nawet na to nie zwróciłem uwagi, uznałem to za normalne. Moja uwaga była skupiona na dziewczynach, ich naiwności, pogodzonym z losem Henrykiem no i jaki jest naprawdę Bezimienny. Doszukiwałem się jego motywacji do czynienia dobra a może tu po prostu chodzi o ludzką, zwykłą przyzwoitość, której niekiedy nawet i mnie brakuje. Co tu dużo pisać, Panie Wojciechu, do roboty bo czekam na kolejną część!
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 2023-10-11
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 400
Dodał/a opinię:
Andrzej Trojanowski
Rozumiała, że teraz ludziom jest ciężko, że po wielkim wybuchu entuzjazmu zaraz po rosyjskiej agresji na Ukrainę, kiedy każdy dzielił się dobrem, a dary w ich magazynie ledwo się mieściły, każdy dba o swój portfel i uważnie ogląda każdą złotówkę.
Powieść sensacyjna mistrza kryminału Prosty zniknął. Zostało po nim zdemolowane mieszkanie, ale on sam zapadł się pod ziemię. Nie bez powodu - szukają...
Urszula wychodzi pobiegać do pobliskiego parku. W złości. Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej. Miały być zaręczyny i wielka radość, ale wszystko poszło...
Na nasz widok poderwał się gwałtownie. Bardzo szczupły, nieco przygarbiony, zdawał się składać z samych kolan i łokci. Jego twarz pokrywał lekki trądzik. Jedno oko miał podbite, ale siniak był stary, sprzed kilku dni.
Więcej