Nie czytałam wcześniejszych powieści Anety Kisielewskiej, lecz okładce tej książki nie mogłam się oprzeć. Zresztą sam tytuł również do siebie przyciąga, obiecuje jakiś dramatyczny wybór, zamianę czyjegoś życia za inne życie. Po przeczytaniu książki "Życie za życie" mam ogromną ochotę na poznanie wcześniejszych pozycji autorki.
W powieści poznajemy trzy kobiety, których losy zupełnym przypadkiem (czy na pewno) splotły się w niemal jedną fabułę. W dodatku dość tragiczną.
Diana jest kobietą sukcesu, która ma niemal wszystko, męża, sławę, i masę osób obserwujących jej kanały jak również fanów telewizyjnych, powinna zatem być bardzo szczęśliwa, lecz czasem ogarniają ją mroczne myśli dotyczące przeszłości. Jej wspomnienia poznajemy z jej pamiętnika, którego fragmenty przeplatają fabułę książki.
"Promieniała, lśniła, błyszczała niczym rozświetlony neon. Była w swoim żywiole. Występy na żywo przynosiły jej nie tylko ogromną popularność, ale i morze satysfakcji."
Diana zdaje sobie sprawę z tego, że zwróciła na siebie uwagę fanów nie tylko swoją ksywką i różowym kolorem, ale że to wszystko , co osiągnęła zawdzięcza własnemu samozaparciu i katorżniczej wręcz harówce i żelaznej dyscyplinie. Jednak ta ciężka praca nad sobą się opłaciła, bo doprowadziła ją na szczyt.
Dziennikarka Julia jest piękną kobietą, razem z architektem Marcinem tworzą zgodne małżeństwo. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka. Nie ustają w walce o to, żeby zostać rodzicami, chociaż właśnie to pragnienie kładzie się dużym ciemnym cieniem na ich związku.
"Nigdy nie była zbyt aktywna. Od klubów fitness wolała zaciszne miejsca, kubek parującej herbaty z cytryną i książkowych bohaterów lub notatnik w grubej oprawie, z którym nie rozstawała się od czasów liceum."
Kaja do Krakowa przyjechała tuż po maturze, uciekła z podkarpackiej wsi, bo nie chciała żyć w ciągłej patologii, w której się wychowała. Żeby zacząć żyć na własnych warunkach nie miała innego wyjścia. Trudne dzieciństwo i życie w biedzie oraz w świecie, gdzie pijaństwo i przemoc były normalną codziennością i traktowano to jak coś zwyczajnego, z czym nikt nawet nie próbował walczyć. Kaja nie wyniosła z domu dobrych wzorców, w swojej zabitej dechami wiosce nie miała żadnych możliwości.
" Po miesiącach rozważań pojęła, że jedynym sposobem na wyrwanie się z tego piekła jest ucieczka, spalenie za sobą wszystkich mostów. Wiedziała też, że jeśli odejdzie, musi zapomnieć o powrocie. Tutaj, na wsi nie będzie dla niej miejsca."
Z pomocą koleżanki udaje się dziewczynie znaleźć nie tylko pracę, ale jeszcze jakieś lokum za niewielkie pieniądze. Pewnego dnia spotyka mężczyznę, który zawrócił jej w głowie. Wydaje się jej, że wreszcie znalazła swoje szczęście...
Jak potoczy się dalej życie Diany, Julii i Kai? Co połączy te trzy kobiety? Dlaczego ich losy się splotły?
Muszę Wam powiedzieć, że nie mogłam się oderwać od tej książki, ale nie było mi szkoda zarwanej nocy, warto było.
Fabuła świetnie poprowadzona, narracja kilkuosobowa, dzięki temu poznajemy wydarzenia z perspektywy różnych postaci, więc łatwiej nam poznać ich motywacje. Autorka zgrabnie przeplata różne wątki z przeszłości z teraźniejszością, próbując nieco namieszać, a że każdy z bohaterów nie do końca mówi prawdę, każdy coś ukrywa, chwilami można wyciągnąć fałszywe wnioski.
Zakończenie przewidywalne, ale satysfakcjonujące. Historia ciekawa i szybko wciąga, czyta się lekko. Bohaterowie intrygujący i charakterni.
To opowieść o marzeniach, o miłości, o wybaczaniu i o mrocznych tajemnicach skrywanych głęboko oraz o tym, że wyjawienie prawdy jest bardzo trudne.
Lektura emocjonująca i zmuszająca do przemyśleń.
Polecam.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2026-03-17
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 420
Dodał/a opinię:
Myszka77
Kiedy zapada martwa cisza... Sobotni poranek. Szesnastoletnia Klara budzi się w swoim pokoju. Wokół panuje głucha cisza. Zero odgłosów porannej krzątaniny...
Każdy coś ukrywa Dziewiętnastoletnia Sara Maj nie wraca z imprezy do domu. Gwarna lipcowa noc, środek miasta, tłum ludzi - a mimo to nikt nic nie...