Battlestar Galactica. Wymagający intelektualnie film, który jest jednocześnie pierwszym odcinkiem serialu

Autor: eleazar

Ten film, a także serial jest naprawdę wymagający intelektualnie i potraktowanie go z odpowiednią uwagą pozwoli nam czerpać z niego w pełni. Postaci się tu kocha, nienawidzi, podziwia i pogardza. Wszystko wyważone, nie nachalne, z wyczuciem utrzymującym widza w napięciu, ale nie męczącym zbędnymi fajerwerkami.

Battlestar Galactica – opis 

Nowa odsłona Battlestar Galactica to kontynuacja sagi od momentu zawarcia pokoju z Cylonami – inteligentnymi maszynami, które wypowiedziały posłuszeństwo ludziom, zakładając konkurencyjną cywilizację opartą na porządku i gremialnym interesie. Jednym z warunków wspomnianego pokoju była coroczna wizyta stron na granicznej stacji kosmicznej, celem utrzymywania stosunków dyplomatycznych i pieczętowania trwałości traktatu. Od samego początku Cyloni ignorowali ten punkt. Przedstawiciel ludzi rok w rok czekał znudzony na swojego cylońskiego odpowiednika.

Czytaj także: Marzyciel. Kicz czy bajka? Opowieść inspirowana życiem autora "Piotrusia Pana"

Jakież było zaskoczenie, gdy pewnego razu Cyloni przybyli. Na spotkanie im przybyła ponętna blondynka. Prawie jak człowiek... ale "prawie" robi różnicę. Dwanaście ludzkich kolonii-planet staje w obliczu kolejnej wojny cylońskiej. Maszyny poszły o krok dalej i rozwinęły biotechnologię tworząc kilkanaście modeli biologicznych cylonów. Na kanwach tego czując się"lepszymi dziećmi jednego Boga" postanowili zlikwidować swoich niedoskonałych "starszych braci" - ludzi.

Battlestar Galactica – recenzja 

Dwuczęściowy film jest jednocześnie pilotem serialu, kontynuującego perypetie ludzkości, która stanęła w obliczu nowej wojny z Cylonami. Sam pilot stanowi zwartą fabularnie historię szokującego ataku i eksodosu niedobitków ludzkości przed bezdusznymi maszynami. Film (także serial, ale to inna historia) jest doskonały. Wspaniała grafika komputerowa, dbałość o szczegóły i niespotykany realizm rozwiązań (m.in. tłumione odgłosy walki w kosmosie, w którym wszak dźwięk się nie roznosi).

Czytaj także: Broken Flowers. Podstarzały lowelas poszukuje kobiety, która prawie dwadzieścia lat wcześniej urodziła mu syna

Dynamika i niebanalność fabuły zachwyca, a nawet najbardziej wymagający nie doszukają się "białych" plam maskujących niedociągnięcia scenariusza. Nie ma takowych. Muzyka...hmm...odpływam. Połączenie chóru, orkiestry symfonicznej i pełnej ognia muzyki celtyckiej jest niebywałe. Aż pięści zaciskają się z emocji gdy walka w filmie podkreślana jest muzyką tak pełną mocy.

Czytaj także: Lawendowe wzgórze. Opowieść o spóźnionej miłości

Gra aktorów. Być może lekko ją idealizuje, ponieważ widziałem już serial, w którym aktorzy wybitnie dalece wczuli się w swoje postaci. Niemniej długi metraż daje nam posmakować doskonałego kunsztu, jaki możliwy jest do osiągnięcia, nawet ze średniej jakości aktorami, ale tylko wtedy gdy postaci są dopracowane w każdym szczególe, tworząc idealny portret psychologiczny. Do tego wspaniale stworzona struktura społeczna; realna, z wszystkimi jej problemami i słabościami.

Battlestar Galactica – czy warto obejrzeć?

Na deser dorzucę jeszcze pean dla reżysera i aktorów za idealne moim zdaniem żonglowanie emocjami widza. Ten film, a potem serial jest naprawdę wymagający intelektualnie i potraktowanie go z odpowiednią uwagą pozwoli nam czerpać z niego w pełni. Postaci się tu kocha, nienawidzi, podziwia i pogardza. Wszystko wyważone, nie nachalne, z wyczuciem utrzymującym widza w napięciu, ale nie męczącym zbędnymi fajerwerkami. Polecam ten film z całego serca, nie tylko fanom gatunku.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.