Życie emocjonalne w medycynie jest kwestią krytyczną. Wywiad z Danielle Ofri
Data: 2026-03-09 12:36:45
Oczekujemy od nich nieomylności, opanowania i profesjonalizmu, często zapominając, że pod białym fartuchem kryje się człowiek. Danielle Ofri — czynna zawodowo lekarka, współzałożycielka „Bellevue Literary Review” i autorka głośnej książki o emocjonalnej stronie medycyny, zatytułowanej Co czują lekarze — rzuca światło na to, co w tym zawodzie wciąż pozostaje tematem tabu. W szczerej rozmowie analizujemy źródła lekarskiego lęku, niszczącą siłę wstydu oraz systemowe bariery, które wypierają empatię z gabinetów. To ważna lekcja o tym, że medycyna to znacznie więcej niż chłodna analiza danych, a dobrostan medyka jest nierozerwalnie związany z bezpieczeństwem pacjenta.
Czy o emocjach lekarzy wciąż mówi się za mało? Czego właściwie od nich oczekujemy, poza trafną diagnozą?
To prawda, lekarze nadal nie mówią zbyt wiele o emocjach. Oczekujemy od nich nie tylko trafnego rozpoznania choroby, ale także poczucia bezpieczeństwa, wsparcia, jasnej komunikacji, opanowania w sytuacjach stresowych i pewności siebie. Jednocześnie wymagamy, by ukrywali własne uczucia. Ta sprzeczność sprawia, że życie emocjonalne w medycynie jest kwestią krytyczną, a mimo to wciąż pozostaje tematem tabu.
Z Pani książki dowiadujemy się, że pacjent może mieć dostęp do tej samej wiedzy medycznej co lekarz. To jednak bardzo zwodnicze, bo w tym zawodzie dysponuje się przecież czymś więcej niż tylko informacjami?
Cóż, pacjenci mają do nich dostęp, ale to nie oznacza, że są one dla nich czytelne, a tym bardziej zrozumiałe. Same informacje to nie to samo, co wiedza specjalistyczna. Lekarze, poza teorią, opierają się również na swoim osądzie klinicznym. Mają za sobą lata szkoleń i praktycznego doświadczenia, których nie zastąpi żadna baza danych.
Czego pacjenci najczęściej nie dostrzegają w pracy lekarza?
Z ich perspektywy to jedynie krótkie spotkanie w gabinecie lub przy łóżku szpitalnym. Nie widzą jednak pracy umysłowej, która się za tym kryje: analizy dokumentacji, diagnostyki różnicowej, prowadzenia pacjenta, nieustannego analizowania podjętych decyzji czy planowania dalszego postępowania – procesów, które trwają długo po zakończeniu wizyty. Często umyka im również emocjonalny ciężar, jaki lekarz bierze na siebie w wyniku relacji z pacjentem.

W książce pojawia się wątek empatii i jej spadku w trakcie edukacji. Co według Pani najbardziej wypiera tę wrażliwość w praktyce?
Moim zdaniem jednym z głównych czynników hamujących empatię jest presja czasu. Kiedy lekarze są zabiegani, przeciążeni dokumentacją i nieustannie odrywani od pracy, trudniej jest im okazać współczucie. Istotne są tu również zmęczenie emocjonalne, wypalenie zawodowe i lęk przed procesami sądowymi, ale większość z nas lepiej radziłaby sobie w relacjach z pacjentami, gdybyśmy mieli na nie więcej czasu.
Czy edukacja medyczna oferuje coś, co realnie pozwala rozwijać tę cechę, zamiast jedynie o niej wspominać?
Pomocne mogą być programy kładące nacisk na pisanie refleksyjne, medycynę narracyjną, nauki humanistyczne czy treningi komunikacji. Szczególnie skuteczne są mentoring i wzorce zachowań, wyznaczane przez doświadczonych lekarzy o empatycznym podejściu. Jednak naciski strukturalne, takie jak systemy oceniania, hierarchia i wymogi wydajności, często niweczą te starania.
Pisze Pani o tym, że w pracy lekarza pojawia się strach. Z jakimi jego rodzajami lekarze zderzają się najczęściej tuż po studiach, w codziennej pracy?
Nasze największe obawy dotyczą postawienia błędnej diagnozy, popełnienia błędu lub wyrządzenia krzywdy pacjentom. Na niższym poziomie boimy się bycia postrzeganym przez kolegów jako niekompetentni, utraty kontroli nad chaotyczną sytuacją lub złego przekazania druzgocącej wiadomości. Z czasem te lęki stają się stałym tłem naszej pracy.
Wstyd to temat, który zwykle zamiata się pod dywan. Czym jest on dla lekarza?
W środowisku medycznym wstyd często wynika z popełnionych błędów lub poczucia własnej niewystarczalności. Ponieważ u lekarzy ceni się kompetencje i autorytet, nawet niewielkie potknięcia mogą być postrzegane jako moralna porażka. Wstyd może izolować i powstrzymywać przed szukaniem pomocy, a przez to jest bardziej destrukcyjny niż zwykłe poczucie winy. Ostatecznie cierpią na tym również pacjenci, bo pogarszają się ich wyniki leczenia.

W książce analizuje Pani kwestię przeprosin i tego, jak prawo wpływa na składanie deklaracji o błędzie. Jak to wygląda w realiach medycznych?
Wielu lekarzy chce otwarcie przeprosić, ale obawiają się, że te słowa zostaną zinterpretowane jako przyznanie się do winy – dzieje się tak zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Chociaż w niektórych stanach obowiązują przepisy chroniące lekarzy przed skutkami prawnymi takich przeprosin, lęk kulturowy nadal istnieje. To napięcie może blokować szczerą rozmowę w momencie, gdy pacjenci najbardziej jej potrzebują.
Jak Pani zdaniem powinno wyglądać bezpieczne środowisko, w którym lekarz może przyznać się do błędu i jednocześnie nie zostać zniszczonym przez system?
Przede wszystkim musiałoby przedkładać naukę nad kary. Powinno zachęcać do zgłaszania błędów, oferować wsparcie ze strony współpracowników i odróżniać wady systemowe, czyli najczęstszą przyczynę pomyłek, od faktycznych lekkomyślnych zachowań – rzadkich, ale kluczowych do zidentyfikowania. Niezbędne jest poczucie bezpieczeństwa psychicznego; świadomość, że nie zostanie się upokorzonym ani wykluczonym.
Czy da się być dobrym lekarzem i jednocześnie nie brać wszystkiego do siebie, by zachować zdrowie psychiczne?
Tak, ale wymaga to równowagi. Głębokie zaangażowanie nie oznacza, że każdy wynik leczenia należy traktować jako osobistą porażkę. Jasne granice emocjonalne pozwalają lekarzom zachować empatię przez dziesięciolecia, chroniąc ich przed wypaleniem zawodowym po kilku latach intensywnej pracy.
Wypalenie zawodowe jest szeroko opisywane w badaniach, o których Pani opowiada. Kiedy zagraża ono lekarzom najmocniej?
Staje się najbardziej niebezpieczne, gdy wyczerpanie emocjonalne sprawia, że zaczynamy postrzegać pacjentów jako problemy do rozwiązania, a nie jako ludzi potrzebujących opieki. W tym momencie zagrożone są zarówno dobrostan lekarza, jak i bezpieczeństwo pacjenta.
Opisuje Pani presję czasu i nadmiar biurokracji jako źródło frustracji. Czy widzi Pani na to jakiś sposób?
Realna zmiana wymagałaby reformy systemowej. W Stanach Zjednoczonych oznaczałoby to wyeliminowanie motywów czysto finansowych z opieki zdrowotnej. Jednak w każdym kraju pomocne byłoby ograniczenie zbędnej dokumentacji i przeprojektowanie procesów, by premiować jakość opieki nad pacjentem, a nie tylko liczbę świadczonych usług.
W swojej książce porusza Pani również temat prób samobójczych i kryzysów psychicznych. Dlaczego w środowisku medycznym tak rzadko mówi się o tym głośno?
Medycyna nadal stygmatyzuje wrażliwość. Przyznanie się do depresji lub myśli samobójczych wiąże się z ryzykiem zawodowym, zwłaszcza w środowisku, gdzie wyznacznikiem odporności psychicznej jest milczenie. Obawy przed utratą prawa do wykonywania zawodu potęgują ten strach.
Gdyby miała Pani wskazać jedną zmianę systemową, która realnie poprawiłaby emocjonalne warunki pracy lekarzy, co by to było?
Zdecydowanie więcej czasu dla pacjentów, abyśmy mogli opiekować się nimi najlepiej, jak potrafimy. Jednak kluczowa jest również zmiana samej kultury medycznej – tak, by zaczęła doceniać uczciwość, dojrzałość emocjonalną i wrażliwość. Wymagałoby to zapewnienia lekarzom czasu na regenerację, stworzenia grup wsparcia koleżeńskiego oraz liderów, którzy będą stanowić wzór wrażliwości, otwartości i transparentności
Jakie są obecnie Pani największe pasje?
Poza pracą kliniczną najwięcej czasu poświęcam „Bellevue Literary Review”. To nasz magazyn literacki, w którym publikujemy autorskie teksty o zdrowiu, chorobach i procesach leczenia. Organizujemy też wiele wydarzeń, w tym spotkania online, które są dostępne dla międzynarodowej publiczności. W tym roku BLR obchodzi 25-lecie i jesteśmy podekscytowani możliwością poszerzenia naszej oferty twórczej. Każdy może dołączyć do naszej społeczności poprzez zapis do newslettera, by otrzymywać inspirujące teksty.
Poza pisaniem moją pasją jest również gra na wiolonczeli. Biorę lekcje i niedawno dołączyłam do Orkiestry Symfonicznej Narodów Zjednoczonych.
Książkę Co czują lekarze kupicie w popularnych księgarniach internetowych: