Frankie – magiczne szkockie wybrzeże i fenomenalna gra aktorska

Autor: eleazar

To prosta i zarazem skomplikowana historia, której zakończenie skłania do przemyśleń i refleksji. Choć może fabuła jest trochę naiwna, to zaangażowanie aktorów w swoje role zgrabnie to retuszuje. Wszystko zaś dzieje się w melancholijnych realiach szkockiego wybrzeża oraz wśród bezpośrednich i szczerych Szkotów.

Frankie – opis filmu 

Historia głuchoniemego chłopaka (tytułowy Frankie), który razem z matką i babcią przeprowadza się w najdalsze zakamarki Szkocji, aby uciec przed sadystycznym ojcem. Dziecko nie zna jednak prawdziwego powodu ciągłych przeprowadzek. Sądzi, że jego ojciec jest żeglarzem, z którym regularnie wymienia korespondencję. Listy, które otrzymuje, są jednak pisane przez matkę, chcącą chronić swoje dziecko przed brutalną prawdą.

Czytaj także: Dzisiejsze czasy. Ostatni niemy film Charliego Chaplina

Sytuacja komplikuje się, gdy do pobliskiego portu zawija statek, przypadkiem mający tę samą nazwę jak wymyślona w listach jednostka taty Frankiego. Albo trzeba będzie powiedzieć dziecku prawdę, albo ktoś będzie musiał zastąpić na jeden dzień ojca.

Frankie – recenzja filmu 

To prosta i zarazem skomplikowana historia, której zakończenie skłania do przemyśleń i refleksji. Choć może fabuła jest trochę naiwna, to zaangażowanie aktorów w swoje role zgrabnie to retuszuje. Wszystko zaś dzieje się w melancholijnych realiach szkockiego wybrzeża oraz wśród bezpośrednich i szczerych Szkotów.

Czytaj także: X-Men: Ostatni bastion. Tego filmu nie dało się zepsuć

Czasem jedna scena sprawia, że film staje się nieśmiertelny. W tym przypadku tak się nie stanie, bo jest to mało znana produkcja, a scena, o której mówię, jest zbyt zwyczajna, choć w swej prostocie fenomenalna. Chodzi o scenę pocałunku głównych bohaterów. Jak długo psuję sobie oczy przed ekranem, tak nigdy nie widziałem tyle realizmu w jednym ujęciu. Zmęczony hollywoodzkim rzucaniem się na siebie po trzech sekundach i bzykaniem siew kuchni po sześciu – tu byłem zszokowany. 

Czytaj także: Hooligans. Były uczeń Harvardu wkracza w świat chuliganów, bójek i przemocy

Dwie obce sobie osoby, które jakimś zrządzeniem losu spędziły ze sobą cały dzień, stanęły w progu i patrzyły sobie w oczy. Każdy gest był powalająco realny – jej poza mówiła, że musi iść do środka, ale coś ją trzymało... Godzinami rozwodziłbym się nad skamieniałymi, ale pełnymi emocji twarzami, długością wpatrywania się w siebie i dosłownie milimetrowym przybliżaniem jednego do drugiego. Nie chodzi tu o romantyzm, ale wybitną realność tej sceny. 

Frankie – czy warto obejrzeć?

Zarówno z powodu inspirującej do przemyśleń historii, niesamowitych zdjęć jak i opisanej sceny gorąco polecam film Frankie.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.