Girl power bez propagandy. Recenzja filmu „Kapitan Marvel"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Girl power bez propagandy. Recenzja filmu „Kapitan Marvel

„Kapitan Marvel” to jeden z tych filmów, które chciałbym, żeby w przyszłości obejrzała moja córka. Bo w naprawdę atrakcyjnej, rozrywkowej formie opowiada o tym, że – czy jako kobiety, czy jako mężczyźni – nie musimy innym niczego udowadniać. I nie popada przy tym w tani, agitatorski ton.

Vers (znakomita Brie Larsson) jest jedną z Kree. Ci „szlachetni wojownicy” zawsze walczą w imię dobra i nigdy nie ulegają emocjom. Nie można tego, niestety, powiedzieć o głównej bohaterce. Zwykle zbyt szybko sięga po swe niezwykłe moce i wiecznie się irytuje, co wypomina jej nauczyciel i przyjaciel, Yan-Rogg (Jude Law). Zawsze sarkastyczna i pełna poczucia humoru, nieodmiennie irytuje swych pobratymców. Ją samą dręczą nocne koszmary – koszmary, przez które boi się zasnąć. Czy to tylko wynik głęboko skrywanych emocji? A może to migawki z przeszłości, którą Vers wyparła? Tymczasem przychodzi dzień próby. Dzień, w którym Vers będzie mogła udowodnić swoją wartość i pokazać, że jest godna bycia wojowniczką Kree. Misja stanie się dla niej początkiem niezwykłej podróży w czasie i przestrzeni.

Zacznijmy od tego, co niesie film Anny Boden i Ryana Flecka. Największy ciężar spoczął, jak można się było spodziewać, na barkach Brie Larsson, która wypada zachwycająco. Jest równie przekonująca wtedy, gdy za wszelką cenę stara się pokazać, że jest „bardziej Kree” niż pozostali Kree i pokazuje kamienną twarz, za co aktorka była mocno krytykowana przez widzów, którzy obejrzeli pierwsze zwiastuny, jak i gdy ujawnia swą prawdziwą naturę. W dodatku znakomicie partneruje bohaterom drugiego planu, gdy ci otrzymują swój czas ekranowy. Świetnie wypadają jej dialogi z Samuelem L. Jacksonem (choć ten momentami za bardzo szarżuje, odrobinę przerysowując swą postać), a także sceny wspólne z Judem Law i Benem Mendelsohnem, któremu wreszcie udaje się wyrwać z szufladki, w którą kolejni reżyserzy wpychali go w ostatnich filmach. Przyjaźń Vers z Lashaną Lynch wzorcowo pokazuje, czym jest tak modna dzisiaj „girl power”, a zarazem wątek ten unika popadania w ton publicystyczny.

Naprawdę dobre jest tempo tego filmu. Akcja toczy się tu szybko, twórcy tylko w rzadkich przypadkach każą bohaterom filmu wyjaśniać pewne sytuacje w dialogach czy monologach zamiast pokazywać je na ekranie, nie rażą ekspozycją. Są też chwile oddechu, nieprzesadnie długie. Dialogi wypadają odpowiednio inteligentnie i dowcipnie, podobnie sceny humorystyczne trafiają w punkt. Oczywiście, scenariusz oparty jest na pewnych schematach, charakterystycznych dla kina superbohaterskiego – czy może raczej dla „origin stories” nowych postaci – ale rekompensują to wspomniane już tempo i sceny humorystyczne. Mam wrażenie, że wśród filmów MCU nie było jeszcze filmu wprowadzającego nową postać, który oglądałoby się tak dobrze. Pierwsze filmy osadzone w tym świecie po latach wydają się mocno niedzisiejsze, a „Czarna Pantera”, choć ze względów społecznych jest zdecydowanie ważniejsza, to jej scenariusz zbyt mocno przypomina jednak „Króla lwa” z superbohaterami w rolach głównych. Z kolei „Aquaman” robił wrażenie stroną wizualną, ale scenariusz w nim był dużo bardziej schematyczny, zdarzały się dłużyzny, przerywane za każdym razem zbyt nagle kolejnymi wybuchami. W przypadku filmu Jamesa Wana przez cały czas można było odnieść wrażenie, że skądś tę historię już znamy, w przypadku „Kapitan Marvel” wrażenie to pojawia się dużo rzadziej. Co w filmie Anny Boden i Ryana Flecka wypadło zdecydowanie gorzej? Cóż, z pewnością kreacja świata kinowego. Ostatnie filmy superbohaterskie pod tym względem robiły kolosalne wrażenie – podmorskie scenerie „Aquamana” czy Wakanda w „Czarnej Panterze” zapierały dech w piersiach. W przypadku „Kapitan Marvel” jest pod tym względem po prostu przeciętnie. Kosmiczne scenerie są dużo słabsze niż te rodem ze „Strażników Galaktyki”, a klimat lat dziewięćdziesiątych, choć oddany naprawdę dobrze, to jednak trochę za mało, by zrobić naprawdę duże wrażenie na widzach. Jedynie zmiennokształtni Skrulle i zabawa w przyjmowanie nowych tożsamości to w kinowym świecie Marvela coś naprawdę nowego. Muzyka potrafi momentami nieść film, przeboje z lat dziewięćdziesiątych muszą budzić nostalgię, szczególnie wśród widzów, którzy wówczas właśnie byli nastolatkami, ale to zabieg sprawdzony już w innych filmach z cyklu. O wiele też ciekawiej wypada przemiana głównej bohaterki i jej odkrywanie własnej przeszłości niż kolejne sceny walk – finał tej opowieści potrafi nużyć, ale też poprzeczka za sprawą „Wojny bez granic” została tu postawiona naprawdę wysoko. Pierwsze zapowiedzi „Kapitan Marvel” mogły budzić pewien niepokój. Nacisk kładziony na to, że mamy do czynienia z pierwszym filmem superbohaterskim o kobiecie, osadzonym w świecie Marvela, powodował wrażenie, że twórcy mogą skupić się na nieustannym podkreślaniu tego faktu w scenariuszu zamiast stworzyć po prostu angażującą, ciekawą historię. Na szczęście obawy te okazały się płonne. „Kapitan Marvel” broni się, wciąga, intryguje i bawi. Nie jest to film przełomowy w filmowym świecie Marvela, ale to kino rozrywkowe, stojące na naprawdę dobrym poziomie, a nie superbohaterska agitka z wielkim budżetem. Polecam – nie tylko miłośnikom gatunku.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2019-03-12 12:36:32
0 +-

Nie mówię nie :)

Avatar użytkownika - slk
slk
Dodany: 2019-03-10 21:27:40
0 +-

@Smolucha Nie mam nic przeciwko feminizmowi, przeciwnie - właśnie dlatego podrzuciłbym córce ten film, że chciałbym, by była feministką. Ale kiedy słyszę dialogi w rodzaju:
Mężczyzna: Bij się jak mężczyzna
Kobieta: Skopię Ci tyłek jak prawdziwa kobieta
To chociaż jest on jakoś feministyczny, to przede wszystkim wypada sztucznie i baaaardzo nachalnie. A z tym jest podobnie jak z walorami dydaktycznymi w książkach dla dzieci - są wskazane, ale nie w formie tzw. ,,smrodku dydaktycznego", wykładanego wprost, bez subtelności. A podobne teksty zdarzały się już w produkcjach superbohaterskich.  

Avatar użytkownika - Smolucha
Smolucha
Dodany: 2019-03-10 16:03:57
0 +-

Nie rozumiem tego podkreślania w recenzji, że to nie 'agitka' czy że nie popada w 'ton publicystyczny'... A co gdyby podkreślali, że główną bohaterką jest kobieta co się dotychczas w stajni Marvela nie zdarzało - no to CO? Źle? 

Poza tym denerwuje mnie opisywanie feministycznych treści jako jakiejś agitacji czy prania mózgu. Wciąż mnie zdumiewa, że są takie osoby które nie chcą by ich dzieci były feminist(k)ami... 

Avatar użytkownika - kanon
kanon
Dodany: 2019-03-10 07:24:32
0 +-

Nie dla mnie, nie moje klimaty

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-03-09 21:30:39
0 +-

Brzmi kusząco  :)

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2019-03-09 21:27:11
0 +-

Bardzo chcę obejrzeć ten film. Uwielbiam produkcje Marvela. 

Avatar użytkownika - Eskarina
Eskarina
Dodany: 2019-03-09 10:50:16
0 +-

Chętnie obejrzę :) Bardzo rzadko oglądam te filmy na podstawie komiksów, ale kilka z tych, które widziałam, naprawdę mi się spodobały. Brie sprawia fajne wrażenie, trailery zachęcają, jest kot, więc pewnie warto oglądac :)

Avatar użytkownika - takahe
takahe
Dodany: 2019-03-08 22:54:53
0 +-

Chyba nie moje klimaty

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-03-08 15:50:34
0 +-

Zapowiada się ciekawie

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2019-03-08 12:14:07
0 +-

Może się skuszę :)

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-03-08 12:10:25
0 +-

Ja może też obejrzę :)

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-03-08 11:31:00
0 +-

Może się skuszę.

Avatar użytkownika - riviera24
riviera24
Dodany: 2019-03-08 11:19:27
0 +-

Zapisano na liście: do obejrzenia :D

Warto przeczytać