Melodramat dla melomanów. Recenzja filmu „Narodziny gwiazdy"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Melodramat dla melomanów. Recenzja filmu „Narodziny gwiazdy

„Narodziny gwiazdy" nie są tak naprawdę filmem nowym. To – zależy jak liczyć – czwarta już lub piąta filmowa wersja tej samej historii. A jednak reżyserski debiut Bradleya Coopera zachwycił publiczność festiwalu w Wenecji. Nic dziwnego – to sprawnie zrealizowana i świetnie zagrana (a także zaśpiewana) opowieść o realiach showbiznesu. To bajka – ale jak bardzo piękna to bajka.

Ally (Lady Gaga) jest młodą dziewczyną, pracującą jako kelnerka i wieczorami śpiewająca piosenki Edith Piaf w jednym z klubów. Jackson Maine (Bradley Cooper) to wielka gwiazda, jednak coraz mocniej się stacza za sprawą alkoholu, narkotyków, leków. Pewnego wieczoru trafia do klubu, w którym śpiewa Ally i postanawia jej pomóc w karierze. I chyba wszyscy wiemy, do czego to doprowadzi.

Gdyby Bradley Cooper postanowił po prostu stworzyć kolejną wersję opowieści o związku mistrrza i uczennicy, jego film – niezależnie od sprawności realizacyjnej – byłby tak naprawdę zupełnie niepotrzebny. Na szczęście pokusił się o coś więcej. Po pierwsze: mocno uwypuklił wątek destrukcyjnego wpływu uzależnień na życie i karierę Maine’a. Muzyk stacza się coraz bardziej i choć jest tego świadomy, to nie potrafi zarazem wyrwać się z pętli uzależnień. Związek z Ally może być dla niego szansą na wyjście na prostą, gdy jednak ta zaczyna robić karierę i poddawać się presji menedżera, tracąc autentyczność i stając się w coraz większym stopniu marketingową wydmuszką, wszyscy zaczynamy domyślać się, jak ta historia się zakończy. W tym tkwi najpoważniejszy problem tego filmu – jego druga połowa wypada wyraźnie słabiej – wydarzenia toczą się nieco zbyt szybko, końcówka jest zbyt jednoznaczna w wymowie i za mało zniuansowana. Ale i ją oglądamy z zainteresowaniem.

Dlaczego? Bo Bradley Cooper w przejmujący sposób pokazuje, jak showbiznes zmienia ludzi, jak wpływa na ich życie, prywatność, związki. Pokazuje też, jak niewiele wiemy o wielkich gwiazdach, których wizerunek może w istocie mieć naprawdę niewiele wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie mocno wybrzmiewa ta interpretacja w kontekście tego, że główną rolę Cooper powierzył Lady Gadze, która przecież przez wiele lat otoczona była złą sławą taniej skandalistki. Tu znakomicie sprawdza się w roli nieśmiałej, niepewnej, trochę naiwnej początkującej młodej gwiazdy. Aktorsko Bradley Cooper w roli Maine’a wypada co najmniej równie dobrze, choć wyraźnie słabiej śpiewa. Zachwycają natomiast genialnie oświetlone kadry i fenomenalne zdjęcia. Całość muzycznie porywa, realizacyjnie wgniata w fotel i emocjonalnie porusza. Czyli gwarantuje niemal wszystko, czego można oczekiwać od porządnego melodramatu.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - lourdes
lourdes
Dodany: 2018-12-13 23:20:33
0 +-

To pewnie będzie muzyczny film, nie jestem pewna czy w moim guście, nie oglądam takich pasjami, ale dla odmiany możnaby spróbować

Avatar użytkownika - auriga
auriga
Dodany: 2018-12-04 08:34:36
0 +-

Pamiętam ten film z BarbrąStreisand, świetny.

Avatar użytkownika - Gosiaczek
Gosiaczek
Dodany: 2018-12-03 10:11:06
0 +-

Bardzo lubię takie klimaty! Koniecznie obejrzę film :)

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-12-01 11:37:29
0 +-

Zapowiada się ciekawie.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-12-01 10:45:05
0 +-

Trzeba obejrzeć.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2018-12-01 09:48:53
0 +-

JA też zaliczę się do osób które z chęcią obejrzą ... :)

Avatar użytkownika - lucter
lucter
Dodany: 2018-12-01 09:13:18
0 +-

Ta fabuła i muzyka to coś dla mnie, no i Lady Gaga na ekranie.

Avatar użytkownika - katiewa92
katiewa92
Dodany: 2018-12-01 09:04:57
0 +-

Muszę obejrzeć!

Warto przeczytać

Reklamy