Przejście. Recenzja filmu „Midsommar. W biały dzień"

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Przejście. Recenzja filmu „Midsommar. W biały dzień

„Midsommar" to – zależnie od interpretacji – albo poruszający dramat psychologiczny, opowiadający o godzeniu się ze stratą i przepracowywaniu traumy, albo też jeden z najbardziej oryginalnych horrorów w historii. Albo i jedno, i drugie.

Związek Dani (Florence Pugh) i Christiana (Jack Renoir) jest na zakręcie. On jest ich relacją wyraźnie zmęczony, ona – coraz bardziej od niej uzależniona. On nie mówi jej prawdy i wciąż pływa na powierzchni związku, ona coraz mocniej się w nim pogrąża. On jest totalnym dupkiem, choć stara się zachować „przyzwoicie”, ona dostrzega wyłącznie zachowywane przez niego pozory. On ma kolegów, którzy dostrzegają, jak bardzo miłość Dani go ogranicza. Ona jest sama. Coraz bardziej sama – szczególnie po traumie, jaką wkrótce przejdzie. Samotność Dani, uwypuklana także wizualnie w niemal każdej scenie, stanie się wkrótce jednym z wiodących tematów filmu.

Po wyjątkowo szarej, mroźnej zimie Dani i Christian wraz z grupą jego przyjaciół wybierają się na szwedzką prowincję, by wziąć udział w pogańskim święcie. To, co nastąpić ma później, zdradzają malowidła i wyszywane rękodzieło, które widzowi zaprezentowane zostają jeszcze przed zawiązaniem akcji. Dość powiedzieć, że będzie bardzo intensywnie, jeszcze bardziej – brutalnie, aż do granicy absurdu. Nie, „Midsommar” nie jest filmem, który polecić można by było widzom wrażliwym, nie znoszącym widoku krwi. Ale też nie wiem, czy jest nań gotowy niedzielny miłośnik horroru. Bo nie pokazywanie ludzkich bebechów dla samej brutalności obrał sobie Ari Aster za cel. „Midsommar” nie jest w żadnej mierze typowym filmowym slasherem, choć wykorzystuje środki charakterystyczne dla tego gatunku. Film trwa prawie dwie i pół godziny i komuś, kto poszukuje szybkiej akcji, jego oglądanie może wydać się doświadczeniem śmiertelnie nudnym. W pewnym sensie „Midsommar" może odrzucić zarówno fanów kina festiwalowego, jak i tych, którzy gustują w grozie.

Warto docenić, jak bardzo wszystko jest tu dopracowane pod względem warsztatowym. Operowanie kontrastem. Baśniowe, barwne zdjęcia Pawła Pogorzelskiego, zderzone z obrazem krwi i ludzkich wnętrzności. Intensywna muzyka The Haxan Cloak. Aktorstwo – w tym przedziwne, zmysłowe odgłosy wydawane przez uczestników rytuałów (pradawnych czy po prostu sekciarskich?). Przełamywanie dramatu i festiwalu brutalności scenami absurdalnymi lub otwarcie komediowymi. „Midsommar” to nie film – to doświadczenie. Bardzo mocne doświadczenie. O ile tylko widz pozwoli samemu sobie na pogrążenie się w nim.

„Midsommar" daje naprawdę potężne pole do interpretacji. Mamy tu zderzenie miasta, cywilizacji, miejsca totalnie oderwanego od natury z niewielką grupką ludzi, którzy żyją w zgodzie z nią, w miłości do niej – posuniętej do skrajności. Mamy zachodnią „samotność w tłumie” i pierwotną komunę, w której coś takiego jak prywatność (a więc i samotność) praktycznie nie może zaistnieć. Mamy chrześcijaństwo i rytuały pogańskie. Mamy „dobro” i „zło” – ale rozumiane w bardzo różny sposób. Mamy różnice kulturowe, umowność reguł rządzących rozmaitymi społecznościami, podkreślone do granic możliwości. Można traktować „Midsommar” jako ostrzeżenie przed wszelkiego rodzaju zamkniętymi społecznościami, sektami, które stopniowo uzależniają człowieka (byłbym ostrożny z taką interpretacją – wydaje się, że nie ma tu przemocy dla samej przemocy ani „siłowego" zatrzymywania w obrębie wspólnoty nikogo, kto nie łamie jej reguł, nie próbuje jej zniszczyć ani jej zagrozić, choć wiele stosowanych środków należałoby uznać za moralnie naganne), ale można też po obejrzeniu tego filmu mówić o tym, że każdy z nas musi do jakiejś społeczności przynależeć – inaczej nie będzie mógł przeżyć. Dawniej działo się tak z uwagi na zagrożenia płynące z otoczenia – człowiek był po prostu wyraźnie słabszy niż inne zamieszkujące świat drapieżniki. Dziś – bo potrzebuje wsparcia psychicznego w obliczu piekła, które sam sobie szykuje. Można też „Midsommar” czytać jako opowieść o życiu w kłamstwie lub o tym, że czasem musimy okłamywać samych siebie, by przetrwać. A może o tym, że potrzebujemy pewnych rytuałów, form, opowieści, by żyć dalej, by oswoić najgorsze, najtrudniejsze doświadczenia?

O „Midsommar” można dyskutować godzinami. Można powiedzieć, że to jeden z najbardziej okrutnych, brutalnych, nawet – obrzydliwych filmów, jakie istnieją. Można też stwierdzić, że to jeden z najpiękniejszych horrorów, jakie kiedykolwiek powstały. Jedno jest pewne: to kino do granic oryginalne, mocne, niebanalne. Myślę, że choćby z tego powodu warto dać mu szansę.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - 0
0
Dodany: 2019-08-06 09:48:48
0 +-

Być może się skuszę na ten film!

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-08-05 10:27:06
0 +-

Intrygują mnie nieoczywiste produkcje. Może warto...

Avatar użytkownika - chico6401
chico6401
Dodany: 2019-08-05 10:05:53
0 +-

Jestem bardzo ciekawa tego filmu

Avatar użytkownika - st
st
Dodany: 2019-08-04 22:59:44
0 +-

Świetnie napisana recenzja, ale poniewaz nie gustuję w horrorach, to chyba się nie skusze.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-08-04 21:04:04
0 +-

Kusząca propozycja!

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-08-04 19:22:39
0 +-

Też może obejrzę...

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-08-04 15:23:50
0 +-

Może się skuszę.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2019-08-04 00:29:00
0 +-

Nie oglądałam tego filmu, ale myślę, że ta recenzja przekonuje mnie do jego oglądnięcia.

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Tylko dla dorosłych
Nina Majewska-Brown
Tylko dla dorosłych
Pod naszym niebem
Sylwia Kubik
Pod naszym niebem
Marzycielka
Katarzyna Michalak
Marzycielka
Cecylio, obudź się!
Dorota Wójcik
Cecylio, obudź się!
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Ojciec, czyli o Pieronku
Szymon Wróbel
Ojciec, czyli o Pieronku
Kolory pawich piór
Jojo Moyes;
Kolory pawich piór
Coco i jej mała czarna sukienka
Annemarie Van Haeringen
Coco i jej mała czarna sukienka
Pokaż wszystkie recenzje