Corleone. Tu wszystko się zaczęło

Data: 2018-09-09 21:41:05 Autor: Adrianna Michalewska
udostępnij Tweet

Ludzie kochają opowieści o wielkiej historii, o rozbójnikach i prawdziwej miłości. Niewielu potrafi połączyć wszystkie wątki w jedno dzieło. Ale jeśli już komuś to się uda, wówczas otrzymujemy powieść wszech czasów. Mija właśnie pół wieku bestsellerowej historii o mafii pióra Mario Puzo. Historii, którą trudno by było powtórzyć.

Gdy w domu aukcyjnym RR Auction w lutym 2016 roku wystawiono pamiątki po amerykańskim pisarzu Mario Puzo, niewielu spodziewało się, że rękopis Ojca Chrzestnego i inne zapiski autora zostaną sprzedane za przeszło sześćset tysięcy dolarów. Urodzony w nowojorskiej Hell's Kitchen w 1920 roku Puzo jest ikoną amerykańskiej kultury. Jego powieści, a szczególnie Ojciec Chrzestny, stały się kamieniami milowymi dwudziestowiecznego pisarstwa w tym kraju. Pisarstwa i sukcesu, bowiem Puzo stworzył, a może jedynie wyciągnął na światło dziennie świat, który pokochano on Nowego Jorku po Tokio.

Oczywiście początki wcale nie były obiecujące. Syn włoskich imigrantów, kolejarskie dziecko, nie mógł liczyć na łatwy start w dorosłość. Oprócz niego w domu było jeszcze sześcioro rodzeństwa. Mario Gianluigi musiał dorosnąć. Czasy były ciężkie. Krach na nowojorskiej giełdzie, II wojna światowa, niepokoje i brak stabilizacji. W takich warunkach tworzył się mit człowieka, który stworzył kolejny mit – opowieść o sycylijskiej mafii.

W 1946 roku pracował jako dziennikarz w powojennych Niemczech. Ożenił się i założył rodzinę. Na świat przyszło kolejno pięcioro dzieci. Mario zdecydował o napisaniu swojej pierwszej książki. W 1955 opublikował Mroczną arenę, swoiste oświadczenie o tym, co widział i przeżył w pobitych Niemczech. To forma rozliczenia z dramatem zwycięzcy i przegranego po koszmarze wojny. Zanim świat otrzymał Ojca chrzestnego Puzo opublikował jeszcze trzy powieści. Żadna nie przyniosła mu sławy ani fortuny. Anegdota mówi, że to choroba i koszty z nią związane skłoniły pisarza do zaplanowania i napisania arcydzieła. Trudno jednak uwierzyć w to, że Ojciec Chrzestny mógłby być wynikiem kalkulacji i swoistego „kosztorysu". Kto przeczytał tę powieść, wie, że do jej powstania nie wystarczyły pieczołowicie gromadzone materiały o sycylijskiej mafii. Ojciec Chrzestny to coś więcej. To wielka opowieść o honorze, marzeniach, miłości do ojczyzny i przede wszystkim do rodziny, licznej i skomplikowanej, pełnej emocji, marzeń, radości i kłopotów. Do wielkiej włoskiej rodziny, którą Puzo miał w zasięgu ręki. Reszta to jedynie sceneria.

To nic osobistego, Sonny. To czysty biznes.

Ojciec Chrzestny w USA został sprzedany w dwudziestu jeden milionach egzemplarzy. Przez sześćdziesiąt siedem tygodni utrzymywał się na liście bestsellerów New York Timesa. A potem przyszły kolejne sukcesy. W 1972 Francis Ford Coppola zdecydował się na ekranizację powieści. Dwa lata później, zachęcony szalonym sukcesem pierwszej części filmu, stworzył „Ojca Chrzestnego II”. Świat oszalał.

The Times nazwał film najczęściej cytowanym filmem tamtych czasów. Dialogi, monologi, zwroty z „Ojca Chrzestnego” weszły na stałe do słownika współczesnej angielszczyzny. Zwroty: To nic osobistego, to tylko biznes i To oferta nie do odrzucenia nabrały nowego znaczenia. Przeszły drogę z języka ludzi szemranych interesów do słownika wielkiej finansjery i eleganckiego biznesu. Nagle negocjacje zaczęły wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas.

Wierzę w Amerykę. Pozwoliła mi zbić fortunę. Swoją córkę wychowałem po amerykańsku. Dałem jej wolność, ale nauczyłem, że nie wolno hańbić rodziny. Znalazła sobie chłopaka nie-Włocha. Chodziła z nim do kina, późno wracała. Nie protestowałem. Dwa miesiące temu zabrał ją z kolegą na przejażdżkę. Upili ją whisky… a potem próbowali wykorzystać. Broniła się. Zachowała cześć. Dlatego zbili ją jak zwierzę. Odwiedziłem ją w szpitalu. Miała złamany nos. Pękniętą, powiązaną drutem szczękę. Z bólu nie mogła nawet zapłakać. Ale ja płakałem. Czemu? Była światłem mego życia. Była piękna. Już nigdy nie będzie piękna. Przepraszam. Poszedłem na policję jak dobry obywatel. Ci dwaj mieli proces. Sędzia skazał ich na 3 lata, ale zawiesił wyrok. Zawiesił wyrok! Od razu wyszli na wolność! Stałem w holu sądu jak dureń. Ci dwaj dranie uśmiechnęli się na mój widok. Rzekłem do żony: „Sprawiedliwość wymierzy Don Corleone”.

Scenariusz do obu części Puzo napisał wspólnie z Francisem Fordem Coppolą. Początkowo propozycję reżyserowania filmu złożono Sergio Leone, ale słynny Włoch odrzucił ofertę. Stworzył swoje arcydzieło - „Dawno temu w Ameryce”, wyemitowane w 1984 roku w dwu wersjach: europejskiej i skróconej o dziewięćdziesiąt minut amerykańskiej. Ta druga okazała się finansową i artystyczną porażką. Dramat gangsterski Włocha nazwano „Żydowskim Ojcem Chrzestnym”. Leone nie był z tego powodu zadowolony. Starał się stworzyć dzieło uniwersalne, bliższe prawdy, ukazujące złożoność ludzkiej natury i skomplikowane relacje społeczne Detroit w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Jego wersja mafijnego świata nie ma w sobie romantyzmu i delikatności, jaką zaproponował Mario Puzo. Leone pokazał brzydotę, zło, gwałt w sposób niezwykle dosadny, namacalny – tak jakby chciał powiedzieć, że uwielbiana od dwunastu lat opowieść o romantycznej mafii to wierutna bzdura, bajka dla dzieci Hollywood, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Ale jak wiadomo, ludzie szukają w kinie historii, które poruszają, dodają skrzydeł, zabawiają i pozwalają poczuć się lepszymi. Nie zawsze szukają prawdy.

W Europie, w Cannes, oficjalna, nieokrojona wersja filmu zyskała uznanie. Trzy i pół godziny opowieści o losach Davida Noodlesa Aronsona (w tej roli wystąpił znany także z „Ojca Chrzestnego” Robert De Niro) nagrodzono oklaskami na stojąco. O skróconej, amerykańskiej papce, jaką uczyniono z „Dawno temu w Ameryce” świat postanowił zapomnieć. Nadchodziły lata dziewięćdziesiąte i tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1990 roku Francis Ford Coppola ofiarował światu „Ojca Chrzestnego III”.

Nie wiadomo, czym kierował się reżyser, podejmując próbę wskrzeszenia bohaterów opowieści o honorowych gangsterach. Rozterki starzejącego się Michaela Corleone, nieudany wątek romantyczny Marie i Vincenta zapewniły filmowi siedem nominacji do Oskara. Recenzje były życzliwe, ale nie dało się ukryć, że ostatnia część trylogii mocno odstaje od dwu poprzednich. Szczególnie w chwili, gdy na rynku pojawił się film Martina Scorsese „Chłopcy z ferajny”.

Warto zauważyć, że zanim na ekrany trafił „Ojciec Chrzestny”, świat znał już kilka lepszych i gorszych filmów o gangsterach. Temat był nośny od początku kinematografii. Upodobanie do „złych” w specyficznym, „sprawiedliwym" wcieleniu intrygowało ludzi od zawsze, przyjmując formy powieści łotrzykowskiej, historii o piratach, czy westernu, gdzie wyjęty spod prawa w końcu okazywał się człowiekiem, jakim każdy z nas zawsze chciałby być. Do tego elegancka oprawa, duży majątek, piękne scenerie, wyjątkowe cechy charakteru i współcześni bohaterowie, których źródeł można szukać u mitycznych herosów stają się nam bliscy i niezwykle przyjaźni.

Nie sposób wymienić wszystkie filmy o „dobrych gangsterach", ale warto poświęcić nieco uwagi kilku z nich. W 1931 roku powstał „Mały Cezar” Mervyna Le Roya z Douglasem Fairbanksem w jednej z głównych ról. Ten pierwszy dźwiękowy film o tematyce gangsterskiej ukazywał mafię jako przedsiębiorstwo, jak firmę. Tajemnica otaczająca tę instytucję powstała nieco później. W tym samym roku na ekrany trafił „Wróg publiczny nr 1” Williama A. Wellmana z Jean Harlow i Jamesem Cagneyem, oparty na nieopublikowanej powieści Johna Brighta i Kubec Glasmona Beer and blood. Film powstał dzięki wspomnieniom ludzi, którzy osobiście znali najbardziej „ekranowego” gangstera Ameryki Ala Capone'a i osobiście doświadczyli efektów prohibicji, która nie tylko przyczyniła się do rozkwitu alkoholowego podziemia, ale pozwoliła na rozwój przestępczości na niespotykaną dotychczas skalę.

Na Sycylii kobiety są groźniejsze od strzelb.

James Cagney powrócił na ekrany w 1949 roku jako Cody Jarret w filmie „Biały żar”, opartym na opowiadaniu Virginii Kellogg. To swoiste studium samotności i uzależnienia bezwzględnego z pozoru gangstera mogło zapoczątkować nowe spojrzenie na postać bezwzględnego mordercy jako produktu swoich czasów, wytworu epoki, którego życiowy wybór stał się efektem działań społeczeństwa.

„The Big Heat” Fritza Langa z 1953 roku stał się opowieścią o zmaganiach policjanta ze złym gangsterem (w roli Vince'a Stone'a wystąpił znakomity Lee Marvin). Ta wręcz manichejska potyczka dobra ze złem okraszona została rolą Glorii Grahame, jednej z kobiet Stone'a, filmowej femme fatale. „The Big Heat” był obrazem, w którym znacznie osłabła pozycja kobiet-wampów. Grahame w roli Debby (początkowo ta rola miała przypaść Marylin Monroe, ale ostatecznie aktorka okazała się za droga dla Columbia Pictures) bardziej przypomina kobiety znane z późniejszych filmów o przestępczości zorganizowanej. Jest łagodna, nie ma w niej nic z bezwzględności Vince'a.

Apoteozą ludzi wyjętych spod prawa, które nie pozwalało im na godne życie, był obraz Arthura Penna z 1967 roku „Bonnie and Clyde”. Para borykających się z biedą ludzi z południa USA - Clyde Barrow i Bonnie Parker - poznaje się i postanawia na własną rękę realizować wyobrażenie o szczęśliwym życiu. Początkowe napady rabunkowe szybko przekształcają się w zorganizowaną gangsterkę, gdy para (w tej roli niezapomniana Faye Dunawaye i Warren Beatty) szydzi sobie z okrutnych przedstawicieli prawa, coraz dalej przesuwając granice pomiędzy szlachetnym życiem banity w rodzaju Robin Hooda a zwykłym bandytą, złodziejem i mordercą. Film jest zdecydowanie pochwałą dla ludowych bohaterów Ameryki (Clyde Barrow i Bonnie Parker to postaci historyczne), którzy wybrali własną drogę, żyli krótko, ale romantycznie i na zawsze zapisali się w kulturze popularnej USA.

Obsypany nagrodami „Francuski łącznik” to arcydzieło o przemycie narkotyków. Film powstał na bazie powieści Robina Moore'a o tym samym tytule z 1969 roku. Obraz znalazł się w National Film Registry jako element dziedzictwa kulturowego USA. To bardzo interesująca lista, obejmująca wszystkie gatunki, od „Casablanki” po „Obcego – ósmego pasażera Nostromo”. Scena pościgu złotobrązowym Pontiakiem LeMans, którym Gene Hackman usiłuje dopaść uciekającego pociągiem Marcela Bozzuffiego, została uznana za przełomową w zapisie scen akcji.

Zawsze starałem się być zapobiegliwy. Kobiety i dzieci mogą być beztroskie, my nie.

Techniki ujęć doskonalono z filmu na film, zmieniała się także konwencja filmu gangsterskiego. Od stereotypowych fabuł, jednowymiarowych bohaterów przechodzono do coraz bardziej złożonych historii, coraz mniej jednoznacznych postaci, którym nieobce były wahania i rozterki. Świat podlegał zmianie, przeciwnik robił się coraz bardziej wyrafinowany, konwencja skorumpowanego policjanta i szlachetnego gangstera odeszła do przeszłości, ludzie szukali czegoś nowego.

Wtedy, w 1972 roku pojawił się „Ojciec Chrzestny I”, a rok później „Ulice nędzy”, wyreżyserowane przez Martina Scorsese z Robertem De Niro w jednej z głównych ról.  Po niezbyt udanym „Kto puka do moich drzwi?” Scorsese dołączył do wielkiej rodziny reżyserskiej, która zamieniła świat, stał się obok Francisa Forda Coppoli, Briana De Palmy, George Lucasa i Stevena Spielberga najbardziej rozpoznawalnym reżyserem Hollywood, jednym z grupy „Movie Brats”. Tytuł filmu Scorsese zaczerpnął z klasyka kryminału noir Raymonda Chandlera, oddając hołd mistrzowi powieści o czarnym charakterze. Wydawało się, że powieść gangsterska na zawsze splotła się ze srebrnym ekranem. Tymczasem, choć mijały kolejne dekady, złote czasy dla filmów o mafii trwały.

W 1990 świat zobaczył przebojowych „Chłopców z ferajny”. Zekranizowana powieść Nicholasa E. Pillegiego była odpowiedzią na zmieniające się gusta czytelników i widzów. Od ekranizacji pierwszej części „Ojca Chrzestnego” upłynęło już prawie dwadzieścia lat, na świecie pojawiło się kolejne pokolenie miłośników romantycznych opowieści o mafii. Ludzie rozpoczęli wędrówki do Corleone na Sycylii, szukając pełnych emocji miejsc, gdzie rozpoczęła się opowieść o wielkim Vito. Zaskoczeni, nie odnaleźli tam ani kościoła, w którym Michael wziął ślub z Apollonią, ani innych, znanych z powieści, a przede wszystkim z filmu, miejsc. Inspiracją dla filmowych plenerów nie było bowiem jedynie lekko górzyste Corleone w centrum Sycylii, ale wiele sycylijskich miast, od wschodu wyspy, przez stację w Bagherii, aż po schody teatru w Palermo. Wycieczki śladami Micheala Corleone wyszły nieco z mody, ale wciąż warto popróbować swoich sił, w szukaniu śladów słynnego mafioso. Zwłaszcza miasteczko Corleone stara się dostarczyć turystom niezapomnianych wrażeń, choć znawcy uważają, że oferowane na każdym rogu kapelusze i „mafijna” sceneria to jedynie konwencja, daleka od filmowego nastroju.

Scorsese coraz głębiej sięgał po problem degeneracji w samym środowisku przestępczym, odzierając je z wszelkiego romantyzmu. Ludzie pragnęli spokoju, rodziny mafijne przechodziły do lamusa, jako ciekawostka, wciąż atrakcyjna, ale odległa od rzeczywistości. Gangsterzy nie są już zupełnie ponad prawem, trafiają do więzienia, a nawet kończą w nim swoje kariery. Film zyskał miano obrazu dekady, stał się punktem odniesienia dla nowoczesnej kinematografii obejmującej filmy akcji, został przychylnie przyjęty przez krytykę, być może zmieniając pozycję „Ojca Chrzestnego”.

Mężczyzna, który nie spędza czasu z rodziną, nigdy nie będzie prawdziwym mężczyzną.   

Kilka lat wcześniej, w 1983 roku Brian De Palma zaprezentował światu „Człowieka z blizną” na podstawie powieści Armitage'a Traila. Temat był już poruszany w latach trzydziestych XX wieku. Główne role zagrał tu znany między innymi z „Ojca Chrzestnego” Al Pacino i Michelle Pfeiffer, która rolą Elviry Hancock zyskała uznanie publiczności. Sam film został raczej chłodno przyjęty przez krytyków z uwagi na nadmiernie eksponowaną przemoc, nadużywanie narkotyków i sceny ocierające się o pornografię. Dustin Hoffman przyznał, że film go uśpił. Nieuchronnie nadchodził zmierzch gangsterskich sag, choć wciąż zapowiadano jeszcze kilka całkiem dobrych tytułów.

Wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, tylko się nimi stają.

De Palma spróbował ponownie w 1987 z filmem „Nietykalni”. Do współpracy zaprosił Kevina Costnera, Seana Connery'ego, Roberta De Niro. Do ekipy dołączyła wschodząca gwiazda – Andy Garcia. Muzykę przygotował Ennio Morricone. Tym razem De Palma sięgnął po sprawdzony temat prohibicji i Ala Capone. W tej roli wystąpił Robert De Niro, a kreacja została uznana za porażkę. Roger Ebert, jeden z najznaczniejszych krytyków filmowych, nie pozostawił na aktorze suchej nitki. Pozycję filmu uratował Sean Connery, zdobywając dla „Nietykalnych” szereg nagród.

Nie sposób wymienić wszystkich filmów gangsterskich, które ukształtowały nasze wyobrażenie o mafii. Warto jednak wspomnieć o „Ścieżce strachu” braci Joela i Ethana Coelów z 1990 roku. Odświeżając temat prohibicji, bracia Cohen zyskali pozytywne recenzje, ale film okazał się finansową porażką. Podobny los spotkał „Życie Carlita” Briana De Palmy, opartego na  tekście Edwina Torresa, sędziego z Nowego Jorku. Rogert Ebert zarzucił De Palmie odgrzewanie zużytych wątków i brak innowacyjności. Po „Pulp Fiction” Quentina Tarantino z 1994 przyszedł rok 1995 i „Casino” Martina Scorsese, adaptacja kolejnej powieści Nicholasa Pileggiego, opisującej faktyczne zdarzenia z Las Vegas.

Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów.

Wysokonakładowa produkcja zarobiła majątek, a opinie krytyków były przychylne, choć wytknięto Martinowi Scorsese nadmierne epatowanie przemocą. Duet Robert De Niro i Sharon Stone w hollywoodzkim stylu podbił świat. Jednak świat czekał już na coś innego. Romantyczne opowieści o gangsterskim honorze wydawały się zużyte.

W 1997 Mike Newell pokazał światu „Donniego Brasco”, opowieść o starzejącym się agencje FBI, któremu podczas agencyjnej kariery udało się przeniknąć do jednej z nowojorskich rodzin mafijnych, infiltrując środowisko gangsterskie. Obraz okazał się strzałem w dziesiątkę, zebrał setki pozytywnych recenzji, sam Roger Ebert z Chicago Sun-Times dał filmowi trzy i pół na cztery możliwe gwiazdki. Ale czasy „Ojca Chrzestnego” minęły i każda kolejna produkcja z gangsterami w tle niosła już ryzyko porażki, choć w 2002 roku powstała jeszcze doskonała „Droga do Zatracenia” Sama Mendesa, z szeregiem nagród, w tym jednym Oskarem i pięcioma nominacjami do tej nagrody.

Miłośnicy tematu nadal mogą liczyć na kolejne filmy o mafii. Jednak w 1999 roku odszedł Mario Puzo, a wraz z nim odeszła nadzieja na kolejną wielką gangsterską opowieść. Po śmierci pisarza opublikowana została jeszcze Omerta i dokończona przez przyjaciółkę pisarza Rodzina Borgiów, będąca historyczną opowieścią o schematach władzy, które znaliśmy już z opowieści o Corleone. Pomimo wciąż pojawiających się historii, chyba żadna nie zyskała takiego uznania, jak opowieść o Vito i jego synu, Michaelu, którzy ukształtowali wyobrażenie o Cosa Nostrze, mafijnej organizacji z rolniczej Sycylii.

Są rzeczy, które trzeba zrobić i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwiać. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem zapomina.

Dziewiętnastego lutego 2016 roku anonimowy nabywca kupił na aukcji za przeszło sześćset tysięcy dolarów czterdzieści pięć skrzynek z depozytem bankowym, spuścizną po Mario Puzo. Stał się posiadaczem maszyny do pisania marki Olimpia i setkami stron rękopisów, maszynopisów, prób, w tym tomem przeszło siedmiuset stron początkowej wersji Ojca Chrzestnego. Nic z tego skarbu nie trafiło do małego Corleone na Sycylii, w miejsce, gdzie wedle Puzo, wszystko się zaczęło.

Wszystkie cytaty pochodzą z tekstu Ojciec Chrzestny, Mario Puzo, Wydawnictwo Świat Książki

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-12 16:18:55
0 +-

"Ojciec chrzestny" to klasyka. Niezwykła, ponadczasowa opowieść. Uwielbiam <3

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 11:36:37
0 +-

Wstyd się przyznać, ale ani nie czytałam, ani nie oglądałam.

Avatar użytkownika - Anytsuj
Anytsuj
Dodany: 2018-09-19 20:12:06
0 +-

Chyba każdy, kto pisze powieści marzy o choćby jednej czwartej sukcesu, jaki odniós "Ojciec chrzestny".

Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Dodany: 2018-09-14 14:10:46
0 +-

Klasyk!

Avatar użytkownika - jahunter3012
jahunter3012
Dodany: 2018-09-12 18:07:05
0 +-

Lubię Ojca chrzestnego i tyle.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-09-10 17:46:44
0 +-

I te cytaty! Samo życie!

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2018-09-10 08:01:12
0 +-

"Ojciec chrzestny" to mistrzostwo świata!