Corleone. Tu wszystko się zaczęło

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Corleone. Tu wszystko się zaczęło z kategorii Brak kategorii

Ludzie kochają opowieści o wielkiej historii, o rozbójnikach i prawdziwej miłości. Niewielu potrafi połączyć wszystkie wątki w jedno dzieło. Ale jeśli już komuś to się uda, wówczas otrzymujemy powieść wszech czasów. Mija właśnie pół wieku bestsellerowej historii o mafii pióra Mario Puzo. Historii, którą trudno by było powtórzyć.

Gdy w domu aukcyjnym RR Auction w lutym 2016 roku wystawiono pamiątki po amerykańskim pisarzu Mario Puzo, niewielu spodziewało się, że rękopis Ojca Chrzestnego i inne zapiski autora zostaną sprzedane za przeszło sześćset tysięcy dolarów. Urodzony w nowojorskiej Hell's Kitchen w 1920 roku Puzo jest ikoną amerykańskiej kultury. Jego powieści, a szczególnie Ojciec Chrzestny, stały się kamieniami milowymi dwudziestowiecznego pisarstwa w tym kraju. Pisarstwa i sukcesu, bowiem Puzo stworzył, a może jedynie wyciągnął na światło dziennie świat, który pokochano on Nowego Jorku po Tokio.

Oczywiście początki wcale nie były obiecujące. Syn włoskich imigrantów, kolejarskie dziecko, nie mógł liczyć na łatwy start w dorosłość. Oprócz niego w domu było jeszcze sześcioro rodzeństwa. Mario Gianluigi musiał dorosnąć. Czasy były ciężkie. Krach na nowojorskiej giełdzie, II wojna światowa, niepokoje i brak stabilizacji. W takich warunkach tworzył się mit człowieka, który stworzył kolejny mit – opowieść o sycylijskiej mafii.

W 1946 roku pracował jako dziennikarz w powojennych Niemczech. Ożenił się i założył rodzinę. Na świat przyszło kolejno pięcioro dzieci. Mario zdecydował o napisaniu swojej pierwszej książki. W 1955 opublikował Mroczną arenę, swoiste oświadczenie o tym, co widział i przeżył w pobitych Niemczech. To forma rozliczenia z dramatem zwycięzcy i przegranego po koszmarze wojny. Zanim świat otrzymał Ojca chrzestnego Puzo opublikował jeszcze trzy powieści. Żadna nie przyniosła mu sławy ani fortuny. Anegdota mówi, że to choroba i koszty z nią związane skłoniły pisarza do zaplanowania i napisania arcydzieła. Trudno jednak uwierzyć w to, że Ojciec Chrzestny mógłby być wynikiem kalkulacji i swoistego „kosztorysu". Kto przeczytał tę powieść, wie, że do jej powstania nie wystarczyły pieczołowicie gromadzone materiały o sycylijskiej mafii. Ojciec Chrzestny to coś więcej. To wielka opowieść o honorze, marzeniach, miłości do ojczyzny i przede wszystkim do rodziny, licznej i skomplikowanej, pełnej emocji, marzeń, radości i kłopotów. Do wielkiej włoskiej rodziny, którą Puzo miał w zasięgu ręki. Reszta to jedynie sceneria.

To nic osobistego, Sonny. To czysty biznes.

Ojciec Chrzestny w USA został sprzedany w dwudziestu jeden milionach egzemplarzy. Przez sześćdziesiąt siedem tygodni utrzymywał się na liście bestsellerów New York Timesa. A potem przyszły kolejne sukcesy. W 1972 Francis Ford Coppola zdecydował się na ekranizację powieści. Dwa lata później, zachęcony szalonym sukcesem pierwszej części filmu, stworzył „Ojca Chrzestnego II”. Świat oszalał.

The Times nazwał film najczęściej cytowanym filmem tamtych czasów. Dialogi, monologi, zwroty z „Ojca Chrzestnego” weszły na stałe do słownika współczesnej angielszczyzny. Zwroty: To nic osobistego, to tylko biznes i To oferta nie do odrzucenia nabrały nowego znaczenia. Przeszły drogę z języka ludzi szemranych interesów do słownika wielkiej finansjery i eleganckiego biznesu. Nagle negocjacje zaczęły wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas.

Wierzę w Amerykę. Pozwoliła mi zbić fortunę. Swoją córkę wychowałem po amerykańsku. Dałem jej wolność, ale nauczyłem, że nie wolno hańbić rodziny. Znalazła sobie chłopaka nie-Włocha. Chodziła z nim do kina, późno wracała. Nie protestowałem. Dwa miesiące temu zabrał ją z kolegą na przejażdżkę. Upili ją whisky… a potem próbowali wykorzystać. Broniła się. Zachowała cześć. Dlatego zbili ją jak zwierzę. Odwiedziłem ją w szpitalu. Miała złamany nos. Pękniętą, powiązaną drutem szczękę. Z bólu nie mogła nawet zapłakać. Ale ja płakałem. Czemu? Była światłem mego życia. Była piękna. Już nigdy nie będzie piękna. Przepraszam. Poszedłem na policję jak dobry obywatel. Ci dwaj mieli proces. Sędzia skazał ich na 3 lata, ale zawiesił wyrok. Zawiesił wyrok! Od razu wyszli na wolność! Stałem w holu sądu jak dureń. Ci dwaj dranie uśmiechnęli się na mój widok. Rzekłem do żony: „Sprawiedliwość wymierzy Don Corleone”.

Scenariusz do obu części Puzo napisał wspólnie z Francisem Fordem Coppolą. Początkowo propozycję reżyserowania filmu złożono Sergio Leone, ale słynny Włoch odrzucił ofertę. Stworzył swoje arcydzieło - „Dawno temu w Ameryce”, wyemitowane w 1984 roku w dwu wersjach: europejskiej i skróconej o dziewięćdziesiąt minut amerykańskiej. Ta druga okazała się finansową i artystyczną porażką. Dramat gangsterski Włocha nazwano „Żydowskim Ojcem Chrzestnym”. Leone nie był z tego powodu zadowolony. Starał się stworzyć dzieło uniwersalne, bliższe prawdy, ukazujące złożoność ludzkiej natury i skomplikowane relacje społeczne Detroit w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Jego wersja mafijnego świata nie ma w sobie romantyzmu i delikatności, jaką zaproponował Mario Puzo. Leone pokazał brzydotę, zło, gwałt w sposób niezwykle dosadny, namacalny – tak jakby chciał powiedzieć, że uwielbiana od dwunastu lat opowieść o romantycznej mafii to wierutna bzdura, bajka dla dzieci Hollywood, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Ale jak wiadomo, ludzie szukają w kinie historii, które poruszają, dodają skrzydeł, zabawiają i pozwalają poczuć się lepszymi. Nie zawsze szukają prawdy.

W Europie, w Cannes, oficjalna, nieokrojona wersja filmu zyskała uznanie. Trzy i pół godziny opowieści o losach Davida Noodlesa Aronsona (w tej roli wystąpił znany także z „Ojca Chrzestnego” Robert De Niro) nagrodzono oklaskami na stojąco. O skróconej, amerykańskiej papce, jaką uczyniono z „Dawno temu w Ameryce” świat postanowił zapomnieć. Nadchodziły lata dziewięćdziesiąte i tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1990 roku Francis Ford Coppola ofiarował światu „Ojca Chrzestnego III”.

Nie wiadomo, czym kierował się reżyser, podejmując próbę wskrzeszenia bohaterów opowieści o honorowych gangsterach. Rozterki starzejącego się Michaela Corleone, nieudany wątek romantyczny Marie i Vincenta zapewniły filmowi siedem nominacji do Oskara. Recenzje były życzliwe, ale nie dało się ukryć, że ostatnia część trylogii mocno odstaje od dwu poprzednich. Szczególnie w chwili, gdy na rynku pojawił się film Martina Scorsese „Chłopcy z ferajny”.

Warto zauważyć, że zanim na ekrany trafił „Ojciec Chrzestny”, świat znał już kilka lepszych i gorszych filmów o gangsterach. Temat był nośny od początku kinematografii. Upodobanie do „złych” w specyficznym, „sprawiedliwym" wcieleniu intrygowało ludzi od zawsze, przyjmując formy powieści łotrzykowskiej, historii o piratach, czy westernu, gdzie wyjęty spod prawa w końcu okazywał się człowiekiem, jakim każdy z nas zawsze chciałby być. Do tego elegancka oprawa, duży majątek, piękne scenerie, wyjątkowe cechy charakteru i współcześni bohaterowie, których źródeł można szukać u mitycznych herosów stają się nam bliscy i niezwykle przyjaźni.

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Dodany: 2018-09-14 14:10:46
0 +-

Klasyk!

Avatar użytkownika - jahunter3012
jahunter3012
Dodany: 2018-09-12 18:07:05
0 +-

Lubię Ojca chrzestnego i tyle.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-09-10 17:46:44
0 +-

I te cytaty! Samo życie!

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2018-09-10 08:01:12
0 +-

"Ojciec chrzestny" to mistrzostwo świata!

Książka
Ojciec chrzestny
Mario Puzo
Autor

Warto przeczytać

Reklamy