Bajka… a mogło być znacznie ciekawiej. Recenzja filmu „Po prostu razem"

Autor: o(
Okładka publicystyki dla Bajka… a mogło być znacznie ciekawiej. Recenzja filmu „Po prostu razem

Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

Francuski reżyser Claude Berri kolejny raz udowadnia, że nawet wycinek smutnej prozy rzeczywistości można w tak zgrabny i inteligentny sposób przelać na ekran, by nie popadając w rutynę, zaserwować niosącą lekki powiew optymizmu, przyjemną dla oka historię trójki całkiem zwyczajnych młodych ludzi, w których każdy z nas może odnaleźć skrawek samego siebie…

Po prostu razem - o czym jest film?

Film Po prostu razem to opowieść o życiu dwóch mężczyzn i kobiety, uwięzionych w matni szarej codzienności, którym dzięki przyjaźni i wzajemnej pomocy udaje się pokonać własne słabości i, co najważniejsze, odnaleźć miłość, choć pozornie wydaje się, że niemal wszystko ich dzieli. Camille to introwertyczka, krucha niczym porcelana artystka, która obawia i izoluje się od świata (Boję się Ciebie. Boję się siebie.), Philibert jest pełnym kompleksów arystokratą, zagubionym w rzeczywistości, skazanym przez własny strach na sprzedaż pocztówek, Franck zaś porywczym, wybuchowym, niestałym w uczuciach i pewnym siebie kucharzem. W istocie jednak łączy ich coś znacznie głębszego: samotność, ból wyobcowania i niespełnienia. Uświadamia im to dopiero staruszka Paulette, babcia Francka, której pogoda ducha i cięty język są wspaniałym dopełnieniem prezentowanych przez młodych Francuzów charakterów i osobowości.

Akcja filmu oscyluje pomiędzy mieszkaniem rodziny Philiberta, najpierw szpitalem, potem domem starców, gdzie przebywa Paulette oraz migawkami z kilku francuskich restauracji, dworca, biurowca i teatru… Oto pod jeden dach trafia wspomniana już trójka bohaterów. Mężczyźni mieszkają od pewnego czasu razem, Camille dołącza do nich na skutek ciężkiej choroby. Początkowo dochodzi do napięć pomiędzy nią a Frankiem. Jak jednak wiadomo, przeciwieństwa przyciągają się i po czasie, tam, gdzie nikt by się nie spodziewał, pojawia się miłość…

Po prostu razem: bohaterowie

Cała opowieść – banalna historia miłosna, w dziele Berriego nabiera barw. Wszystko za sprawą dość wnikliwej prezentacji sylwetek psychologicznych bohaterów i zachodzących w nich ewolucji. Bowiem Camille i Franck, zanim zostaną parą, będą musieli najpierw do tego dorosnąć. Podobnie jak Philibert, któremu dzięki własnej pracy uda się odnaleźć właściwą drogę. I tak introwertyczka po czasie otworzy się na świat i przestanie uciekać, zakompleksiony samotnik pozna wybrankę życia, a porywczy libertyn ustatkuje się i postanowi założyć rodzinę. By osiągnąć sukces, cała trójka musi najpierw pokonać własne słabości, przeciwności losu, a przede wszystkim uświadomić sobie, czego tak naprawdę pragnie.

Po prostu razem: między melancholią a optymizmem

I właśnie o tym traktuje film Po prostu razem, chwilami smutna, w całości napawająca dawką optymizmu, obyczajówka, która w pochmurny, jesienny dzień zapala iskierkę nadziei na to, że po „złym” zawsze następuje „lepsze”. Choć obraz Berriego jest bardzo przyjemnym doświadczeniem, pozostawia jednak pewien niedosyt. Ów niedosyt wiąże się z tym, iż, po pierwsze: odczuwamy wyraźne déja vu, po drugie – historia opowiedziana jest zbyt pobieżnie i milczy w momentach, kiedy nie powinna (choćby anoreksja Camille?), wreszcie, po trzecie – niestety epilog nie stanowi żadnej niespodzianki i nazbyt ułatwia życie głównych bohaterów.

Po prostu razem: aktorstwo

Obsada: Audrey Tautou (Camille), Guillaume Canet (Franck), Laurent Stocker (Philibert) i Francoise Bertin (Paulette) dobrze wywiązuje się ze swego zadania, aczkolwiek chwilami za bardzo zbacza na ścieżkę tradycyjnego rzemiosła, wysuwając je przed artystyczną swobodę interpretacji. Wrażenie wcześniej wspomnianego déja vu wywołuje kreacja Tautou – jej Camille nieuchronnie nasuwa skojarzenia z Amelią, choć do końca nie wiadomo, czy właśnie to, nie leżało w zamyśle reżysera (w końcu niemieckie wydanie powieści Gavaldy opatrzono banderolą z napisem Świat Amelii). Cannet oferuje nam swoją interesującą aparycję i romantyczne usposobienie, Stocker wypada przekonywująco, zaś z Bertin pozostają: niezwykła mimika twarzy i kąśliwe kwestie.

Po prostu razem: czy warto zobaczyć?

Nastrój Po prostu razem buduje w znaczącej mierze świetna muzyka Frederica Bottona i malowniczość francuskich pejzaży. Jakkolwiek bezkrytycznie na film by nie spojrzeć, nasuwa, niestety, skojarzenia słodko-kwaśnego sosu, w którym połączono dwa składniki: dobrych aktorów, odgrywających intrygujące postaci z mizerną, niezdecydowaną fabułą. Bowiem rys psychiki bohaterów jest niedokładny, za słabo rozwinięty, co ciekawsze wątki – spłycone, zaś akcja nostalgicznie brnie do przodu, momentami grzęznąc w kolejnych lukach scenariusza. Tak naprawdę nie jest ani zabawnie, ani dramatycznie, jest po prostu nijak. Zamiast chwili zadumy, otrzymujemy przyspieszony happy end, który, nasuwając kolejne skojarzenia z Amelią, utwierdza nas tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia tylko z bajką…

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Po prostu razem
Anna Gavalda
Autor

Warto przeczytać