Recenzje za pieniądze czyli o współpracy blogerów z wydawcami

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Recenzje za pieniądze czyli o współpracy blogerów z wydawcami z kategorii Brak kategorii

Za co i ile wydawcy gotowi są zapłacić blogerom? Czy wolno krytykować recenzowane książki? Jak zostać zauważonym przez wydawnictwo? Na te pytania podczas debaty „Blogerze, zapytaj wydawcy", zorganizowanej przez Śląskich Blogerów Książkowych podczas Śląskich Targów Książki w Katowicach starali się odpowiedzieć Kinga Maszota z Wydawnictwa SQN oraz Karol Górski z Wydawnictwa Poznańskiego. Spotkanie poprowadziła Ilona Chylińska z bloga Ostatni czytelnik. Przeczytajcie zapis dyskusji! 


Blogi książkowe muszą umrzeć! Sprawdźcie co o przyszłości pisania o książkach sądzą blogerzy.


Ilona Chylińska: Kiedy 10 lat temu zaczynałam blogować, blogosfera wyglądała zupełnie inaczej i nikt nie sądził, że dzisiaj będziemy mieli blogi, vlogi, Instagram, Facebooka, zdjęcia, posty, instastories. Powiedzcie, z kim najlepiej Wam się współpracuje i jak w ogóle wybieracie potencjalnych partnerów czy recenzentów?

Karol Górski: Przede wszystkim nie widzę zbyt dużej różnicy między grupami internetowych twórców, z którymi współpracujemy. Blogerzy, youtuberzy, instagramerzy – wydaje mi się, że to właściwie podobna grupa, często zresztą te same osoby mają kanały w różnych serwisach społecznościowych, stąd takie rozróżnienie wydaje mi się niepotrzebne.

Jeśli chodzi o to, jak szukamy osób do współpracy, sytuacja bywa bardzo różna. Codziennie otrzymujemy po kilkadziesiąt zgłoszeń od osób, które założyły właśnie konto na Instagramie i chciałyby nawiązać współpracę. I tu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jeśli ktoś ma konto od dwóch dni i chciałby dostawać od nas książki za darmo – nie ma takiej możliwości. Po prostu nie mamy tak dużo książek, by wysyłać je każdemu, kto się do nas zgłosi.

Natomiast często bywa tak, że wiemy, jakie książki będziemy wydawać i pod kątem konkretnej pozycji szukamy osób, z którymi będziemy chcieli współpracować. Jeżeli jest to – na przykład – powieść obyczajowa, która dotyczy macierzyństwa, szukamy blogów, które dotyczą tego tematu. Stąd kontakt czy współpraca inicjowane bywają zarówno przez jedną, jak i drugą stronę.

Ilona Chylińska: Szukacie? Czyli wybieracie z bazy, którą dysponujecie, czy robicie dodatkowy research w sieci?

Karol Górski: Właściwie i jedna, i druga sytuacja ma miejsce. Z jednej strony wśród blogerów, vlogerów, instagramerów, których już mamy w bazie, szukamy tych najbardziej odpowiednich, ale też przeglądamy sieć w poszukiwaniu nowych współpracowników.

I faktycznie, nikt jeszcze kilka lat temu nie podejrzewał, że tych blogów będzie tak dużo i że codziennie będą powstawały nowe. Baza, która powstała pół roku temu, często okazuje się dziś już nieaktualna.

Kinga Maszota: Gdy zaczynałam pracę w Wydawnictwie SQN, moja baza liczyła może 600 osób. Dziś jest to 3500-4500 osób. Przez dwa lata ten rynek bardzo, bardzo się rozwinął. Dzięki temu możemy wybierać spośród blogerów. Jeżeli ktoś na swoim blogu recenzuje fantastykę, będzie otrzymywał od nas fantastykę. Jeśli zgłosi się po poradnik – nie wyślę mu książki, bo odbiorcy nie odwiedzają jego bloga w poszukiwaniu tego typu publikacji. Bardzo dużą wagę przykładam też do tego, by przeprowadzić solidny research.

Najczęściej spośród 4500 osób w mojej bazie wybieram grono osób, do których odezwę się sama i wyślę propozycję egzemplarza recenzenckiego - będą one stanowiły przynajmniej połowę ostatecznego grona recenzentów. Część współpracowników zgłosi się sama. Potem często godzinami przeglądam Instagrama zamiast pracować, robiąc to pomiędzy pisaniem jednej notki okładkowej a drugiej, sprawdzając, kto jest obecnie na topie, kto się rozwija, kto wrzuca piękne zdjęcia, kto zmienił content. Dziewczyny bardzo często zaczynają od książek, a potem przechodzą na lifestyle – pokazują sport na swoim Instagramie, ich kanał żyje razem z nimi. Dziewczyny się zmieniają, więc zmienia się przygotowywana przez nie treść. Dzięki temu mogę po pewnym czasie osobie, która niegdyś zajmowała się fantastyką, a obecnie w jej przekazie dominuje lifestyle, wysłać poradnik lifestyle’owy.

Karol Górski: Rzeczywiście, często blogi, kanały na Instagramie rozwijają się razem z twórcami tych mediów. Ale jest też tak, że często osoby, które zajmowały się lifestylem, chcą spróbować recenzji książek, działa to więc w obie strony. Staramy się również wychodzić z naszymi książkami poza książkowe blogi i strony. Wiadomo, że są zapaleni czytelnicy i zapalone czytelniczki, które mają „polajkowanych" milion książkowych blogów, vlogów i Instagramów, i ta książka, która jest pokazywana na tych kanałach, trafia do nich z różnych stron. Za sprawą blogów książkowych nie dotrzemy jednak do osób spoza książkowej blogosfery. Chętnie nawiązujemy więc również współpracę z osobami, których vlogi i blogi nie dotyczą typowo literatury.

Ilona Chylińska: Co w takim razie zrobić, by przez wydawcę zostać zauważonym? Na co zwracacie uwagę? Na zasięgi? Na stałą i dobrą współpracę?

Karol Górski: Każdą współpracę, którą nawiązujemy czy inicjujemy, rozpatrujemy indywidualnie. Nie ma tu jednego wzoru – czasem nawiązujemy kontakt z osobą, która nie ma szalenie dużych zasięgów, ale robi przepiękne zdjęcia. Wysyłamy wtedy książkę, bo dany twórca jest zaangażowany, bo nie rzuci książki gdziekolwiek i nie zrobi jej zdjęcia koło kosza na śmieci - a tak też się zdarza.

Są osoby, które piszą świetne recenzje, ale nie działają na Instagramie czy nie są zbyt aktywne na Facebooku – tacy blogerzy też mają szansę na współpracę z nami. Nie jest tak, że patrzymy wyłącznie na zasięgi. Oczywiście, mają one znaczenie, bo chcemy, by nasze książki docierały do dużego grona odbiorców, ale nie jest to jedyne kryterium.

Kinga Maszota: Ja przykładam wagę przede wszystkim do jakości – nie tylko jakości zdjęć, ale przede wszystkim recenzji. W momencie, kiedy blogerka ma jedynie 600 obserwatorów na Instagramie, ale to, jak opisuje książkę, łapie mnie za serce, będę z nią współpracować. Są blogerki, które mają zasięgi po 50-60 tysięcy, robią przepiękne zdjęcia, ale na przykład w komentarzu piszą tylko zdanie: „Bardzo mi się podobała”. Muszę szukać równowagi pomiędzy jednym a drugim sposobem przekazu. Chcę, by książka została zauważona, bo zajmuję się jej promocją, ale też przykuwam uwagę do jakości – do tego, w jaki sposób daną książkę się prezentuje.

Obecnie bardzo popularne są instastories. Dziewczyny bardzo często opowiadają całą fabułę, to, czy książka im się podobała, pokazują proces czytania. W poniedziałek blogerka zaczyna czytać książkę i zamieszcza informację, że czyta. We wtorek mówi, że jest po 150 stronach, a ta książka złapała ją za serce – sama wówczas łapię się na tym, że i mnie to porusza, wciąga, że chcę brać udział w procesie czytania, bo to jest bardzo wiarygodne, autentyczne.

Karol Górski: Istnieje przekonanie, że liczą się tylko zasięgi i to prowadzi też do sytuacji, że jest pokusa wśród blogerów czy instagramerów, by kupować sobie zasięgi. Od razu powiem, że to nie ma najmniejszego sensu – przeciwnie, to odstrasza. Wchodzimy na profile i sprawdzamy: jeśli ktoś ma 20 tysięcy obserwujących, a jego zdjęcia lubi 20 osób, od razu widać, że coś jest nie tak z danym kanałem. Podobnie jeśli jest bardzo mało komentarzy. Lepiej mieć mniejsze blogi czy kanały, ale prowadzone z dużym zaangażowaniem, niż potężne, ale puste.

Kinga Maszota: Obecnie istnieje bardzo dużo programów, dzięki którym możemy sprawdzić zasięgi. I jeżeli zauważę, że coś jest nie tak z blogerem, to dla mnie to jest sygnał, że dana osoba nie jest autentyczna. A nam zależy na autentyczności, jakości. Bardzo łatwo wychwycić też boty, które tworzą komentarze pod konkretnymi hasztagami – naprawdę, nie tędy droga. Angażowanie odbiorców poprzez pytania jest też bardzo cenne i też pozwala odsiać profile tworzone przez boty.

Ilona Chylińska: Mówiliście, że najważniejsze jest ładne zdjęcie, trochę też treść…

Karol Górski: Przede wszystkim treść.

Kinga Maszota: Tak, najważniejsza jest treść.

Ilona Chylińska: Tyle, że podczas wczorajszej dyskusji o zarabianiu na blogach padło stwierdzenie, że dziś wydawcy oczekują od blogerów niemal wyłącznie ładnego zdjęcia, bo ma ono więcej wyświetleń niż solidna analiza krytyczna czy recenzja. Czy chodzi Wam tylko o to, by okładka utrwaliła się w umyśle odbiorcy, czy jednak stawiacie jeszcze na treść?

Karol Górski: Przysłuchiwałem się tej dyskusji i chyba odwróciłbym trochę całe postawienie sprawy. To znaczy: z mojej perspektywy to nie wygląda tak, że prosimy blogerów, by zamiast recenzji robili zdjęcia. Raczej to po prostu blogosfera się zmienia, ludzie klikają w inne treści, ale też książek na rynku ukazuje się strasznie dużo, w Polsce mamy więcej autorów niż osób, które czytają książki, więc to jest też tak, że kiedy kontaktujemy się z potencjalnym partnerem, to od razu zaznacza nam on, że może daną książkę u siebie pokazać, ale nie napisze recenzji, bo nie zdąży jej przeczytać. Wiele osób ma w domu stosy książek z różnych wydawnictw i choć bardzo chcą kiedyś daną książkę przeczytać, to nie są w stanie zrobić tego szybko. Wówczas możemy poprosić o zrobienie zdjęcia.

Kinga Maszota: Ja z każdym blogerem ustalam indywidualnie warunki współpracy. Jeśli ktoś rzeczywiście obecnie nie ma czasu, ale bardzo mu zależy, by kiedyś przeczytać dany tytuł, mogę książkę wysłać, prosząc o zamieszczenie zdjęcia możliwie szybko. Wysyłamy setki egzemplarzy każdego tytułu - do blogerów czy dziennikarzy. Jeśli zobaczycie, że dana książka widoczna jest tylko u kilku osób, to nie znaczy, że takie właśnie było grono blogerów, których poprosiliśmy o recenzję - w rzeczywistości z pewnością grupa recenzentów była o wiele szersza.

Ilona Chylińska: Lepsza jest recenzja pozytywna czy negatywna?

Karol Górski: Przede wszystkim dobrze by było, gdybyśmy rzeczywiście otrzymywali recenzje, a nie tylko zdjęcia. Skoro wydajemy jakieś książki, to jesteśmy przekonani, że są one dobre i chcemy, by również recenzje były jak najlepsze. Natomiast dla nas kluczem jest autentyczność – nie znam przypadku z Czwartej Strony czy Wydawnictwa Poznańskiego, byśmy odmówili komuś wysłania książki tylko dlatego, że wcześniej skrytykował on inny tytuł. Bywa, że ktoś, komu wysłaliśmy książkę, pisze do nas, pytając, co ma zrobić w sytuacji, gdy nie przypadła mu ona do gustu. Wtedy zawsze prosimy, by tekst został opublikowany, nie wyciągamy z tego konsekwencji, nie zrywamy współpracy.

Kinga Maszota: Ale istnieją takie wydawnictwa...

Karol Górski: Natomiast często kończymy współpracę w sytuacji, gdy wysyłamy do kogoś książki przez rok i w tym okresie nie ukaże się żadne zdjęcie ani żadna recenzja, żadne wspomnienie o tej książce.

Kinga Maszota: Nam nie zależy na tym, by recenzja była pozytywna, ale tekst musi być umotywowany, uargumentowany. Nie każda książka musi się wszystkim spodobać, ale trzeba to uzasadnić. Mówimy cały czas o autentyczności – jeżeli nawet dana książka podoba się blogerowi, nie musi wychwalać jej pod niebiosa, ważne, by pokazał jej wady – a to rzadko zdarza się w tekstach blogerskich, przez co tracą one na wiarygodności.

Wcześniej byłam blogerką, na rynku książkowym jestem od 5 lat, a od 2 lat zajmuję się promocją, mam więc doświadczenie blogerskie i inaczej patrzę na blogerów – trochę z przymrużeniem oka czasami, trochę z dobrym sercem, jak taka Matka Polka chciałabym wszystkich nauczyć blogowania, zależy mi więc, by blogerzy wskazywali plusy i minusy danej pozycji.

Karol Górski: Nie chciałbym, by to zabrzmiało jako zachęta, by wszystkie nasze książki krytykować, ale autorom i autorkom zawsze podsyłamy recenzje i zwracamy uwagę, by przy kolejnych książkach wzięli oni pod uwagę sugestie blogerów czy czytelników.

Monika Badowska, autorka bloga Prowincjonalna nauczycielka: Podczas wczorajszej debaty padło wiele słów na temat zarabiania na blogach. Blogerzy narzekali na to, że często w ramach współpracy recenzenckiej nie otrzymują nawet finalnych egzemplarzy danej pozycji. Chciałbym zapytać: komu i za co jesteście w stanie zapłacić?

Kinga Maszota: Przede wszystkim dla mnie jest logiczne, że jeżeli produkuję wcześniej szczotki, to osoba, która dany tytuł zrecenzuje, otrzyma później ostateczną wersję książki. Czułabym się okradziona z własnej intelektualnej twórczości, gdybym tego egzemplarza nie otrzymała.

A jeśli pytasz, za co jestem w stanie zapłacić, to i to jest dla mnie logiczne: za recenzję. Jeżeli ktoś sprawuje patronat medialny nad naszą książką i wykazuje się dużą aktywnością, często sama odzywam się do niego i proponuję pieniądze za dodatkowe działania. Jeżeli widzę, że ktoś recenzował wcześniej książki Anety Jadowskiej i jest w stanie pokazać nowy tytuł w autentyczny sposób, przyłożyć się do pracy, jestem w stanie zapłacić za recenzję książki. Ale to musi być coś, co autentycznie poruszy moje serce.

Monika Badowska: Rozumiem w takim razie, że patronaty medialne są płatne?

Kinga Maszota: Nie wszystkie. Wszystko zależy od blogera, ale często płacimy blogerom za współpracę.

Karol Górski: My zwykle wysyłamy egzemplarze finalne i każdy, kto wcześniej otrzymał pdf, dostanie później książkę w ostatecznej wersji. Jeśli zaś chodzi o płacenie za patronaty medialne, rzeczywiście to kwestia indywidualna. Jeśli piszemy do blogera, to zawsze pytamy, na jakich zasadach współpracuje, a potem reagujemy na to, co odpisze. Jeśli ktoś będzie wymagał 1000 zł za zrobienie jednego zdjęcia, a widzimy, że zasięgi nie są duże, to raczej szukamy innych partnerów.

Nie bronimy się przed płaceniem blogerom za to, co robią, ale trzeba pamiętać, że książki to nie kosmetyki, nie sprzedaje się ich tak fajnie i kolorowo czy masowo, więc nasze budżety zawsze są ograniczone. Dlatego kiedy płacimy za recenzje czy za patronaty, to bardzo uważnie dobieramy tego rodzaju współprace – nie jesteśmy w stanie zapłacić wszystkim.

Uczestni panelu: Czy nie uważają Państwo, że w Państwa interesie jest edukowanie blogerów, by nie odbywało się „mimowolne chwalenie” promowanych książek? Gros zamieszczanych w sieci recenzji jest pozytywnych – zupełnie mimowolnie.

Kinga Maszota: Mam wrażenie, że młode blogerki, które dopiero zaczynają swoją drogę, boją się mówić źle o książce. Ale nawet, jeśli chcą dany tytuł skrytykować, powinny powiedzieć również o jego dobrych stronach. Tak, jak mówiłam, dla nas najważniejsze są argumenty.

Karol Górski: Blogerzy i blogerki to nie jest grupa jednorodna. Czasem w recenzji jeden z czytelników będzie szalenie chwalił daną książkę, inny bloger zaś skrytykuje ją bardzo mocno. Starałbym się uniknąć jednoznacznego stwierdzenia, że osoba, która pochwali książkę, będzie bała się, że wydawnictwo zerwie z nią współpracę.

Uczestnik panelu: A czy nie jest tak, że wiele osób po prostu nie opublikuje negatywnej recenzji?

Karol Górski: Są takie blogi, których autorzy otwarcie mówią, że nie zamieszczają negatywnych recenzji, które chcą pokazywać tylko dobre książki, nie chcą poprzez swoje omówienia promować złych książek.

Kinga Maszota: Ja współpracowałam z kilkoma blogerkami, które zamieszczają tylko pozytywne recenzje, bo ich zdaniem wiele książek jest tak złych, że powinny być po prostu zapomniane.

Karol Górski: Znacie bloga Diany Chmiel „Bardziej lubię książki niż ludzi”? Ostatnio oficjalnie autorka zamieściła wpis, w którym w odpowiedzi na zarzuty czytelników wyjaśniła, że nie pisze negatywnie, bo złych książek po prostu nie chce pokazywać i nie chce reklamować.

Karolina Sosnowska, autorka bloga Tanayah czyta: A czy istnieje droga, by jako bloger przejść ze współpracy barterowej na współpracę płatną? Kto takie rozmowy powinien zainicjować?

Kinga Maszota: To także indywidualna kwestia. Nie możemy współpracować z każdym blogerem, musiałabym wydawać bardzo dużo pieniędzy, a budżety wszyscy mamy mocno ograniczone. Przy promocji książki, gdy wiem już, kiedy jest premiera, ile będziemy drukować egzemplarzy, zastanawiam się, ile jestem w stanie zapłacić blogerom, ile muszę przeznaczyć pieniędzy na media, reklamę w tradycyjnych kanałach i co kluczowe będzie dla promocji.

Karol Górski: W pełni się zgadzam. Zdarzało się tak, że współpracowaliśmy barterowo z blogerem czy blogerką i po pewnym czasie jego blog stał się bardziej popularny, jakość również okazała się zdecydowanie lepsza i po pewnym czasie autor powiedział: „Karol, słuchaj, mam coraz większe zasięgi i myślę, że to już etap, kiedy powinienem lub powinnam dostać za to pieniądze”. W tych przypadkach często się zgadzamy.

Ilona Chylińska: Co to znaczy „wystarczająco duże zasięgi”?

Kinga Maszota: To jest bardzo indywidualna kwestia, nie możemy wrzucać wszystkich do jednego worka. Jeśli podamy konkretny pułap, to każda osoba, która go osiągnie, powie, że nie będzie decydować się na współpracę z nami bez pieniędzy. Wszystko zależy od jakości, od tego, jak się rozwija dany bloger, od zaangażowania obserwatorów, od grupy, która zebrała się wokół danego blogera i popiera to, co pisze, zgadza się z nim – albo nie zgadza się z nim.

Ilona Chylińska: Czyli może być tak, że mimo mniejszej liczby obserwatorów można liczyć na współpracę płatną przy lepszej jakości postów?

Karol Górski: To zależy także od gatunku książki. W Polsce wiele osób recenzuje powieści obyczajowe czy kryminały, więc tu musimy wybierać blogerów z najlepszą treścią i zasięgami, zdecydowanie mniej jest blogów, które piszą profesjonalnie o literaturze faktu czy reportażach – i tu nasze oczekiwania nie są tak wielkie.

Ilona Chylińska: W naszej dyskusji jak mantra powraca słowo „zaangażowanie”. Co wy konkretnie rozumiecie pod tym pojęciem? Przychodzi do Was bloger i mówi: „Napiszę recenzję”, a Wy mu dorzucacie do pakietu ładne zdjęcie i filmik na Youtube czy instastories?

Kinga Maszota: Lubię, gdy bloger ma indywidualne podejście do autora. Jedna z blogerek, gdy wydawałam kolejną książkę danego pisarza, poprowadziła spotkanie autorskie, przeprowadziła wywiad, wymyśliła cykl wpisów, by zaangażować swoją społeczność, zebrała pięć ciekawostek na temat autora… To jest zaangażowanie, którego oczekuję.

Karol Górski: Wobec tych blogerów, z którymi współpracujemy za pieniądze, mamy największe wymagania. Podpisujemy umowy, rozliczamy się z tych działań, sprawdzamy, czy dana umowa została zrealizowana punkt po punkcie, w jaki sposób i dlaczego. Natomiast gdy umawiamy się barterowo, to rozumiemy, że współpracujemy z pasjonatami, że to nie jest dla nich sposób zarobku, tylko po prostu dani blogerzy lubią się dzielić ciekawymi książkami, lubią czytać. I jeśli w przypadku współpracy barterowej ktoś nie opublikuje recenzji lub skrytykuje książkę, którą od nas otrzymał, to nie zrywamy kontaktu. Natomiast jeśli ktoś chce to robić profesjonalnie, to zdecydowanie więcej czasu poświęcamy na to, by sprawdzić, jak takie działania zostały zrealizowane.

Ilona Chylińska: Czyli rozpocząć współpracę barterową z wydawnictwem jest zdecydowanie prościej?

Kinga Maszota: Wydaje mi się, że zawsze bloger musi najpierw dać coś od siebie, by otrzymać coś od wydawnictwa. Bardzo nie lubię sytuacji, kiedy blogerka ma bloga dwa tygodnie lub dwa dni, jedno zdjęcie, recenzję powitalną i od razu chce współpracować z wydawnictwem. Sama zaczęłam współpracować z wydawcami dopiero po roku, gdy miałam opublikowanych 50 recenzji. Mam też wrażenie, że blogerki po rozpoczęciu współpracy z wydawnictwami przestały kupować książki, bo wiedzą, że je mogą otrzymać za darmo. Tu możemy mówić o pewnym kryzysie jeśli chodzi o tego rodzaju współpracę.

Ilona Chylińska: Nie macie wrażenia, że wysyłając książki do recenzji tracicie potencjalnych kupujących...

Kinga Maszota: czy konsumentów? Zawsze przed wysłaniem danej książki zastanawiam się dwa razy. Blogerka złapała mnie za serce – w porządku, ale muszę potem zastanowić się nad tym, czy zrozumie ona daną literaturę, czy to jest książka odpowiednia dla niej. Nie jesteśmy organizacją charytatywną i z wysłanych darmowych egzemplarzy musimy się po prostu rozliczyć.

Karol Górski: Nie wszyscy wiedzą, ale gdy podpisujemy umowę z autorem, musimy określić, ile książek możemy przekazać bezpłatnie na cele marketingowe. Musimy znaleźć złoty środek pomiędzy dbałością o interesy autorów, którzy bez zarobku nie będą mogli pisać kolejnych książek, a współpracą z blogerami czy mediami. Chciałbym też zwrócić uwagę na to, że jeśli ktoś prowadzi bloga czy vloga o książkach, to zapewne robi to z pasji. Wielu z tych osób inaczej nie byłoby stać na kupienie sobie tak dużej liczby nowych tytułów. Przekazując im egzemplarze recenzenckie, przykładamy się też do promocji czytelnictwa.

Kinga Maszota: Ale z pewnością nie jest tak, że rozdajemy książki za darmo. Przekazując egzemplarze blogerom, doceniamy ich zaangażowanie, kompetencje, doceniamy ich pracę włożoną w przeczytanie książki, to, że napiszą recenzję, przygotują bardzo ładne zdjęcie czy opowiedzą o książce innym ludziom.

Ilona Chylińska: Gdybyście mieli wskazać największe grzeszki blogerów, to byłyby to?

Karol Górski: Zbyt krótki staż i doświadczenie. Maile, które są pierwszym kontaktem blogera z wydawcą, są często bardzo nieprofesjonalne – zdarza się w nich mnóstwo błędów ortograficznych, brakuje adresu blogu, linku do kanału, przykładu recenzji, statystyk. Brakuje też informacji o tym, jakie książki dany bloger czyta – bo nikt z nas nie czyta wszystkiego, co ukazuje się na rynku.

Kinga Maszota: W momencie, gdy uczycie się pisania recenzji, dajcie teksty najpierw do przeczytania innym osobom. Mam wrażenie, że wiele tekstów napisanych jest po prostu „na szybko", autorzy nie przykładają się do swojej pracy i z tego wynikają potem błędy. Zajmujemy się literaturą – ten próg wejścia, jakość, powinny stać jak najwyżej.

Zdarza się, że młode blogerki proszą, bym przed publikacją przejrzała ich teksty. Bywa, że wysyłam do blogerów sugestie, by przed „ale” postawili przecinek lub poprawnie napisali słowo „który”. Bardzo częstym błędem jest mylenie dylogii z duologią – jako wydawca jestem na tym punkcie przeczulona. Apeluję też, by blogerki i blogerzy nie obrażali się na wydawców z powodu braku odpowiedzi. Spróbujcie za miesiąc, spróbujcie skontaktować się poprzez inny kanał.

Karol Górski: Ale nie popadajmy w skrajności – jeśli nie otrzymaliście odpowiedzi, nie piszcie do nas po pięciu minutach czy następnego dnia - to naprawdę nie zachęca do podjęcia współpracy.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-03-11 16:13:56
0 +-

Napisałam już sporo recenzji, także przedpremierowych i jeszcze nikt nie zaproponował mi za to pieniędzy. Bo moim zdaniem nie o pieniądze tu chodzi. Dla mnie najważniejsza jest możliwość podzielenia się wrażeniami po lekturze. Miło gdy ktoś to przeczyta, zostawi po sobie ślad. Czasem wywiąże się dyskusja. A książka to recsnzji całkiem miły upominek i pamiątka od wydawnictwa.

Avatar użytkownika - wwwiolka
wwwiolka
Dodany: 2019-01-19 16:30:25
0 +-

Ciekawy temat.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2018-11-01 22:19:49
0 +-

Cieszę się osobiście z tego powodu, że oceniając każdą przeczytaną przeze mnie książkę mam osobiste do niej podejście, własne zdanie.

Satysfakcją jest dla mnie jak się mój tekst spodoba innym.

Sama oceniam innych recenzje i uważam, że piszą ładnie i potrafią przekonać mnie do przeczytania danej książki.

Avatar użytkownika - mamut
mamut
Dodany: 2018-10-30 11:59:19
0 +-

Oj, ja bardzo często mam wrażenie, że opisy czy wrażenia z przeczytanej książki są opłacone przez wydawców. 

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 11:26:49
0 +-

Pisać jednak trzeba umieć!

Avatar użytkownika - Iskierka_czyta
Iskierka_czyta
Dodany: 2018-10-18 15:27:51
0 +-

Osobiście jestem w blogosferze niedługo, bo niecałe 2 lata. Przyznam, że przez pierwsze pół rou nie myślałam nawet o pisaniu maili do Wydawnictw z prośbą o książki. Jak już zaczęłam to z małej półki- wspierając początkujących, polskich autorów. Sama widzę wielką różnicę w swoich opiniach na blogu, tego jakie były na początku, a jakie są teraz. Uważam, że najważniejszy jest rozwój i regularność oraz dostrzeganie własnych błędów.

Jeżeli ktoś jest w tym środowisku dłużej, poświęca na to naprawdę dużo czasu i jest w tym dobry to tak- nie widzę problemu, że bierze za to fundusze. Co innego z ludźmi, którzy oczekują zapłaty, a są na średnim bądź słabym poziomie. Tak naprawdę recenzja książki to też jest praca. Pomijam sam proces czytania, który trwa kilka godzin (powiedzmy, że traktuję to jako przyjemność). Ale napisanie opinii to dla mnie powiedzmy godzina. Wysłanie linków oraz tekstów na strony to jakieś pół godziny. Do tego dochodzą zdjęcia na iInstagramie, instastories, prowadzenie fanpage. Doskonale wiem, że są też bloggerzy, którzy robią więcej i tego czasu poświęcają więcej, kwestia zapłaty jest jak dla mnie wtedy usprawiedliwiona.

Inną kwestią są zmiany w blogosferze. Ja zaczynając jako amator miałam niejednkrotnie więcej komentarzy pod opiniami, niż obecnie. Ludzie faktycznie idą w "lajki" oraz podziwianie obrazów. Często się zdarza, że opinia ma mnóstwo wyświetleń, ale ludziom brak czasu na pozostawienie po sobie śladu ;) 

Avatar użytkownika - lucter
lucter
Dodany: 2018-10-17 18:00:00
0 +-

Przyznam, że jestem pod wrażeniem, nie byłam świadoma jak cała sfera blogowania i współpracy funkcjonuje i jaka jest skala tych zjawisk:
bazy z kilkoma tysiącami blogerów, blogi i ich zasięgi w dziesiątkach tysięcy, programy do sprawdzania zasięgów, boty do komentarzy,
współpraca barterowa i płatna... Sporo się dowiedziałam.

Avatar użytkownika - bee85
bee85
Dodany: 2018-10-17 12:51:15
0 +-

Zdarza mi się czytać zamieszczone w Internacie recenzji, ale raczej traktuję je jako podpowiedź, co nowego wyszło i można by poczytać. Bo to, że komuś się dana książka spodobała  lub nie, nie musi znaczyć,  że będę mieć takie same odczucia. 

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-10-16 16:27:10
0 +-

Szok dla mnie!

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-10-16 14:04:39
0 +-

Większość recenzji to niestety streszczenia książek :(

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Pod naszym niebem
Sylwia Kubik
Pod naszym niebem
Tylko dla dorosłych
Nina Majewska-Brown
Tylko dla dorosłych
Marzycielka
Katarzyna Michalak
Marzycielka
Cecylio, obudź się!
Dorota Wójcik
Cecylio, obudź się!
Ojciec, czyli o Pieronku
Szymon Wróbel
Ojciec, czyli o Pieronku
Kolory pawich piór
Jojo Moyes;
Kolory pawich piór
Coco i jej mała czarna sukienka
Annemarie Van Haeringen
Coco i jej mała czarna sukienka
Wariat na wolności. Autobiografia
Wojciech Eichelberger;
Wariat na wolności. Autobiografia
Pokaż wszystkie recenzje